Od kilku dni mam gorszy czas. Ostatnio intensywnie zaczęłam myśleć o tym, że jestem chora na białaczkę. Ta myśl nie pozwala mi funkcjonować. Od października biorę leki i chodzę na terapię, ale gorsze momenty się zdarzają. Miesiąc temu zaczęłam pracować w przedszkolu i często łapię infekcję. Gdy tylko coś zaczyna mnie rozkładać (ból gardła, bóle mięśni) moje lęki się nasilają
Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.
-
Panikara98
- Nowy Użytkownik
- Posty: 7
- Rejestracja: 25 listopada 2023, o 16:27
Cześć,
Od kilku dni mam gorszy czas. Ostatnio intensywnie zaczęłam myśleć o tym, że jestem chora na białaczkę. Ta myśl nie pozwala mi funkcjonować. Od października biorę leki i chodzę na terapię, ale gorsze momenty się zdarzają. Miesiąc temu zaczęłam pracować w przedszkolu i często łapię infekcję. Gdy tylko coś zaczyna mnie rozkładać (ból gardła, bóle mięśni) moje lęki się nasilają
czy ktoś ma podobnie ?
Od kilku dni mam gorszy czas. Ostatnio intensywnie zaczęłam myśleć o tym, że jestem chora na białaczkę. Ta myśl nie pozwala mi funkcjonować. Od października biorę leki i chodzę na terapię, ale gorsze momenty się zdarzają. Miesiąc temu zaczęłam pracować w przedszkolu i często łapię infekcję. Gdy tylko coś zaczyna mnie rozkładać (ból gardła, bóle mięśni) moje lęki się nasilają
-
Agawwo
- Nowy Użytkownik
- Posty: 3
- Rejestracja: 25 listopada 2023, o 23:26
Ciężko ztym lękiem.Wychodzę tylko jak muszę,nie mam ochoty widywać się z rodzeństem,ciągła krytyka za byle co,oskarżenia i obserwacja,rzadko ich odwiedzam,bo nie czuję się komfortowo.Nie mogę też powiedzieć im o swoich lękach,a czują że coś ukrywam i podejżliwie patrzą.Czasem mówie tacie o moim samopoczuciu,ale bez reakcji,mam się nie przejmować. Mam jedná znajomą po przejściach,też ma problemy depresyjne,więc trochę rozumie jak to jest,ale nie rozmawiamy codziennie...
-
Panikara98
- Nowy Użytkownik
- Posty: 7
- Rejestracja: 25 listopada 2023, o 16:27
Wcześniej pracowałam zdalnie, ale ta praca jeszcze bardziej bardziej potęgowała moje lęki. Miałam styczność z dużą ilością informacji i cały czas wyszukiwałam nowe choroby. Teraz, jak pracuję w przedszkolu, jest lepiej, ale pojawił się strach przed infekcjami 
-
og220
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 140
- Rejestracja: 15 listopada 2018, o 07:27
Cześć, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na forum (chyba 2 lata temu, jak miałam duszności po covidzie).
Piszę, bo jestem w kryzysie i niestety też jest to związane ze złym stanem zdrowia.
Ponad tydzień temu przed weekendem zaczęłam słabiej się czuć i miałam problemy z zatokami, jak często u mnie bywa. Poszłam do lekarza, bo w niedziele miałam wyjazd służbowy do Portugalii. Lekarz powiedziała, że wygląda to na wirusowe zapalenie nosa, dała trochę leków i pojechałam, mimo że miałam ogromne lęki przed wyjazdem, bo mam trudniejszy okres w terapii.
Pojechałam. Co prawda było tam cieplej, ale w portugalskim budownictwie nie ma ogrzewania, więc w moim zakwaterowaniu było zimno, wilgoć i co chwile otwierane okna do wietrzenia. Zaczęłam się czuć coraz gorzej i jeszcze bardziej panikować, aż nawet zdecydowałam się przebookować bilet do Polski na wcześniej (mimo że biłam się z myślami, że może się tylko nakręcam i nie powinnam się poddać lękom).
W piątek poszłam do laryngologa i powiedziała mi, że coś się rozwinęło, bo mam białe naloty na gardle i migdalkach. Kazała wziąć antybiotyk.
Wszystko byłoby jeszcze do zniesienia gdyby nie fakt, że od jakiegoś tygodnia mam uczucie cięższej klatki piersiowej i czasem sporadycznie coś mnie lekko w jej dolnej części zaboli.
