Nerwica - Agorafobia - zachowanie o cechach unikania

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
Awatar użytkownika
Kondor
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 223
Rejestracja: 21 listopada 2016, o 20:54

11 lutego 2017, o 17:26

Masza85 pisze:czy myślicie że po powrocie do Polski może to minąć???
Osobiście uważam, ze tak. Z tego postu widać, że nerwicę wywołała przeprowadzka i ona była zapalnikiem. Jesteś pewnie wrażliwa, może sentymentalną, może tradycjonalistką, a może zwykłą patriotką i tak przeprowadzka spowodowała, że teraz obecnie nie żyjesz zgodnie z sobą, a to są solidne podwaliny do wywołania nerwicy.
Ja osobiście z wszystkich powodów po trochę, także nie mógłbym żyć na stałe w innym kraju, nawet gdybym miał mieć tam lepsze życie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wiem jednak że z każdych wakacji, nawet 2 tygodniowych z których wracałem, gdy usłyszałem nasz ojczysty język, to mi się tak dobrze na duszy robiło ;) Taki mam w głowie po prostu już program.
Po powrocie sama nerwica też może nie od razu minąć, bo po mimo zniwelowania tego co było zapalnikiem, możesz mieć wyuczone już jakieś lękowe schematy, czyli tak zwany już lęk przed lękiem. I nad tym trzeba popracować. Jednak skoro pisałaś po powrocie nic takiego się nie działo, małe prawdopodobieństwo, że takie coś masz.
Więc powrót na pewno by był dla Ciebie dobry, ale również dobrze możesz popracować nad nerwicą będąc cały czas w UK. Od tego jest to forum. Czytaj, słuchań tutejszych nagrań i działaj według nich. Możesz jeszcze spróbować odpowiedzieć, co Ci się tam tak naprawdę nie podoba. Bo może to nie są te czynniki o których pisałem wyżej, może po prostu tęsknisz do przyjaciół z Polski lub mieszkasz nie wiem w dzielnicy, gdzie jest dużo multi kulti i Ci to nie odpowiada. Wtedy może wystarczy przez skype rozmawiać częściej z przyjaciółmi, czy przeprowadzić się do innej dzielnicy i już wtedy odczujesz ulgę. Na to musisz odpowiedzieć sobie sama.
Pomyliliśmy światy ! Świat naszego myślenia uznaliśmy za ten realny, a ten prawdziwy mamy tylko za tło. Za wszelką cenę trzeba to odwrócić !
Awatar użytkownika
Draxtie
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 31
Rejestracja: 29 maja 2016, o 17:41

24 lutego 2017, o 19:26

Cześć :)
Chwilę się zastanawiałam w którym wątku to napisać, wybrałam ten, ale jeśli się pomyliłam to z góry przepraszam ;)
Mam wątpliwości odnośnie moich sposobów na radzenie sobie z nerwicą i moim zdaniem agorafobią i fobia społeczną. Zostałam zdiagnozowana , ale nie chodzę na żadną terapię, staram się z tym walczyć sama. Nie biorę też leków, moja mieszanka na wyjścia to kubeł melisy i 3 tabletki kalms ;col Dzisiaj znowu wyszłam na dość długo i dość daleko. Dziwi mnie to , że na początku jest ok, radzę sobie, a wszystko przypomina mi etap sprzed tego całego zamieszania, jest prawie normalnie. Po godzinie zaczynają się schody. Ogólnie miałam zamiar zemdleć dzisiaj z 50 razy, zawroty głowy, trzęsące się łapki w sklepach itp pakiet premium jeśli chodzi o objawy. Mówię sobie w takich chwilach ,,no i dobra, no i ch*j, zemdleje/zwymiotuje no trudno'' wracam do domu to przekonuję siebie , że nie było tak źle , to był normalny wypad po prostu z paroma atrakcjami itd., ale to trwa już długo, od 5 miesięcy nie widzę większej poprawy. I tak mnie to cieszy, bo rok temu nie mogłam wyjść na klatkę nawet, ale no mam masę wątpliwości, że coś robię nie tak, gdzieś popełniam błąd. Mam wrażenie , że każdego dnia wszystko się resetuje i nic się nie zapisuje z tego poprzedniego.
Ktoś z was miał coś takiego? Będę wdzięczna za każdą odpowiedź/ poradę , a tak poza tym, życzę miłego weekendu wszystkim ^^

