Pablito00 pisze: ↑22 kwietnia 2025, o 19:45
Cześć! Od kilku miesięcy miałem strach przed schizofrenią, kilka dni temu byłem 3 raz u psychiatry, po raz 3 wykluczono mi schizofrenie, 3 raz lekarz mi powiedział ze mam nerwice, powiedziałem sobie ze skoro 3 lekarzy mi wykluczyło schize i zdiagnozowało nerwice, to musi tak być, już jestem pewny że jej nie mam, wiadomo są lekowe myśli na podstawie tego czego się naczytałem o schizie, ale wiem ze to tylko myśli, olewam je, racjonalizuje i jest git, ale mam problem z nadwrażliwością słuchową i chciałbym was spytać czy ktoś z was miał taki objaw i jak go się pozbył. Mianowicie mam jeszcze coś takiego ze jestem w ciszy, i słyszę dosłownie każdy szmer, huczenie lodówki, wodę w rurze, jakiś pisk w uchu, szumy itd. Bardzo mnie to denerwuje i czasami jak usłyszę coś podobnego do szeptu ( wiem ze to nie szept bo przecież jestem sam w domu itd i omamy chyba tak nie wygladają ) to czasami jeszcze łapie mnie strach. Macie jakieś rady ? pozdrawiam
Siema stary,
to co opisujesz to typowy objaw nerwicy, serio - nie żadna schizofrenia. Trzech psychiatrów ci to wykluczyło, więc nie ma sensu dalej tego rozkminiać. To już nie jest temat do dyskusji, tylko fakt - masz nerwicę i tyle.
Co do tej nadwrażliwości słuchowej - to też klasyka przy lęku. Jak organizm jest w ciągłym stresie, to zmysły się wyostrzają, bo mózg myśli, że jesteś w niebezpieczeństwie i musisz wszystko słyszeć, widzieć i czuć. Tak działa układ nerwowy – chce cię „chronić”, tylko że odpala alarm tam, gdzie go w ogóle nie potrzeba. I wtedy słyszysz wszystko: lodówkę, rurę, szumy, nawet własne tętno.
No i jak coś zabrzmi jak szept, to mózg z miejsca podsuwa najgorszy scenariusz, bo „a nuż to coś poważnego”. Ale to nie omamy- tylko twój własny mózg, który przesadza z czujnością, bo jest rozregulowany od stresu.
I teraz najważniejsze: z tym objawem trzeba zrobić to samo, co z każdym innym objawem nerwicy - zaakceptować go i przestać się na nim skupiać. Nie analizować, nie sprawdzać, nie porównywać z objawami schizofrenii, nie nakręcać się. Po prostu: „okej, słyszę te dźwięki, whatever” - i wracasz do swojego. Im mniej uwagi temu poświęcisz, tym szybciej mózg przestanie to traktować jako zagrożenie.
Lęk karmi się skupieniem. Przestajesz go karmić - przestaje mieć siłę.
Także głowa do góry, nic ci nie grozi, to minie. Ale tylko jak dasz sobie luz i przestaniesz się temu przyglądać przez lupę. Trzymaj się!