Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?

Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1179
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

12 maja 2021, o 21:46

DamianZ1984 pisze:
12 maja 2021, o 13:36
Oki katja ale ile można ostatnie tygodnie rano biegam, proboje pracować idę na spacer do parku czy cokolwiek robię to i tak czuje gniecenie w klatce albo myśli taki natłok że nie da się wytrzymać, Oki są chwilę normalnijsze ale 80 % to lęk, brak emocji a w dodatku rodzina cierpi bo nie mam z nimi kontaktu a jak mam to tylko się żale. Ile można, nie mówiąc że większość wokół chodzi wesoła i szczęśliwa, a ja patrzę i zazdroszcze bo niby nic mi nie jest a żyje w jakimś świecie jak psychol, w dodatku ostatnio wywołuje sztuczny już płacz bo myślę że mi przejdzie, poprostu zachowuje się jak psychol bo nie mam sily
A ile razy można "umierać", latać na SOR, powtarzać badania i wszczynać panikę w domu, bo z sercem coś nie tak?
Ile razy można pisać żalposty na forum, wkurzać się, że do dupy z tym wszystkim itp? No ile razy?
Tygodniami, miesiącami, latami? Warto tak tracić czas, czy lepiej jednak zacisnąć zęby i wziąć się jak trzeba za odburzanie?
Jakiś czas temu pewna osoba zwróciła uwagę w komenatrzu do mojego wpisu, że odburzanie potrafi być kurw*ko trudne. Długo się nad tym zastanawiałam, ale myślę, że warto to jednak uświadomić osobą które się odburzają, że tak, może być bardzo ciężko, możesz ciepieć, a odburzanie to nie jest droga na którą jeśli wejdziesz to robi Ci się lepiej. Piszesz, że natłok myśli, gniecenie i że to straszne. Znam te wszystkie uczucia a nawet gorsze, więc wiem o czym piszesz. Ja chodziłam po ulicach z taką gonitwą myśli, paniką w głowie, że serce, żołądek, jelita, pecherz, żebym ja się o jedną część ciała bała to byłby sukces dnia, chodziłam z uderzeniami gorąca i zimna naprzemiennie, jakimiś paranojami w głowie, byle wymiana zdań doprowadzała mnie na skraj paniki, każde głośniejsze uderzenie i moje serce szalało, do tego duszności, gula w gardle, nogi jak z waty, kłucia i ściski w sercu, bóle żołądka i jelit takie, że miesiącami jadłam tylko bułki i banany, bóle mięsni takie, że ledwo ruszałam nogami, osłabienie, senność, a w nocy koszmary albo ataki paniki, każde wejście do pubu kończyło się stanem odrealnienia gdzie myślałam, że za chwilę zaczne drzeć japę, pałakać itd. Na spotkaniach z kolażanką potrafiłam bać się jej paznokci bo były ostro zakończone a mi po głowie chodziły związane z tym paranoje, do tego liczne kompulsje, po milion razy albo i lepiej wałkowałam w głowie to samo aż padałam wyczerpana., bałam się okien, noży no łatwiej byłoby wymienić czego ja się nie bałam. :?
I jak zaczęłam się odburzać to miesiącami czytałam i albo gówno rozumiałam i wszystko na opak robiłam, albo jak wreszcie coś tam zatrybiłam to co ja nie wymyślała żeby jakoś uspokoić mój stan emocjonalny, racjonalizacje, przekierowywanie uwagi, z śpiewaniem sobie motywacyjnych pioseneczek włącznie, no cuda wianki i miesiącami nie widziałam żadnych większych oznak, że coś się zmienia. Jak było chujow* tak było chujow*. Aż wreszcie w którymś momencie coś w mojej łepetynie zaświtało i zrozumiałam o czym Victor pisał gdy pisał o tym, że wychodzenie z zaburzenia to nie jest dobre samopoczucie ani dążenie do niego, nagle wszystko zatrybiło o konsekwencji, uporze, o ciepieniu, ryzkowaniu, wreszcie to wszystko nabrało faktycznego dla mnie sensu, zaświatło w mojej łepetynie o co chodzi i wtedy już wiedziałam co robię i po co. I dziś uważam się już niemal za odburzoną. A dodam, że okoliczności nie miałam sprzyjających, bo bez pracy, znajomych, cały dzień w domu sama ze swoimi myślami i wyjącym wiatrem i deszcze za oknem na jakimś zadupiu + problemy rodzinne i brak poczucia bezpieczeństwa i problemy zdrowotne, które już pominę.

