Kuba 18 lat
Od 2 miechów zmagam się z derealka i zaburzeniamj lękowymi, myślę że na tej stronie otrzymam jeszcze wsparcie tak jak otrzymale już od użytkownika witorr98. Pozdrawiam wszystkich
Napisz jeszcze w dziale o prośbę o dodanie do chatu i będzie git
Sia03 pisze: ↑14 maja 2019, o 16:47Witajcie. Nie wiem gdzie pisać, więc piszę tutaj. Forum znam już od dawna, ale dopiero teraz piszę pierwszy raz . Mam na imię Sylwia, 23 lata. We wrześniu 2016r. zaczęłam się źle czuć, okropne zawroty głowy, odcięcie od rzeczywistości , mrowienie ciała, pisk w uszach, problemy z poruszaniem się gdziekolwiek, mdłości, drżenie rąk, kolatanie serca, bezsenność przez kilka pierwszych dni,później senność, masa innych objawów. Jak pomyślę o tamtym czasie to aż robi mi się niedobrze. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Myślałam, że może to ciąża. Z testu nic nie wyszlo. Zaczęłam robić badania najpierw w przychodni, wszystko było w porządku. Ale ja źle się czułam dalej .. Wmawialam sobie różnego rodzaju choroby. Anoreksje, bo nie miałam apetytu, chciało mi się wymiotować. Miałam myśli, żeby pójść do szpitala i powiedzieć, że mam anoreksję i żeby mnie przyjęli, bo ja przecież umieram. Oczywiście tego nie zrobiłam. Nie dałam rady funkcjonować, ciągle chciało mi się spać, na nic więcej nie miałam ochoty. Pewnego dnia pojechałam z mamą na SOR, żeby zrobili mi badania. Wymyśliłam sobie, że mam coś w głowie jakiś guz, bo przecież tak strasznie kręcilo mi się w głowie, ciągle mnie bolała. Zrobili tomografie i inne badania, oczywiście tam też nic nie wyszlo. Dostałam skierowanie do laryngologa. Zaczęłam sobie wkręcac, że mam uszkodzony błędnik. I znowu to samo. Badania, wszystko okej. Myślałam, że to może przez kanałowe leczenie (które robiłam jakoś przed tym złym samopoczuciem) został uszkodzony nerw i tak się będę czuć do końca życia. Pojechałam do dentysty się upewnić, oczywiście Pani na mnie popatrzyła, że to niemożliwe. Ze wszystko jest dobrze. Później wkrecilam sobie, że mam napewno jakieś pasożyty, ciągle skanowalam swoje cialo. Ubzduralam sobie, że te pasożyty się ruszają mi w brzuchu,gdy tylko coś tam zabulgotalo. Z badań wyszło coś tam, że niby mam lamblie. Wzięłam antybiotyk, byłam pewna, że od razu poczuje się lepiej. Nic nie było lepiej. Byłam załamana.. Ze nie mam odpowiedzi co się ze mną dzieje, dlaczego tak okropnie się czuję. Tamten okres był taki, że żyłam tylko tym, dużo spałam, prawie nie dałam rady jeść, nie pracowałam wtedy jeszcze, spedzalam dużo czasu z chłopakiem. A raczej potrzebowałam, aby był ktoś przy mnie, a ja albo leżałam, spałam, czasami płakałam. Pewnego dnia gdy byliśmy u niego też pojechaliśmy na SOR z jego mamą, bo tak okropnie się czułam. Porobili badania, nic nie wyszło. Aż w końcu u swojej rodzinnej lekarki, lekarz wpadł na pomysł, że powinnam udać się do psychiatry. Ze moje samopoczucie ma podłoże psychiczne. Tak też zrobiłam. Ale było to dla mnie jak wyrok... Pomyślałam, no tak zawsze wiedziałam, że coś ze mną jest nie tak, że jestem ,,psychiczna''. Że teraz to już pozamiatane. (Nie będę tak szczegółowo się już rozpisywać.) Psychiatra stwierdził zaburzenia lękowe. Dostałam Asertin 50, brałam go 6 miesięcy. Miałam nadzieję, że to wszystko minie. Jak się okazało nic nie minęło. Czułam może lekką poprawę, nie czułam tyle lęku i tylko tyle. Psychiatra mówił, że tu leki nie pomogą, że muszę udać się na psychoterapie. Tak też zrobiłam, ale po jednym dniu zrezygnowałam z terapii grupowej. Po jakimś czasie (może pół roku) znowu zaczęłam brać Asertin. Miałam dalej nadzieję, że lek jakimś cudem to wszystko wyciszy i będzie pięknie. Ale dalej było podobnie, no może objawy trochę się zmniejszyły. Jakoś sobie tak żyłam, lecz to nie było to samo co przed zaburzeniem. To było dalej życie objawami, samopoczuciem,lękiem. Po prostu aby przeżyć dzień - wegetacja. W kwietniu 2018r poszłam na terapię. Najpierw kilka spotkań indywidualnych, później terapia grupowa 3 miesięczna . Chyba wtedy już znałam forum zaburzeni.pl. Czytałam historie odburzonych osób, to dawało mi nadzieję, że ja też z tego wyjdę. Na terapii bardziej rozmawiało się o przeszłości, przepracowywalo się ją, skąd wziął się ten lęk . O swoich