-- 24 lutego 2017, o 20:26 --
Dodam jeszcze, że podczas ataków staram się już nie uciekać i nie skradać po kątach niczym Hitman, tylko przymuszam się do przejścia bardziej zaludnioną drogą, próbując się przy tym uspokoić itp i może to jest złe podejście. Próbuję też nawiązywać kontakt z obcymi dla mnie ludźmi, umiechnąć się , zagadać. Czasem mi to wszystko wychodzi i czuję się świetnie , a czasem jak idiotka kiedy zaczyna plątać mi się język lub ręce mi się trzęsą.
Awatar użytkownika
Kondor
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 223
Rejestracja: 21 listopada 2016, o 20:54

25 lutego 2017, o 10:39

Draxtie pisze:Cześć :)
Chwilę się zastanawiałam w którym wątku to napisać, wybrałam ten, ale jeśli się pomyliłam to z góry przepraszam ;)
Mam wątpliwości odnośnie moich sposobów na radzenie sobie z nerwicą i moim zdaniem agorafobią i fobia społeczną. Zostałam zdiagnozowana , ale nie chodzę na żadną terapię, staram się z tym walczyć sama. Nie biorę też leków, moja mieszanka na wyjścia to kubeł melisy i 3 tabletki kalms ;col Dzisiaj znowu wyszłam na dość długo i dość daleko. Dziwi mnie to , że na początku jest ok, radzę sobie, a wszystko przypomina mi etap sprzed tego całego zamieszania, jest prawie normalnie. Po godzinie zaczynają się schody. Ogólnie miałam zamiar zemdleć dzisiaj z 50 razy, zawroty głowy, trzęsące się łapki w sklepach itp pakiet premium jeśli chodzi o objawy. Mówię sobie w takich chwilach ,,no i dobra, no i ch*j, zemdleje/zwymiotuje no trudno'' wracam do domu to przekonuję siebie , że nie było tak źle , to był normalny wypad po prostu z paroma atrakcjami itd., ale to trwa już długo, od 5 miesięcy nie widzę większej poprawy. I tak mnie to cieszy, bo rok temu nie mogłam wyjść na klatkę nawet, ale no mam masę wątpliwości, że coś robię nie tak, gdzieś popełniam błąd. Mam wrażenie , że każdego dnia wszystko się resetuje i nic się nie zapisuje z tego poprzedniego.
Ktoś z was miał coś takiego? Będę wdzięczna za każdą odpowiedź/ poradę , a tak poza tym, życzę miłego weekendu wszystkim ^^