Pytasz mnie co utrzymuje lęk? Ty sam go utrzymujesz, oczywiście nieświadomie, ale taka jest prawda. Wierząc ciągle w zagrożenie powodujesz utrzymywanie się tego stanu.
Tak jak Ci już napisałam wyżej Twój stan emocjonalny uważa, że jest zagrożenie i on tak łatwo nie odpuści,
a nawyki które się tworzą wzmacniane lękiem bardzo szybko się instalują i utrzymuja zagrożenie.
Nie ma się co czarować to nie jest łatwa sprawa przeciwstawić się tej iluzji pomimo tego, że ciało odczuwa stres, że są objawy, myśli, analizy itd . Jeśli nie czujesz się na siłach robić tego bez pomocy leków to próbuj z lekami. Musisz sam zadecydować jaką droge chcesz obrać, ale miej na nią plan, bo leki same nie rozwiążą sprawy.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

12 maja 2021, o 22:05

Dziękuję Katja, to nieprawdopodobne co napisałaś ale wiem że prawdziwe, gratuluję Ci ze wyszłaś z tego piekła i podziwiam, masz rację szkoda mi mojej córki ze na to patrzy to mnie trochę blokuję w moim ryzykowaniu i podejmowaniu decyzji o tym że mogę sobie po świrować, ale cóż jeżeli tak trzeba to trzeba, mam zrobione wszystkie badania i tego się od dziś trzymam to musi być fundament, drugi to że trzeba ise pogodzić z zyciem i śmiercią, choć najbardziej mnie boli że tak fajny świat jaki miałem nie istnieje to bardzo boli chyba najbardziej. Czyli te wszystkie dd i dp plus somaty i natrety czas wyjebać do jednego worka i akceptować, no to zaczynam 💪
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

12 maja 2021, o 22:07

Tak z ciekawości każdy jest inny ile trwał ten najgorszy stan od zrozumienia ze to nerwica do lampki ze nic Ci nie zrobi?
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1179
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

12 maja 2021, o 22:32

DamianZ1984 pisze:
12 maja 2021, o 22:07
Tak z ciekawości każdy jest inny ile trwał ten najgorszy stan od zrozumienia ze to nerwica do lampki ze nic Ci nie zrobi?
Ja się w pewnym momencie nie bałam tych wszystkich objawów tak bardzo, u mnie nerwiczka żeby utrzymywać stan zagrożenia sięgała już po cuda na kiju, jakieś totalne abstrakcje ponieważ "odczulałam" się na kolejne wkrętki, ale dalej wierzyłam w stan zagrożenia. U mnie nie było problemu z wiarą w nerwice, bo ja dość szybko wierzyłam w nią w 100% , u mnie był problem z lękiem przed nerwicą. Już nie będę wypisywać co mi się zapodawało do tej mojej łepetyny , bo jeszcze się komuś wkręci. :D
Co za tym ja dość szybko wiedziałam, że to nerwica, niemal od samego początku, ale co z tego.
Natomiast od momentu gdy załapałam czym naprawdę jest odburzanie do momentu w którym jestem teraz mineło zaledwie kilka miesięcy.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1179
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

12 maja 2021, o 23:02

sebastian86 pisze:
12 maja 2021, o 14:16
Katja pisze:
12 maja 2021, o 13:03
sebastian86 pisze:
12 maja 2021, o 12:30
chcialbym sie urodzic od nowa...
To pracuj nad sobą żeby zmienić przekonania i nawyki.
Podświadomość jest jak twardy dysk,
zmiana jest możliwa, ale trzeba do tego wiele wysiłku, by ją
sformatować.
probowalem przez wiele lat i niewiele osiagnalem w tej kwesti
Widocznie nie zrozumiałeś jeszcze, że życie zmienia się wtedy gdy zmienia się nasza psychika.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
mario546
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1159
Rejestracja: 25 października 2018, o 23:15

