Nerwica - Agorafobia - zachowanie o cechach unikania

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
świstakejro
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 93
Rejestracja: 24 czerwca 2013, o 12:50

27 kwietnia 2015, o 17:46

A są tu jacyś forumowicze którzy mieli silną agorafobię i się z niej całkowicie wyleczyli? Bo chętnie zasiegnę kilku rad.
Musisz pozwolić sobie umrzeć żebyś mógł dalej żyć
Awatar użytkownika
MaksiaKasia
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 248
Rejestracja: 15 maja 2015, o 21:23

26 maja 2015, o 12:40

Ktoś tu jeszcze zagląda?
Żyję w klatce. Od lat. Chcę nauczyć się żyć na nowo...
Fine
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 211
Rejestracja: 10 stycznia 2015, o 23:43

26 maja 2015, o 18:32

Owszem.
No pain - no gain
Rezygnowanie staje się nawykiem
Awatar użytkownika
podróżna
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 16
Rejestracja: 24 czerwca 2015, o 08:58

12 lipca 2015, o 03:40

Unikanie jest najgorsze, bo tylko pogłębia lęki, ja tak mam.. dawniej nieśmiałość udawało mi się pokonać, teraz jak jestem wśród ludzi, nawet znajomych,to jakby ktoś na mnie rzucił zaklęcie, odzywam się z trudem i gubię myśli, widać,że jestem sparaliżowana.Dlatego nie spotykam się z ludzmi, żeby nie musieli oglądać mojego jąkającego zakłopotania, że ledwo mówię.
elam
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 24
Rejestracja: 21 maja 2015, o 18:11

6 sierpnia 2015, o 14:17

To trochę nie rozumiem.Jeśli boje się spotkania z ludzmi tego ,jak się zachowam w ich obecności, bącz co o mnie pomyślą to jest agorafobia czy w końcu fobia społeczna??????????????
Awatar użytkownika
Ciasteczko
Administrator
Posty: 2682
Rejestracja: 28 listopada 2012, o 01:01

6 sierpnia 2015, o 18:06

elam pisze:To trochę nie rozumiem.Jeśli boje się spotkania z ludzmi tego ,jak się zachowam w ich obecności, bącz co o mnie pomyślą to jest agorafobia czy w końcu fobia społeczna??????????????
Jakkolwiek by się tego nie nazwało, to dalej jest to lęk przed uczestniczeniem w pełni w życiu, wychodzeniem z domu by spotkać tam inne osoby i wejść z nimi w interakcje. Można też do tego dorzucić poczucie niskiej wartości w relacjach z ludźmi, albo ogólnie, bo często ono jest podłożem.
Odburzanie, to proces - wstajesz, upadasz, wstajesz, upadasz... ale upierasz się, że idziesz do przodu.
Każdy ma tę moc. Nie odkładaj życia na później. Nigdy. :hercio:
usunietenaprosbe
Gość

6 sierpnia 2015, o 22:54

To u mnie tak było przez jakiś czas miałam niskie poczucie własnej wartości .Nie potrafiłam sama chodzić do szkoły bez koleżanki bo odczuwalam lęk .Bałam się jeszcze wychodzenia do sklepu , sama jeździć autobusem i przechodzić obok większej grupy ludzi .Jakieś publiczne wystąpienia nie wchodziły w grę itd nawet nie miałam odwagi żeby zrobić prawo v jazdy. Juz tego nie mam praktycznie wszystko załatwię i niczego się nie boję .Z podejściem do ludzi zmieniłam się w pracy . Do teraz mam tylko lęk z chodzeniem na wesela boje się tych zabaw i nie umiem wyjść i tańczyć nawet po alkoholu. ...
Janosik
Świeżak na forum
Posty: 2
Rejestracja: 30 sierpnia 2015, o 19:32

30 sierpnia 2015, o 19:50

Moja rada to spiepszac od komputera. Zająć się swoimi pasjami. największy problem agorafobi jest ze musimy cos zrobić np wyjść z domu a nie ja chcę wyjść z domu. Nie ja musze kupić mleko tylko ja chcę kupić mleko. Skupcie się na tym co chcecie a nie na tym co musicie. GG 55338976
usunietenaprosbe
Gość

3 września 2015, o 22:21

Czasami żeby to zmienić to kwestia czasu albo zmiany charakteru na bardziej olewczy mi zawsze pomaga zdanie "a co mnie to obchodzi " i robię co do mnie należy .
dobkusia
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 25
Rejestracja: 21 grudnia 2015, o 13:01

2 stycznia 2016, o 19:43

szkoda że nikt już tego działu nie odwiedza
bo ja mam problem z wychodzeniem samej z domu i w sklepach (nawet z kimś zaufanym)
z miejsca kręci mi się tak w głowie że ustać na nogach nie mogę od razu DD i ataki paniki
Zdrowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: 7 stycznia 2016, o 02:17