-- 24 lutego 2017, o 20:26 --
Dodam jeszcze, że podczas ataków staram się już nie uciekać i nie skradać po kątach niczym Hitman, tylko przymuszam się do przejścia bardziej zaludnioną drogą, próbując się przy tym uspokoić itp i może to jest złe podejście. Próbuję też nawiązywać kontakt z obcymi dla mnie ludźmi, umiechnąć się , zagadać. Czasem mi to wszystko wychodzi i czuję się świetnie , a czasem jak idiotka kiedy zaczyna plątać mi się język lub ręce mi się trzęsą.
Draxtie ja akurat tak silnej agorafobii nie miałem, ale odpiszę.
Po pierwsze gratuluję ogromnych postępów, z obawy przed wyjściem na klatkę do dalszych wypadów w miasto to jest ogromny sukces. Dobrze, że to też doceniasz :D
Powiem masz bardzo dobre podejście do tego i tak dalej działaj.
Wydaje mi się, że utknęłaś w tym punkcie, gdyż widząc wcześniejsze postępy za bardzo obecnie chcesz żeby to zniknęło całkowicie, żeby te objawy wreszcie się nie pojawiały już na dalszej trasie. Żaby w końcu było normalnie cały czas. Masz dalej presję czasową, że to coś złego, że po 5 miesiącach dalej po jakimś czasie po wyjściu znów czujesz objawy. Traktujesz to jak coś złego na poziomie emocjonalnym. Wtedy nerwica to wyłapuje i cały czas Cię tym straszy w danym momencie.
Mam tylko takie podejrzenia, że gdy jesteś dalej i jest jak napisałaś w miarę normalnie, to zastanawiasz się, czy za chwilę się to nie skończy, czy przypadkiem znów to Cię nie dopadnie. A gdy w końcu dopada( tu nie ma przypadku) to masz bardzo dobre podejście do tego, tylko że lekcja na poziomie emocjonalnym, że Ty się tego bałaś zostaje zapisana i powtórzona na kolejnym spacerze, gdy przyjdzie odpowiedni moment. Stąd te wrażenie resetowania.
Wydaje mi się, że do końca nie pozwalasz sobie jeszcze na to by trzęsące się ręce w sklepie, zaplątana gadka, czy uczucie omdlenia Ci się zdarzały. Wiesz że to nic groźnego, pozwól na to, że mogą one być kiedy chcą, że to nic takiego i niech sobie szaleją. Przyjmij je z uśmiechem, a nerwica nie będzie miała pożywki.
Spójrz jeszcze na to z tej perspektywy. Wyobraź siebie że stoisz i powiedzmy wymazujemy tło, nie wiemy gdzie stoisz. I teraz gdy zaakceptujesz tak w pełni, że za chwilę mogą Ci się trząść ręce, że po kolejnych 8 godzinach może i poczujesz lekkie omdlenie, które za chwile minie i że tak po prostu na tę chwile obecnie masz i poczujesz szczere wywalenie na to, bo wiesz że po prostu czasem twój organizm się tak zachowuje, to gdy przywrócimy tło, to nie będzie żadnego znaczenia, czy tłem będzie kanapa w domu, sklep, inne miasto, czy nawet antarktyda. Nie będzie tego połączenia objawów z konkretnym miejscem, bo zrozumiesz że te objawy wychodzą tak naprawdę z Ciebie i nic ci nie robią, choć wydaję się że wyzwalaczem są jakieś konkretne miejsca czy czas. Gdy odwrócisz te spostrzeganie to sama w sobie agorafobia znika, bo co za różnica gdzie jesteś, jak i tak pozwalasz by te objawy były w Tobie. A gdy naprawdę pozwolisz im być, jak i całej nerwicy, wtedy najprawdopodobniej znikną. Tylko dalej trzeba pamiętać, że może być już dobrze nawet 2 miesiące, a nagle gdzieś znów dopadnie Cię uczucie omdlenia, bo akurat twój organizm tak wyzwolił emocje. Ale jak dalej będziesz pamiętać i mieć te podejście, że na to pozwalasz że to twoje emocje i to nic złego, to zapewne objawy na stałe znikną, jak cała w końcu nerwica.
Mimo, że ja nigdy nie czułem omdlenia, zawsze miałem w takich sytuacjach ogromne duszności. Teraz się z nich wyzwoliłem, ale wiem, że przy większym stresie czy lęku, który zawsze może dopaść mogą się one zdarzyć, bo mój organizm akurat tak reaguje. Ale pozwalam na to, bo wiem, że duszność gdy jej się nerwicowo nie nakręca i nie panikuje, gdy się pojawia, nie jest aż tak straszna i po chwili mija. Ja powodowałem to sam, że wydawała się nie do zniesienia.
Pomyliliśmy światy ! Świat naszego myślenia uznaliśmy za ten realny, a ten prawdziwy mamy tylko za tło. Za wszelką cenę trzeba to odwrócić !
Awatar użytkownika
Draxtie
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 31
Rejestracja: 29 maja 2016, o 17:41

