Też myślę, że jeżeli ten lek Ci pomaga, to nie ma co zmieniać..ale trzeba wiedzieć też, czego spodziewać się od leków. Jeżeli są to SSRI, to musimy pamiętać, że są one tylko po to, żeby nas podnieść z łóżka i żeby nam się "cokolwiek chciało" tzn. chciało nam się podjąć dalsze kroki, żeby wyzdrowieć, wyrwać nas z apatii.. I u mnie zrobił to Setaloft znakomicie, już praktycznie po 2,5 tyg. brania. Jednak jeżeli chodzi o somatyczne dolegliwości, albo o nakręcanie się, katastrofizowanie, to robią to leki przeciwlękowe. SSRI nam w tym nie pomogą. Więc myślę, że mógłbyś zapytać lekarza o np. Pragiole (są małe dawki), lub Preato (ale tu dawki są już od 100mg w górę, a na początku trzeba by było zacząć od najmniejszej)- nie pamiętam czy robiłeś do tego podejście? Coś mi się teraz kojarzy, że chyba tak? Do tego leku też trzeba się przyzwyczaić, ok. 4 dni, jeżeli jest wszystko ok, to można brac, jeżeli nie, to znaczy, że trzeba poszukać czegoś innego niż pregabaliny.bareten pisze: ↑19 lutego 2025, o 14:05Lekarz powiedział, że jeśli już dwa razy pomagał mi ten lek, to póki co nie widzi sensu żeby zmieniać na inny. Stąd też kazał po prostu zwiększyć dawke. Powiedział, że lek można zawsze zmienić, ale ze nie chce mi tego robić póki mamy opcje kombinacji z tym lekiem. Od początku byłem uparty, bo było mi trochę lepiej i cały czas może złudnie wmawiałem sobie, że dam radę bez zwiększania dawki. Jednak minął miesiąc od wizyty u lekarza i są góry i doliny jeśli chodzi o samopoczucie. Ogólnie nie rusza się zbyt dużo w tą lepszą stronę, a czasem mam wrażenie że stoję w miejscu lub jest nawet gorzej. Może nie z samym lękiem, ale ogólnym samopoczuciem. Powiedziałbym, że teraz moje życie to taka trochę wegetacja. Niby coś robię , niby jakoś funkcjonuję. Jednak czasem pojawią się takie dni że przyjdzie jakiś lęk i znów mam tydzień do tyłu. Stąd stwierdzam, że może to ten czas by po raz trzeci zaufać lekarzowi i po prostu wykonać jego polecenie. Czemu mam się męczyć...
Jak u Ciebie? Pamiętam Twoje pierwsze posty. Czy leki umożliwiają Ci już w miarę normalne funkcjonowanie?
Z terapią próbuje, ale chyba mam za duże oczekiwania odnośnie terapeutów.
Powiem jak to rzeczywiście jest, i piszę to też jako psycholog z wykształcenia - leki tego nie zrobią, a tego nie powie nam lekarz
U mnie od tygodnia jest na prawdę dobrze, myśli mam znacznie mniej (już nie wiem czy jest to efekt zwiększonej znów pregabaliny (no jakoś ona wcześniej mi myśli nie usuwała), czy to efekt mojej własnej pracy czyli olewania myśli lub wyśmiewania. Bardziej obstawiam sposób nr. 2. Wczoraj miałam moment, że nasiliły się myśli i trochę opadło mi samopoczucie, ale to może być efektem stresującej mnie dzisiaj rozmowy.... którą wiem, że muszę odbyć. Poza tym no cały czas walczę, z myślami głównie, somaty same odeszły, bo od samego początku jakoś tak miałam, że po lekarzach nie latałam, bo wiedziałam, że robi mi to nerwica, poza tym no jakoś aż tak się nie bałam tego, bardziej "panikowałam" dlaczego mam ataki niż co one pokazują. U mnie najgorsze od samego początku są niestety myśli...mówię tu oczywiście o myślach z najbardziej przykrej dziedziny........wiemy jakie............staram się w nie nie wkręcać, raz jest lepiej raz jest gorzej.
Poza tym, niezmiennie zachęcam Cię do posłuchania chłopaków
