Hej, temat był nieaktywny, więc przestałam tu zaglądać, dlatego odpisuję teraz

Dziękuję bardzo za zainteresowanie się moim przypadkiem. Będzie długo
KotKtoryUcieka pisze: ↑5 lipca 2024, o 19:33
ForceBridge pisze: ↑21 lutego 2024, o 09:43
która ma coraz gorzej, w dodatku z bezsennością bez żadnej przyczyny.
No nieźle, bo przeczytałem cały Twój post i widzę przyczynę, dokładnie taką jak i u mnie, ja swoją ogarnąłem w miesiąc, Ty jak widać nie trafiłaś na dobre materiały i utrwaliłaś problem.
Co jest przyczyną:
Nie wiem, co się dzieje. Czuję się bezradna i przerażona, że mam jakąś neurodegeneracyjną chorobę mózgu,
mam ochotę siedzieć na krześle i się nie ruszać, strasznie boli mnie głowa,
Przez pół roku moja bezsenność miała ten sam schemat, co mnie już uspokoiło, bo była pewna powtarzalna rutyna.
Czyli z 4-6 dni, pod rząd, na początku miesiąca w ogóle nie mogłam zasnąć i wtedy brałam lek.
W kolejne dni miesiąca nie było już leków, a ja zasypiałam już normalnie w 3-20 minut. Spałam raz lepiej, raz gorzej, ale zwykle najgorsze noce to było 5H snu, a najlepsze to 9H. 7-8H przespanych w miesiącu miałam wiele.
Musiałam brać lek prawie non stop przez 2 tygodnie, bo w ogóle nie mogłam zasnąć.
której nie da się wykryć bez bardzo drogich badań jak FDG-PET MRI w zupełności wystarczy
A nie chcę brać leków, bo wtedy mam straszny ból wrzodów żołądka
Po tak krótkim poście widać sporo powodów bezsenności a u Ciebie jest to już bezsennośc utrwalona dobita lekami i stanem psychicznym, zadam kilka pytań:
1. Czy przypadkiem nie jesteś osobą przeżywającą w głowie wiele sytuacji i to bardzo często długo?
2. Czy przed snem nie masz natłoku myśłi i stanó lękowych, że nie zaśniesz?
3. Czy nie boisz się swojego łóżka, nie kojarzysz go przypadkiem z problemami?
4. Czy umiesz nazwać swoje emocje?
5. Czy nie dusisz w sobie emocji, i chciałbyś się przed kim śwygadać ale nie z sytuacji a z uczuć?
6. Czy przeżywasz kiepską noc i z góry wiesz, że bedzie słaby dzień?
I jeszcze opisz swój początek bezsenności.
Cóż, będzie zatem wyciąganie mocno prywatnych kart, ale zaryzykuję, skoro już piszę, że potrzebuję pomocy.
1. Jestem, ale uważam, że to bzdury. Tłumaczę sobie, że ludzie tracą rodziny i domy na wojnie, są alkoholikami, a u mnie kompletnie nic się nie dzieje i przesadzam. To oni powinni mieć bezsenność, a nie ja. Od 10 lat z życiem stoję w miejscu. Mam koło 30 lat, a czuję się, jak 80-lataka, myślę często o śmierci i że nic mnie w życiu już nie spotka, po co wszystko robię, po co żyje, jak to i tak nie ma sensu. Czuję się zupełnie nikomu niepotrzebna, co jest akurat faktem, bo jakbym zniknęła, to może trochę poza najbliższą rodziną nikt by się tym nie przejął. Mój podstawowy zarobek to prywatne sprzątanie domu (mam wyższe wykształcenie, ale nie patrzę na to tak, że muszę być z tego powodu dyrektorką), ale mam z tego grosze, że muszę się wspierać co jakiś czas zasiłkiem z opieki społecznej. Próbowałam różnych prac, ale z każdej mnie zwalniano nie z mojej winy, albo inni pracownicy się na mnie wyżywali, wyczuwając, że jestem słaba i łagodna. Piszę hobbystycznie powieści od wielu lat, ale też z tym stoję w miejscu, nie osiągnęłam sukcesu mimo wszelkich możliwych starań (uściślając: nie zależy mi na sławie, ale na pieniądzach na życie). Kojarzy mi się to