25 lutego 2017, o 11:51

Dzięki Ci dobry człowieku za odpowiedź :D
Masz sporo racji, że mam problem z taką akceptacją. Użeram się z takimi nerwowymi zaburzeniami od dziecka. Ostatnim razem miałam coś takiego z 7 lat temu, jako 18 latka, kiedy zmieniałam szkołę. Miałam wejść do nowej szkoły i mnie dopadło. Zawroty, mdłości, trzęsiawka itp, wyleciałam na dwór , usiadłam na ławce i płakałam. Na zajęcia odważyłam się pójść za drugim razem , ale to pamiętam szybko minęło, bo jakoś po miesiącu. Teraz często porównuje te wydarzenia do obecnych i się zastanawiam dlaczego wtedy to przeszło tak szybko, a teraz to trwa rok itp.
Druga sprawa jest taka, że jak dostaję ataku w obecności innych , to juz mam w dupie te omdlenia, trzęsiawki itd , największym dla mnie problemem jest to, że Ci ludzie myślą pewnie, że jestem słaba, delikatna ogólnie taki miękki kasztan xDD i to doprowadza mnie do szału.
Kiedyś miałam taką znajomą przy której zawsze mi coś towarzyszyło, była jakimś moim zapalnikiem. Raz ją zobaczyłam na mieście pomyślałam, że pomimo tych objawów podbije i się przywitam. Trzęsło mną trochę , a ona zwróciła na to uwagę, że co ja się tak trzęsę więc zrobiłam się jeszcze czerwona do kompletu i coś tam wymamrotałam. Od tamtej pory mam właśnie z tym problem.
Awatar użytkownika
Kondor
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 223
Rejestracja: 21 listopada 2016, o 20:54

25 lutego 2017, o 12:00

Dlatego właśnie równocześnie z walką z objawami, trzeba zmienić podejście do życia, które właśnie nas do tej nerwicy doprowadziło. Nie przejmowaniem się tym co kto pomyśli, gdy zobaczy mi że ręce mi się trzesą. Pewnie dlatego to tak trzyma, bo gdybyś miała za przeproszeniem opinie innych w poważaniu, to ten objaw by w końcu zniknął.
Dobrym sposobem jest może wymyślenie alternatywnej historii w razie czego. Zawsze można powiedzieć, że masz nie wiem za wysokie ciśnienie i czasem czujesz się słabo i się ręce trzesą, taki objaw. Każdy to bardziej zrozumie, niż to, że to z nerwów. Co może dało by Ci ten większy komfort psychiczny. Ale najważniejsze to jednak zmienić podejście całościowo do tego, co inni o mnie pomyślą, zrozumieć to, że jeżeli nawet coś głupiego myślą, to w sumie ich myśli i ich problem, nie twój :) Ale to wymaga też pracy nad większą akceptacją samego siebie. Wiadomo jak na niskim poziomie jest to u nerwicowców ;)
Uda Ci się :)
Pomyliliśmy światy ! Świat naszego myślenia uznaliśmy za ten realny, a ten prawdziwy mamy tylko za tło. Za wszelką cenę trzeba to odwrócić !
Awatar użytkownika
Draxtie
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 31
Rejestracja: 29 maja 2016, o 17:41

25 lutego 2017, o 12:23

No staram się właśnie tak podchodzić do tego, że to ich problem co myślą i ile czasu na to poświęcają, ale to jeszcze świeża sprawa i musi mi się to wgrać :D póki co mówię , że to od kawy ;col
Możliwe, że to faktyczny powód dlaczego tak tym razem ta nerwica się rozbestwiła :D Wypijałam ok. 5-6 kaw na dobę na parę miesięcy przed tym wszystkim , bo praca , szkoła a w nocy...grałam xD To była straszna głupota , ale wtedy czułam się niezniszczalna rzecz jasna.
Nic no postaram się popracować nad sobą tak jak mówisz, mam czas :) Jeszcze raz dzięki za rady i miłe słowa :D Nie słyszę nic takiego na co dzień, ,,normalnym'' ludziom nie ma sensu o tym mówić , bo albo mówią o możliwych chorobach psychicznych albo linkują mi strony z hardcorowymi przypadkami :DD a po drugie nie chcę , aby ten nerwicowy zasraniec w mojej głowie pomyślał ,że tak bardzo się nim przejmuję, że aż muszę opowiadać jego historię całemu światu :D
qbaino
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 121
Rejestracja: 21 sierpnia 2018, o 15:15

