Czemu tak trudno?

Materiały Victora
Regulamin forum
Uwaga! Attention! Achtung! 注意广告!
Ten dział poświęcony jest materiałom forumowym, służą one "do odczytu" czyli nabywania informacji i ewentualnie komentarza. Nie opisuj tu swojej historii, objawów i nie zadawaj pytań o zaburzenia.
Jeśli masz taką potrzebę przejdź na stronę główną forum - Kliknij - do sekcji FORUM DYSKUSYJNE, tam masz dostępnych wiele działów do rozmów, pytań itp.
Zablokowany
Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 6538
Rejestracja: 27 marca 2010, o 00:54

22 marca 2014, o 19:29

Często jest tak, że czytamy o nerwicy o tym czym ona jest, jak powstaje, jak działają jej mechanizmy, wszystko niby rozumiemy ale nadal ona trwa co czesto czyni nas zagubionym, bo przecież wszystko wiemy a jednak jest! A czemu tak jest? Czemu tak trudno pozbyć się lęku?

Przede wszystkim trzeba przeczytać czym jest nerwica reakcja-walcz-badz-uciekaj-czyli-nerwic ... t3411.html
Nerwica jest własnie tym - reakcją walcz badź uciekaj tyle tylko, ze sam fakt istnienia jakiejś tam reakcji, która "uruchamia" system obronny jest dla osoby pogrążonej w lęku czyms tak dziwnym, ze ona nie daję wiary w to, iż jej objawy sa spowodowane jakąs tam reakcją, bo zaraz pojawiają się "ale", ze aż tylu objawów ona dawac nie moze i do tego ona odpowiada chyba tylko za ataki paniki ....a ja czuję lęk cały czas i to silny..itd itp

Zawsze jakieś ALE u nerwicowca się znajdzie.

Osoby, która ma obecnie lęk i objawy nie obchodzi zależność pomiędzy tym co było, pomiędzy stresorem, jakimś wydarzeniem, sprawą, która w efekcie wywołała reakcje walcz badź uciekaj, dla nerwicowca w lęku liczy sie TU i TERAZ.
Człowiek z lękiem chce się poczuć w tej sekundzie dobrze bo te jego objawy są tak okrutne, że zdaje mu się, iż nie wytrzyma ani chwili dłużej.
Nie interesuje go jakas tam reakcja bo dla niego watpliwe jest to, że jego własny umysł i jego własne nakręcanie mogą odpowiadać aż za tak wiele różnych i strasznych objawów.

Watpi w to po prostu grubo watpi i nie dowierza.

Otóż trzeba najpierw powiedzieć, ze reakcja walcz bądź uciekaj to nie jest coś magicznego co "uruchamia się" nie wiadomo skąd i dlaczego, lękowcy lubią mieć odpowiedzi czarno na białym, inaczej do lękowca nic nie dociera.
A reakcji walcz badź uciekaj (nerwicy) niestety nie da się zobaczyć, zmierzyć, sprawdzić, pokazać czy dotknąć, reakcja na stres nie wyjdzie w badaniach i to lękowca strasznie denerwuje i zwiększa jego watpliwości.

To jest właśnie ta niewiara w nerwicę.

Reakcja walcz bądź uciekaj to jest kolejna z tysiąca innych reakcji zachodzacych w organizmie człowieka, tyle, że akurat ona zachodzi w układzie nerwowym i jest odpowiedzialna za odpowiedź na nadmierny stres, lęk, traume, wydarzenie negatywne itp.
Pompowane są hormony stresy do ciała i stąd powstaje lęk u człowieka i wszelkie jego możliwe objawy, wiele objawów później sami dokładamy nakręcając się i doszukując co nam jest i zamartwiajac, że to jednak coś innego.

