Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.
-
Pawlo41
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 71
- Rejestracja: 7 października 2023, o 13:41
Witam
Czy też miewacie poczucie bezradości i że czujecie się zmęczeni, chce się Wam płakać od tej nerwicy? Ja już mam dość. Nie radzę sobie. Najbardziej niepokój odczuwam z samego rana. Bywa, że wstanę i jest przez chwilę dobrze, by po chwili nadszedł niepokój. I tak zazwyczaj do wieczora. Co to za gó...o się przypałętało?!
Czy też miewacie poczucie bezradości i że czujecie się zmęczeni, chce się Wam płakać od tej nerwicy? Ja już mam dość. Nie radzę sobie. Najbardziej niepokój odczuwam z samego rana. Bywa, że wstanę i jest przez chwilę dobrze, by po chwili nadszedł niepokój. I tak zazwyczaj do wieczora. Co to za gó...o się przypałętało?!
-
Pawlo41
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 71
- Rejestracja: 7 października 2023, o 13:41
Dziękuję za słowa wsparcia.
Czasami mam dość tego wszystkiego. Od rana somaty z niepokojem a pod wieczór znaczna poprawa. Już teraz lepiej się czuję, mam inną energię w sobie, inne myślenie.
-
kiki333
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 39
- Rejestracja: 3 grudnia 2024, o 08:25
Eh no i trafił się gorszy czas...
Z somatami żyje już od kilku dobrych lat, czasami jest w porządku przez miesiąc dwa czasami cały tydzień ciężko.
W zeszłym tygodniu byłem przeziębiony dość mocno, po przeziębieniu zaczęły się zaburzenia rytmu, skurcze dodatkowe, mdłości, mocne bóle i napięcie karku.
Dzisiaj z rana apogeum, dobrze spałem, a po wstaniu mdłości, falowanie i delikatne zaburzenia widzenia, oczywiście wysokie tętno, starałem się nie panikować i przeszło gdy jechałem do pracy
jednak dalej nie jest całkowicie ok...
Chyba tak jak dzisiaj jest to związane z tym że co drugi dzień pracuje 12h, gdzie praktycznie cały dzień siedzę sam w pokoju w pracy czasami błądząc myślami
Myślicie że zmiana pracy na bardziej kontaktową z ludźmi pomoże? (Od dawna już o tym myślę).
Wczoraj dzień wolny to było ok, a dzisiaj znów "jazda".
Z somatami żyje już od kilku dobrych lat, czasami jest w porządku przez miesiąc dwa czasami cały tydzień ciężko.
W zeszłym tygodniu byłem przeziębiony dość mocno, po przeziębieniu zaczęły się zaburzenia rytmu, skurcze dodatkowe, mdłości, mocne bóle i napięcie karku.
Dzisiaj z rana apogeum, dobrze spałem, a po wstaniu mdłości, falowanie i delikatne zaburzenia widzenia, oczywiście wysokie tętno, starałem się nie panikować i przeszło gdy jechałem do pracy
Chyba tak jak dzisiaj jest to związane z tym że co drugi dzień pracuje 12h, gdzie praktycznie cały dzień siedzę sam w pokoju w pracy czasami błądząc myślami
Myślicie że zmiana pracy na bardziej kontaktową z ludźmi pomoże? (Od dawna już o tym myślę).
Wczoraj dzień wolny to było ok, a dzisiaj znów "jazda".
- bareten
- Odważny i aktywny forumowicz
- Posty: 691
- Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37
Mówisz i zmianie pracy, a czy próbowałeś kiedyś to wyciszyć środkami SSRI? Nie namawiam, nie zachęcam zeby nie było oczywiście. Zgodzę się z każdym kto powie, że kluczem jest nastawienie i przerobienie tego samemu. Czasem jednak Warto się podeprzeć. Tym bardziej że męczysz się już długi czas...
