A ile razy można "umierać", latać na SOR, powtarzać badania i wszczynać panikę w domu, bo z sercem coś nie tak?DamianZ1984 pisze: ↑12 maja 2021, o 13:36Oki katja ale ile można ostatnie tygodnie rano biegam, proboje pracować idę na spacer do parku czy cokolwiek robię to i tak czuje gniecenie w klatce albo myśli taki natłok że nie da się wytrzymać, Oki są chwilę normalnijsze ale 80 % to lęk, brak emocji a w dodatku rodzina cierpi bo nie mam z nimi kontaktu a jak mam to tylko się żale. Ile można, nie mówiąc że większość wokół chodzi wesoła i szczęśliwa, a ja patrzę i zazdroszcze bo niby nic mi nie jest a żyje w jakimś świecie jak psychol, w dodatku ostatnio wywołuje sztuczny już płacz bo myślę że mi przejdzie, poprostu zachowuje się jak psychol bo nie mam sily
Ile razy można pisać żalposty na forum, wkurzać się, że do dupy z tym wszystkim itp? No ile razy?
Tygodniami, miesiącami, latami? Warto tak tracić czas, czy lepiej jednak zacisnąć zęby i wziąć się jak trzeba za odburzanie?
Jakiś czas temu pewna osoba zwróciła uwagę w komenatrzu do mojego wpisu, że odburzanie potrafi być kurw*ko trudne. Długo się nad tym zastanawiałam, ale myślę, że warto to jednak uświadomić osobą które się odburzają, że tak, może być bardzo ciężko, możesz ciepieć, a odburzanie to nie jest droga na którą jeśli wejdziesz to robi Ci się lepiej. Piszesz, że natłok myśli, gniecenie i że to straszne. Znam te wszystkie uczucia a nawet gorsze, więc wiem o czym piszesz. Ja chodziłam po ulicach z taką gonitwą myśli, paniką w głowie, że serce, żołądek, jelita, pecherz, żebym ja się o jedną część ciała bała to byłby sukces dnia, chodziłam z uderzeniami gorąca i zimna naprzemiennie, jakimiś paranojami w głowie, byle wymiana zdań doprowadzała mnie na skraj paniki, każde głośniejsze uderzenie i moje serce szalało, do tego duszności, gula w gardle, nogi jak z waty, kłucia i ściski w sercu, bóle żołądka i jelit takie, że miesiącami jadłam tylko bułki i banany, bóle mięsni takie, że ledwo ruszałam nogami, osłabienie, senność, a w nocy koszmary albo ataki paniki, każde wejście do pubu kończyło się stanem odrealnienia gdzie myślałam, że za chwilę zaczne drzeć japę, pałakać itd. Na spotkaniach z kolażanką potrafiłam bać się jej paznokci bo były ostro zakończone a mi po głowie chodziły związane z tym paranoje, do tego liczne kompulsje, po milion razy albo i lepiej wałkowałam w głowie to samo aż padałam wyczerpana., bałam się okien, noży no łatwiej byłoby wymienić czego ja się nie bałam.
I jak zaczęłam się odburzać to miesiącami czytałam i albo gówno rozumiałam i wszystko na opak robiłam, albo jak wreszcie coś tam zatrybiłam to co ja nie wymyślała żeby jakoś uspokoić mój stan emocjonalny, racjonalizacje, przekierowywanie uwagi, z śpiewaniem sobie motywacyjnych pioseneczek włącznie, no cuda wianki i miesiącami nie widziałam żadnych większych oznak, że coś się zmienia. Jak było chujow* tak było chujow*. Aż wreszcie w którymś momencie coś w mojej łepetynie zaświtało i zrozumiałam o czym Victor pisał gdy pisał o tym, że wychodzenie z zaburzenia to nie jest dobre samopoczucie ani dążenie do niego, nagle wszystko zatrybiło o konsekwencji, uporze, o ciepieniu, ryzkowaniu, wreszcie to wszystko nabrało faktycznego dla mnie sensu, zaświatło w mojej łepetynie o co chodzi i wtedy już wiedziałam co robię i po co. I dziś uważam się już niemal za odburzoną. A dodam, że okoliczności nie miałam sprzyjających, bo bez pracy, znajomych, cały dzień w domu sama ze swoimi myślami i wyjącym wiatrem i deszcze za oknem na jakimś zadupiu + problemy rodzinne i brak poczucia bezpieczeństwa i problemy zdrowotne, które już pominę.
Pytasz mnie co utrzymuje lęk? Ty sam go utrzymujesz, oczywiście nieświadomie, ale taka jest prawda. Wierząc ciągle w zagrożenie powodujesz utrzymywanie się tego stanu.
Tak jak Ci już napisałam wyżej Twój stan emocjonalny uważa, że jest zagrożenie i on tak łatwo nie odpuści,
a nawyki które się tworzą wzmacniane lękiem bardzo szybko się instalują i utrzymuja zagrożenie.
Nie ma się co czarować to nie jest łatwa sprawa przeciwstawić się tej iluzji pomimo tego, że ciało odczuwa stres, że są objawy, myśli, analizy itd . Jeśli nie czujesz się na siłach robić tego bez pomocy leków to próbuj z lekami. Musisz sam zadecydować jaką droge chcesz obrać, ale miej na nią plan, bo leki same nie rozwiążą sprawy.