Czy możliwe jest utrzymywanie ciągle tej reakcji i przez to ciągle jest obecny lęk?
Oczywiście, ze tak, nadmierna ilość hormonów stresu ciągle jest obecna w nas a do tego przecież my wstając rano i pozwalając aby myśl lękowa i natrętna była dla nas prawdą, nakręcamy się z minuty na minutę, bez przerwy utrzymując lęk.
Ciągle skanujemy i analizujemy i zastanawiamy się czy coś złego jednak się nie stanie.

A czym reakcja walcz badź uciekaj jest dla samego umysłu? To jest jedna z odpowiedzi, która daje wyjaśnienie na pytanie czy to możliwe aby objawy były tak strasznie silne a my tak zmęczeni.

Dla umysłu reakcja walcz badź uciekaj, ten lęk, który w nas powstał to nic innego jak zagrożenie życia, podczas tej reakcji umysł traktuje to jako coś co zagraża życiu, dla niego to jest kwestia życia lub śmierci, on nie rozróżnia, czy niebezpieczeństwo jest realne czy ten stres jest z problemów życiowych czy z jarania blanta.
On tego nie widzi, dla niego granica odporności na stres została przekroczona i on reaguje awaryjnie.

Drugą rzecza jaką nerwicowiec nie może sobie uświadomić (nie tylko przeczytać ale uświadomić) to to, ze umysł wówczas wchodzi w stan pełnego zagrożenia.
Każdy kto dostał lęku, napadu paniki czy objawu jakiegoś lękowego i spanikował a potem przedłużył lęk obawami co mu jest, wchodzi w stan zagrożenia, choć nie jest do końca tego swiadomy.
Jego umysł jest wówczas na stanie awaryjnym, choć czesto się to powtarza nerwicowiec tego nie dostrzega i dla niego to kolejna wątpliwa sprawa.

A stan awaryjny istnieje naprawdę, umysł wchodzi w ten stan bo przez ciągły lęk czuje nadal, ze zycia człowieka jest w zagrożeniu i on dostraja swoje funkcjonowanie pod to, stąd tak wiele objawów psychicznych jest podczas nerwic, stąd tak duży brak koncentracji i pamięci, stąd tyle automatycznych mysli lękowych bo umysł ciągle szuka zagrożenia i ciągle chce ratować życie człowieka.
My lękowcy jednak nie widzimy wówczas tego tak, my jesteśmy wtedy w innym świecie, świecie lęku i dla nas nie wazne jest co tam umysł kombinuje, my czujemy się źle i za nic w świecie nic nie może nas przekonać, że to nerwica, bo objawy są przecież tak silne...
My chcemy teraz, tu i w tym momencie aby to przeszło.

Wiele razy wielu z nas, myśli, że pójdzie do psychologa, psychiatry może oni coś powiedzą, może coś zrobią i pomogą, i w sumie tak jest bo zazwyczaj zapewnienia lekarzy, ze nic się nie stanie działają uspokajająco ale zwykle na krótką metę.
Bo własnie dlatego tak trudno jest nerwicowcowi wyjśc z lękowego błednego koła, iż on nie rozumie, że nie ma czegoś takiego, że tu zrobi "ktoś coś" bo tu "coś" trzeba zrobić samemu w naszej głowie, w naszych myślach i naszych emocjach.
A dokładnie porzucić kontrolę nad tym co niby może się zdarzyć a czego my teraz się boimy w lęku, do tego zaliczamy tez strach o samo życie z lękiem i objawami.

Nerwicowiec dołuje się, ze wszyscy dookoła to szcześliwi ludzie, że wszyscy dookoła go nie rozumieją, i nie zrozumieją bo ten kto lęku nie ma nie rozumie co znaczy bać się bez powodu.
Jednakże to wszystko nie może nas powstrzymywac od oswajania lęku i brniecia w niego, w lęk trzeba brnąć a nie go unikać. Trzeba zobaczyć, ze jak zagłebimy się w tym lęku i nie będziemy go próbowali utrzymywac z dala od nas, on znika bo ten lęk i te objawy to tylko nasze zaburzone obecnie emocje.

