ForceBridge pisze: ↑3 sierpnia 2024, o 12:23
Cóż, będzie zatem wyciąganie mocno prywatnych kart, ale zaryzykuję, skoro już piszę, że potrzebuję pomocy.
1. Jestem, ale uważam, że to bzdury. Tłumaczę sobie, że ludzie tracą rodziny i domy na wojnie, są alkoholikami, a u mnie kompletnie nic się nie dzieje i przesadzam. To oni powinni mieć bezsenność, a nie ja. Od 10 lat z życiem stoję w miejscu.
To sobie nie tłumacz, bo serio do bezsenności ma takie samo prawo człowiek któremu spalono dom, jak dziecko ktore bardzo przejmuje się tym, że w grze komputerowej przegrał z kolegą. To nie sytuacja jest istotna a reakcja na nią. Swoją droga osoby, które wiele straciły, które przeżywają wojne, często śpią całkiem dobrze - bo sen w ich życiu nie jest ważny (dla nich). Najgorzej śpią osoby które przejmują sie snem.
Mam koło 30 lat, a czuję się, jak 80-lataka, myślę często o śmierci i że nic mnie w życiu już nie spotka, po co wszystko robię, po co żyje, jak to i tak nie ma sensu. Czuję się zupełnie nikomu niepotrzebna, co jest akurat faktem, bo jakbym zniknęła, to może trochę poza najbliższą rodziną nikt by się tym nie przejął.
No, możliwe, że jesteś nikomu nie potrzebna. I co? Myślisz, że za przeciętnym człowiekiem tęskni ktoś więcej niż najbliższa rodzina? Nie. Poza tym po co chcesz być komuś potrzebna? Zadaj sobie szczerze pytanie, po co masz być komuś potrzebna? Żyjesz tylko i wyłącznie dla siebie, kiedyś może dla męża i dziecka, nic więcej, życie masz przeżyć i po nim może coś jest, może nie. Nie ma sensu dziś nad tym myśleć.
Mój podstawowy zarobek to prywatne sprzątanie domu (mam wyższe wykształcenie, ale nie patrzę na to tak, że muszę być z tego powodu dyrektorką),
Chyba jednak trochę gdzieś boli, skoro o tym wspominasz.
ale mam z tego grosze, że muszę się wspierać co jakiś czas zasiłkiem z opieki społecznej. Próbowałam różnych prac, ale z każdej mnie zwalniano nie z mojej winy, albo inni pracownicy się na mnie wyżywali, wyczuwając, że jestem słaba i łagodna.
Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę, że to tylko Twoja opinia, że nie z Twojej winy. I raczej nie wyżywali się na Tobie z takiego powodu, że jesteś miła i łagodna - a raczej smutna, i możesz tym drażnić.
Nigdy nie miałam chłopaka, nie mam żadnych znajomych.
I jak Ci z tym?
Tzn. mam z 250 osób na FB, ale nikt mnie nie zaprasza nigdzie, na żadne rozmowy czy urodziny, jak i ja sama nie mam nic do zaoferowania, bo jestem biedna i może dlatego.
Nie. Nie zaprasza Cię nikt, bo możesz być np. nudna, irytująca, skoncentrowana na sobie. Ja też byłem biedny, poza soba nie miałem nic do zaoferowania a jakoś ludzie mnie zapraszali i lubili/lubią.
Jak czytam to co piszesz tu i w poprzednich postach to odnosze wrażenie, że jesteś zgorzkniałą osobą z bardzo zła aurą i zapewne ja też bym nie chciał z Tobą się zadawać. Z reszta sama napisałaś, że czujesz się jak 80 latka.
Kiedy ostatni raz Ty kogoś zaprosiłaś?
Jedynie chodzę na spotkania z klubu sportowego, aby pobiegać grupowo, co może zdarzyć się 2x w tygodniu,
I po co Ci więcej, myślisz, że jak będziesz duszą Towarzystwa to zycie będzie lepsze? W Twoim przypadku nie - bo widzisz je w czarnych barwach.
ale odpuszczam często spotkania z powodu bezsenności (jak wezmę tabletkę nasenną, to mam cały dzień pozamiatany, a jak nie wezmę tabletki i nie prześpię całej nocy, to jest jeszcze gorzej, więc sytuacja bez wyjścia).
