Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?

Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
Justa w drodze
Nowy Użytkownik
Posty: 18
Rejestracja: 27 stycznia 2025, o 17:01

27 stycznia 2025, o 19:04

Paulosia pisze:
27 stycznia 2025, o 18:08
Na ten moment na pewno nie zrobię takiej ekspozycji na lęk.. Tak jak napisałeś..zbyt ciężkie... Dopiero "zaczynam", więc nie jestem w stanie chyba po prostu ogarnąć co się dzieje..wcześniej byłam osobą dynamiczną, energiczną. Pracowałam i uczyłam się. Teraz wszystko przepadło.... siedzę w domu, czuję się "nieprzydatna". Przestałam już czekać na "ozdrowienie", staram się żyć "tu i teraz", jednak widzę, że to dominuje nade mną. Chwila "tu i teraz",dosłownie za kilkanaście minut wizja, że tak będzie już zawsze, nigdy to nie przejdzie... chyba nie jestem pogodzona z tym, z jednej strony nie dziwię się, że to mi się stało, z drugiej mam uczucie, jakby to była jakaś fikcja, jakby to nie działo się na prawdę.
Hej
Podobno właśnie skupianie na „ tu i teraz „ jest droga do pokonania nerwicy.
Tak że szlak masz dobry :)
Daj sobie przestrzeń na przeżywanie tych rzeczy.
Jak nie dostaną Twojej uwagi to odejdą :)
Sama walczę z szumami usznymi drugą dobę i nie dam się tak łatwo 🫶🔥
Trzymam za Ciebie kciuki 🤛
A to wrażenie w lustrze - mam ostatnio codziennie jak się maluje. Niby ja a jakby człowiek film oglądał
Justa w drodze
Nowy Użytkownik
Posty: 18
Rejestracja: 27 stycznia 2025, o 17:01

27 stycznia 2025, o 19:06

Pawlo41 pisze:
25 stycznia 2025, o 12:59
bareten pisze:
25 stycznia 2025, o 11:48
Czyli nie jestem sam. To jedna dobra informacja. Ale to gówno zmienia nasze życie ...
To prawda. Zmienia. Główny problem to objawy somatyczne i nakręcanie się nimi. U mnie to działa tak, że czuję objaw somatyczny i niepokój no i sięgam do forum by się upewnić, że nie jestem sam i że są osoby które mają podobnie. Np. badania z których wynika, że nic ci nie jest a czujesz jakieś obawy somatyczne oprócz lęku i niepokoju. A mój mózg mi nie pomaga bo se dopowiada historie tragiczne. Ehhh. I tak się to kręci, nerwicowy kołowrotek.
Mam tak samo. Mózg nie odpuszcza
Awatar użytkownika
bareten
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 691
Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37

27 stycznia 2025, o 19:16

No niestety, ja też aż dziwnie się ogolić bo patrzysz na tą twarz i jakbyś kogoś obcego golił, a nie siebie. Ale chyba jako psycholog znasz te stany odrealnienia? Umiesz to sobie racjonalnie wytłumaczyć? Ja choć miałem dwa razy po kilka miesięcy derealizację i depersonalizację to dalej czasem mi z tym ciężko..

Tak jak mówi koleżanka wyżej. W tym stanie nerwicy człowiek całe swoje myśli ma skierowane do wnętrza siebie. Skanuje siebie, słucha swojego ciała, skupia się na swoich myślach. W normalnym stanie człowiek swoje emocje, postrzeganie skupia na zewnątrz. Dlatego człowiek w stanie nerwicy czy odrealnienia czuje się zamknięty w swoim ciele z tymi objawami. Taka jest moja teoria. Zauważacie pewnie, że jak weźmie was ktoś na ciekawy spacer, czy pójdziecie na imprezę to mimo komfortu potraficie zapomnieć o odrealnieniu, somatach czy nerwicy? Nagle przestaje np piszczeć w uszach? Dlaczego? Bo coś się dzieje wokół i nie skupiamy się na sobie tylko żyjemy jak wcześniej tym co się dzieje wokół nas.

