Czyli wygasiło się z czasem?
Bo moje etapy były takie:
1. Zbieranie wiedzy, TEORIA, ale również chaotyczne, rzadkie próby praktyki z różnymi skutkami, raczej mało efektywne realnie - ok. 4 lata
2. "Olśnienie" - wszystko zebrane w jedną spójną całość - lipiec/sierpień 2018
3. Intensywne wcielanie w praktykę - sierpień - październik 2018
Więc dość króciutko jestem w tym etapie "praktycznym" i zdziałałam przez ten czas więcej, niż przez wszystkie te poprzednie etapy razem wzięte, ale jestem tym koszmarnie wyczerpana, że czasem muszę się tak szarpać ze sobą i przychodzą bardzo silne nawroty nawet przy drobnym problemiku. Mam nadzieję, że poza tym etapem "przymuszania się" i niejako wymuszania na samej sobie pewnych rzeczy w końcu wejdzie mi to w krew na tyle by każda drobnostka nie jawiła mi się jako wspinaczka na mount everest
