Tak ja dodam, jesteś bardzo nakręcony i ja znam dobrze ten stan, gdy człowieka aż nosi od emocji i miota się od rozpaczy do euforii, że dam sobie radę, kto jak nie ja, trzeba mieć wywalone itp sprawy, rzecz w tym, że Twój system nerwowy chcę normalności, pasywności ( Hewada polecam posłuchać ), a nie ciągłego nakręcania się a to objawami, a to odburzaniem się. To jest bardzo pomijana część przez wiele zaburzonych osób, gdzie większość chcę w pewnym momencie się konfrontować z lękiem, ryzkować, niemal siłowo to przegonić a mało kto chcę po prostu odpuścić ( co jest zrozumiałe ponieważ każdy z nas chcę przetrwać i rozwiązać problem, rzecz w tym, że problemem jest samo rozwiązywanie ). Czasem przychodzi ono ( odpuszczenie ) dopiero gdy człowiek sięgnie nerwicowego dna, gdy już mu jest wszystko jedno i nawet śmierci się nie boi, bo ma dość takiego życia i wtedy dopiero odpuszcza......i przychodzi poprawa. Niestety bywa tak, że zachęcona takim obrotem sytuacji osoba nabiera znowu ochoty do walki i znów utwierdza swój stan emocjonalny w poczuciu, że Houston mamy problem. A tu trzeba po prostu odpuścić, zaakceptować nasz stan i przestać swoimi działaniami utwierdzac stan emocjonalnym w tym, że jest problem. A utwierdzasz go w tym nie tylko gdy się nakręcasz objawami, ale też i wtedy go jedynym tematem Twojego dnia jest odburzanie, gdy stale chcesz coś w sobie naprawiać ( dlatego odburzanie nie jest najlepszym momentem na psychoanalizy ) . W mojej ocenie najważniejsze w odburzaniu jest zrozumienie, że to Ty masz przekonać swój stan emocjonalny do tego, że nie ma zagrożenia ( starałam się to opisać tutaj post224983.html#p224983 ), a nie cały dzień żyć zaburzeniem czy też odburzeniem . A żeby to zrobić najpierw musisz zdobyć wiedzę ( polecam słuchać nagrań do bólu i czytać dział materiały więcej niż raz ), po to żeby wbić to sobie do głowy na poziomie logicznym, kolejny krok to trzeba pomimoDamianZ1984 pisze: ↑26 marca 2021, o 15:54Właśnie a propo pracy mi się wydaje że te lęki i zaburzenie to przez stres i pracę itd a właściwie chyba poprostu wszyscy mamy zwichrowany łeb i jak tego nie pojmiemy to raczej nie zmieni nic że zamkniemy się w domu odizolowani od ludzi, pracy, stresu i TV, bo to i tak siedzi w nas, poprostu w pewnym momencie ukalf nerwowy nie wytrzymał naszego pierdolenia i pękł a że to było akurat w tej pracy to już przy okazjiktoś coś doda.
obaw przyjąć założenie, że to jest zaburzenie i trzymać się go choćby skały srały i jeść wołały.
Pozdrawiam
