Męczy mnie to już drugi tydzień, zaczęło się od skakania pojedynczego mięśnia na pośladku i nawet nie zwracałam na to wówczas uwagi, aż nagle tydzień później (po stresującym tygodniu) zaczęło się stopniowo skakanie wszystkich mięśni, na początku najbardziej uda i sporadycznie na tułowiu i ręce, później najbardziej na rękach. Zaczęłam się strasznie nakręcasz na SLA… oczywiście jestem nerwicowcem strasznym, non stop wkrecam sobie jakieś nowe choroby, ale tym razem moje wkręty przeszły już pojęcie… nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować ale mam wrażenie ze jak o tym musle to jest o wiele gorzej niż jak na chwile zapomnę.
Oczywiście obserwuje się na każdym kroku czy mamy jakieś zaniki, czy coś mi słabnie… na początku miałam wrażenie że nie, ale teraz mam wrażenie że lewą rękę mam odrobine słabsza… nie wiem juz czy na prawdę czy po prosru sovie to wkrecam
No i dodatkowo od około tygodnia boli mnie lewa ręka w barku ale jest to taki ból jakby przeciążeniowy, tylko nie wiem za bardzo kiedy bym tą rękę miała przeciążyć bo nic takiego nie robiłam… myślicie ze taki ból barku jest typowy dla SLA czy raczej nie ? Dodam jeszcze że na początku bolał sam bark a teraz cała ręka.
Od 2 dni fascykulacje mi znacznie ustąpiły (bo byłam zaleta i nie myślałam) No i początkowo sie ucieszyłam ale potem przeczytałam gdzieś ze one mogą ustąpić po początkowych mocnych atakach i znowu mnie to zestresowalo…
Byłam u dwóch neurologów którzy twierdzą ze nie mam SLA i to wszyRko przez nerwice ale żaden nie chciał dać skierowania na EMG bo stwierdzili że nie ma wskazań… No a niestety to badanie na studencka kieszeń jest trochę kosztowne…
Myślicie że jeżeli fascykulacje się osłabiły to mogę odetchnąć z ulga ?
Najbardziej martwi mnie teraz ból i słabość tej lewej ręki
Sorry ze tak chaotycznie to wszystko opisałam.