No dobra, teraz pytanie jak to zaakceptować i zacząć swoją uwagę kierować właśnie z powrotem na zewnątrz? Tego jeszcze do końca nie wiem, mimo że to mój 3 raz z epizodem nerwicy, to stare nauki poszły w las i uczę się wszystkiego na nowo. Wydaje mi się jednak, że wchodzę na coraz lepsze tory.
Awatar użytkownika
Paulosia
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 115
Rejestracja: 26 stycznia 2025, o 18:57

28 stycznia 2025, o 00:19

Znam stany odrealnienia tylko z własnego przypadku. Szczerze, czytając/ucząc się o zaburzeniach lękowych, czy to na studiach, czy poza nimi nigdy nie wyobrażałam sobie, że to tak działa. Myślałam tak jak "wszyscy"- boję się pająków itp. Nigdy nie sądziłam, że to potrafi zrobić coś takiego z człowieka... Kiedyś myśląc o odrealnieniu jako takim kojarzyło mi się to z zaburzeniami osobowości/schizofrenią.. Niestety nie potrafię tego wyjaśnić, sama nie rozumiem dlaczego dzieje się to w GAD. Ja na ten moment dłuższą depersonalizację miałam 2 dni, sama siebie bałam się w lustrze.. na samym początku tego "wybuchu", derealizacje miałam chyba??? dziś?? wczoraj?? po raz pierwszy.... Trochę mnie to martwi, jak piszesz, że to się wraca. Co do skupiania się na sobie-to jest w pewnym sensie dobre, jeżeli np. robimy medytacje/ćwiczymy jogę, wtedy możemy nauczyć się świadomości ciała i zrozumieć reakcje fizjologiczne na to wszystko, oczywiście wymaga to treningu.. Ja ze swojej strony mogę polecić Ci książkę "Zalękniony mózg"- tam jest wszystko fajnie wyjaśnione odnośnie procesów psychicznych, jak umysł "błądzi" dlaczego tak się dzieje i co na to pomaga. Mogę polecić jeszcze książkę "Uważność-trening mindfulness na codzień"- fajna oparta też na badaniach i zachęcająca.
Chodziłeś na terapię?
morpheusfp
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 60
Rejestracja: 14 grudnia 2016, o 15:29

29 stycznia 2025, o 09:14

Ja nie wiem czy to odrealnienie, ale ostatnio wychodzę z domu, jestem na klatce przy windzie - żona zamyka drzwi.
W jednej chwili przyszła myśl, że ciekawe jak to jest widzieć i jak widzi ona mnie ze swojej perspektywy.
Nagle myśli zaczęły się nasilać jakbym miał wyjść ze swojego ciała i stanąć obok, jakbym takie coś wywoła. Od razu czuję, że serce mi szybciej biję i pojawiają się kolejne myśli, że mi to nie przejdzie.
Wszedłem do windy starałem się uspokoić i po chwili przeszło.
Czy to mogło być chwilowe odrealnienie ?
Pawlo41
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 71
Rejestracja: 7 października 2023, o 13:41

29 stycznia 2025, o 17:56

Witajcie.
Czy może ktoś z Was ma coś takiego, że jak przychodzi wieczór to objawy zanikają lub łagodnieją a czujecie z tego powodu lekki niepokój i wyczekujecie na objawy somatyczne? Zastanawiacie się co Was zaraz będzie boleć? Kurde to taki dziwny stan. Jest spokój ale dziwny.
kiki333
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 39
Rejestracja: 3 grudnia 2024, o 08:25

29 stycznia 2025, o 18:06

Ja znów tak mam że w pędzie dnia rzadziej pojawiają się objawy.
Bardzie wieczorem jak już "zejdzie" pęd i napięcie.
Tak samo w sytuacji bardzo stresowej sobie radzę a jak już jest luz to to odchoruje i źle się czuje. Najczęściej wszystko pojawia się np tydzień po wielkim stresie...
Chociaż jakieś drobne objawy mam prawie codziennie podczas nawrotów które potrafią trwać np 3 miesiące.
Tylko że ja narazie próbuje całkowicie bez leków, teraz od grudnia biorę ashwagandhe no i magnez ale nie wiem czy to coś daje. Próbował ktoś z Was?
Awatar użytkownika
MESJASZ
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 231
Rejestracja: 7 września 2024, o 08:53

29 stycznia 2025, o 18:33

Suplementacja nie zaszkodzi, ale realnie nic Tobie to nie pomoże
Awatar użytkownika
bareten
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 691
Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37