7 stycznia 2016, o 02:45

Odwiedza ;) Skąd się wziął Twój lęk? W jakich okolicznościach miałaś go pierwszy raz? A teraz poważnie... to nie ma znaczenia. W zasadzie to do pierwszego ataku paniki dochodzi w sytuacji wzmożonego stresu, który mógł otrzymywać się przez dłuższy czas... no, ale to już nas nie interesuje. Ważne jest tu i teraz... Walczysz? Nie walcz, wzmagasz napięcie. Natarczywe myśli? Myśl, daj im płynać, to tylko myśli chociaż wzbudzają w nas skrajne, przerażające emocje. Traktuj atak paniki jak dobrego przyjaciela ;) Jak sie od tego zdystansowac? Wazne jest tu podejście naukowe. ,,To nie sa moje emocje, to mózg mi podpowiada głupoty, tak naprawdę to nie boje się tego, przecież to głupie, irracjonalne...". Cieżko tak się przestawić, skoro czujemy to i uwierzyliśmy w ten stan. Najgorsze w tym jest brak natychmiastowych efektów, choc z perspektywy czasu widzę, że gdy nieświadomie byłem na dobrej drodze to w szybkim czasie byłem w stanie poczuc sie wyśmienicie. Wtedy jednak nie rozumiałem jak sie zachować, co jest dobre, to były przypadki, eksperymentowałem. Gdy na drugi dzień poczułem się gorzej to dostawałem histerii i obierałem inna taktyke (raz myśli odrzucałem, raz się poddawałem, raz udawałem, że jestem pewny siebie). Nie brałem pod uwagę, że to jak z gorączką... przecież nie mija od razu po zażyciu leku, tak? Organizm walczy... w tym przypadku nasz móżg rejestruje now doświadczenia. Skoro doświadczacie tego samego, uciekacie, wierzycie w ten stan to Wasz móżg będzie nadal rejestrowałem to jako zagrożenie i sytuacje stresową. Nie bójcie się bać. Przebieg wyjścia z mojej nerwicy miał kilka etapów, jednak moje podejście w zasadzie nie miało w żadnym z nich sensu. Tu chodzi przede wszystkim o doświadczenia, o niezmienianie swojego życia, tylko dlatego, że móżg wysyła nam hormony strachu. Walka z myślami je wzmaga, to bezsensu, jednak był moment (w skrajnym przypadku), gdy nie myślenie na siłę rzeczywiscie było chwilową ulgą i pozwoliło przejśc do kolejnego etapu. Wtedy jednak nadal walczyłem o życie i nie było innej możliwości niż oderwanie myśli. Widzicie, trzeba przestać walczyć o życie. To terapia dla ludzi silnych psychicznie, ale byłem zbyt zdeterminowany by gnić w tym szajsie. Mamy tylko jedno życie... Wyjdź na dwór, poproś o więcej, poddaj się. Nie masz nic do stracenia, przecież życie w lęku to żadne życie. Wchodząc do tramwaju nie rozglądaj się nerwowo, powiedz: no to teraz proszę, wszyscy patrzą, niech mnie zemdli, niech mi sie stanie coś, niech spadnie meteoryt na mój łeb. Co masz do stracenia? Poddaj swój skarb. Walka o skarb to źródło lęku. W naszym wypadku: życie :) Po 6 miesiącach walki (i na końcu jej zaprzestania) czuje się wyśmienicie. Oczywiście dopadają mnie myśli w różnych miejscach, nie mam z tym problemu. Wchodzę w to, nie walczę. Bywa, że kręci mi się lekko w głowie... no to co? Skoro mam umrzeć to czy moje podejście ma na to jakikolwiek wpływ? Mogę umrzeć, tu i teraz. Przy ludziach i bez nich. Jeśli będziesz w stanie pomyśleć jak ja to będzie oznaczało, że jesteś w stanie całkowicie wyzdrowieć. Pozdrawiam
Awatar użytkownika
ddd
Odburzony Wolontariusz Forum
Posty: 2030
Rejestracja: 9 lutego 2012, o 20:54

7 stycznia 2016, o 07:55

dobkusia pisze:szkoda że nikt już tego działu nie odwiedza
bo ja mam problem z wychodzeniem samej z domu i w sklepach (nawet z kimś zaufanym)
z miejsca kręci mi się tak w głowie że ustać na nogach nie mogę od razu DD i ataki paniki
Bo nie ma tak naprawde znaczeni ajaki to dzial, czy wychodzenie z domu, czy hipochondria, czy zwariowanie, schematy sa identyczne, trzeba tylko to dostrzec i zastosowac dzialanie przeciwne z wyrozumieniem, to jest zlota zasada, powyzej chocby zreszta kolega ja napisal.
Inne podejscie, filozofia po to aby wyjsc z zaburzenia co powinno byc najwazniejsze.
W kazdym temacie jest to walkowane, nie bez powodu zreszta ;)
(muzyka - my słowianie)

Zaburzeni wiemy jak nerwica na nas działa, wiemy jak DD nam w bani rozpi***ala. To jest taa nerwica i lęk, to jest teen depersony wkręt!