Nie brać tabletki i żyć tyle na ile pozwolą baterie bez przejmowania się. Zobacz, miałem 3 dni w marcu, gdzie spałem łacznie około 6 godzin. A mimo to poszedłem na treningi siłowe, czy byly cięzkie bardzo, czy zrobiłem je na 100%, tak, ale na moje 100% jakie wtedy mogłem dać. Po co sobie zrobiłem taką katorgę? Bo wiedziałem, że o ile odpuszczenie to fajna sprawa, to nie wolno mi odpuścić życia. Po czasie wspominam te treningi całkiem miło, przede wszystkim dlatego, że się nie dałem. Pomimo fatalnych nocy, bo poza bezsennością byłem w stanie ciągłego pobudzenia objawiającego się ciepłym brzuchem i przeponą, drżeniem oddechu.
Jeżeli osoby, które jakoś wyszły z bezsenności mówią Ci, że pomimo braku snu należy żyć, to nie robią tego na złość. A każdy z nas wie jakie to jest cięzkie. Pamiętam jak po mojej najgorszej nocy pojechałem na zakupy. Czułem się tragicznie. Rozdrażnienie, widzenie jak za mgłą, tamten dzień pamiętam jak sen. Wszystko działo się wolno, a ja byłem schowany w stresie. Ale dziświem, że jakbym wtedy połozył się kołysać w łóżku to dziś byłbym w podobnym stanie jak Ty. Beznadziejnym i bez nadziei.
Od kilku lat mieszkam sama. Nie mam zwierząt poza rybkami, bo jestem strasznie chorowita i łapie od ssaków i ptaków choroby. Jestem aspołeczna, spokojna i strachliwa i dlatego nikt nie chce się ze mną zadawać, choć ja sama się akurat pod tym względem akceptuję i nie chcę na siłę stawać się ekstrawertyczką, bo się będę męczyć, udając kogoś, kim nie jestem.
Odnosze wrażenie, że Twoja aspołeczność i strachliwość nie jest przez Ciebie akceptowalna. Przeszkadzają Ci jej efekty, i nie wyobrażam sobie jak można akceptować to, co sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi.
1. Nie ma w tym nic złego, że jest Ci źle. Jesteś jaka jesteś ale możesz się zmienić.
2. Nikomu tak na prawdę nie przeszkadza jaka jesteś poza Tobą.
3. Nie masz się stawać ekstrawertyczką. Powinnaś się stać osoba taką ktora będzie szczęśliwa i smutna, która po prostu będzie żyła i będzie odczuwała takie stany emocjonalne jakie beda własciwe dla danej sytuacji. A uwierz mi, przysięgam, szczęscie Twoje nie zależy od nikogo innego tylko Ciebie. To nie brak znajomych jest problemem a to co o tym myślisz i przede wszystkim czujesz.
Jeżeli przeszkadza Ci samotność, stań na chwilę, poczuj wszystko to co chodzi Ci po głowie gdy odczuwasz samotność, zapłacz albo krzycz - niestety sam byłem ofiarą duszenia emocji i wiem jak to szkodzi.
Nie nadaję się więc kompletnie do pracy z ludźmi,
Dlaczego?
Sądzę, że odporność mam zrujnowaną przez bezsenność.
Cały czas coś sądzisz, i nic z tego nie wychodzi, może czas uświadomić sobie, że myślenie powoduje stres? Nie kop się z tym koniem, wiesz co powodują emocje?
U mnie to były mdłości, codziennie, przez 5 lat maskowane gumą do żucia. Wiesz jak wyglada życie jak CODZIENNIE jest Ci niedobrze? W każdej minucie z tych 16-19 godzin aktywności.
Świądem skóry.
I kilka innych rzeczy.
Mialem okres, kiedy 2-3 lata spałem po 4-5 godzin, nie z powodu bezsenności a z powodu ilości pracy. Nie chorowałem wogóle a snem się nie przejmowałem. Albo miałem też okres, kiedy ćwiczyłem siłowo, biegałem, jeździłem na rowerze. Pracowałem do 0:00 a budzik nastawiałem na 6, jednak budziłem się 5-5:30. I wtedy byłem dumny i mówiłem, ze przez bardzo zdrowy tryb życia (poza ilością zajeć) moj organizm wysypia się i regeneruje bardzo szybko.
A dziś, jak śpię 6-7 godzin to się tym martwie.