26 sierpnia 2018, o 18:28

Victor pisze:
10 kwietnia 2014, o 15:37
Ja z agorafobii wyszedłem w sumie tak jak opisałem niedawno tutaj, ryzykowaniem i pozwalaniem sobie na atak paniki http://www.zaburzeni.pl/ryzykowanie-ist ... t4106.html
W któryms momencie lęki sprawiły, ze zaszyłem się w domu co spowodowało niesamowite problemy z wychodzeniem, w sumie rok czasu nie wychodziłem prawie wcale, wyjście wiązało się z koszmarnymi atakami paniki.
Jako, ze za długo siedziałem w domu musiałem powoli poszerzać strefe komfortu, bo ja już atak dostawałem przy drzwiach.
Ale mimo to trzeba wychodzić.
Jedni nie wychodza wcale, inni częściej ale istotą strachu jest obawa, ze coś nam się tam stanie, dostaniemy np. ataku.
Dlatego ja w którymś momencie przyzwalałem na lęk, objaw i atak paniki. Tyle czasu męczymy się czesto z nerwicami i i tak siedzimy w strachu i tak co jakiś czas mamy objawy albo ciągle jakieś. I tak atak przyjśc potrafi nagle.
Więc pytam czemu się tak panicznie bać chwile pocierpieć?
Pozwól sobie na to, ze kiedyś gdzieś dostaniesz ataku paniki, co z tego? Czym jest atak, dobrze wiesz czym, że ktoś będzie to widział i się wstydziesz? I przez to chcesz całe życie żyć w obawie przed atakiem?
Klasyczne koło lekowe, aby z niego wyjść trzeba sobie na to wręcz pozwolić.
A jak atak przyjdzie nie dać się myślą lękowym, dopuścić lek i emocja minie, jak zawsze, czyli właśnie atak.
Inaczej można się tak bac tego wieczni, bo spinamy sie, nie pozwalamy sobie na to, nie ryzykujemy i w naszych umysłach jest, poczucie wbite zagrożenia.
Jak chce się wyjśc z tego całkiem to w moim przekonaniu trzeba tego próbować. I to robić.
Dokładnie tak jak opisał to Victor. Jestem zywym przykładem ( i nie tylko ja ,ale cała armia odburzonych) ,ze to działa. Małymi kroczkami ,ale KONSEKWENTNIE i POMIMO swojego samopoczucia , niewazne jaki by był wychodzimy na zewnatrz i w miejsca które nas przerazaja. Pamietam, jak lekarz pewnego razu mi powiedział " Czujesz ,że masz się ma przewrócic na ulicy? To sie przewróc.Wiesz ilu ludzi sie przewraca ?" odpowiedziałem ,ze ja sie tego cholernie boje ,a on na to " dlatego sie przewróc i zobaczysz ,ze sie tobie nic nie stanie , nie umrzesz ,i nie zwariujesz"
Areczek
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 22 września 2018, o 14:42