Autor Zordon ;p
Zdrowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: 7 stycznia 2016, o 02:17

7 stycznia 2016, o 14:23

Moj kolega na przyklad nie podjął się studiow, ponieważ dopada go przeklęta sraczka w sytuacjach, gdy nie ma mozliwosc zalatwienia swojej sprawy np. na zajęciach. Oczywiscie to objaw, ktory ogolnie towarzyszy sytuacjom stresowym - pozbywanie się zbędnych produktów przemiany materii z organizmu, by latwiej bylo uciec przed zagrozeniem. Najprawdopodobniej keidys taka sytuacja mu sie zdarzyla, byla trauma i jesli nie podda sie temu to zawsze bedzie mu to towarzyszylo. Gdyby poszedl na zajecia z mysla, ze wszystko moze sie zdarzyc, ze woli byc zasrany, ale szczesliwy to nie mozliwe byloby poddanie się atakowi paniki. Oczywiscie mozna sobie wymyslic cokolwiek innego. Ja w sytuacjach napiecia wymyslalem sobie kazdy rodzaj bzdetów i zawsze pasowało. Skoro czuje uogolniony lęk to marchewka tez mnie przerażała momentami. Najbardziej przerazalo mnie chodzenie, bo objaw mialem taki, ze napinały mi się miesnie w nogach. W silnym napieciu denerowalo mnie, ze je posiadam i chcialem je sobie obciac, totalna głupota. Wzielo sie to z tego, ze bedac w 2 klasie podstawowki pani na teatrzyku szkolnym nie pozwolila mi usiasc, zaczalem panikowac, bo czulem sie niespecjalnie, bylem chory. Oczywiscie mroczki przed oczami. Nie zemdlalem, po prostu dostalem szoku. Wrocilo po przejsciu lekkiej traumy w gimnazjum i jeszcze do niedawna zylem w przeswiadczeniu, ze mam chorobe serca dlatego nie moge nigdzie zbyt dlugo stac. Kilkanascie lat zycia w stworzonym przez siebie, zagrazajacym swiecie doprowadzilo, ze jakies pol roku temu bedac w sytuacji zakonczenia studiow i zwiazanej z nia niepewnosci, stresow w domu, braku najblizszej osoby wpadlem w stan sporego napiecia, ktore zbyt czesto trzymalem w sobie. Potem ataki paniki i chodzenie po lekarzach. Schemat mogl byc zupelnie inny np. zalezny od sytuacji pierwszego ataku paniki. Czy to pająk, czy zsikanie sie przy wszystkich, objawy pozostają te same. Pozdrawiam
dobkusia
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 25
Rejestracja: 21 grudnia 2015, o 13:01

7 stycznia 2016, o 16:48

Zdrowy to bardzo trafne co piszesz, jeszcze chyba nie dojrzałam do tak odważnej postawy - muszę sporo nad sobą popracować. Najgorsze w tym wszystkim jest to że było o niebo lepiej - śmigałam już, owszem z myślami z tyłu głowy i wszystko wróciło, chociaż przyznam w ciut innej formie, trzeba nauczyć radzić sobie z nowymi objawami.

ddd - powałkuję forum aby nauczyć sie dostrzegać te wszystkie schematy lękowe i postaram się na ile to możliwe robić to na co nerwica mi nie pozwala.
Zdrowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: 7 stycznia 2016, o 02:17

7 stycznia 2016, o 17:39

Jak czytam ,,radzic" to od razu wyobrażam sobie jakieś wymyślne taktyki, strategie wypierające myśli, uciekanie od problemu itd itp. Tu nie ma z czym walczyć, trzeba nauczyć się z tym żyć i przyjmować te emocje takimi jakimi są. Godząc się z naszym stanem, śmiercią oswajamy się z lękami, które po wielu pozytywnych doświadczeniach ustępują.
Nerwica jest traumatycznym przeżyciem i oczywiście po chwilowym wyjściu z najgorszego stanu (gdy jest ,,o niebo lepiej") wspomnienia i uczucia mogą wrócić. Gdzieś przecież to się zakorzeniło i kopie nas po kostkach. Stres, który przeżywamy podczas tego równie dobrze mogłby być taki sam, gdybyśmy walczyli na froncie, czy byli zakładnikami ISIS. Tak jak Ci ludzie i my przezywamy potraumatyczne stany lękowe, jednak nam łatwiej jest do tego powrócić z tego względu, że naszym problemem nie było coś racjonalnego. To nie był ojciec alkoholik, z którym już kontaktu nie mamy, czy akcja przeprowadzona w Afganistanie do którego przecież już nie wrócimy. To ludzi z takimi problemami uspokaja jeżeli nie wytworzył się u nich strach przed samym odczuwaniem strachu.... nas nie. Póki naszym problemem był nieracjonalny strach przed śmiercią to póki zyjemy, nadal może on powrócić. Strach przed samym atakiem paniki - podobnie.
Warto pamietać, że nasze zagrożenie zawsze będzie takie samo i powrócić może zawsze. Z tego względu powracamy do nowych objawów. Co zrobić by nie wracały? Nie zmieniac swojego podejścia do nich i nie podniecać się i nie histeryzowac w przypadku nadejścia lekkiego napięcia... potem to leci jak lawina :P Pozdrawiam, Zdrowy
ODPOWIEDZ