Lekarz powiedziała, że jak będzie się pogarszać to mam iść do internisty na osłuchanie. Umówiłam się dzisiaj, ale oczywiście wizytę mam dopiero w środę w południe. Nie pogarsza mi się nic, ale mam wrażenie, że cały czas jest tak samo.
Problem w tym, że jestem straumatyzowana po koronie 2 lata temu, jak ledwo wciągałam powietrze i nie mogłam nawet płynnie mówić, bo brakowało mi tchu. Od tamtego czasu pojawiły się alergie, ogólnie słaba odporność, bo co chwilę łapałam infekcje.
Boję się teraz, że mam jakieś zapalenie płuc albo nie wiadomo co, że zacznę się dusić i nawet przechodzą mi przez głowę myśli, że umrę. Czuję się zlękniona i zestresowana, co na pewno nie pomaga w odpoczywaniu w chorobie, a najgorsze jest to, że jestem sama na mieszkaniu od 3 dni i po prostu już wariuję.
Po prostu mam wizję tego, że mam jakąś poważniejszą chorobę, że nie wytrzymam do tej wizyty lekarskiej, że trafi mi się beznadziejny lekarz, który nic ze mną nie zrobi. Boję się każdego scenariusza- jak się okaże, że to nic groźnego, to będę dalej się nakręcać, że zostałam źle zdiagnozowana i coś mi się stanie. Jak wyjdzie, że to poważniejsza choroba, to też będę panikować, że z niej nie wyjdę… już nie wiem, co z sobą zrobić…
Piszę, bo jestem w kryzysie i niestety też jest to związane ze złym stanem zdrowia.
Ponad tydzień temu przed weekendem zaczęłam słabiej się czuć i miałam problemy z zatokami, jak często u mnie bywa. Poszłam do lekarza, bo w niedziele miałam wyjazd służbowy do Portugalii. Lekarz powiedziała, że wygląda to na wirusowe zapalenie nosa, dała trochę leków i pojechałam, mimo że miałam ogromne lęki przed wyjazdem, bo mam trudniejszy okres w terapii.
Pojechałam. Co prawda było tam cieplej, ale w portugalskim budownictwie nie ma ogrzewania, więc w moim zakwaterowaniu było zimno, wilgoć i co chwile otwierane okna do wietrzenia. Zaczęłam się czuć coraz gorzej i jeszcze bardziej panikować, aż nawet zdecydowałam się przebookować bilet do Polski na wcześniej (mimo że biłam się z myślami, że może się tylko nakręcam i nie powinnam się poddać lękom).
W piątek poszłam do laryngologa i powiedziała mi, że coś się rozwinęło, bo mam białe naloty na gardle i migdalkach. Kazała wziąć antybiotyk.
Wszystko byłoby jeszcze do zniesienia gdyby nie fakt, że od jakiegoś tygodnia mam uczucie cięższej klatki piersiowej i czasem sporadycznie coś mnie lekko w jej dolnej części zaboli.
Lekarz powiedziała, że jak będzie się pogarszać to mam iść do internisty na osłuchanie. Umówiłam się dzisiaj, ale oczywiście wizytę mam dopiero w środę w południe. Nie pogarsza mi się nic, ale mam wrażenie, że cały czas jest tak samo.
Problem w tym, że jestem straumatyzowana po koronie 2 lata temu, jak ledwo wciągałam powietrze i nie mogłam nawet płynnie mówić, bo brakowało mi tchu. Od tamtego czasu pojawiły się alergie, ogólnie słaba odporność, bo co chwilę łapałam infekcje.
Boję się teraz, że mam jakieś zapalenie płuc albo nie wiadomo co, że zacznę się dusić i nawet przechodzą mi przez głowę myśli, że umrę. Czuję się zlękniona i zestresowana, co na pewno nie pomaga w odpoczywaniu w chorobie, a najgorsze jest to, że jestem sama na mieszkaniu od 3 dni i po prostu już wariuję.