29 stycznia 2025, o 18:41

Paulosia pisze:
28 stycznia 2025, o 00:19
Znam stany odrealnienia tylko z własnego przypadku. Szczerze, czytając/ucząc się o zaburzeniach lękowych, czy to na studiach, czy poza nimi nigdy nie wyobrażałam sobie, że to tak działa. Myślałam tak jak "wszyscy"- boję się pająków itp. Nigdy nie sądziłam, że to potrafi zrobić coś takiego z człowieka... Kiedyś myśląc o odrealnieniu jako takim kojarzyło mi się to z zaburzeniami osobowości/schizofrenią.. Niestety nie potrafię tego wyjaśnić, sama nie rozumiem dlaczego dzieje się to w GAD. Ja na ten moment dłuższą depersonalizację miałam 2 dni, sama siebie bałam się w lustrze.. na samym początku tego "wybuchu", derealizacje miałam chyba??? dziś?? wczoraj?? po raz pierwszy.... Trochę mnie to martwi, jak piszesz, że to się wraca. Co do skupiania się na sobie-to jest w pewnym sensie dobre, jeżeli np. robimy medytacje/ćwiczymy jogę, wtedy możemy nauczyć się świadomości ciała i zrozumieć reakcje fizjologiczne na to wszystko, oczywiście wymaga to treningu.. Ja ze swojej strony mogę polecić Ci książkę "Zalękniony mózg"- tam jest wszystko fajnie wyjaśnione odnośnie procesów psychicznych, jak umysł "błądzi" dlaczego tak się dzieje i co na to pomaga. Mogę polecić jeszcze książkę "Uważność-trening mindfulness na codzień"- fajna oparta też na badaniach i zachęcająca.
Chodziłeś na terapię?
Właśnie kupiłem tą książkę zlękniony umysł. Jakoś leży na półce, ale nie mogę się za nią zabrać. Jednak jak polecasz to czemu nie..

Na terapię chodziłem w 2013 i 2016r . Teraz też byłem na 3 spotkaniach. Jest lepiej, ale głową dalej pracuje nie tak jak powinna. Teraz szukam nowego terapeuty, bo mam wrażenie że wcześniejszy jakoś szału nie robi mimo wszystko.

Co do istnienia, to chyba jest dla mnie najstraszniejsze z tych zaburzeń. Szczególnie taka jak u mnie, która trwa cały czas. Taki mechanizm obronny, który utrzymuje u mnie objawy, bo cholernie mi z nią niewygodne. Żyje mimo niej, ale jak mi się przypomni to zawsze czuje niepokój i lęk, bo czuję się jak wariat.
Awatar użytkownika
bareten
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 691
Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37

29 stycznia 2025, o 18:43

kiki333 pisze:
29 stycznia 2025, o 18:06
Ja znów tak mam że w pędzie dnia rzadziej pojawiają się objawy.
Bardzie wieczorem jak już "zejdzie" pęd i napięcie.
Tak samo w sytuacji bardzo stresowej sobie radzę a jak już jest luz to to odchoruje i źle się czuje. Najczęściej wszystko pojawia się np tydzień po wielkim stresie...
Chociaż jakieś drobne objawy mam prawie codziennie podczas nawrotów które potrafią trwać np 3 miesiące.
Tylko że ja narazie próbuje całkowicie bez leków, teraz od grudnia biorę ashwagandhe no i magnez ale nie wiem czy to coś daje. Próbował ktoś z Was?
Ja od miesiąca biorę aschwagande i witaminy Olimp dla sportowców. Stan się polepszył?' czy od suplementów? Raczej nie, ale na pewno nie zaszkodziły, więc warto spróbować. Mi psycho podpowiedział że często zaburzenia są odpowiedzią na niedobory kwasu foliowego, żelaza, witaminy b dlatego pobiegłem do apteki i kupilem
wvnza
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 31
Rejestracja: 18 października 2018, o 19:58