Generalnie rzecz biorąc kontakt z ludźmi zawsze leczy, więc to nie jest głupi pomysł. Tylko czy nie wywoła to u Ciebie dodatkowe stresu kiedy jesteś w fazie objawów?
Przy okazji zapytam, jak u Ciebie objawia się opisywane przez Ciebie spięcie karku? Sam mam nerwicę. Od około 4 dni mam ból w dolnej części karku, tak że jest dyskomfort przy kręceniu głową w prawo lewo lub góra dół. Ból ciągnie mnie aż do łopatek, gdzie kłuje jakbym miał między nimi jakiegoś klina. Spięte "kaptury", twarde jak skała. Myślałem, że to kwestia złego ułożenia w śnie, ale już coraz bardziej skłaniam się ku temu, że to kolejny nowy objaw somatyczny. Generalnie czuje się, jeśli chodzi o plecy, jakbym wczoraj wyniósł z domu pod blok z tone gruzu i zapełnił cały nim cały worek. Czy jest to coś podobnego do tego co Ty czujesz?
Generalnie rzecz biorąc kontakt z ludźmi zawsze leczy, więc to nie jest głupi pomysł. Tylko czy nie wywoła to u Ciebie dodatkowe stresu kiedy jesteś w fazie objawów?
Przy okazji zapytam, jak u Ciebie objawia się opisywane przez Ciebie spięcie karku? Sam mam nerwicę. Od około 4 dni mam ból w dolnej części karku, tak że jest dyskomfort przy kręceniu głową w prawo lewo lub góra dół. Ból ciągnie mnie aż do łopatek, gdzie kłuje jakbym miał między nimi jakiegoś klina. Spięte "kaptury", twarde jak skała. Myślałem, że to kwestia złego ułożenia w śnie, ale już coraz bardziej skłaniam się ku temu, że to kolejny nowy objaw somatyczny. Generalnie czuje się, jeśli chodzi o plecy, jakbym wczoraj wyniósł z domu pod blok z tone gruzu i zapełnił cały nim cały worek. Czy jest to coś podobnego do tego co Ty czujesz?
-
kiki333
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 39
- Rejestracja: 3 grudnia 2024, o 08:25
Nie próbowałem SSRI, ogólnie to nie byłem z tym u psychiatry jeszcze.bareten pisze: ↑22 stycznia 2025, o 10:00Mówisz i zmianie pracy, a czy próbowałeś kiedyś to wyciszyć środkami SSRI? Nie namawiam, nie zachęcam zeby nie było oczywiście. Zgodzę się z każdym kto powie, że kluczem jest nastawienie i przerobienie tego samemu. Czasem jednak Warto się podeprzeć. Tym bardziej że męczysz się już długi czas...
Generalnie rzecz biorąc kontakt z ludźmi zawsze leczy, więc to nie jest głupi pomysł. Tylko czy nie wywoła to u Ciebie dodatkowe stresu kiedy jesteś w fazie objawów?
U mnie to jest tak że mam wadę serca która sprzyja pojawianiu się nerwicy oraz objawów somatycznych poprzez przeciążenie układu współczulnego. (Jestem pod opieką kardiologa i on też mówi "to nerwy").
Początki mojej nerwicy pokrywają się z pierwszymi objawami tej wady które pojawiły się kilka lat temu.
Przepracowując to doszedłem do wniosków że od zawsze byłem człowiekiem który przejmował się wszystkim bardziej niż inni, wszystko bardziej brałem do siebie chociaż na zewnątrz tego nie pokazywałem.
Szkoda że tak późno dostrzegłem schematy które powtarzałem, zamiast olewać wszystko brałem do siebie, zgadzałem się w pracy i w domu rodzinnym na rzeczy które nie były mi na rękę później tego żałując wewnętrznie.
Teraz jest tak, że męczą mnie sytuacje stresowe, przechodzę przez nie, ale później kilka dni potrafię je odchorować.
Jako że w obecnej pracy jestem sam dłużej niż mam nerwice to powoli daje mi to popalić, obawiam się zmiany ale zaczynam myśleć że może by to było rozsądne.