12 maja 2021, o 23:09

Katja pisze:
12 maja 2021, o 23:02
sebastian86 pisze:
12 maja 2021, o 14:16
Katja pisze:
12 maja 2021, o 13:03


To pracuj nad sobą żeby zmienić przekonania i nawyki.
Podświadomość jest jak twardy dysk,
zmiana jest możliwa, ale trzeba do tego wiele wysiłku, by ją
sformatować.
probowalem przez wiele lat i niewiele osiagnalem w tej kwesti
Widocznie nie zrozumiałeś jeszcze, że życie zmienia się wtedy gdy zmienia się nasza psychika.
Katja tak zwana dojrzałość emocjonalna?
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

12 maja 2021, o 23:17

Katja ależ dziś Cię meczymy ostatnie pytanie a czy w życiu dużo miałaś zmienić i jak jest z tym stresem czy robimy wszystko żeby go było jak najmniej, bo przecież w codziennym życiu on jest i będzie zawsze. Czy to też wkrętka nerwicowe że trzeba zmienić życie o 180 stopni zeby wyjść z tego, oczywiście mnie dużo nerwica nauczyła i wyleimnowalem stres który był naprawdę niepotrzebny, ale jakiś zawsze będzie.moj problem to też lęki k przed lękiem i ciągla napinka🤔
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

12 maja 2021, o 23:18

Zapomniałem zapytać medytacje plus jacobsen schultz? Pomagają? I jak z psychoterapia chodziłaś czy hardkorowy sama ogarnalas.
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1179
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

13 maja 2021, o 00:50

DamianZ1984 pisze:
12 maja 2021, o 23:17
Katja ależ dziś Cię meczymy ostatnie pytanie a czy w życiu dużo miałaś zmienić i jak jest z tym stresem czy robimy wszystko żeby go było jak najmniej, bo przecież w codziennym życiu on jest i będzie zawsze. Czy to też wkrętka nerwicowe że trzeba zmienić życie o 180 stopni zeby wyjść z tego, oczywiście mnie dużo nerwica nauczyła i wyleimnowalem stres który był naprawdę niepotrzebny, ale jakiś zawsze będzie.moj problem to też lęki k przed lękiem i ciągla napinka🤔

Tak jak napisałam wyżej, żeby mogło się zmienić coś w naszym życiu to musi się zmienić coś w naszej psychice, to jest punkt wyjścia, jak zmienia się psychika, pracujemy nad sobą to w naturalny sposób robi się pole do zmian w naszym życiu.
To nie było na zasadzie, że ja sobie nagle wywaliłam wszystko o 180 stopni i wtedy mi objawy zmalały, bo nic takiego nie miało miejsca. To był raczej powolny proces uczenia się pewnych rzeczy, niestety w bólach, bo ja pomimo zaburzenia oczywiście dalej ciągnełam wiele tematów, które mnie do tego zaburzenia doprowadziły. To nie było tak, że nagle sobie wszystko wyprostowałam, wyjaśniłam, totalna zmiana, choć oczywiście jak większość zaburzonych myślałam o tym natrętnie, szukałam w czym jest problem, co musze zmienić żeby mi przeszło ( i oczywiście lęk, że jak tego nie znajdę to nigdy mi nie przejdzie ), ale to tak nie działa. U mnie zaburzenie to był czas kiedy życie mi wystawiło rachunek za wszystko, moment totalnej kumulacji wszystkiego, wszystko co wymagało zmiany w moim życiu się rozsypywało.
Punktem wyjścia były więc zmiany w psychice , ale nie że nagle wszystkie złe nawyki poszły sobie w pizd* , bo to nie tak. Po prostu w wyniku czytania, dowiadywania się, pracy nad sobą pojawiła się świadomość pewnych spraw, z czasem coraz większe zrozumienie ich ( chociaż po drodze było wiele histerii i jakiś dziwnych panik, że muszę coś szybko zmienić ) i zrozumienie, że chcę coś zmienić w moich nawykach, chcę zaryzkować wyjście z moich stref komfortu , zacząć działać wbrew moim nawyką bierności i unikania w niektórych tematach, zrozumienie, że nie chcę żeby ograniczał mnie punkt widzenia wynikający z jakiś doświadczeń które mnie ustawiły lata temu. U mnie jeszcze w pewnym momencie doszły problemy ze zdrowiem, gdzie już uznałam, że nie mam wyboru i albo zaufam sobie i zaryzykuje w pewnych kwestiach albo nie wiem jakby się to skończyło.