4 lutego 2025, o 14:39

Mam dość, ta menda znowu wraca. Nerwica zaczęła się u mnie gdy miałem 16 lat, po mniej więcej 1.5 roku terapii, edukacji i zmiany stylu życia wróciłem na dobre tory i przestałem martwić się wachlarzem choróbsk i w końcu zacząłem żyć. Jednak czuję, że wracam do punktu wyjścia. Niedługo mam 23 lata, licencjat na głowie i kolejna decyzja co dalej w życiu robić. Tak jak kiedyś najczęściej myślałem o wylewach czy zawałach, to teraz padło na zadławienie sie i ogólnie duszenie i lęk przed połykaniem, zaczęło się małymi krokami jak miałem uczucie że coś mi wpadło do gardła 2-3 miesiące temu i raz w końcu skończyło się to atakiem paniki i byłem przekonany że na prawdę się duszę i muszę do szpitala, myślałem że tam padnę. Od tamtego czasu panika spowodowana tym że ciężko mi się przełyka czy coś wpada nie tam gdzie trzeba czy się przykleja do gardła pojawia się co raz częściej, doszło do momentu, że teraz przed każdym jedzeniem mam stres i w ogóle boję się jeść, każde przełknięcie idzie mi ciężko i wiąże się ze strachem. Oczywiście podejrzenia też już padły na to że może rzeczywiście coś jest tam nie tak, jakiś guz w gardle czy choróbsko które powoduje że nie przełykam prawidłowo. U laryngologa już byłem, na kamerce zbytnio nic nie widzi oprócz czegoś co nazwała "językiem tarczycowym" co oczywiście pogłębiło moje obawy i przekonanie że to nie nerwy za to wszystko odpowiadają. Jestem w trakcie umawiania się jeszcze do rodzinnego no i do endokrynologa i usg tarczycy ale no nie wiem niby były dni czy momenty gdy połykałem normalnie i udawało się zjeść coś bez problemu, jednak większość czasu muszę mieć przy sobie wodę by każdy kęs nią popijać. Czuję że wariuję i tracę znowu nad tym kontrolę, a nie chcę powtarzać tego wszystkiego co przeszedłem, miałem na siebie plan, zrobić formę na lato czy uczyć się języka hobbystycznie a póki co to wpadam w swoje obawy a lęki i ataki paniki nasilają się.
Ewula22
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 182
Rejestracja: 21 listopada 2024, o 19:35

4 lutego 2025, o 15:24

wvnza pisze:
4 lutego 2025, o 14:39
Mam dość, ta menda znowu wraca. Nerwica zaczęła się u mnie gdy miałem 16 lat, po mniej więcej 1.5 roku terapii, edukacji i zmiany stylu życia wróciłem na dobre tory i przestałem martwić się wachlarzem choróbsk i w końcu zacząłem żyć. Jednak czuję, że wracam do punktu wyjścia. Niedługo mam 23 lata, licencjat na głowie i kolejna decyzja co dalej w życiu robić. Tak jak kiedyś najczęściej myślałem o wylewach czy zawałach, to teraz padło na zadławienie sie i ogólnie duszenie i lęk przed połykaniem, zaczęło się małymi krokami jak miałem uczucie że coś mi wpadło do gardła 2-3 miesiące temu i raz w końcu skończyło się to atakiem paniki i byłem przekonany że na prawdę się duszę i muszę do szpitala, myślałem że tam padnę. Od tamtego czasu panika spowodowana tym że ciężko mi się przełyka czy coś wpada nie tam gdzie trzeba czy się przykleja do gardła pojawia się co raz częściej, doszło do momentu, że teraz przed każdym jedzeniem mam stres i w ogóle boję się jeść, każde przełknięcie idzie mi ciężko i wiąże się ze strachem. Oczywiście podejrzenia też już padły na to że może rzeczywiście coś jest tam nie tak, jakiś guz w gardle czy choróbsko które powoduje że nie przełykam prawidłowo. U laryngologa już byłem, na kamerce zbytnio nic nie widzi oprócz czegoś co nazwała "językiem tarczycowym" co oczywiście pogłębiło moje obawy i przekonanie że to nie nerwy za to wszystko odpowiadają. Jestem w trakcie umawiania się jeszcze do rodzinnego no i do endokrynologa i usg tarczycy ale no nie wiem niby były dni czy momenty gdy połykałem normalnie i udawało się zjeść coś bez problemu, jednak większość czasu muszę mieć przy sobie wodę by każdy kęs nią popijać. Czuję że wariuję i tracę znowu nad tym kontrolę, a nie chcę powtarzać tego wszystkiego co przeszedłem, miałem na siebie plan, zrobić formę na lato czy uczyć się języka hobbystycznie a póki co to wpadam w swoje obawy a lęki i ataki paniki nasilają się.
Witaj ja tez tak mniewam z tym przelykaniem.Tez mnie strach oblatywal ze sie udusze ze jedzenie mi staje ja dotego mam gule i miesnia mi sie spinaja szyji ale juz tak nie zwracam uwagi na to i jem tez jem ostroznie dobrze przezuwam gryze zeby byly jak najmniejsze kawalki jedzenia i popijam duza iloscia wody lub cherbaty
koziolekmatolek
Nowy Użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: 4 lutego 2025, o 17:20