Myślę że to objaw somatyczny, ponoć bardzo częsty.bareten pisze: ↑22 stycznia 2025, o 10:00
Przy okazji zapytam, jak u Ciebie objawia się opisywane przez Ciebie spięcie karku? Sam mam nerwicę. Od około 4 dni mam ból w dolnej części karku, tak że jest dyskomfort przy kręceniu głową w prawo lewo lub góra dół. Ból ciągnie mnie aż do łopatek, gdzie kłuje jakbym miał między nimi jakiegoś klina. Spięte "kaptury", twarde jak skała. Myślałem, że to kwestia złego ułożenia w śnie, ale już coraz bardziej skłaniam się ku temu, że to kolejny nowy objaw somatyczny. Generalnie czuje się, jeśli chodzi o plecy, jakbym wczoraj wyniósł z domu pod blok z tone gruzu i zapełnił cały nim cały worek. Czy jest to coś podobnego do tego co Ty czujesz?
U mnie czuje ból i napięcie przy styku głowy z szyją promieniuje to na boki oraz do ramienia. Mam lekko sztywny kark plus ból.
Masaż taką małą piłką z gumowymi kolcami pomaga na jakiś czas.
Ja w nerwicy przeszedłem już takie rzeczy:
*kołatania serca skoki tętna, skurcze dodatkowe. (Standard, potrafi ich nie być cały dzień, a potrafią pojawiać się co chwilę). W jeden dzień mam super wydolność a w drugi ledwo żyje wychodząc po schodach bo mam wysokie tętno,
*bóle głowy typowo napięciowe raz w jednym miejscu raz w drugim, bóle za oczami i z tyłu,
*nerwobóle miedzy żebrami w okolicy serca i nie tylko,
*osłabienie siły mięśniowej,
*częste oddawanie moczu w nocy szczególnie,
*potężna bezsenność,
*kompletny brak apetytu,
*mdłości, uczucie guli w gardle i kamienia w żołądku.
*derealizacja i depersonalizacja czy jak to się tam nazywa, uczucie nierealnego świata oraz oddalania się np od rozmówcy.
*głupie myśli że umre itp,
*szumy uszne i zaburzenia widzenia też sie zdarzały.
*ataki paniki,
Ogólnie to jak dobrze pamiętam to 6 lat to wszystko mam...
Oczywiście z przerwami dużymi przerwami, ale też są miesiące gdzie jest coś codziennie.
A u Ciebie jak to wygląda?
Mimo to żyje i funkcjonuje pracuje, doła mam tylko jak jest nasilenie.
Badania oczywiście wykonywałem, poza problemami z sercem oraz lekkim zapalaniem w żołądku kilka lat temu nic mi nie wyszło.
Pójdę pewnie do psychiatry jeśli mi to nie przejdzie teraz.
Ogoólnie to teraz nerwica widzę że skupia się na jednym objawie jak go oleje to pojawia się kolejny inny. I to się potrafi w jeden dzień zmienić diametralnie.
- bareten
- Odważny i aktywny forumowicz
- Posty: 691
- Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37
Hej kolego.
Zauważyłem podobne zależności u siebie. Oczywiście dopiero teraz w wieku 33 lat. Wcześniej o tym tak nie myślałem, jako miałby to być jakiś choć mały odchył.
Zawsze już mając 14 15 czy 18 lat, martwiłem się o zdrowie moich rodziców. Martwiłem się o to czy ojciec po nocnej zmianie wróci do domu. Nie szedłem spać nie zapukał do drzwi. W szkole zawsze miałem problem by podejść do dziewczyny i normalnie porozmawiać. Zaraz robiłem się purpurowy. Nie mówiąc już o wystąpieniach przed klasą. Teraz tak patrzę z dystansu, że nerwicę w zasadzie to mam już od małego...