Oczywiście pomocne też było z czasem rozwiązywanie pewnych spraw np kwestia bycia w ciągłej roli ratownika w moim rodzinnym domu ( i odtwarzanie tej roli w innych relacjach ) albo kwestia stawiania granic, gdzie też dostałam wielkiego nawet nie liścia ale strzała od życia żebym się wreszcie tego nauczyła i postawiła we właściwym miejscu punkt cięzkości czyli na sobie, a nie jak całe życie robiłam na innych. Z tym, że ja te tematy wciąż przerabiam, bo to nie jest oczywiście tak, że ja już wszystko rozwiązałam, pozamykałam i że jest to konieczne do odburzenia.

Na pewno nie jest tak, że musisz swoje życie zmienić o 180 stopni żeby wyjść z nerwicy, ale często jest tak, że w trakcie pracy na odburzaniem zmieniamy wiele rzeczy, bo jest to naturalna kolej rzeczy. Co do stresu to najlepiej podchodzić do niego na zasadzie żeby nie popadać w skrajności tj oczywiście, że lepiej ograniczać niepotrzebny stres, ale jest też mnóstwo stresu którego nie da się uniknąć, bo jest naturalnym elementem życia i tego typu stresu nie powinniśmy moim zdaniem unikać, ale być dla siebie wyrozumiałym.

Jeśli chodzi o medytację to ja miałam taką swoją autorską metodę wprowadzania się w stan spokoju i na mnie wszystkie metody relaksacyjne typu masaże, medytacje, afirmacje działają, ale ja je zawsze robię po swojemu, ważne jest też to, że ja wierzę w ich skuteczność, bo rozumiem na czym się one opierają.
Terapii nie miałam, bo po 2 czy 3 spotkaniach z moją terapeutką stwierdziłam, że ciekawsze jest książka którą mi poleciła niż spotkania z nią, ale uważam, że dobry terapeuta może bardzo pomóc, aczkolwiek to my wychodzimy z zaburzenia dzięki własnej pracy, a nie terapeuta to za nas robi.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
szpagat
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 436
Rejestracja: 25 września 2015, o 13:30

13 maja 2021, o 07:31

Katja pisze:
12 maja 2021, o 22:32
DamianZ1984 pisze:
12 maja 2021, o 22:07
Tak z ciekawości każdy jest inny ile trwał ten najgorszy stan od zrozumienia ze to nerwica do lampki ze nic Ci nie zrobi?
Ja się w pewnym momencie nie bałam tych wszystkich objawów tak bardzo, u mnie nerwiczka żeby utrzymywać stan zagrożenia sięgała już po cuda na kiju, jakieś totalne abstrakcje ponieważ "odczulałam" się na kolejne wkrętki, ale dalej wierzyłam w stan zagrożenia. U mnie nie było problemu z wiarą w nerwice, bo ja dość szybko wierzyłam w nią w 100% , u mnie był problem z lękiem przed nerwicą. Już nie będę wypisywać co mi się zapodawało do tej mojej łepetyny , bo jeszcze się komuś wkręci. :D
Co za tym ja dość szybko wiedziałam, że to nerwica, niemal od samego początku, ale co z tego.
Natomiast od momentu gdy załapałam czym naprawdę jest odburzanie do momentu w którym jestem teraz mineło zaledwie kilka miesięcy.
No właśnie i u mnie powrócił lek przed nerwica. Ja wiem, ze mam nerwice i ze te wszystkie objawy od niej, ale ja się jej cholernie boje. Jak sobie poradziłaś z lekiem przed nerwica? Czy możesz dać jakieś wskazówki? Dodam, ze ja przed dwa lata już nie miałam leku przed lekiem, ale teraz w ciąży miałam kryzys nerwicowy i już popłynęłam nie w te stronę co potrzeba.
Jak przestać bać się nerwicy i wyeliminować lek przed lekiem?
Żakuj1497
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 617
Rejestracja: 28 lutego 2021, o 16:18