30 września 2018, o 18:39

To mój pierwszy post wiec Witam Wszystkich,
Przeczytałem tu już wiele postów - z większością się utożsamiam choć jest parę rzeczy których nie rozumiem.
Ale od początku, ja z Agorafobią meczę się już wiele lat. Najpierw od około 6 roku życia do końca szkoły średniej gdzie to cholerstwo zabrało mi wiele z życia bo zamiast się rozwijać realizować ja skupiałem się na unikaniu życiu tak by nikt mnie nie zauważył, zamiast się uczyć podczas chodzenia do szkoły ja myślałem o tym żeby nie zemdleć kiedy pójdę do odpowiedzi i tak mdlałem co jakiś czas przy tablicy w kościele na egzaminach do szkoły średniej itd. W tym wszystkim najgorszy był i jest nadal wstyd że jestem gorszy od innych że jestem słaby. Następna rzecz związana z chorobą to praktycznie zerowa umiejętność bronienia się gdy ktoś przekraczał moje granice nie umiałem i nadal nie potrafię się obronić bo pierwsza myśl z automatu to że zrobi mi się słabo wiec jak tu się skupić na obronie kiedy sam ze sobą sobie nie radzę a do tego jaki wstyd będzie jeśli ja się postawię i zemdleję ( już jak to piszę zaczynam się spinać )
I tak mijały lata ja tkwiłem w swoim lęku.
W tamtym okresie najgorsza była szkoła i kościół no i środki komunikacji.
Nastąpił koniec szkoły średniej ja już nic nie musiałem ( chodzić do szkoły do kościoła ) i lęki zniknęły ( omdlenia ) - to był chyba najlepszy okres w moim życiu choć nie było oczywiście aż tak kolorowo ale zapomniałem że robi mi się słabo i mogłem funkcjonować choć lek przed życiem przed odrzuceniem przed ośmieszeniem się towarzyszył mi nadal.
I nagle 4 lata temu w okresie kiedy chciałem się rozstać z moją partnerką ( myślę ze miało to duże znaczenie bo nie umiałem tego zrobić i powstał konflikt wewnętrzny ) raz zrobiło mi się słabo jak się zrobiło raz to machina ruszyła i obecnie napady lękowe towarzyszą mi codziennie.
Niemal każde miejsce gdzie są ludzie jest zagrożeniem - robię się elektryczny na myśl wyjścia do sklepu kina czy w inne miejsce gdzie nie mogę się schować.
Wszędzie gdzie jestem szukam "wyjść awaryjnych" typu toaleta odległość od parkingu gdzie jest zostawiałem samochód byle bym zdążył zostać sam w momencie gdy zemdleje, żeby nikt tego nie zobaczył.
Myślę że czasy szkoły były niczym przy tym co jest dziś, dziś mapa z miejscami zagrażającymi mi jest niemal cała zaznaczona bo przejście przez osiedle nieraz jest wyczynem bo kręcą się ludzie ( najlepiej chodzić wieczorem jak jest ciemno )
Myślę że na to wszystko wpływ ma jeszcze kilka innych czynników choćby to że mam prawie 40 lat a nie założyłem rodziny nie mam dzieci nie mam planów na przyszłość celów mam pracę której nie lubię ale o którą boję się bo daje mi jedno z nielicznych poczuć bezpieczeństwa czuję że nie decyduję o niczym i to co dostaję od życia to resztki ze stołu bo nie umiem o nic zawalczyć. To wszystko sprawia że czuję się gorszy i na samą myśl jak wygląda moja egzystencja robi mi się słabo.
Dziś pojechałem na chrzest do mojego bratanka ( syn mojej siostry ) pod kościołem pomyślałem że nie chcę spotkać całej rodziny poczułem się jak zero wyrzutek pomyślałem że oni na pewno się ze mnie śmieją ( choć znam ich wszystkich i do tej pory miałem bardzo dobre relacje ) Posiedziałam w samochodzie i wróciłem do domu później siostra dzwoniła ale się popłakałem i powiedziałem że nie przyjadę że nie pasuję tam.

Nie bardzo wiem jak mam walczyć bo pomijając wszystkie terapie psychiatrów i grupy wsparcia nic mi to nigdy nie pomogło.
może po za jednym mam dużą świadomość tego co się dzieje w jakie relację wchodzę itd ale to wydaje mi się tylko przekleństwem bo kiedyś uciekałem naiwnie w nałogi a dziś wiem doskonale co robię jaki mechanizm zadziałał i nie dostaję już tej chwili ulgi odcięcia się wiec zamiast pobyć w "haju" ja się jeszcze bardziej frustruję.

i teraz moje pytanie;
Jak mam zaakceptować lęk trochę tego nie rozumiem ???
i czy ja mam walczyć z lękiem czy całą resztą tego syfu jaki uzbierał mi się w życiu. Wy od czego byście zaczęli ?