tylko z piractwem, wiecznym zgłaszaniem piraconych treści na Chomiku (robię to praktycznie codziennie) i żebraniem recenzentów o recenzje. Dobrzy wydawcy nie chcą mnie przyjmować, bo piszę według nich za trudne książki i oni tego nie sprzedadzą. Zaczęłam pisać, bo chciałam na tym zarabiać, i mimo że mam wydanych mnóstwo tytułów, mam z tego 80 zł zarobków miesięcznie z jednego źródła, 200 zł za osiem miesięcy z innego źródła i 400 zł za zestawienie półroczne z trzeciego źródła. Nigdy nie miałam chłopaka, nie mam żadnych znajomych. Tzn. mam z 250 osób na FB, ale nikt mnie nie zaprasza nigdzie, na żadne rozmowy czy urodziny, jak i ja sama nie mam nic do zaoferowania, bo jestem biedna i może dlatego. Jedynie chodzę na spotkania z klubu sportowego, aby pobiegać grupowo, co może zdarzyć się 2x w tygodniu, ale odpuszczam często spotkania z powodu bezsenności (jak wezmę tabletkę nasenną, to mam cały dzień pozamiatany, a jak nie wezmę tabletki i nie prześpię całej nocy, to jest jeszcze gorzej, więc sytuacja bez wyjścia). Od kilku lat mieszkam sama. Nie mam zwierząt poza rybkami, bo jestem strasznie chorowita i łapie od ssaków i ptaków choroby. Jestem aspołeczna, spokojna i strachliwa i dlatego nikt nie chce się ze mną zadawać, choć ja sama się akurat pod tym względem akceptuję i nie chcę na siłę stawać się ekstrawertyczką, bo się będę męczyć, udając kogoś, kim nie jestem. Ponadto każda wizyta w tłumie = choroba. Teraz na przykład w czerwcu jechałam pociągiem i zachorowałam na covida, w grudniu pojechałam do rodziny i wróciłam z potężną infekcją gardła i zatok, z czego miesiąc nie mogłam się wyleczyć. Nie nadaję się więc kompletnie do pracy z ludźmi, a od pracy zdalnej świruję i mi nic tu nie wychodzi. Sądzę, że odporność mam zrujnowaną przez bezsenność. Możliwe, że jestem obciążana rakiem i jesienią będę mieć kolonoskopię + badanie genetyczne. Wyszło to podczas kłótni z ojcem, który stwierdził, że ja nie mam żadnych problemów, jestem zdrowa i że to on ma problem. Samotność staram się zabijać grami komputerowymi z ładną fabuła i ładnym światem oraz sportem (co uzależnione jest niestety od tego, jaką miałam noc, nie chcę się przeciążać, bo jeszcze zawału czy wylewu mi do szczęścia brakuje).
Nie wiem, czy od tego może być bezsenność, nie znam się.
2. Już nie mam lęków, tylko irytację, ale tylko w miarę leżenia (zaczyna się po 2-3H leżenia). Wydzielają mi się też intensywnie kwasy żołądkowe zaraz po położeniu się na poduszkę, choć nie czuję absolutnie nic. Często zmieniam pozycję. Dlatego gdy w 2-3H nie zasnę, biorę tabletkę, która rozwiązuje problem na 5-6H (śpię). W chwili wzięcia tabletki ogarnia mnie błogi spokój i odprężenie. Ufam lekowi, nie ufam swojemu ciału. Jednak gdy chcę spróbować wrócić do normalnego snu i nie biorę leku, leżę bez ani minuty snu do rana. Tydzień temu zaczęłam walić pięściami w poduszkę po 7H niespania, a potem się popłakałam. I co ciekawe, po tym zasnęłam normalnie na 3H i spałam aż do 11:00.
3. Jak wyżej, już nie. Zobojętniałam zupełnie. W chwili kładzenia się spać nie czuję już nic. Co się dzieje po nie wzięciu tabletki, opisałam wyżej.
4. W ciągu dnia jest spokój, nie czuję leku. Jest całkowicie normalnie. Moje dzienne emocje mogę określić jako: zobojętnienie, nieczucie niczego, stabilność, monotonia.