Jeśli pytasz jak o mnie, pierwszy epizod miałem w wieku bodajże 21 lat. Wtedy trwało to 8 miesięcy. Na początku 3 miesiące bez leków, ale dostałem takich lęków, że nie wychodziłem ze swojego łóżka bo bałem się własnego cienia. Wiadomo derealizacja depersonalizacja. Myślałem że już umieram. Poszedłem do lekarza i na terapię. Wszystko się zamknęło w tych 8 miesiącach. Wróciła normalność i odstawiłem leki. Niestety po niecałych dwóch latach, zerwała ze mną dziewczyna, zmieniałem pracę Plus kilka innych wydarzeń stresowych i poczułem że znowu wraca. Bach, derealizacja, lęki choć może w trochę lżejszej postaci. (Może dlatego że człowiek już wiedział że coś takiego w ogóle jest). No to myk od razu do lekarza bo wiedziałem z czym to się je. Dostałam te leki które wyciągnąłem mnie za pierwszym razem. Nie pamiętam dokładnie, ale około 2 miesięcy i normalność wróciła. Nastąpiło prawie 9 lat spokoju, choć leków z obawy o nawrót nie odstawiłem. Około pół roku temu zmniejszyłem tylko dawkę. W przeciągu tego pół roku zachorowała mi mama, miałem wypadek z dzikiem, problemy w pracy i podczas zapalenia krtani zaczęły się u mnie jazdy. Zacząłem mierzyć temperaturę, bać się że zaraz stracę głos. No i pewnego dnia obudziłem się znowu w innej rzeczywistości. Osłabiony, z odrealnieniem, lękami i objawami somatycznymi. Z samego początku byłem już bliski żeby przestać chodzić do pracy i ogólnie unikałem wychodzenia z domu bo wywoływało to u mnie taką reakcję lękową. Na szczęście nie uległem.
Na chwilę teraźniejszą minął troszkę ponad miesiąc. Chodzę do pracy, żyję aktywnie jak na nerwicę. Czuję że odrealnienie jakby straciło na mocy. Jednak tak jak w żadnym epizodzie tym razem dobijają mnie objawy somatyczne. Co wyjdę z jednego to przychodzi inny i tak na przemian. Byłem już na dwóch sesjach u psychologa, u lekarza który kazał zwiększyć mi dawkę leku do poprzedniej. Jednak nie zrobiłem tego do tej pory, w obawie o początkowe skutki uboczne które mogą wystąpić. (Oczywiście to tylko lęk bo człowiek sobie to wmawia). No i tak na tą chwilę jest dzień w którym w ogóle nie myślę że coś mi dolega, jest następny dzień w którym jest faza spadkowa.
Z aktualnych somatów w ciągu tego miesiąca mogę wymienić:
-Często mocz (widzę że Ty też to masz, nigdy nie powiązałbym tego z nerwicą. I występuje to zawsze w nocy. Muszę się obudzić żeby iść do łazienki.
-napięciowy ból głowy plus uciski
-kołatanie serca (czasem aż podnosi mi się brzuch w rytm serca)
-wysokie ciśnienie i tętno
- ból nóg i pleców jak przy grypie
-duszności
-biegunki bądź zaparcia
- bóle brzucha
-pieczenie języka bądź pleców czy klatki piersiowej
-mrowienie w palcach u rąk
Pewnie jest tego wiele więcej ale tyle tak na szybko pamiętam.
Mnie chyba najbardziej z tego wszystkiego od początku dobija odrealnienie. U mnie widzę że był schemat hipochondria - odrealnienie - lęki - somaty
Po ciągłej obawie o swoje zdrowie, przyszedł mechanizm obronny w formie do derealizacji. A ten stan wywołał u mnie lęki związane z funkcjonowaniem. Następnie doszły somaty. Kółko się kręci...
Także jak widzisz też mam doświadczenie, choć niektórych rzeczy dalej nie umiem sobie logicznie wytłumaczyć...