13 maja 2021, o 08:44

A jak przestać bać się wychodzenia z domu ? Po prostu to robisz, strach ma wielkie oczy gdy się w nie spojrzy jest potulny jak spokojny kotek, trzeba mu pokazać odpowiednie miejsce do odpoczynku. Gdy ktoś wierzy w Jezusa nie ma problemów z chodzeniem do kościoła także tak to wygląda.
Goń królika za ogon daje tyle szczęścia !
Wolność słowa z umiarem
Szczęście to chwila ulotne jak motyle
Żakuj1497
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 617
Rejestracja: 28 lutego 2021, o 16:18

13 maja 2021, o 12:57

Co robicie gdy zobaczycie w swoim domu karaluchy syczące z Madagaskaru ? Odpowiedż jest prosta, Na patelnię, ryż i sos słodko-kwasny. Pracujcie nad sobą.
Goń królika za ogon daje tyle szczęścia !
Wolność słowa z umiarem
Szczęście to chwila ulotne jak motyle
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1179
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

13 maja 2021, o 15:14

szpagat pisze:
13 maja 2021, o 07:31
Katja pisze:
12 maja 2021, o 22:32
DamianZ1984 pisze:
12 maja 2021, o 22:07
Tak z ciekawości każdy jest inny ile trwał ten najgorszy stan od zrozumienia ze to nerwica do lampki ze nic Ci nie zrobi?
Ja się w pewnym momencie nie bałam tych wszystkich objawów tak bardzo, u mnie nerwiczka żeby utrzymywać stan zagrożenia sięgała już po cuda na kiju, jakieś totalne abstrakcje ponieważ "odczulałam" się na kolejne wkrętki, ale dalej wierzyłam w stan zagrożenia. U mnie nie było problemu z wiarą w nerwice, bo ja dość szybko wierzyłam w nią w 100% , u mnie był problem z lękiem przed nerwicą. Już nie będę wypisywać co mi się zapodawało do tej mojej łepetyny , bo jeszcze się komuś wkręci. :D
Co za tym ja dość szybko wiedziałam, że to nerwica, niemal od samego początku, ale co z tego.
Natomiast od momentu gdy załapałam czym naprawdę jest odburzanie do momentu w którym jestem teraz mineło zaledwie kilka miesięcy.
No właśnie i u mnie powrócił lek przed nerwica. Ja wiem, ze mam nerwice i ze te wszystkie objawy od niej, ale ja się jej cholernie boje. Jak sobie poradziłaś z lekiem przed nerwica? Czy możesz dać jakieś wskazówki? Dodam, ze ja przed dwa lata już nie miałam leku przed lekiem, ale teraz w ciąży miałam kryzys nerwicowy i już popłynęłam nie w te stronę co potrzeba.
Jak przestać bać się nerwicy i wyeliminować lek przed lekiem?

Zaburzenie opiera się na iluzji ciągłego zagrożenia, powody tego zagrożenia są sprawą drugorzędną.
Dopóki będziemy w stanie zagrożenie nasz mózg będzie "wymyślał" nam powody.
I to trzeba zrozumieć i przerwać, nawet "ryzkując" to wszystko do czego przekonuje nas głowa.
Jeśli się tego nie zrobi, to nerwicowe błędne koło będzie się kręcić a Ty w nim.
Druga rzecz jeśli nie przyjmiemy, że możemy cierpieć i nie przestaniemy skupiać się na
zapobieganiu temu, na "zrobieniu czegoś" to jak wyżej ciągle będziemy się kręcić w nerwicowej pułapce iluzji.