Według mnie dobrym narzędziem do prównania reakcji walcz bądź uciekaj jest porównanie nerwicowca z żołnierzem frontowym.

Kazdy chyba ogladał jakiś wojenny film albo czytał ksiązkę wojenną. W kazdym bądź razie ostatnio czytałem pamiętnik esesmana, z wojny frontowej ze związkiem radzieckim i własnie to wezmę za przykład reakcji walcz bądź uciekaj u osób zdrowych ale w niebezpieczeństwie.

Nie sposób sobie wyobrazić uczuć, osoby, która siedzi w wykopanym dole, pare metrów za nim i przed nim spadają pociski artyleryjskie, z przodu nacierają wrodzy żołnierze a ten broniący się żołnierz nie ma sposobu na ucieczkę i zostaje tylko mu walka.
Wszelkie odczucia jakie towarzysza temu żołnierzowi to czysta postać nerwicy, objawy derealizacji, odcięcia emocjonalnego, wszelkie objawy fizyczne, do tego ten żołnierz nie będzie siedział w takim dołku godzinę, tylko nierzadko tydzień dwa, miesiąc, on stanie się jak zwierzyna, wyczulony na kazdy szmer, kazdy warkot, jego sen będzie niespokojny, czujny, jego oczy będa widziały inaczej, będą starały się wyszukiwac zagrożenia, myśli jego będa dotyczyły umierania, będa się pojawiały straszne obrazy w myślach, jego kolegów rannych, cierpiących, umierających.
Bedzie mu się wydawało, że on po prostu wegetuje ale napięcia będzie odczuwał cały czas.
Jego umysł będzie ciągle w stanie poczucia zagrożenia, ciągle będzie oczekiwał najgorszego.

Jednakże on ma realne niebezpieczeństwo, nerwicowiec natomiast ma wszystko to samo, tyle, że jego niebezpieczeństwem jest on sam bowiem po pierwszym ataku paniki i lęku tak nakrecił się na to co mu jest, że teraz nie sposób ręcznie tej lawiny zatrzymać.
Bo teraz i jego umysł jest w takim samym stanie zagrożenia jak umysł tego żołnierza, będzie wysłuchiwał, wypatrywał a to omamów a to oznak choroby, będzie sprawdzał czy jego oddech jest krótszy, dłuższy czy normalny, bedzie sprawdzał czy serce bije, tak czy siak czy jeszcze inaczej.
Będzie dostawał inne objawy, mnóstwo myśli i nie będą one dotyczyły realnego niebezpieczenstwa, no bo takiego nie ma, lęk istnieje bo my go nakrecamy i obawiamy się, ze to coś gorszego, więc myśli przychodza z automatu i beda dotyczyły wartości jakie mamy, jedni beda mieć wyobrażenia o psychiatryku, inni o raku i umieraniu na niego, ktoś inny omdlenia, jeszcze ktoś inny uduszenia się, albo robienia komuś krzywdy, zabijania kogoś, umierania bliskich albo robienia sobie krzywdy.

To wszystko naraz, ta cała liczba objawów sprawia, ze nerwicowiec wpada w lękowe koło, objawy nakrecają kolejne objawy a nerwicowiec sam nakręca swój lęk.

Po czasie po prostu ma dość chce aby to się skończyło ale jednocześnie sam nie pozwala temu odejśc bo ciągle sprawdza objawy oraz trzyma kontrolę nad tym czy coś gorszego się nie stanie. Nie chce pozlwolić na poddanie się temu lękowi i puszczeniu kontroli tylko ciągle próbuje to trzymać w ryzach.

Ciągle sprawdza a na kazdy objaw płynacy z ciała nawet nie nerwicowy reaguje lękiem a nerwicowiec jest bardzo wyczulony na kazdy objaw tak samo jak żołnierz na każdy szmer.
Nerwicowiec wyłapuje wszystko z otoczenia i ciała i wszystko poddaje natychmiastowej analizie a wszystko co choć trochę podejrzane powoduje wiekszy lęk.