4 lutego 2025, o 18:01

Hej, postanowiłem opisać swoją historię i liczyć na jakieś rady, jak się "odburzyć".
To tak tytułem wstępu - mam 24 lata, z nerwicą prawdopodobnie zmagam się od 9-tego roku życia (później chronologicznie opowiem).
Nasilenie nerwicy doszło do takiego stopnia miesiąc temu, że postanowiłem zapisać się do psychoterapeuty (jutro 3-cia wizyta) - tak naprawdę powinienem był to zrobić już w 2018.
Ok, to żeby było prościej opiszę chronologicznie swoje objawy:
- tak jak wspominałem, pierwsze objawy zaobserwowałem, gdy miałem 9 lat - wtedy przez jakiś okres czasu miałem bardzo silną potrzebę mycia co chwilę dłoni w obawie, że czymś się otruje (że przeniosę jakieś zarazki na jedzenie)
- w sumie potem kolejne objawy i ataki paniki pojawiły się w wieku 14 lat w ferie zimowe - przez jakiś czas czułem wieczorem silny ścisk w klatce, jakbym nie mógł oddychać, bałem się zasnąć, czułem, jakbym umierał.
- przez dłuższy czas było w porządku albo nie zwracałem na to uwagi/nie wiedziałem, że to nerwica, ale potężny objaw pojawił się w 2018 - mianowicie HOCD - pewnego dnia zapytałem się siebie samego "A co jeśli jestem gejem?" - wzbudziło to we mnie niesamowity niepokój, lęk, zaczęła się analiza wszystkich swoich zachowań, uważałem za niemoralne to, że mogę uznać, że jakiś facet jest przystojny i że to na pewno świadczy o tym, że jestem gejem. HOCD dalej się pojawia cyklicznie, mniej lub bardziej - szczególnie na siłowni, gdzie widzę kogoś lepiej zbudowanego niż ja sam - potrafię sobie nawet wyobrażać sceny seksu z takimi osobami - czasami wzbudza to we mnie lęk, a czasami nie wywołuje to u mnie żadnej reakcji i wtedy siebie pytam "o nie, nie miałeś lęku, to może jednak ci się to podoba?".
Wiem, że odnośnie HOCD to brzmi jakbym się "tłumaczył" i chciał to odrzucić, ale zapewne tak działa nerwica. Ogólnie rok wcześniej byłem w nieudanym związku z dziewczyną (z jej powodu), a w rok, w którym pojawiło się HOCD, też poznałem swoją obecną narzeczoną (o tym zaraz).
- odnośnie swojej obecnej narzeczonej - była to pierwsza osoba, która aż tak okazywała mi uczucia, czułem się komuś potrzebny, czułem się kochany itp, jednak nie wiadomo z jakich powodów ja ją ciągle dystansowałem, odsuwałem się - bałem się związku, ale z drugiej strony nie wyobrażałem sobie, żeby ona była z kimś innym. Takie "przekomarzanie się" trwało z rok - ogólnie tuż przed HOCD powiedziałem jej, że chyba sie w niej zakochałem (choć sam nie wiedziałem co czuję), a na drugi dzień z nią zerwałem, bo czułem ogromny lęk, że coś w moim życiu uległo zmianie... wybaczyła mi po raz kolejny i kolejne pół roku byliśmy przyjaciółmi, aż w końcu poczułem, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli, gdy jakiś chłopak z pracy zaczął do niej startować - wtedy postanowiłem się ogarnąć i przestać ją dystansować.
Nasz związek był raczej budowany "powoli", tj. nie mamy jakiejś dokładnej rocznicy itp, ja po prostu do niej przyjeżdżałem i był to swego rodzaju "romans", w trakcie którego każdy dookoła już wiedział, że jesteśmy razem - było to w sumie dla mnie komfortowe, jako że boje się ogromnych zmian w życiu, pokazywania tego itp.
No i tak trwamy prawie 6 lat - mamy zaplanowany ślub w maju, mieszkamy razem na swoim od ponad roku i teraz kolejne objawy:
- po przeprowadzce (listopad) przez 2 tygodnie czułem się okropnie (mieszkamy 200km/2 godziny od domu rodzinnego) - czułem, jakbym już miał nigdy nie zobaczyć swojej rodziny itp, byłem bardzo przytłoczony tą zmianą (mimo że wykańczanie mieszkania i cały "proces" w kupowaniu mieszkania itp nie wzbudzał we mnie lęku, tylko po prostu "działałem").
- potem znalazłem sobie zajęcie - przyjaciel wciągnął mnie w siłownie (od grudnia) i lęki po przeprowadzce się skończyły - do domu rodzinnego i tak jeździmy w zasadzie średnio co 2 tygodnie, a czasami i co tydzień.
- po zaręczynach w maju ubiegłego roku poczułem się dziwnie - zamiast się cieszyć i skakać z radości byłem jakiś taki obojętny - stresowałem się jak wiadomo przed samymi zaręczynami, ale później mialem wyrzuty sumienia, że nie wzbudziło to we mnie jakichś większych emocji i żyjemy jak dawniej (narzeczonej od razu o tym powiedziałem - ogólnie wie o wszystkich moich lękach, mam w niej wsparcie, nie wstydzę się jej niczego powiedzieć)