5. Nie.
6. Tak. Jestem bardzo wrażliwa na brak snu. Jak nie prześpię nocy, w dzień zawsze mam straszny ból głowy, lekką gorączkę, objawy grypowe, osłabienie, zdarzają się krwotoki z nosa. W maju musiałam wzywać pogotowie i robili mi tamponadę. Więc nie wierzę w te wygadywane przez psychiatrów bzdury, że od bezsenności nic człowiekowi nie grozi. Oszukują jedynie ludzi i robią im przez to krzywdę. Czytałam na przykład o kobiecie z bezsennością, co nie przespała 8 nocy ani minuty i ją zabrała karetka, bo zemdlała w pracy.
O dziwo w okresie maj-czerwiec miałam okres, że spałam normalnie, co w moim przypadku oznacza 8-9H snu. Miałam nadzieję, ze to koniec bezsenności, ale to tylko była pułapka i iluzja. I 2 tygodnie temu znów bez powodu się wszystko zepsuło, czyli wróciła bezsenność, co wiąże się z tym, że całkowicie mi zanika senność i zmęczenie, trwa to non stop. Każda noc muszę więc brać lek, bez którego przeleżę do rana.
Mój początek bezsenności zaczął się w 2022. Nie było żadnej przyczyny. Spałam zawsze jak w zegarku w godzinach od 00:00-2:00 do 8:00-9:00. Wypracowałam ten mechanizm w pracy na drugą zmianę, bo wracałam do domu o 22:00 i tak do 1:00 w nocy grałam w gry i oglądałam filmy. Po tym kładłam się do łóżka i od razu zasypiałam. Pracę straciłam nie z mojej winy, ale miałam to gdzieś. Przyzwyczaiłam się, że mnie w kółko wywalają. Ale moja bezsenność na 100% nie była związana z brakiem pracy, bo od kilkunastu lat stale sprzątam prywatnie domek + te nieszczęsne książki i mam z tego zarobek, mały, ale jest. I pewnej nocy obudziłam się o 4:00, czyli po 3H snu i nie spałam już do rana. Zignorowałam to, ale od tej pory każda kolejna noc wyglądała tak samo, że wstawałam w przedziale godzinowym 2:30-5:00 i już nie zasypiałam. Oczywiście zrobiłam to, co pewnie każdy, czyli zamiast o 1:00 zaczęłam się kłaść kilka godzin wcześniej. Potem ustaliłam sobie stałe godziny snu 23:30-7:30 (bo naturalnie sypiam 8H). Moja bezsenność po kilku miesiącach uległa modyfikacji, że miałam już pełny hat-trick: problemy z zasypianiem, częste budzenie się w nocy, wstawanie o kilka godzin za wcześnie i niespanie już do rana. Obecnie moja bezsenność ma jedną formę: problemy z zasypianiem, a konkretnie brak zdolności zasypiania, o ile nie wezmę lekarstwa. Przerabiałam wszystko, co znane jest na bezsenność, nawet terapię poznawczo-behawioralną z ograniczeniem przez psychiatrę godzin snu (5-6H). Wydawało mi się to pomóc na miesiąc (przypadek, o którym pisałam wyżej), a potem znów wróciła bezsenność i to ze zdwojoną mocą, po poprzedni podobny okres był łagodniejszy i co 2-3 noc zasypiałam normalnie bez leku. Teraz dosłownie każda musi być z tabletką.
Jest jeden sprawdzony sposób na zasypianie, ale nic mi on nie daje. Jeśli kładę się wieczorem na materacu na podłodze w dużym pokoju, z poduszką, na oglądanie ciekawego filmu, to w 80% przypadków zasypiam o godzinach 22:30-23:00. Tyle że prześpię tak na podłodze maksymalnie 2H, ale najczęściej to 15-30 minut.
Wspomniana tabletka, która mi pomaga, na którą każdej nocy (na razie) mogę liczyć, to Kwetaplex 25 mg. Nic innego nie biorę poza suplementami (mg 250-400 mg, aszwaganda, kubek ziół nasennych, elektrolity po sporcie, który uprawiam 1-2H każdego dnia rano, czasem wieczorem, ale najpóźniej kończę 4H przed spaniem). Adrenalina ze sportu poprawia mi nastrój na kilka godzin. Uprawiam kardio (biegi i rower), po nich mam niższe tętno i czuję się zrelaksowana i spokojna. Techniki relaksacyjne i medytacje powodują u mnie skutek odwrotny - agresję, niepokój, stres, podwyższenie tętna, "ADHD", że mam ochotę się wiercić.