Cześć
Pierwszy post i od razu jęczenie
Zmagam się z tym (nerwica) od 2019 (czwarty rok zaraz będzie).
Od dłuższego czasu (miesiąc) doskwierają mi fascykulacje losowych grup mięśni, nogi, łydki, uda, pleców, brzucha, mięśnie lewej ręki (szczególnie okolice kciuka), powieki lewej /prawej, bóle mięśniowe, stawowe, uczucie miękkich nóg, drętwienia, prądy, napięcie mięśni karku. Objawy zdają się być uzależnione od myślenia o nich, czyli jak o nich myślę, lub mam atak lęku (nasilają się). Czasem znikają na cały dzień, lub wiele godzin (ogólnie im mniej zwracam na nie uwagi tym rzadziej.)
Wyjątkiem jest fascykulacja mięśnia pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, którą mogę celowo wywołać przy leżącej ręce (tak jak pisze się na kompie) przesuwając palec w lewą stronę. Naprężenie mięśni lub ich świadomy ruch powoduje zaniknięcie odruchu. Nie czuję zmniejszenia ani precyzji ani siły w mięśniach.
Wchodzę aktualnie na dawkę terapeutyczną SSRI (jestem w trzecim tygodniu, efekty uboczne to min drętwienia i skurcze mięśniowe).
Elektrolity w normie, nuerolog zaliczony (wg niego ruchy palców to cieśń nadgarstka lewego), rezonans głowy w 2019 albo 20 bez zmian. Skierowanie na EMG (miesiąc czekania - zrobił bym prywatnie, ale żona ma wąty - wg, niej nic mi nie jest i znowu cuduje).
Generalnie dziwne te moje objawy, bo kołatania (zresztą miaęłm z nimi problem w grudniu), skoki ciśnienia, sraczki, bóle brzucha, głowy (tylny ból napięciowy) znam. Drętwienia i fascykulacje ,mrówki to dla mnie coś nowego i idealnie pokrywają się z SLA.
Mam długą historię wkręceń i wrzucania sobie objawów: raki, guzy, wylewy, zawały.
Badania wszelakie, nie zahaczyłem o neurologię w pełnym zakresie.
Psychiatra twierdzi: żeby się nie przejmować - bo to w nerwicy normalne, 3 tydzień leku - mogą się nasilać objawy.
Ja doskonale wiem, że to możliwe, a pomimo to ni diabła nie kontroluje tego.
Jednocześnie poszła pełna wkrętka w kierunku LSA, SM i innych miokini. Nikt tak skutecznie nie zaostrza jak dr. google.
W wtorek miałem tak silny atak lęku (dziś piątek), że nie byłem w stanie wytrzymać w pracy (pełna wkrętka, brak skupienia na czymkolwiek).
Co udało mi się zrobić:
- wracam na psychoterapie,
- staram się zaakceptować objawy (średnio to wychodzi w szczególności że nie ustępują),
- jestem rozbity (nie chcę szprycować sie chemią) i mam silne wrażenie braku kontroli nad sytuacją, powtarzam sobie jak mantrę - to nerwica możesz czuć sie gorzej.
Proszę o radę/ pomoc. Czy ktoś z was miał tego typu akcje?
Czy dalej leźć w diagnostykę ciężkich chorób?
Czy odpuścić i naszprycować się chemią (benzo - nie chcę ich używać ale mam) w oczekiwaniu na badanie EMG (jeszcze miesiąc - perspektywa jego powoduje silny lęk)?
Jak u was z uczuciem zmęczenia po ataku - ja przespałem dwanaście godzin, dwa dni do siebie dochodziłem, miałem wrażenie jak bym całe ciało przetrenował?