DamianZ1984 pisze: ↑14 maja 2021, o 15:51
Katja wiedzę mam od chłopaków dużo psychoterapii, ale jakiś jestem mega uparty lub za duże ego latwiej mi uwierzyć z rana jak mam nerwowosc i przyspieszone bicie serca że to serce niz że problem z głową, teraz tak myślę łatwiej mi pomyśleć że jestem psychicznie chory niż starać się pracować, bo nie mam innego wytłumaczenia poprostu chyba ciągle chciałbym iść na skróty i żyć w świecie niby idealny który sobie gdzie wykreowalem w głowie niż podjąc walkę, nie wiem a może to mechanizmy obronne z dzieciństwa, podobno zawsze jak były awantury, tata bił mamę lub coś się działo uciekałem od 3 roku życia w zanoszenie się duszności i hipohondrie. Jak bylem chwilę na dda i opowiadałem o tych zdarzenia wyrzucałem to wszystko płakałem ale to i tak jakby nie prawdzie płacz, Oki płakałem było mi smutno ale i tak to miałem w dupie. Dziękuję Katja za cierpliwość

naprawdę jesteś aniołem że mimo swoich problemów i przeżyć jesteś i pomagasz innym.
Nie wiem czy na tą chwilę ta terapia DDA to jest dobry pomysł.
Moim zdaniem tego typu terapie sa możliwe dopiero gdy poziom lęku opadnie, przynajmniej na tyle żeby nie bać się niemal wszystkiego i nie wpadać w panikę przy każdej informacji jaką się usłyszy.
No, ale to moje zdanie a Ty musisz sam decydować.
To o czym piszesz tj że łatwiej Ci uwierzyć w zawał co 2 dzień albo w jakieś choroby spychiczne jest zrozumiałe. Z dwóch powodów.
1. To w ten sposób utrzymuje się lęk, w tym legendarnym, uporczywym "a co jeśli", ja byłam w stanie w lęku uwierzyć, że dotyczą mnie przypadłości z garunku niemal niemożliwych i takie gdzie trzeba splotu miliona niekorzystnych okoliczności, a i tak nie wiadomo czy wtedy by zaistaniały, a ja w to wierzyłam. Pomimo, że już wiedziałam, że to zaburzenie to i tak cały czas dawałam się wkręcić w opowieść, a co jeśli jednak od tego zaburzenia stanie mi się......albo..... i to były jakieś nieprawdopodbne historie z gatunku abstrakcja totalna, a ja w panice odpalałam internet szukając odpowiedzi na pytanie czy to jednak może mnie to dotyczyć, każda moja myśl mnie przerażała, bo każda niosła potencjalną możliwość pytania "a co jeśli...". I ja się w to wkręcałam miliony razy, rycząc całe dnia, rozmyślając i biczując się po co ja o tym pomyślałam, bo nie rozumiałam cały czas, że to nie jest rzecz w tym żeby o czymś sobie nie pomyśleć, tylko żeby mieć do tego właściwy stosunek. Milion razy czytałam wpisy Victora i Hewada gdzie jak wół stało, że nie walczymy z myślami czy objawami tylko chodzi o właściwy stosunek do nich/właściwą reakcje i co ja robiłam? Oczywiście walczyłam z każdym objawem czy myślą, upewniałam się, sprawdzałam, panikowałam, nakręcałam się całymi dniami + w głowie myśli typu dlaczego mnie to spotkało, dlaczego muszę tak żyć i nie widzałam, że robie dokładnie modelowo to co mnie utrzymuje w tym stanie i dlatego piszę o tym na forum bo widzę jak wiele osób jest w mojej dawnej postawie przekonanych, że przecież robią wszystko jak trzeba.
2. Trzeba pamiętać, że dla naszej podświadomości sprawa jest poważna, Twoja podświadomość jest w przekonaniu, że Tobie grozi niebezpieczeństwo dlatego to wszystko jest tak silne, tak mocne, nie chcę odpuścić, dlatego pewnie nie jednen raz myślałeś "kurw**mać czy to kiedyś puści" nie rozumiejąc, że tym co trzyma to wszystko w takiej mocy jest Twoja wola życia i przetrwania. To Ty sam nie chcesz tego odpuścić, to zasila się Twoją energią, Twoją siłą, Twoją wolą życia i trwania, dlatego to jest tak trudne do odpuszczenia i dlatego ludzie, którzy z tego wyszli piszą o poddaniu się, odpuszczeniu i momencie w którym powiedzieli sobie dość "ryzkuje" niech się juz dzieją te wszystkie najgorsze scenariusze, ale już dość tego pilnowania i wyczekiwania.