I szczerze przyznaję, choć wiele już się nauczyłem, odpuszczanie, akceptacja idą coraz lepiej to tak, martwię się moim snem i widzisz co jest istotne? To jak nasze myślenie kształtuje nastrój.
Kiedyś 5 h snu - wow, za***ście.
Dziś 6.5 h snu - czemu nie 7...
Wiesz jaki miałem dzień 2 dni temu? Zaczął się o 4:30 kiedy to spałem od około21:30. 7 godzin super snu. Czułem się świetnie. Na 7 w pracy, w biurze do 14, potem w trasie 3 h i 3-4 godziny praca na budowie z temperaturą odczuwalną -15 st. Wróciłem do wynajmowanego domku w którym było 36-38 stopni w sypialni. Nie mogłem zasnąć. Położyłem się o 23, o 23:50 (godziny przybliżone) wziąłem zimny prysznic. Zasnąłem ok. pólnocy. obudziłem sie o 3. Nie spałem do 6. Przez te 3 godziny starałem sie zracjonalizować i poczuć co czuje.
Było ciśnienie na sen.
Obawa, że bezsennośc wróci a przede wszystkim problemy z zasypaniem
Spora ilość emocji ktore wyrzuciłem przez płacz - bezsilność, przemęczenie psychiczne i fizyczne (ostatnie 3 lata to praca ok 10-12 h w pracy zawodowej i kolejne 5-6 godzin przy remoncie własnego mieszkania), kontuzje.
I tamtej nocy wszedłem na forum przeczytałem jeszcze raz posty autora tematu i postarałem się odpuścić. Wiem, że NIE MAM wpłwu na to ile prześpię, ale wiem też, że mój organizm nie pozwoli mi się wyczerpać. Po prostu powiedziałem sobie, z tej nocy nici, już dziś nie pośpię. Zrozumiałem, że moja chęc kontroli znowu wróciła. Ok. 5:50 postanowiłem, nie pośpie już (jestem zbyt rozbudzony) ale co mi szkodzi spróbować cieszyć się łóżkiem, zrobiło się troche chłodniej, a mi się w gruncie rzeczy całkiem dobrze leżało. I własnie tu zadałem sobie kilka pytań, jak się czuje, czy dobrze mi się leży itp. Wtulilem się w łóżko z zamiarem radości możliwości leżenia. Zasnąłem ok 6 do 8.
Obudziłem się o 8, zrobiłem podsumowanie, 5 h przerywanego snu. Kiedyś zrobiłbym dramę, źle się czuł. A tym razem wstałem, powiedziałem sobie wierząc w to (to dośc istotne by mówić sobie to co się czuje), że jak na 5 h snu czuje się dziś całkiem ok. No i wewnątrz pozwoliłem sobie na to, żeby nie rezygnować z dnia, ale jak będzie słabszy do odpocząc.
I zaliczyłem kolejny piękny dzień. Dopiero ok. 22 poczułem zmęczenie. Poczułem też lęk, że znów będę miał problemy z zasypianiem i wtedy starałem się rozumem racjonalnym porozmawiać z tym od uczuć, że no mogę mieć problem z zaśnięciem i na to wpływ nie mam, ale przecież mam wpływ na to by cieszyć się leżeniem w wygodnym łóżku i to nie w 36 stopniach a 27, jaki to komfort jest
I zasnałem jak dziecko.
BTW widzisz, jak świetnie znam godziny? Tak jak Ty swoje. To objaw chęci kontroli snu. Nie da się tak.
Możliwe, że jestem obciążana rakiem i jesienią będę mieć kolonoskopię + badanie genetyczne.
No, możliwe, że juz masz raka i za rok umrzesz. I coś możesz z tym zrobić? Nie. Nie masz wpływu na to jak długo będziesz żyć, masz tylko wpływ na to, że na Twoje 365 dni przed śmiercią z powodu raka jelita, 200 będzie z uśmiechem czy tylko 20. Czy prześpisz 3 h w nocy czy 3 h w nocy ale szczęśliwa.
Samotność staram się zabijać grami komputerowymi z ładną fabuła i ładnym światem oraz sportem (co uzależnione jest niestety od tego, jaką miałam noc, nie chcę się przeciążać, bo jeszcze zawału czy wylewu mi do szczęścia brakuje).
Może spróbuj małymi krokami samotność nie zabijać a akceptować. Graj dalej, ale spróbuj poświęcić na początku w ciągu dnia 30 minut na czytanie książek. Ale nie byle jakich, a takich o stresie, lękach.