Zauważyłem podobne zależności u siebie. Oczywiście dopiero teraz w wieku 33 lat. Wcześniej o tym tak nie myślałem, jako miałby to być jakiś choć mały odchył.
Zawsze już mając 14 15 czy 18 lat, martwiłem się o zdrowie moich rodziców. Martwiłem się o to czy ojciec po nocnej zmianie wróci do domu. Nie szedłem spać nie zapukał do drzwi. W szkole zawsze miałem problem by podejść do dziewczyny i normalnie porozmawiać. Zaraz robiłem się purpurowy. Nie mówiąc już o wystąpieniach przed klasą. Teraz tak patrzę z dystansu, że nerwicę w zasadzie to mam już od małego...
Jeśli pytasz jak o mnie, pierwszy epizod miałem w wieku bodajże 21 lat. Wtedy trwało to 8 miesięcy. Na początku 3 miesiące bez leków, ale dostałem takich lęków, że nie wychodziłem ze swojego łóżka bo bałem się własnego cienia. Wiadomo derealizacja depersonalizacja. Myślałem że już umieram. Poszedłem do lekarza i na terapię. Wszystko się zamknęło w tych 8 miesiącach. Wróciła normalność i odstawiłem leki. Niestety po niecałych dwóch latach, zerwała ze mną dziewczyna, zmieniałem pracę Plus kilka innych wydarzeń stresowych i poczułem że znowu wraca. Bach, derealizacja, lęki choć może w trochę lżejszej postaci. (Może dlatego że człowiek już wiedział że coś takiego w ogóle jest). No to myk od razu do lekarza bo wiedziałem z czym to się je. Dostałam te leki które wyciągnąłem mnie za pierwszym razem. Nie pamiętam dokładnie, ale około 2 miesięcy i normalność wróciła. Nastąpiło prawie 9 lat spokoju, choć leków z obawy o nawrót nie odstawiłem. Około pół roku temu zmniejszyłem tylko dawkę. W przeciągu tego pół roku zachorowała mi mama, miałem wypadek z dzikiem, problemy w pracy i podczas zapalenia krtani zaczęły się u mnie jazdy. Zacząłem mierzyć temperaturę, bać się że zaraz stracę głos. No i pewnego dnia obudziłem się znowu w innej rzeczywistości. Osłabiony, z odrealnieniem, lękami i objawami somatycznymi. Z samego początku byłem już bliski żeby przestać chodzić do pracy i ogólnie unikałem wychodzenia z domu bo wywoływało to u mnie taką reakcję lękową. Na szczęście nie uległem.
Na chwilę teraźniejszą minął troszkę ponad miesiąc. Chodzę do pracy, żyję aktywnie jak na nerwicę. Czuję że odrealnienie jakby straciło na mocy. Jednak tak jak w żadnym epizodzie tym razem dobijają mnie objawy somatyczne. Co wyjdę z jednego to przychodzi inny i tak na przemian. Byłem już na dwóch sesjach u psychologa, u lekarza który kazał zwiększyć mi dawkę leku do poprzedniej. Jednak nie zrobiłem tego do tej pory, w obawie o początkowe skutki uboczne które mogą wystąpić. (Oczywiście to tylko lęk bo człowiek sobie to wmawia). No i tak na tą chwilę jest dzień w którym w ogóle nie myślę że coś mi dolega, jest następny dzień w którym jest faza spadkowa.
Z aktualnych somatów w ciągu tego miesiąca mogę wymienić:
-Często mocz (widzę że Ty też to masz, nigdy nie powiązałbym tego z nerwicą. I występuje to zawsze w nocy. Muszę się obudzić żeby iść do łazienki.
-napięciowy ból głowy plus uciski
-kołatanie serca (czasem aż podnosi mi się brzuch w rytm serca)
-wysokie ciśnienie i tętno
- ból nóg i pleców jak przy grypie
-duszności
-biegunki bądź zaparcia
- bóle brzucha
-pieczenie języka bądź pleców czy klatki piersiowej
-mrowienie w palcach u rąk
Pewnie jest tego wiele więcej ale tyle tak na szybko pamiętam.