Po prostu mam wizję tego, że mam jakąś poważniejszą chorobę, że nie wytrzymam do tej wizyty lekarskiej, że trafi mi się beznadziejny lekarz, który nic ze mną nie zrobi. Boję się każdego scenariusza- jak się okaże, że to nic groźnego, to będę dalej się nakręcać, że zostałam źle zdiagnozowana i coś mi się stanie. Jak wyjdzie, że to poważniejsza choroba, to też będę panikować, że z niej nie wyjdę… już nie wiem, co z sobą zrobić…
- Sauron10
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 190
- Rejestracja: 7 listopada 2023, o 14:51
-
og220
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 140
- Rejestracja: 15 listopada 2018, o 07:27
To się nazywa depersonalizacja i zazwyczaj pojawia się przy nerwicy.ma.jka pisze: ↑10 listopada 2023, o 22:39hej mam 16 lat. Dzisiaj stan nie byl najgorszy ale i tak mialam czeste mysli o tym czy ja w ogole zyje ze moze nie jestem w swoim ciele. Zaczelam suplementowac dzis takze ashwagande. Moze ona stlumi chociaz troche moje codziennie natretne mysli i lęki. pozdrawiam i zycze zdrowka.
Nie chcę nic mówić, ale tłumienie lęku jak to określiłaś nie jest dobrym, szczególnie długoterminowym pomysłem. Ja w Twoim wieku tez tak robiłam, zaciskałam zęby i mimo że się trzęsłam z lęku to zawsze szłam do przodu. Taka postawa po kilku latach może zacząć być już ogromnym kłopotem.
Czy masz jakąś zaufaną osobę, której możesz sie zwierzyć? Czy możesz poprosić kogoś z otoczenia, żeby zapisał Cię na terapię?
To że jesteś na forum, to dobry znak, bo widać, że szukasz rozwiązania/pomocy. Bardzo duży plus dla Ciebie za to
Aczkolwiek powinnaś najlepiej skontaktować się z terapeutą, tak realnie można sobie pomóc. To tak naprawdę nic przerażającego, teraz mnóstwo osób chodzi do psychologa.
Ściskam Cię i mam nadzieje, że poczujesz sie lepiej
-
og220
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 140
- Rejestracja: 15 listopada 2018, o 07:27
Myślę, że psychika jest na tyle złożona, że potrafi płatać różne figle. U mnie było na odwrót- nerwica lękowa kryła depresję.Tosik pisze: ↑10 listopada 2023, o 12:27Ja nie wierzę w to że mam nerwicę. Nic mi tutaj nie pasuje . Mam głównie myśli rezygnacyjne, depresyjne.
Czuję się beznadziejna, bezwartościowa, głupia, inna niż wszyscy, jakaś wybrakowana. Wy wszyscy tutaj na forum wydajecie mi się lepsi jacyś mądrzejsi lepiej formułujący swoje myśli.
Czuję że zawaliłam swoje życie i nie tylko swoje że zniszczyłam życie mężowi bo mógł poznać kogoś normalnego,wesołego, wulyluzowanego ,fajnego jak on a nie tracić czas ze mną. Ja nawet mieszkania nie potrafię urządzić. Mam je w remoncie a nie potrafię zdecydować się na kafelki w łazience. Chciałabym zniknąć,przestać myśleć ,przestać być problemem dla rodziny dla siebie. Czuję się nie zdolna do życia. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czuję się wyczerpana psychicznie.
Gdyby mąż Cię nie kochał i nie akceptował, to po prostu by już go nie było i jednocześnie udowodniłby, że nie jest Ciebie wart. Ale takiej sytuacji nie ma.
Doskonale rozumiem, co to wyczerpanie psychiczne, człowiek realnie nawet chce coś zrobić, ale po prostu się nie da, bo jest jakaś blokada i jesteś trzymany w wirze emocji.
Ja miałam kilkudniowe nawroty lękowe po 2 latach spokoju i to jest „Śmieszne”, ale np. Nie byłam w stanie zamówić sobie przez internet butów zimowych, a to ze 4 kliknięcia
Najgorsze w tej sytuacji, co możesz robić, to wlasnie winić się za to, jak się czujesz i jaka beznadziejna jesteś. Zaakceptuj to, ze TERAZ po prostu masz kryzys i nie ogarniasz życia, obwinianie się i dołowanie nie zmienia stanu rzeczy. Po prostu tak teraz jest no i trudno. Musisz się pogodzić, ze teraz czujesz negatywne emocje, to nieprzyjemne, ale do przetrwania.