Wiele osób w tym i ja, mogą powiedzieć, że takie ksiązki bardzo pomagają zrozumieć z czym się mierzymy. Nie wyleczą nas, ale pomogą w drodze ku lepszym dniom. Mogę Ci kilka tytułów polecić.
Nie wiem, czy od tego może być bezsenność, nie znam się.
Tak.
2. Już nie mam lęków,
Masz lęki. Twoje posty tutaj to jeden wielki lęk, jak nawet wynajdujesz sobie chorobe na którą cierpi 23 rodziny na świecie - smiertelna bezsennośc. W tym wątku w 2022 o tym pisałaś.
tylko irytację, ale tylko w miarę leżenia (zaczyna się po 2-3H leżenia).
Lęk, irytacja, żal, bezsilność, dużo tego masz tylko nie widzisz.
Wydzielają mi się też intensywnie kwasy żołądkowe zaraz po położeniu się na poduszkę,
Nerwica.
choć nie czuję absolutnie nic.
G. prawda. Ale chcesz to się oszukuj dalej. Czujesz aż nadto ale to tłumisz. Przecież o tym piszesz. Ale spokojnie, zupełnie poważnie, to, że tłumisz emocje, to że źle sypiasz i nie widzisz dlaczego - to nie Ty jesteś temu winna a tylko sposób myślenia. Jesteś zapewne dobrą ale zagubioną osobą, to nie grzech, ale warto to zmieni.
Jeżeli nie zaczniesz dziś, to za 2-3 lata znów pojawi się Twój post. A postępy nie przychodzą liniowo a często logarytmicznie. Ja dzięki pracy nad sobą od marca, wyleczylem po 18 latach nad-potliwość która miała podłoże w lęku (którego nie czułem). Ale ciało migdałowate robi swoje. Dziś już to wiem.
Rozwiązanie miałem na wyciągnięcie ręki, tylko o tym nie wiedziałem. Czy żałuje straconych lat? Nie. Cieszę się zaś z tego co mnie czeka. A może przede mną tylko rok życia? kto wie, po co mam dziś się tym martwić.
Tydzień temu zaczęłam walić pięściami w poduszkę po 7H niespania, a potem się popłakałam. I co ciekawe, po tym zasnęłam normalnie na 3H i spałam aż do 11:00.
To nie jest ciekawe a normalne Po moich pierwszych 3 nocach z problemami ze snem, też się popłakałem, wiele powiedziałem dziewczynie, wiele poczułem. I spalem potem 9 h w interwałach 1.5 godzinnych.
Serio dalej bedziesz mówić, że nie masz lęków i nie czujesz nic? Oszukujesz sama siebie, prawidłowe Twoje pytanie powinno być: dlaczego wydaje mi się, że nic nie czuje. Jak otworzyc drzwi do moich emocji, leków i marzeń?
3. Jak wyżej, już nie. Zobojętniałam zupełnie. W chwili kładzenia się spać nie czuję już nic. Co się dzieje po nie wzięciu tabletki, opisałam wyżej.
Wyżej napisałaś tak dużo, że widać iż czujesz sporo.
4. W ciągu dnia jest spokój, nie czuję leku. Jest całkowicie normalnie. Moje dzienne emocje mogę określić jako: zobojętnienie, nieczucie niczego, stabilność, monotonia.
Czyli uczucia są, lęku przed brakiem snu nie ma?
A co to jest?
(co uzależnione jest niestety od tego, jaką miałam noc, nie chcę się przeciążać, bo jeszcze zawału czy wylewu mi do szczęścia brakuje).
To jest lęk. Ja taki lęk już przechodziłem tyle razy, i jakby mnie ktoś zapytał czy czuje lęk, to bym mówił prawdę (taką jaką sobie wmawiałem, że nie).
Kiedy?
Jak miałem 12 lat i wyczułem ogromny węzeł chłonny na szyi.
Jak miałem 1 migrene z aurą - zapewne guz mózgu.
Jak miałem szum uszny, pewnie guz mózgu.
I żyję. I co? I jutro mogę dostać wylewu, taka jest prawda, że jakiś % zdrowych ludzi może mieć przypadkowego tętniaka i w wieku 30 lat umrzeć. I czemu mam się dzis tym martwić?
Swoje już przszedłem, do tego stopnia, że coraz mniej mnie rusza, zmęczyło mnie ciągłe zycie w lęku.