- mieliśmy ogromny kryzys w sierpniu - narzeczona z dnia na dzień się wyprowadziła, bo nie pasowało jej we mnie wiele rzeczy głównie "charakterowych"/"światopoglądowych", po prostu nie wyciągałem wniosków z tego, co mi mówiła i nie traktowałem tego poważnie, przykłady: mało rzeczy robiliśmy razem, za dużo grałem w gry, mój stosunek do ludzi był okropny (potrafiłem wyzywać cały świat za to, że są korki na drodze, taki głupi przykład) - poruszyło to mną bardzo mocno tym bardziej, że miałem inny stres na głowie (zaplanowana operacja serca taty - wyjazd do szpitala następnego dnia po wyprowadzce narzeczonej). Narzeczona chciała tydzień spokoju, ja przez ten tydzień byłem wrakiem człowieka i byłem gotowy zrobić wszystko, żeby do mnie wróciła (nerwica wmawiała mi coś w stylu - a może ty jej nie kochasz, tylko boisz się, że już w twoim wieku nikogo nie znajdziesz i nie będziesz poznawał tyle lat??) - po tygodniu, powoli zaczęło wszystko wracać do normy, krok po kroku, aż po miesiącu i po udanej operacji taty wróciliśmy do swojego mieszkania. Dlaczego o tym opowiadam? Przejdźmy do następnego punktu
- a no dlatego, że od mniej więcej świąt dopadł mnie straszny lęk przed ślubem - dopadły mnie refleksje czy to na pewno ta osoba, czy dobrze robię, że to już nie ma odwrotu, czy na pewno nam się uda - i mam te wątpliwości mimo że to ja byłem tą osobą, która po kryzysie się uparła (wbrew opinii rodziny i narzeczonej, aby ślub przełożyć), że ten ślub będzie w tym maju i koniec.
- te wątpliwości pojawiają się mimo tego, że narzeczonej naprawdę nie mam nic do zarzucenia, jest dobrze (wiadomo jak w każdym związku, są lepsze i gorsze dni, ale od kryzysu w sierpniu nie mieliśmy żadnej poważnej kłótni - narzeczona od tamtego momentu nie pracuje, szuka pracy, więc jesteśmy ze sobą 24/7)
- czuję coś na zasadzie, że potrzebuję tego utwierdzenia, że dobrze robię i żeby ktoś mi powiedział, że chcę tego ślubu - posługując się znaną metodą na rzut monetą - chcesz/nie chcesz ślubu - drżałbym, gdyby wypadło "nie chcesz"
- mam wrażenie, że strach przed posiadaniem dziecka też ma na to wpływ - czuję presję ze strony narzeczonej, bo ona bardzo pragnie dziecka, a ja mimo że może i bym chciał (bardzo uwielbiam/y spędzać czas z dziećmi z jej rodziny (6 lat/2 lata)), to bardzo się tego boje, tej odpowiedzialności i tego, że może stracę swoje obecne życie, pasje?
- jeśli chodzi o pasje - tutaj to głównie tenis, siłownia, gry komputerowe - z czego jeśli chodzi o gry - właśnie tu też wydaje mi się, że coś jest na rzeczy, że może czuje jakbym po ślubie/posiadając dzieci już nie mógł tego robić - mało tego, nawet obecnie jak wieczorem sobie gram z kolegą po parę godzin, to zaraz mnie chwytają wyrzuty sumienia, czy nie powinienem tego czasu spędzać z narzeczoną (oczywiście to tylko lęki, bo wszystko jest w zgodzie z narzeczoną, nie ma nic przeciwko - wtedy to chodziło o to, że pracowała do 21, była o 22 w domu, a ja nie usiadłem z nią i nie zjadłem kolacji ani nie porozmawiałem, tylko grałem). I to jest w tym wszystkim najgorsze - narzeczona świadomie nie ma nic przeciwko mojemu graniu czy czemukolwiek, a ja mam na przykład sztuczne wyrzuty i lęki
- pojawiły się też epizody strasznej tęsknoty za domem rodzinnym, rodzicami, rodziną narzeczonej (wszyscy są tam, mogą się widzieć codziennie, a my jesteśmy daleko) - nie byliśmy tam (rekord) miesiąc, i zaczynam na przykład mieć wyrzuty sumienia, że odczuwam taką tęsknotę, że może ja jestem niedojrzały do małżeństwa i własnej rodziny, skoro ciągle mnie ciągnie tam i mógłbym tam jeździć w każdy weekend? Oczywiście to nie tak, że chcę tam uciec od narzeczonej, tylko właśnie jak jadę tam z nią, to czuję się super - fakt, że czasami jak siedzieliśmy tam długo na jakieś święta czy coś, to czasami to ja bylem tym, który już chciał wracać na swoje (no ale z tyłu głowy była świadomość, że pewnie za 2 tygodnie przyjedziemy i może teraz czuję to, że po ślubie (i po ewentualnym posiadaniu dziecka) to sie zmieni?)