Mnie chyba najbardziej z tego wszystkiego od początku dobija odrealnienie. U mnie widzę że był schemat hipochondria - odrealnienie - lęki - somaty
Po ciągłej obawie o swoje zdrowie, przyszedł mechanizm obronny w formie do derealizacji. A ten stan wywołał u mnie lęki związane z funkcjonowaniem. Następnie doszły somaty. Kółko się kręci...
Także jak widzisz też mam doświadczenie, choć niektórych rzeczy dalej nie umiem sobie logicznie wytłumaczyć...
-
kiki333
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 39
- Rejestracja: 3 grudnia 2024, o 08:25
No niestety ciężko w okresie "paniki" sobie wszystko wytłumaczyć logicznie, albo wtedy gdy objawy długo się przeciągają.
Po tym co napisałeś zastanawiam się czy nie iść jednak do psychiatry po leki...
Może warto byłoby spróbować.
Ja problem z częstomoczem miałem przez kilka miesięcy, później mi przeszło, teraz pojawia się tylko gdy mam mocno stresujący okres w życiu i nie mogę długo zasnąć.
A masz coś takiego że siedzisz sobie np przed TV i nagle tętno zaczyna przyśpieszać itp? tak jakby z niczego...
Po tym co napisałeś zastanawiam się czy nie iść jednak do psychiatry po leki...
Może warto byłoby spróbować.
Ja problem z częstomoczem miałem przez kilka miesięcy, później mi przeszło, teraz pojawia się tylko gdy mam mocno stresujący okres w życiu i nie mogę długo zasnąć.
A masz coś takiego że siedzisz sobie np przed TV i nagle tętno zaczyna przyśpieszać itp? tak jakby z niczego...
- bareten
- Odważny i aktywny forumowicz
- Posty: 691
- Rejestracja: 7 października 2013, o 14:37
Zaczynając od tyłu. Ostatnio żeby poprawić sobie humor kupiłem sobie smartwatcha. Otwieramy super. Patrzę, opcja mierzenia tętna. Wiesz, że zegarka już nie noszę? Pierwsze dni sprawdzałem puls przynajmniej 50 razy dziennie. Rozumiesz co to ze mną robiło? Wprowadzałem się w takie stany lęku że masakra. Stwierdziłem, że założę jak już się wyleczę do końca. Odpowiadając na pytanie - tak. Słuchaj ja nawet wyciszony mierzyłem ciśnienie siedząc na kanapie od 10 minut i samą myślą powodowalem, że ciśnienie i puls mega skakało do góry. Dla porównania - byłem z żoną na nordic walking (nasza nowa forma aktywności). Wyobraź sobie, że prosto po przyjściu ze spaceru i spaleniu fajki, miałem mniejsze ciśnienie o około 20 jednostek tak samo puls, jak wtedy kiedy spokojnie siedziałem na kanapie. Dlaczego? Stres i emocje zastąpiło zmęczenie i radość. Nie stresowałem się niczym i zobacz jaki efekt. A powinno być przecież odwrotnie. Sama myślą z niepokojem możesz wywołać większe ciśnienie i puls.
Ja się przed lekarzem długo broniłem. Jednak tak jak chodzi się do urologa, kardiologa czy gdziekolwiek tak samo ten lekarz jest tylko lekarzem jak każdy inny. Tylko stereotypy inne, ale to się już powoli zmienia. Widać ile ludzi potrzebuje pomocy. Z biegiem czasu dziękuję Bogu, że poszedłem do lekarza. Jak mówię ja nie namawiam, ale mi pomogło. Nawet sam kontakt z lekarzem, to że potwierdził że to nerwica mnie uspokoiło. Leków możesz nie kupić, poczekać. Nastawić się...itd
Jak sobie radzisz ze stanami odrealnienia? Opanowałes to, czy dalej robi to na Tobie wrażenie?