To nie będzie trwało wiecznie, szczególnie jak zaczniesz pracować nad sobą
-
og220
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 140
- Rejestracja: 15 listopada 2018, o 07:27
Myśle, że każdy zna teraz osobę lecząca się psychiatrycznie, więc naprawdę nie wywołałaś tym żadnego szoku ani niepokoju u koleżanki. Naprawdę poziom świadomości ludzi na temat zdrowia psychicznego jest znacznie większy niż jeszcze kilka lat temu i to jest normalne, że chodzisz sobie do psychiatry/na terapie.Lena96 pisze: ↑9 listopada 2023, o 22:16Hej,
Dziś w pracy przyznałam się jednej z koleżanek, że leczę się psychiatrycznie i że skłamałam ostatnio w sprawie mojej nieobecności. Teraz jestem strasznie przestraszona, że ona to komuś powie. Czuję się nieprzytomna i zmęczona, nie mogę się skoncentrowaćBoję się, że zostanę przez to wykluczona z grupy, chociaż właściwie zawsze jestem na uboczu i nigdy się nią nie czuję
![]()
Zresztą co najgorszego może się stać? Jeśli Cię za takie coś całkiem odrzucą z grupy, to będziesz wiedziała, że ci ludzie są niedojrzali i nadzwyczajnie głupi. Myśle, ze w takim wypadku nie ma co ubiegać się o aprobatę takich osób.
-
og220
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 140
- Rejestracja: 15 listopada 2018, o 07:27
Jesteś w toksycznym związku. Zdajesz sobie sprawę z tego, że twój mąż się de facto znęca nad tobą takim zachowaniem? To nie Ty jesteś problemem, tylko on.madzia26madzia pisze: ↑10 listopada 2023, o 22:09Hej. Dawno mnie nie było
Mam straszne problemy rodzinne. Mąż mnie nie szanuje. Ciągle szukam w sobie winy a tak naprawdę to on mnie nie szanuje. Na każdym kroku mówi jak ci nie pasuje to się rozwiedz. Nie wiem co robić. Moje objawy nerwicowe dużo ustąpiły. Mam pewne fobie jeszcze ale dużo się zmieniło a on mnie ciągle o wsztlytsko obwinia. Tak mi źle. Tak bym chciała żeby przyszedł i powiedział że wszytsko będzie dobrze. A nie ciągle tylko słyszę jaka ja jestem
Jestem tym strasznie zmeczona
Moim zdaniem powinnaś jak najszybciej uzyskać fachową pomoc i dążyć do uwolnienia się od tego człowieka.
I jeszcze jedno: skoro nigdy nie przyszedł i nie powiedział, ze wszystko będzie dobrze, to on nigdy tego nie zrobi. Nie ma co żyć w iluzji, ludzie się nie zmieniają, chyba ze widzą w sobie problem i pracują nad sobą. On inny nie będzie, dalej będzie Cię poniżał, bo czerpie z tego podświadomie jakąś przyjemność.
Może być tak, że podświadomie Ty też odczuwasz satysfakcję z bycia traktowaną w ten sposob, chociaż realnie patrząc, to może wydawać się absurdalne.
- Juliaaa78569
- Dyżurny na forum Odważny VIP
- Posty: 589
- Rejestracja: 27 kwietnia 2018, o 16:25
Sęk w tym, że nie rozgryzłaś jeszcze działania mechanizmu lękowego, bo post, który napisałaś wyłania schematy lękowe, którymi nadal się posługujesz.og220 pisze: ↑27 listopada 2023, o 21:26Cześć, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na forum (chyba 2 lata temu, jak miałam duszności po covidzie).
Piszę, bo jestem w kryzysie i niestety też jest to związane ze złym stanem zdrowia.
Ponad tydzień temu przed weekendem zaczęłam słabiej się czuć i miałam problemy z zatokami, jak często u mnie bywa. Poszłam do lekarza, bo w niedziele miałam wyjazd służbowy do Portugalii. Lekarz powiedziała, że wygląda to na wirusowe zapalenie nosa, dała trochę leków i pojechałam, mimo że miałam ogromne lęki przed wyjazdem, bo mam trudniejszy okres w terapii.
Pojechałam. Co prawda było tam cieplej, ale w portugalskim budownictwie nie ma ogrzewania, więc w moim zakwaterowaniu było zimno, wilgoć i co chwile otwierane okna do wietrzenia. Zaczęłam się czuć coraz gorzej i jeszcze bardziej panikować, aż nawet zdecydowałam się przebookować bilet do Polski na wcześniej (mimo że biłam się z myślami, że może się tylko nakręcam i nie powinnam się poddać lękom).