Prawdopodobne przyczyny mojego stanu (?):
- psychoterapeutka poprosiła mnie, abym na jutro przygotował zestawienie swojego dzieciństwa, bo często o nim wspominam - mam takie poczucie jakbym czegoś tam "nie osiągnął" - od małego byłem w zasadzie bardzo dojrzały jak na swój wiek, wiele osób mówiło mi, że jestem "5 lat do przodu" względem innych - zawsze się dobrze uczyłem, byłem najlepszy - od pierwszej klasy podstawówki w zasadzie rodzice nie musieli myśleć za mnie, co na przykład mam na jutro przynieść do szkoły, czy co mam zadane.
- wydaje mi się, że to, że całe życie bylem nastawiony na osiąganie sukcesu, zadowalanie rodziców (na przykład jak trafiła się gorsza ocena to była od razu kara na komputer, a dobrych ocen nikt nie zauważał), nieustanna presja przed sukcesem tez ma wpływ na moje "niezdecydowanie" co do ślubu, bo traktuję to też jako kolejny "cel" i sukces do osiągnięcia.
- brakowało może mi zawsze takiego "docenienia", a teraz może czuje, że znowu jestem "5 lat do przodu", bo mam 24 lata (25 rocznikowo), a tu już zaraz ślub itp - oczywiście z jednej strony nie żałuję, bo może dzięki temu, że byłem tak "ciśnięty", to nie skończyłbym dobrych studiów i nie miałbym teraz dobrej pracy, jaką mam, ale tak czy siak czuję, jakby moja psychika teraz musiała swoje "odpracować" za to.
- to potencjalne planowanie dziecka też raczej ma silny wpływ na mój stan, bo znowu traktuję to jako presję i coś, co odmieni bardzo moje życie, strach przed nieznanym itp.
- pogoda - zauważyłem, że te lęki (co roku pojawiają się) najczęściej atakują mocno w okresie jesienno-zimowym - tak też było i tym razem