Ja się przed lekarzem długo broniłem. Jednak tak jak chodzi się do urologa, kardiologa czy gdziekolwiek tak samo ten lekarz jest tylko lekarzem jak każdy inny. Tylko stereotypy inne, ale to się już powoli zmienia. Widać ile ludzi potrzebuje pomocy. Z biegiem czasu dziękuję Bogu, że poszedłem do lekarza. Jak mówię ja nie namawiam, ale mi pomogło. Nawet sam kontakt z lekarzem, to że potwierdził że to nerwica mnie uspokoiło. Leków możesz nie kupić, poczekać. Nastawić się...itd
Jak sobie radzisz ze stanami odrealnienia? Opanowałes to, czy dalej robi to na Tobie wrażenie?
Ostatnio zmieniony 22 stycznia 2025, o 17:38 przez bareten, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Karolina gd
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 25
- Rejestracja: 19 stycznia 2025, o 20:56
Pawlo41 pisze: ↑21 stycznia 2025, o 07:59Witam
Czy też miewacie poczucie bezradości i że czujecie się zmęczeni, chce się Wam płakać od tej nerwicy? Ja już mam dość. Nie radzę sobie. Najbardziej niepokój odczuwam z samego rana. Bywa, że wstanę i jest przez chwilę dobrze, by po chwili nadszedł niepokój. I tak zazwyczaj do wieczora. Co to za gó...o się przypałętało?!
wiem jak to jest. Ja przez ostatni miesiąc mam właśnie taki stan. Są lepsze dni, ale ogólnie to jest ciężko u mnie. Czekam aż leki zaczną mi działać. Przez kilka dni było lepiej, a dzisiaj po kiepsko przespanej nocy, jakby wszytsko mi wracało. Wieczorami u mnie jest najgorzej :/
Płakać - bardzo często płaczę bo już nie daję rady, czasami już nie wiem czego mam się trzymać!
- MESJASZ
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 231
- Rejestracja: 7 września 2024, o 08:53
Rozszerzyły się naczynia krwionośne co spowodowało spadek ciśnienia krwi. Dlatego przy nadciśnieniu zaleca się dużo spacerować. No i tym samym obniżył się puls gdy spadło ciśeninie.bareten pisze: ↑22 stycznia 2025, o 17:36Dla porównania - byłem z żoną na nordic walking (nasza nowa forma aktywności). Wyobraź sobie, że prosto po przyjściu ze spaceru i spaleniu fajki, miałem mniejsze ciśnienie o około 20 jednostek tak samo puls, jak wtedy kiedy spokojnie siedziałem na kanapie. Dlaczego? Stres i emocje zastąpiło zmęczenie i radość. Nie stresowałem się niczym i zobacz jaki efekt. A powinno być przecież odwrotnie. Sama myślą z niepokojem możesz wywołać większe ciśnienie i puls.
-
kiki333
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 39
- Rejestracja: 3 grudnia 2024, o 08:25
Identycznie jak Ty dawniej potrafiłem mierzyć ciśnienie jak szalony oraz sprawdzać tętno, czasami nadal się na tym łapie.bareten pisze: ↑22 stycznia 2025, o 17:36Zaczynając od tyłu. Ostatnio żeby poprawić sobie humor kupiłem sobie smartwatcha. Otwieramy super. Patrzę, opcja mierzenia tętna. Wiesz, że zegarka już nie noszę? Pierwsze dni sprawdzałem puls przynajmniej 50 razy dziennie. Rozumiesz co to ze mną robiło? Wprowadzałem się w takie stany lęku że masakra. Stwierdziłem, że założę jak już się wyleczę do końca. Odpowiadając na pytanie - tak. Słuchaj ja nawet wyciszony mierzyłem ciśnienie siedząc na kanapie od 10 minut i samą myślą powodowalem, że ciśnienie i puls mega skakało do góry. Dla porównania - byłem z żoną na nordic walking (nasza nowa forma aktywności). Wyobraź sobie, że prosto po przyjściu ze spaceru i spaleniu fajki, miałem mniejsze ciśnienie o około 20 jednostek tak samo puls, jak wtedy kiedy spokojnie siedziałem na kanapie. Dlaczego? Stres i emocje zastąpiło zmęczenie i radość. Nie stresowałem się niczym i zobacz jaki efekt. A powinno być przecież odwrotnie. Sama myślą z niepokojem możesz wywołać większe ciśnienie i puls.