W piątek poszłam do laryngologa i powiedziała mi, że coś się rozwinęło, bo mam białe naloty na gardle i migdalkach. Kazała wziąć antybiotyk.
Wszystko byłoby jeszcze do zniesienia gdyby nie fakt, że od jakiegoś tygodnia mam uczucie cięższej klatki piersiowej i czasem sporadycznie coś mnie lekko w jej dolnej części zaboli.
Lekarz powiedziała, że jak będzie się pogarszać to mam iść do internisty na osłuchanie. Umówiłam się dzisiaj, ale oczywiście wizytę mam dopiero w środę w południe. Nie pogarsza mi się nic, ale mam wrażenie, że cały czas jest tak samo.
Problem w tym, że jestem straumatyzowana po koronie 2 lata temu, jak ledwo wciągałam powietrze i nie mogłam nawet płynnie mówić, bo brakowało mi tchu. Od tamtego czasu pojawiły się alergie, ogólnie słaba odporność, bo co chwilę łapałam infekcje.
Boję się teraz, że mam jakieś zapalenie płuc albo nie wiadomo co, że zacznę się dusić i nawet przechodzą mi przez głowę myśli, że umrę. Czuję się zlękniona i zestresowana, co na pewno nie pomaga w odpoczywaniu w chorobie, a najgorsze jest to, że jestem sama na mieszkaniu od 3 dni i po prostu już wariuję.
Po prostu mam wizję tego, że mam jakąś poważniejszą chorobę, że nie wytrzymam do tej wizyty lekarskiej, że trafi mi się beznadziejny lekarz, który nic ze mną nie zrobi. Boję się każdego scenariusza- jak się okaże, że to nic groźnego, to będę dalej się nakręcać, że zostałam źle zdiagnozowana i coś mi się stanie. Jak wyjdzie, że to poważniejsza choroba, to też będę panikować, że z niej nie wyjdę… już nie wiem, co z sobą zrobić…
Zobacz, że ostatnie zdania to są tylko i wyłącznie różnego rodzaju myśli natrętne, które próbują wyjaśnić lęk, który odczuwasz. A ty próbując je ujarzmić szukasz uspokojenia, by na chwilę poczuć się dobrze. Tzn. mogłabym napisać, że nie ma sensu wróżyć sobie choroby znikąd, że to nie jest nic poważnego itp. Ale nie o to w tym chodzi, bo to Cię uspokoi tylko na chwilę, przyjdzie inna sytuacja, a Ty znów będziesz stosować ten sam mechanizm zabezpieczający.
Zamiast tego warto trzymać się pewnych założeń które spowoduję zmianę tych nawyków. Po pierwszy i najważniejsze zrozumieć dlaczego, po co i jak to działa, a potem działanie.
Ucz się przepuszczać te myśli, nie tłumaczyć, nie uspokajać, nie wynajdywać milion scenariuszy, a co jeśli to, a co jeśli tamto, a co zrobię jak to się stanie.
Nie.
Ucz się je zostawiać i czekaj na dalszy rozwój wydarzeń. Cokolwiek sie stanie, będziesz dopiero wtedy myśleć co dalej i oszczędzisz sobie zamartwiania teraz.
A z doświadczenia wiem, że większość tego, czego się boimy nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Ja np. muszę iść w piątek na zajęcia zapytać profesorki, czy moja praca, którą zrobiłam nie jest zbyt podobna do czegoś tam i czy to nie plagiat. I myślę sobie: kurcze, jak to plagiat to mnie wyrzucą, koniec studiów, bla bla bla, albo, że cholera tyle czasu poświęciłam na to i będę musiała to zadanie robić od nowa, nie wyrobie się do sesji, nie wymyślę nic nowego...
No to by się mogło ciagnąć bez końca. Było upewnianie się, uspokajanie, zapewnianie, analizowanie co zrobię jak to i tamto się stanie.
Aż w końcu, mówię, kurde nie mam czasu na analizowanie x scenariuszy, zajmę się innym projektami, pójdę w piątek, zapytam i zobaczymy co dalej.
(ps: z tym wyrzuceniem z uczelnii to trochę przesada mocna, no ale tak działa zlękniony umysł)