Więc brak wiary w to, iz te wszystkie objawy są możliwe od nerwicy oraz brak zrozumienia, ze tylko nasze własne głowy przy oczywiście możliwych wskazówkach innych moga uwolnić się od lęku, powoduje to, iż tak trudno wyjśc z nerwicy.
Oczekujemy pomocy, zrozumienia i wsparcia co jest zrozumiałe ale rzecz w tym, że to my sami najwięcej możemy sobie pomóc bo nasza strefa działań wojennych to nasze głowy i emocje oraz myśli, święta trójca nerwicy.

Żołnierz ma w tym wypadku co ciekawe "lepiej" :) (nie ma to jak egocentryzm nerwicowy :) ) bo jak uda mu się wyjśc z realnej opresji i opuścić swój teren działań wojennych reakcja się uspokaja.

Nerwicowiec nie pozwala jednak swojej reakcji zrobić tego samego, bo nerwicowcowi codziennie coś się dzieje, co jest rzekomo warte jego uwagi i dalszego nakręcania lęku, zawsze jakieś ALE będzie na czasie :)

Jest jedna jeszcze rzecz dla, której wybrałem to porównanie nerwicowiec-żołnierz, mianowicie żołnierz z frontu w którymś momencie dostał list z domu, i to co go uderzyło to zupełnie inny świat tam z dala od frontu, on tutaj zyje z dnia na dzień, byle przeżyć, byle ujść z zyciem a w liście takie codzienne sprawy, dzieci w ogródku, pieczenie chleba i tym podobne przyziemne sprawy.

Jakże to doskonale opisuje stan umysłu i życia osoby z nerwica i lękiem, jakże to doskonale pokazuje jak bardzo te dwa światy, stan poczucia zagrożenia o wolność sie różnią.
Tak samo człowiek z nerwica patrząc na innych uśmiechniętych ludzi nie dowierza, że oni tak w ogóle mogą podczas gdy on ma burze na głową, kiedy on nie może spokojnie usiąść, wyjśc z domu, dobrze się po prostu czuć.
Stan w nerwicy to zupełnie inny świat umysłowy, zupełnie inna bajka.
My ludki z lękami tak samo stajemy się wtedy ludźmi, którzy żyją tu i teraz, plany, marzenia przestają mieć znaczenie.
Liczy się dzień dzisiejszy oby jakoś przeżyć, oby jak najszybciej była wizyta oby leki zaczeły działać bo kolejnego dnia z objawami chyba się nie przetrwa...rzekomo nie.

Dokładnie tak samo funkcjonuje umysł nerwicowca, jak tego faceta na pierwszej lini frontu, więc czy nerwica to takie nic, które nie powoduje aż tak strasznych objawów? Oj chyba jednak może powodować ;)

Więc uwierz w końcu, ze wszelkie te objawy i strachy są przy nerwicy jak najbardziej możliwe.
Twój strach sam to może powodować i wywoływać i nakręcać.

Postaraj się wyjść poza ta sferę wojenną, nie staraj się zyć tu i teraz aż psycholog czy leki coś zrobią za ciebie, nie tędy droga jeśli chcesz na stałe wygrać z lękiem.

Uświadom sobie ten stan poczucia zagrożenia w jakim jesteś, uświadom sobie to czuwanie nad każdym sygnałem z ciała, każda duperelką którą interpretujesz jako objaw czegoś straszliwie złego.
Porzuć kontrolę i to sprawdzanie czy jest źle i czy może za chwilę będzie gorzej, kazda osoba, która nabyła lęk na poczatku jest przerażona, później zresztą też ale potem dochodzi zwykle stan depresyjny, apatia, brak chęci, bezsens, no trudno oczekiwać, że będzie inaczej kiedy miesiąc czy dwa umysł jest w stanie zagrożenia, to w końcu i bezsens się z tego zaczyna robić i zmęczenia daje swoje znaki.
Umysł a ciało to mocne połączenie.