przeżyciach, relacjach itd. Nieomawiane były mechanizmy lękowe, co moim zdaniem jest baaardzo ważne, żeby osoba zaburzona wiedziała jak to wszystko działa. Moim zdaniem są to podstawy. Ale tego zabrakło niestety. Terapię przeszłam całą, czy coś wniosła? Ciężko powiedzieć. Napewno nie dała mi tej całej wiedzy jaką mamy tu na forum. Nie podobało mi się również, że na terapii były osoby z jakby innym problemem niż mój czyli np. odpoczynek od pracy. Były osoby, które po prostu potrzebowały zwolnienia lekarskiego, a nie terapii, dlatego tam były. Co trochę jest średnie, poniewaz osoby które naprawdę miały zaburzenia lękowe traciły czas na ich życiorysy itp. Ale cóż.. Nic nie poradzimy.Można powiedzieć, że też cały czas byłam naiwna, że ktoś zrobi coś za mnie i magicznie mi to przejdzie. A to nie wystarczy tylko pójść na terapię i problemu nie ma. Trzeba samemu nad sobą pracować, co nie jest wcale łatwe. Zawsze miałam jakieś lęki, bałam się ludzi. Byłam od dziecka zamknięta w sobie, w domu nie okazywało się emocji, wszystko trzeba było trzymać w sobie, moja mama jest alkoholiczka. Dzisiaj mamy maj 2019. Jeszcze nie jestem odburzona, ale jest o wiele lepiej niż na początku. Mam mniej objawów. Lecz nie potrafię sobie poradzić z lękiem, który pojawia się np w pracy, ja znowu się czymś nakręcam, zaczynają mi się trzesc ręce, w galerii czuje lęk, na wysokościach, na mostach, w autobusie, tam gdzie jest dużo ludzi. Nie potrafię porzucić tej kontroli, bardzo skupiam się na sobie. W domu czuje się dobrze, ale gdzieś indziej spinam się i można powiedzieć, że wszystko wraca. Zaczynam skupiać się na objawach i myślach. Wiem, że jeszcze trochę pracy przede mną. Mam nadzieję, że się uda!
Wam również życzę powodzenia.
![]()
Dany80 pisze: ↑17 maja 2019, o 11:16Witam
Jestem tu nowy. Na ogół funkcjonowałem na 150%(dom ,rodzina,praca,imprezy,pomoc innym itd )
Niecałe dwa lata temu zachorowałem ,przeziębienie – L4. Na tym L4 coś zacząłem źle widzieć , problem z ostrością .Google i heja – wszystko pasowało od raków do depresji. Okazało się że mam wadę wzroku.
Pewnego dnia wieczorem krojąc nożem chleb wpadła mi myśl, że mogę coś zrobić dzieciom i żonie ,pomimo że to najważniejsze osoby w moim życiu .Tak się przestraszyłem I MASAKRA – tak się nakręciłem że hej . Wmówiłem sobie że to początki schizo -Mój ojciec chorowała na schizofrenie , także od dzieciństwa miałem z tym do czynienia jak brał leki to ok , jak nie to koszmar. Poszedłem do rodzinnego potem psychiatry ,psycholog.
Stwierdzili że to nie schiizo tylko jestem osobą nazbyt wszystko kontrolującą ,zbyt poukładaną, po przejściach. A to zaburzenie to natręctwa .Dostałem pregabalinę – dwa miesiące potem sertralinę 50 – raz dziennie około 9 miesięcy . Miałem lepsze, gorsze dni trochę leków związanych z schizofrenią ale fajnie żyłem, przestałem balować praktycznie 0 alkocholu . Leki Ostawiłem w sierpniu 2018. Do początku kwietnia 2019 lepszych dni było więcej niż gorszych i sobie radziłem(było ok) ale od początku kwietnia proporcja się zmieniła(może przesilenie) – więcej lęków ,znów szukanie , nakręcanie ,zadawanie pytań bez odpowiedzi. W ciągu ostatniego tygodnia dwa napady lęku, jeden przetrzymałem i to mnie podbudowało , chciałem wyjść z imprezy , drugi gorzej- miałem wrażenie że szaleję ,rozmawiałem z kolegą ale już nie widziałem czy to prawda czy omam – po jakimś czasie przeszło ale się wystraszyłem. Praktycznie dziennie problemy – ostrość widzenia , jakiś ucisk w głowie i napięcie .Zacząłem ćwiczyć ,normalnie pracuję , wszystko robię ale czasami mam taki bazjel w głowie, myślotok i same złe myśli.
Czy to odburzanie to chodzi o to, że lęki nadal będą a ja mam po tych atakach nie szukać, nie zastanawiać się skąd to jest,tylko żyć tak jakby nigdy nic . Wszystkie lęki , obawy są związane z chorobą ojca żeby mnie nie dopadła schizo lub jakaś inna gorsza. W myślą mam scenariusze utraty pracy , rodziny i tworzy się taki łańcuszek nieszczęść. Mam też zapędy hipochondryczne dziennie rano skanuję jak się czuję , staram się to olać ale nie zawsze wychodzi .
Proszę napisać czy długo się z tego wychodzi , czy muszę znów iśc do psychiatry (wolałbym bez) czy psychoterapia BH-P wystarczy
Dzięki