5. Nie.
Tak. Sama to napisałaś, mnie możesz okłamywać - siebie nie powinnaś.
6. Tak. Jestem bardzo wrażliwa na brak snu. Jak nie prześpię nocy, w dzień zawsze mam straszny ból głowy, lekką gorączkę, objawy grypowe, osłabienie, zdarzają się krwotoki z nosa. W maju musiałam wzywać pogotowie i robili mi tamponadę. Więc nie wierzę w te wygadywane przez psychiatrów bzdury, że od bezsenności nic człowiekowi nie grozi. Oszukują jedynie ludzi i robią im przez to krzywdę. Czytałam na przykład o kobiecie z bezsennością, co nie przespała 8 nocy ani minuty i ją zabrała karetka, bo zemdlała w pracy.
Czytaj czytaj. I chłoń lęk. A wiesz może czy ta kobieta miała brak snu, czy deprywacje snu? Od bezsenności emocjonalnej coś tam grozi ale znacznie mniej niż od deprywacji snu.
Ile lat już żyjesz z tą bezsennością? Więcej niż 8 dni? Tak, to już jesteś silniejsza od tej Pani

A Twoj krwotok z nosa był przez brak snu czy stres z tym związany? Wiesz to? Nie wiesz.
I może masz racje, może i dostaniesz zawału, wylewu, szlak Cię trafi ale NIE MASZ na to wpływu, nie ma środka na sen innego niż psychika. Zastanów sięnad tym i odpowiedz tutaj na forum:
Jaki sens przynoszą Twoje zamartwiania w kontekście Twojego cierpienia?
O dziwo w okresie maj-czerwiec miałam okres, że spałam normalnie, co w moim przypadku oznacza 8-9H snu. Miałam nadzieję, ze to koniec bezsenności, ale to tylko była pułapka i iluzja.
Widzisz, czyli są lepsze i gorsze okresy. Ale nie odpuściłaś tematu snu i problem powrócił. Coś się stało, że spałaś lepiej, możliwe, że nie da się znaleźć odpowiedzi co takiego, dlatego, że dobrych chwil w życiu jako ludzie, obecnie nie notujemy tak dobrze jak tych złych chwil.
I 2 tygodnie temu znów bez powodu się wszystko zepsuło, czyli wróciła bezsenność, co wiąże się z tym, że całkowicie mi zanika senność i zmęczenie, trwa to non stop. Każda noc muszę więc brać lek, bez którego przeleżę do rana.
Przecież to kliniczny objaw hiper wzbudzenia, też to miałem. A co się stało? Gorsza noc, może upały, może silne emocje i wrócił Twoj lęk co do snu. I poszło. Za kilka miesięcy pewnie znów bedziesz miała lepsze noce.
Mój początek bezsenności zaczął się w 2022. Nie było żadnej przyczyny.
Nie ma czegoś takiego jak brak przyczyny. Ogólnie, taka fizyka jest. Nie ma reakcji bez akcji i akcji bez reakcji.
Spałam zawsze jak w zegarku w godzinach od 00:00-2:00 do 8:00-9:00. Wypracowałam ten mechanizm w pracy na drugą zmianę, bo wracałam do domu o 22:00 i tak do 1:00 w nocy grałam w gry i oglądałam filmy.
Jedna z przyczyn.
Po tym kładłam się do łóżka i od razu zasypiałam. Pracę straciłam nie z mojej winy, ale miałam to gdzieś. Przyzwyczaiłam się, że mnie w kółko wywalają.
Jeżeli Cię w kółko wywalają to jednak wina leży w Tobie. Nie śpisz a wciąż się nie obudziłaś, halo, życie Ci ucieka. Poważnie.
To, że kiedyś skakanie na jednej nodze nie spowodowało złamania nie znaczy, że dziś nie jest przyczyną, kwestia skali i zmęczenie materiału. Ty podchodzisz do życia zero - jedynkowo. Skoro przez 5 lat oglądałaś filmy wieczorem to nie zaburzały snu a dziś już zaburzają? No way. No właśnie, this is the way.
Ale moja bezsenność na 100% nie była związana z brakiem pracy, bo od kilkunastu lat stale sprzątam prywatnie domek + te nieszczęsne książki i mam z tego zarobek, mały, ale jest.