Osoba z lękiem zaczyna się ze sobą tak naprawde zbytnio pieprzyć, choć przepraszam, że to pisze, bo wiem jak bardzo lęk i objawy potrafią być silne i jak bardzo wiele to jest cierpienia to jednak trochę jest w tym prawdy a nawet bardzo dużo, nerwicowiec czeka bez mała tylko na pomoc z zewnątrz podczas gdy tu jest potrzeba działania samemu w naszej emocjonalnej głowie, nerwicowiec wkurza się, że inni go nie rozumieją, podczas gdy powinien dać temu spokój, bo zdrowi nigdy nie zrozumieją, tak jak rodzina zołnierza z tego listu nie zrozumie jego odczuć i emocji i lęku jaki przeżywa.

Daj sobie spokój z tym czy rozumieją czy nie, skup się na swoim życiu na sobie ale nie na objawach nie na tym aby przeżyć jakoś kolejny dzień az antydepresant się rozkręci, działaj nie czekaj, nie snuj domysłów co ci może być bo nic ci nie jest, twoja wojna toczy się tylko w twojej głowie a do tego ty sam w tym wszystkim jesteś swoim wrogiem.
Nie snuj strategii na kolejny dzien wypełniony badaniami i zamartwianiem, tylko machnij na to ręką i żyj tak jakby objawów nie było, tak jakby lęk był zawsze i zawsze będzie.

Ja stosowałem wizualizacje żołnierską czesto podczas wychodzenia lękowi naprzeciw, wyobrażałem sobie, ze jestem takim żołnierzem, który za chwilę musi ruszyć na akcję, wyjśc z okopu i ruszyć przed siebie, tak samo czuje się człowiek z lękiem, który musi żyć, iśc do pracy, wyjśc z tu objawy i lęk są silne, ale wyjśc trzeba, nie wolno się cofać, zołnierz nie ma takiej możliwości.

I wtedy wychodziłem i ja z lękiem i tymi objawami, z depresją bez szukania za i przeciw, bez zamyślania się "a co jeśli" niech będzie co ma być bo lepiej żeby stało się coś teraz, niż pozwalać tak z lękiem żyć lata na tej chorej wojnie.

Boisz się? Czujesz, ze nie dasz rady? To wszystko lęk, nie ma mozliwości alby lęk coś zrobił gorszego, lęk ma cofać, to zadanie lęku jest w nerwicy, on cofa, on hamuje, i dlatego mimo niego trzeba działać.

Czujesz w domu lęk? Trudno, połóż się i czytaj książkę, ogladaj film, ignoruj mysli lękowe, osmieszaj je, w każdej chwili rób naprzeciw lękowi. Wychodź naprzeciw tak jak też żołnierz wychodzi z okopu mimo strachu.
Różnica jest taka, ze ty dzięki temu wyzdrowiejesz a z żołnierzem różnie może być :)

I nie chodzi tu o to aby udowadniac sobie jakim to silnym sie jest, jakim nie do zdarcia, to błedne pojęcia i takie pojęcia zostawmy niedorozwoją emocjonalnym, bowiem każdy człowiek jest do zdarcia i nie ma
nadludzi, i to trzeba jasno sobie przyjąć, że lęk nerwicowy to nie słabość.
To efekt rozchwianych emocji i pewnej dozy złej interpretacji objawów i tego co sie dzieje naprawde.
Tu nie chodzi o udowadnianie komukolwiek, tu chodzi o poszerzenie swojej granicy komfortu, która przy nerwicy jest mocno ograniczona, tu chodzi aby zrozumieć, ze tego lęku nie ma się co bac i dzieki temu pożegnac go na ZAWSZE.
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)
Zablokowany