Jeśli ktoś miał podobnie i ma jakąś radę dla mnie to będę wdzięczny za wskazówki :)


pozdrawiam
Arek
Awatar użytkownika
Agata123
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 64
Rejestracja: 17 sierpnia 2018, o 17:39

30 września 2018, o 20:12

Arek ... po pierwsze slabosc w psychologii nie istnieje. po drugie dlaczego az tak surowo sie oceniasz? zrobiles cos zlego w zyciu? z tego co piszesz to pracujesz mimo ze juz od wczesnych lat miales niefajne objawy...nie lubisz swojej pracy,ja tez nie lubie ale tlumacze sobie ze musze tam isc a po spelnieniu obowiazku bardziej doceniam kazda chwile...po prostu to jest obowiazek i tyle. ale po pierwsze pokochaj siebie...musisz to zrobic...
Bo życie jest po to żeby żyć...
Awatar użytkownika
Formenos
Odburzony i pomocny użytkownik
Posty: 240
Rejestracja: 14 maja 2018, o 08:37

30 września 2018, o 20:46

Arek,

przede wszytskim zostań swoim przyjacielem - wciaż się katujesz, a wewnętrzny krytyk podtrzymuje Twój nieistniejący stan zagrożenia. Słuchaj divoviców - oba sezony magluj non stop, a powoli zbudujesz świadomość zaburzenia i krok po kroku zaczniesz odburzanie;-)
"A Ci, którzy tańczyli zostali uznani za szalonych przez Tych, którzy nie słyszeli muzyki"

Zrobiłem listę osób, które skrzywdziłem i stałem się całkowicie gotowy zadośćuczynić im wszytskim.
Areczek
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 22 września 2018, o 14:42

1 października 2018, o 09:37

Dzięki za odpowiedz- miło że ktoś odpisał :)
To prawda nie lubię siebie i chyba nikt tak źle mnie nie ocenia jak ja sam.
Tylko jest jeden problem jak mam się polubić, wiem że robię jeden podstawowy błąd żyję urazami do rodziców i ich obwiniam za to jak mam w życiu.
Wiem że to pułapka i tkwienie w błędnym kole bo oni tego nie rozumieją i według ich wszystko było OK tylko ja jestem jakiś "inny"
( nie jestem ofiarą przemocy fizycznej raczej domu bez uczuć wyrażania emocji i budowania poczucia lęku ocen i życia na pokaz )
I najgorsze w tym jest to że podejmując decyzję ja nie wiem czy podejmują ją jako ja Arek czy podejmuję podświadomie taką jak podjęli by rodzice.

Niedawno postanowiłem ograniczyć kontakt z rodzicami ( wcześniej bywałem u nich codziennie ) tyle że teraz mam poczucie winy chyba bardziej oni mnie w nie wpędzają niż mam sam ale czuję ze robię coś w brew temu jak "należy"
Ale nadal nie wiem co mam robić żeby siebie pokochać albo zacząć przynajmniej akceptować .
Areczek
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 22 września 2018, o 14:42

1 października 2018, o 09:39

Formenos pisze:
30 września 2018, o 20:46
Arek,

przede wszytskim zostań swoim przyjacielem - wciaż się katujesz, a wewnętrzny krytyk podtrzymuje Twój nieistniejący stan zagrożenia. Słuchaj divoviców - oba sezony magluj non stop, a powoli zbudujesz świadomość zaburzenia i krok po kroku zaczniesz odburzanie;-)


Słuchaj divoviców ??? a co to takiego ???
qbaino
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 121
Rejestracja: 21 sierpnia 2018, o 15:15

1 października 2018, o 09:50

Areczek pisze:
1 października 2018, o 09:39
Formenos pisze:
30 września 2018, o 20:46
Arek,

przede wszytskim zostań swoim przyjacielem - wciaż się katujesz, a wewnętrzny krytyk podtrzymuje Twój nieistniejący stan zagrożenia. Słuchaj divoviców - oba sezony magluj non stop, a powoli zbudujesz świadomość zaburzenia i krok po kroku zaczniesz odburzanie;-)


Słuchaj divoviców ??? a co to takiego ???
https://www.youtube.com/channel/UCcpYOp ... GNA/videos
Areczek
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 22 września 2018, o 14:42

1 października 2018, o 17:45

Witam,

Mam jedno pytanie, jeśli pisze to w złym dziale czy temacie to przepraszam i proszę o wskazanie prawidłowego.