A skąd to wiesz, przyszedł anioł w nocy i powiedział, "Twoja bezsenność to nie jest wina braku pracy, to nie jest wina braku higieny snu i braku radości z życia. Twoja bezsenność bridge nie ma przyczyny." To tak nie działa.
Jest jeden sprawdzony sposób na zasypianie, ale nic mi on nie daje. Jeśli kładę się wieczorem na materacu na podłodze w dużym pokoju, z poduszką, na oglądanie ciekawego filmu, to w 80% przypadków zasypiam o godzinach 22:30-23:00. Tyle że prześpię tak na podłodze maksymalnie 2H, ale najczęściej to 15-30 minut.
Masz jedno z rozwiązań na wyciągnięcie ręki. Brak Ci luzu, tak jak polskim chłopakom jak to mówi Lewandowska.
Pojawia się relaks i zasypiasz, we śnie pojawiają się emocje, mózg nie chce ich przetwarzać, bo tonie w tym bagnie za dnia, podnosi więc kortyzol (reakcja walcz uciekaj) i się budzisz i nie zaśniesz potem, bo TWOJE CIAŁO CELOWO UCIEKA PRZED SNEM.
Może zamiast medytacji to praca nad stresem i lekiem od strony ciała? Nie ma spokojnego umysłu bez spokojnego ciała i nie ma spokojnego ciała bez harmonii w umyśle. Mogę polecić jedną ksiązkę o tym.
Nie piszę tego by Ci dopiec a pomóc, bezinteresownie tylko dlatego bo mi też 2 osoby bezinteresownie pomogły. Przeczytałem Twój post cały i zdążyłaś mnie sobą zirytować. Więc nie dziwie się, że ludzie od Ciebie uciekają a Ty tracisz prace. Masz syndrom ofiary, Ty nic złego nie robisz, inni są źli. Ty jesteś pogodzona, nie masz lęków ale jednocześnie piszesz, że je masz.
Napiszę krótko, Tobie nie da się pomóc dopóki nie otworzysz oczu.
Do tego świetnego cytatu HooSee "Sen jest jak kot

Im usilniej go wołasz, tym bardziej ci ucieka. Usiądź sobie, wyluzuj się i zapomnij o kocie, to po pewnym czasie sam ci przyjdzie z mruczeniem."
Dorzucę swoj:
Obudziłem się w nocy by przestać spać za dnia.
Te 2 sentencje chodzą za mną teraz jak pies i ile razy bym ich nie powiedział sobie głęboko to zawsze napływają mi łzy do oczu. Bo uderzają w emocje które tłumiłem ponad 20 lat.
Wiesz co mnie odróżnia od Ciebie?
Mam świetny zawód, jestem lubiany, inteligentny, bardzo utalentowany, mam dobre zarobki, mam mieszkanie, auto, 2-3 razy wakacje w roku, pewność siebie, powodzenie u kobiet, wspaniała dziewczynę, rodziców, przyjaciół. Ja sobie nie wyrzucam, że nie mam prawa do braku snu, nie mówie o tym, że brak snu moga mieć osoby bez domu, z nieuleczalna chorobą itd... Mam takie samo prawo do lęku i smutku jak osoba której wojna zabrała dom, nogi i zdrowie. Mam takie prawe, Ty też. Inni mają gorzej? Tak, to prawda, więc się ciesz tym co masz, ale daj sobie prawo do smutku.
Wiesz co nas łączy? Lęk, smutek, oczekiwania, brak odpuszczenia, brak akceptacji, może demony przeszłości, problemy ze snem.
Zobacz jakie są między nami różnice a jednak siedzimy w tym samym wątku. Jeszcze dodam, że przeczytałem Twój post i serio, nie dziwie się, że cierpisz na bezsenność, masz wszystko co może ją aktywować:
1. Nieszczęśliwe życie przepełnione smutkiem
2. Zduszone emocje.
3. Brak życzliwości do Siebie.
4. Nie lubisz siebie.
5. Żal.
6. Lęk
Wiem, że Twoja bezsenność można wyleczyć, ale nie bezpośrednio bo ona jest objawem. Pytanie czy skoro już obudziłaś się w nocy to czy obudzisz się w końcu za dnia?
PS: Mi aszwaganda nie pomaga na sen w wręcz przeciwnie.
Jeżeli chcesz ode mnie jakieś rady, a może po prostu poczytać jak było u mnie źle i co mi pomogło to pisz na priv. Nie chce za dużo pisać publicznie.