Lęk przed lękiem tak naprawdę zasadza się na jakieś naszej wartości, której boimi się stracić, bo dlaczego ludzie boją się lęku?
Boją się dlatego , że w raz z nim pojawiają się obawy typu:

* nigdy mi to nie minie
* zwarjuje od tego lęku i skończe w zakładzie psychiatrycznym, albo na jakieś gałęzi
* rozchoruje się przez to, stracę zdrowie
* strace kontrolę nad nad sobą, zaczne krzyczeć, robić dziwne rzeczy, strace kontrolę nad chodzeniem, sikaniem, jelitami....
* zamęczą mnie te ataki paniki i brak snu
*strace pracę i znajomych przez te ataki paniki
* itd

Tak naprawdę nie chodzi więc o sam lęk.
Lęk przed lękiem jest również lękiem przed utratą jakieś ważnej dla nas wartości.
Boimy się lęku ponieważ wierzymy, że może nas czegoś pozbawić, boimi się doświadczać go, bo boimy konsekwencji tego doświadczania.

Jeśli chodzi o lęk to im częściej z nim obcujesz, bez dokładanie sobie lęku przed lękiem tym bardziej przekonujesz się, że można się z nim oswoić, że to po prostu emocja. Trzeba też pamiętać, że każda emocja jeśli nie jest "sztucznie" utrzymywana kiedyś się wyprztyka. To, że u niektórych lęk utrzymuje się latami wynika z faktu, że osoby te robią cuda wianki żeby tą emocje wyprzeć, żeby nie pozwolić jej istnieć, walczyć z nią itd przez co sami ją utrzymują np kompulsjami. Druga sprawa, że w przypadku zaburzeń lękowych działa u nas w głowie mechanizm samonakręcania się, który musimy przerwać, właśnie m.in.akceptacją i budowaniem nowych połączeń.
Trzeba zrozumieć, że te wszystkie nasze obawy również dotyczące lęku to jest iluzja, która utrzymuje stan zagrożenia i że jeśli nie "zaryzykujemy" i nie przyjmiemy na siebie cierpienia bez prób niedopuszczania do tego, walki za tym itd to spędzimy latami tkwiąc w iluzji ratowania siebie i przez to rzeczywiście będziemy bardzo mocno obciążać nasz system nerwowy.
Owszem trwanie w lęku nie jest idealnym stanem dla naszego organizmu, ale nie jest też tak śmiertelnym zagrożeniem jak przekonują nas nasze myśli a co ważniejsze jeżeli przychodzi lęk to nasza jedyną słuszną opcją jest pozwolić mu być, bo to jest jedyne co możemy zrobić dla swojego dobra, wszystko inne do czego przekonuje nas głowa prowadzi do utrzymywania tego stanu.
Druga sprawa, że osoby zaburzone muszą w którymś momencie zrozumieć, że nie są w stanie zabezpieczyć się na koniec świata, że życie ze swej natury jest niepewne i że trzeba się owtorzyć na to, że może być różnie i nie mam tu na myśli jakiegoś pesymistycznego spojrzenia, tylko chodzi mi o poszerzenie tego co jest dla nas w życiu "dopuszczalne", bo nikt z nas nie otoczy się szczelnym kokonem poczucia totalnego bezpieczeństwa bo to jest niewykonalne, ludzie którzy nadmiernie szukają bezpieczeństwa, pewności, zapewnień na milion % kończą właśnie z nerwicami, więc trzeba sobie dać w życiu jakieś marginesy na to, że coś nie wyjdzie, że może być różnie, ale to też nie koniec świata. Trzeba uczyć się radzić sobie z przeciwnościami, a nie żyć tak żeby tylko nie dopuścić do jakiegoś błędu, bo takie życie to żadne życie.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

13 maja 2021, o 18:11

Katja najlepsze że nawet czytanie tego co piszesz sprawia lęk. No powiem Ci ze wiedzą z jednej strony jest dobra a z drugiej zazdroszcze ttroche tym co mają to w dupie i żyją że sterta leków nie przejmując się niczym, kurcze tak wielka wartość ma moje życie w którym od kilku lat i tak nie żyje, śmieszne to a zarazem bolesne, mam wiarę w to że w końcu zatrybie 😁jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
DamianZ1984
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 1036
Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58

13 maja 2021, o 18:12

Widzę że jakoś moje znaki interpunkcyjne nie wpisują się tam gdzie mają, muszę wolniej pisać, więc przepraszam za mały analfabetyzm😃
ODPOWIEDZ