Pytanie, o lęk w miejscach publicznych.
Boję sie tych miejsc ale z różną siłą sklep koło domu mam oswojony ale duży hipermarket to już jak to pisze zalewa mnie strach i z automatu mam wizualizację.
Raz w prawdzie w tym roku poszedłem tam z terapeutką i przeżyłem ale ona była obok później poszedłem jeszcze dwa razy i za drugim złapał mnie lęk zaczęło mi robić się słabo ( pisze jak by to trwało nie wiadomo ile czasu a to były sekundy ) no i z tamtąd uciekłem cały mokry tak naprawdę nie pamiętam nawet wszystkiego bo byłem na skraju utraty świadomości czego najbardziej się boję.
No i pytanie czy mam tam wrócić ? czy raczej nie narażać się na taki stres ( po każdym takim zdarzeniu wpadam w stan depresyjny, po silnym oczywiście bo lekkie mam kilkanaście razy dziennie )
i mam wrażenie że jak już jestem na etapie średniego funkcjonowania to każdy silny atak cofa mnie na początek albo jeszcze dalej bo ostatnio zaczęły mi drżeć ręce w stresie a do tej pory tego objawu nie miałem.
Tak jak bym wchodził po drabinie i przez atak nagle spadał - nie dość że wszystko boli coraz bardziej przy każdym upadku to mi się coraz ciężej wspinać i coraz mniej mam na to chęci.

I drugie pytanie jak wyłączyć myślenie że zemdleję ( i to nie jest że tak mi się wydaje bo mdlałem w życiu właśnie w takich sytuacjach wielokrotnie )
I wiem że jeśli lęk się rozwinie to stracę przytomność,
Później Ci wszyscy ludzie z głupimi pytaniami co się stało, np gdybym wiedział że przejdą koło mnie i nie zwrócą na mnie uwagi to bym mógł mdleć później wstać i iść dalej ale zaraz zrobi się kółko gapiów i ratowników.
menago49
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 369
Rejestracja: 26 lutego 2018, o 11:32

1 października 2018, o 21:51

Areczek pisze:
1 października 2018, o 17:45
Witam,

Mam jedno pytanie, jeśli pisze to w złym dziale czy temacie to przepraszam i proszę o wskazanie prawidłowego.

Pytanie, o lęk w miejscach publicznych.
Boję sie tych miejsc ale z różną siłą sklep koło domu mam oswojony ale duży hipermarket to już jak to pisze zalewa mnie strach i z automatu mam wizualizację.
Raz w prawdzie w tym roku poszedłem tam z terapeutką i przeżyłem ale ona była obok później poszedłem jeszcze dwa razy i za drugim złapał mnie lęk zaczęło mi robić się słabo ( pisze jak by to trwało nie wiadomo ile czasu a to były sekundy ) no i z tamtąd uciekłem cały mokry tak naprawdę nie pamiętam nawet wszystkiego bo byłem na skraju utraty świadomości czego najbardziej się boję.
No i pytanie czy mam tam wrócić ? czy raczej nie narażać się na taki stres ( po każdym takim zdarzeniu wpadam w stan depresyjny, po silnym oczywiście bo lekkie mam kilkanaście razy dziennie )
i mam wrażenie że jak już jestem na etapie średniego funkcjonowania to każdy silny atak cofa mnie na początek albo jeszcze dalej bo ostatnio zaczęły mi drżeć ręce w stresie a do tej pory tego objawu nie miałem.
Tak jak bym wchodził po drabinie i przez atak nagle spadał - nie dość że wszystko boli coraz bardziej przy każdym upadku to mi się coraz ciężej wspinać i coraz mniej mam na to chęci.

I drugie pytanie jak wyłączyć myślenie że zemdleję ( i to nie jest że tak mi się wydaje bo mdlałem w życiu właśnie w takich sytuacjach wielokrotnie )
I wiem że jeśli lęk się rozwinie to stracę przytomność,
Później Ci wszyscy ludzie z głupimi pytaniami co się stało, np gdybym wiedział że przejdą koło mnie i nie zwrócą na mnie uwagi to bym mógł mdleć później wstać i iść dalej ale zaraz zrobi się kółko gapiów i ratowników.
Witam czy probowales jakis lekow typu xanax na poczatek jak wychodzisz np. do marketu
ODPOWIEDZ