Myślę że każda aktywność powoduje że głowa się czymś zajmie i dlatego wtedy jest lepiej.
Ja potrafiłem pracować fizycznie na budowie cały dzień nosić cegły , murować, wyrabiać baton, a jazdy miałem siedząc przed telewizorem bo gdzieś się lęk pojawił.
Właśnie przez te stereotypy i skutki uboczne leków unikam psychiatry.bareten pisze: ↑22 stycznia 2025, o 17:36Ja się przed lekarzem długo broniłem. Jednak tak jak chodzi się do urologa, kardiologa czy gdziekolwiek tak samo ten lekarz jest tylko lekarzem jak każdy inny. Tylko stereotypy inne, ale to się już powoli zmienia. Widać ile ludzi potrzebuje pomocy. Z biegiem czasu dziękuję Bogu, że poszedłem do lekarza. Jak mówię ja nie namawiam, ale mi pomogło. Nawet sam kontakt z lekarzem, to że potwierdził że to nerwica mnie uspokoiło. Leków możesz nie kupić, poczekać. Nastawić się...itd
Jak sobie radzisz ze stanami odrealnienia? Opanowałes to, czy dalej robi to na Tobie wrażenie?
Ale widząc że Tobie leki pomogły na długo chyba się wybiorę, warto sobie ulżyć.
Stanu odrealnienia chyba nadal nie opanowałem, funkcjonuje mimo niego, czasami lepiej czasami gorzej, ale jakoś daje radę.
Nie wiem czy to w ogóle można całkowicie opanować.
Ja jeszcze z rok temu myślałem że sobie radzę ze somatami, odrealnieniem, ale teraz wiem że jeszcze nie do końca, umiem funkcjonować mimo wysokiego tętna, mimo mdłości potrafię zjeść, ale odrealnienie daje czasami popalić bo się wtedy zastanawiam jak to wygląda z perspektywy drugiej osoby bo się zwyczajnie wtedy denerwuje.
Ja w ogóle zauważyłem że przez nerwice zdarza mi się być poddenerwowany byle czym i cały dzień chodzić w napięciu, wybuchnąć o byle co a później tego żałować.
Ale cały czas nad tym pracuje.
-
Bartezik98
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 28
- Rejestracja: 19 czerwca 2023, o 15:52
Witam, lipca w sumie mam nawrot nerwicy, zaburzenia depresyjno lękowe mam stwierdzone. Wcześniej brałem przez rok wenlafaksyne i mi pomagala ale przestala dzialac, pozniej bralem duloxetyne ale slabo podzialala i teraz jestem na parogenie 20mg od 9 dni i jest masakrycznie, osłabienie, spowolnienie złe samopoczucie straszne, brak chęci na cokolwiek, tzn próbuje sie zmuszać ale tak się źle czuje że jest cięzko
Powiedzcie mi proszę kiedy to minie bo juz mam na prawde dość, na duloxetyne jakby lepiej się wchodziło niż na ten parogen, jak brałem 10mg to bylo lepiej ale to nie jest dawka terapeutyczna i mam brać narazie 20mg ale czuje się fatalnie narazie:( powiedzcie mi czy też tak mieliście i czy to Wam minęło ? jak minelo to po jakim czasie skutki uboczne mogą minąć i nastąpi poprawa? Pozdraiwam i czekam na odpowiedz !
