Dziękuję Ci bardzo, że odpisałaś.Juliaaa78569 pisze: ↑29 listopada 2023, o 23:48
Sęk w tym, że nie rozgryzłaś jeszcze działania mechanizmu lękowego, bo post, który napisałaś wyłania schematy lękowe, którymi nadal się posługujesz.
Zobacz, że ostatnie zdania to są tylko i wyłącznie różnego rodzaju myśli natrętne, które próbują wyjaśnić lęk, który odczuwasz. A ty próbując je ujarzmić szukasz uspokojenia, by na chwilę poczuć się dobrze. Tzn. mogłabym napisać, że nie ma sensu wróżyć sobie choroby znikąd, że to nie jest nic poważnego itp. Ale nie o to w tym chodzi, bo to Cię uspokoi tylko na chwilę, przyjdzie inna sytuacja, a Ty znów będziesz stosować ten sam mechanizm zabezpieczający.
Zamiast tego warto trzymać się pewnych założeń które spowoduję zmianę tych nawyków. Po pierwszy i najważniejsze zrozumieć dlaczego, po co i jak to działa, a potem działanie.
Ucz się przepuszczać te myśli, nie tłumaczyć, nie uspokajać, nie wynajdywać milion scenariuszy, a co jeśli to, a co jeśli tamto, a co zrobię jak to się stanie.
Nie.
Ucz się je zostawiać i czekaj na dalszy rozwój wydarzeń. Cokolwiek sie stanie, będziesz dopiero wtedy myśleć co dalej i oszczędzisz sobie zamartwiania teraz.
A z doświadczenia wiem, że większość tego, czego się boimy nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Ja np. muszę iść w piątek na zajęcia zapytać profesorki, czy moja praca, którą zrobiłam nie jest zbyt podobna do czegoś tam i czy to nie plagiat. I myślę sobie: kurcze, jak to plagiat to mnie wyrzucą, koniec studiów, bla bla bla, albo, że cholera tyle czasu poświęciłam na to i będę musiała to zadanie robić od nowa, nie wyrobie się do sesji, nie wymyślę nic nowego...
No to by się mogło ciagnąć bez końca. Było upewnianie się, uspokajanie, zapewnianie, analizowanie co zrobię jak to i tamto się stanie.
Aż w końcu, mówię, kurde nie mam czasu na analizowanie x scenariuszy, zajmę się innym projektami, pójdę w piątek, zapytam i zobaczymy co dalej.
(ps: z tym wyrzuceniem z uczelnii to trochę przesada mocna, no ale tak działa zlękniony umysł)![]()
Wiem czym jest mechanizm lękowy i wiem, że się nakręcam. Jestem już 2,5 roku w terapii (z półroczną przerwą po pierwszym okresie, gdzie już się wydawało, że wszystko jest ok).
Chodzi o to, że przed moim wyjazdem zaczął się bardzo trudny okres w terapii, a chodzę na psychodynamiczną, która nieźle "poniewiera". Jest coś, co kryje w podświadomości i nie chce pokazać na jaw, co zaczęło budzić lęk podczas ostatniej sesji 2 tygodnie temu i terapeutka uprzedziła mnie, że zostawienie mnie z tym samą na wyjazd może być trudne.
Przez to że zachorowałam, odstęp między sesjami (jeśli pójdę w przyszłą środę), wyniesie już 3 tygodnie.
Normalnie radziłam sobie w kryzysowych sytuacjach, od 2 lat nie wzięłam do ust hydroksyzyny, bo sama potrafiłam się uspokoić.
Teraz niestety, ten lęk ma swoje racjonalne podłoże- tak jak wspominałam, mam traumę po covidzie, jak miałam 41,5 stopnia gorączki i ledwo oddychałam (nie mogłam nawet na jednym wdechu powiedzieć płynnie kilku słów bez przerwy na kolejny). I tak przez ok. miesiąc leżałam z inhalatorem. Jak zaczęło się to dziać to wyobraziłam sobie swoją własną śmierć.
Myślę, że aktualne ze względu na wrażenie ciężkości na płucach i pobolewanie między żebrami, po prostu mi się to przypomina i obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Tym bardziej, że jestem chora już prawie 2 tygodnie.
Gdyby to była złamana kończyna (miałam we wrześniu przez miesiąc), problem skórny, chore zatoki, to bym praktycznie to olała, bo to nie stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia.
Natomiast obecne symptomy po prostu przypominają mi covid, który, w gruncie rzeczy, mój organizm bardzo źle zniósł.
Jasne, że próbuję próbować płynąć tym myślom i staram się zajmować pracą itp. Natomiast coś siedzi w mojej podświadomości i do momentu jak nie rozgryzę tego z terapeutką, to będzie się dobijać do mnie.
Współczuję lęk z pracą dyplomową, też mam to za sobą, ale największy miałam jednak na licencjacie, kiedy bałam się, że nie zdąże napisać i nie wiem, co mogę napisać. I tak siedziałam całe dni i byłam zlękniona, że nic nie piszę, bo miałam blokadę .-. Także jeszcze inna obawa, która też wynikała z jednego rodzaju lęku i mojego doświadczenia z dzieciństwa.
Daj znać, jak poszło spotkanie