Przebłysk:
- przez cały ten tydzień lęki trochę osłabły, pierwszy raz od miesiąca poczułem coś w stylu, że wizytę (jutrzejszą) u psychoterapeutki mógłbym odwołać, bo "daję radę", ale dzisiaj znowu mam jakiś atak - szkoda, bo przez ten tydzień już świeciło słońce (myślałem, że to dzięki temu jest lepiej), a dzisiaj znowu atak - najbardziej nie potrafię zrozumieć tego, że jednego dnia myśląc dokładnie o tych samych rzeczach i schematach, np. myśląc o ślubie, czuję podekscytowanie, lub po prostu czuję się OK, a drugiego dnia wzbudza to we mnie lęk.

Przepraszam, że trochę chaotycznie, ale starałem się w miarę zwięźle to wylistować, mam nadzieję, że w miarę mi się udało i ktoś będzie w stanie mi podpowiedzieć, jak te lęki trochę stępić oraz zrozumieć/przemówić sobie do rozsądku.
agan820101
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 41
Rejestracja: 27 listopada 2018, o 18:14

5 lutego 2025, o 07:33

Nie mogę wyjść z nerwicy, bo wiem , że pomimo dużej wiedzy na ten temat wciąż stosuję dużo zachowań asekurujących, zabezpieczających, nie potrafię podjąć ryzyka. Nie umiem wprowadzić w życie tej teorii, którą posiadam. Z takich, wydaje mi się najbardziej zachowawczych działań to: nie ruszam się z domu bez validolu, xanaxu(chociaż ten drugi potrafię czasem zostawić w domu, jednak validol musi być, czasem też guma do żucia)jak mnie tylko coś zakłuje, zakręci się w głowie, poczuję jakąś słabość zaraz odpuszczam zaplanowane wyjścia, aktywności i siadam lub się kładę do łóżka. Nie potrafię wyjąść na dłużej niż 2 godziny bez czegoś do jedzenia i picia, bo co jak mi spadnie cukier i źle się poczuję(nie mam problemów z cukrzycą, jednak jak jestem głodna źle się czuję). Co o tym sądzicie ? Chętnie poczytam jakie są wasze zachowania asekurujące, przez które dajecie sygnał umysłowi, że jest zagrożenie i nie możeciie wyjść przez to z nerwicy.
drakan9
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 27 października 2024, o 10:21

5 lutego 2025, o 10:08

agan820101 pisze:
5 lutego 2025, o 07:33
Nie mogę wyjść z nerwicy, bo wiem , że pomimo dużej wiedzy na ten temat wciąż stosuję dużo zachowań asekurujących, zabezpieczających, nie potrafię podjąć ryzyka. Nie umiem wprowadzić w życie tej teorii, którą posiadam. Z takich, wydaje mi się najbardziej zachowawczych działań to: nie ruszam się z domu bez validolu, xanaxu(chociaż ten drugi potrafię czasem zostawić w domu, jednak validol musi być, czasem też guma do żucia)jak mnie tylko coś zakłuje, zakręci się w głowie, poczuję jakąś słabość zaraz odpuszczam zaplanowane wyjścia, aktywności i siadam lub się kładę do łóżka. Nie potrafię wyjąść na dłużej niż 2 godziny bez czegoś do jedzenia i picia, bo co jak mi spadnie cukier i źle się poczuję(nie mam problemów z cukrzycą, jednak jak jestem głodna źle się czuję). Co o tym sądzicie ? Chętnie poczytam jakie są wasze zachowania asekurujące, przez które dajecie sygnał umysłowi, że jest zagrożenie i nie możeciie wyjść przez to z nerwicy.
Zasadniczo sama doszłaś do dobrego wniosku, jak nie porzucisz kontroli to nigdy z tego nie wyjdziesz i będziesz się kręciła jak chomik na kołowrotku, zacznij stosować metodę małych kroków i powoli odstawiaj tą kontrole
ODPOWIEDZ