Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Tutaj opisujemy naszą drogę do zdrowia. Dzielimy się naszą zakończoną - happy endem - historią z derealizacją, depersonalizacją, dając innym nadzieję i pokazując, że to jest możliwe!
Wpisujemy także tutaj naszą drogę jaką się leczymy, co robimy aby tego się pozbyć.
Jednakże objawy, wątpliwości co do objawów, historie wpisujemy piętro wyżej.
Regulamin forum
Uwaga! Prośba dotycząca tworzenia wątków.
Wszyscy użytkownicy, którzy zamieszczają w tym dziale wątek dotyczący swojego wyzdrowienia, proszeni są w wypadku gdy nowy temat dotyczy dojścia do pełni zdrowia, aby do tytułu tematu dopisywali: Wyleczony/ona
Pozwoli to na rozróżnienie tematów osób, które w pełni wyzdrowiały od tych, którzy czują się lepiej oraz tych którzy opisują swoją obecną walkę.
Przykładowo Ania chce podzielić się swoim pełnym wyzdrowieniem, tworzy nowy temat o tytule:
"Ania dzieli się szczęściem" i dopisuje do tego Wyleczona - "Ania dzieli się szczęściem.Wyleczona". Osoby, które chcą opisać swoje lepsze samopoczucie, bądź postępy w leczeniu nie dodają tej końcówki.
Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5579
Rejestracja: 27 marca 2010, o 00:54

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: Victor » 22 lutego 2014, o 23:48

To raczej mój ostatni taki dłuższy wpis o tematyce derealizacji i depersonalizacji, bowiem w zasadzie tematy DD ze swojej strony wyczerpałem, pisząc o tym tutaj:

derealizacja-nierealnosc.html

Kto wpadł w ten temat tutaj a nie czytał tych tematów z tego działu to najlepiej przeczytać najpierw tamte tematy.

Chociaż jeszcze na pewno napisze kilka dłuższych wpisów ale nie wiem czy dotyczących bezpośrednio dd, może pośrednio. W sumie o DD nie mam już co za bardzo dodawać.
Tematy jakie już napisałem są pisane na przestrzeni jakiegoś czasu, dlatego też wiele pojawia się powtórzeń ale pisałem je bo za każdym razem potem miałem coś nowego do dodania i powtórzeń tych nie było można uniknąć.
Ten wpis to takie streszczenie mojej historii depersonalizacji i derealizacji. Pisze go głównie z tego powodu, że czesto sie mnie ktoś pyta jak mi się to zaczeło, jak skończyło, jak trwało i jak to było. Nie zawsze w sumie chce mi się opisywać to w kółko więc teraz będę mógł po prostu podawać linka :D A do tego chciałem być wpisany w dział wyleczonych :DD

Szczerze mówiąc nigdy tak naprawdę nie sądziłem, że będzie mi dane napisać taki temat w którym ja sam będę wypowiadał się jako ten wyleczony. Chociaż DD nie mam już prawie 2 rok, to jednak pisząc ten temat kręci się łezka w oku.

Derealizację i depersonalizację "znam" w zasadzie jakoś od początku 2007 roku, kiedy pierwszy raz miałem przyjemność jej dostać i mogę powiedzieć, że stała się ona od tamtej pory moim pewnym "zainteresowaniem".
Wtedy nie było aż tylu informacji na tematy DD ale były już miejsca jak np fora.derealizacja.pl czy nerwica.com, które poruszały dany temat i gdzie można było znaleźć duże wsparcie.
Jednakże było tam wówczas jakoś więcej osób z tymi stanami niż osób wyleczonych i równie dużo rozmaitych teorii/herezji czym jest DD, co często powodowało spore zamieszanie.
Drugim takim aspektem mojego zainteresowania i dołowania się było to, że nigdzie moja depersonalizacja oprócz for i ludzi, którzy to mają, nie była jakby rozumiana. I mówię tutaj o gabinetach psychiatrycznych czy psychologicznych.
Faktem jest, że stany depersonalizacji i derealizacji nie zawsze występują w nerwicach czy depresjach, po prostu stany te nie każdy dostaje jako bonus, dlatego też nie jest to tak "popularne" jak np. objawy kołatania serca czy duszności.

Dlatego też w zasadzie ja swoje pierwsze półtora roku zmarnowałem zupełnie, bo był to okres dociekania CO MI JEST, czy czasem nie schizofrenia albo psychoza a może chory mózg?
Te tematy siedziały w mojej głowie wówczas non stop a ja sam nakręcałem się niesamowicie na to.
Czułem totalne zagubienie, które nie zostało rozwikłane w gabinetach specjalistów i nie chce tutaj sie pastwić, że to byli źli lekarze czy psycholodzy, bo wcale mogło tak nie być, jednakże faktem jest, że szukając wyjasnienia stanów głównie depersonalizacji, spotykałem się z dziwnym murem, który nie wyjasniał mi nic.

No ale jak się to zaczeło ?

Zaczeło się dość prosto.

Ja ogólnie byłem zawsze znerwicowany chłopak, już o wiele wcześniej miałem natręctwa, lęki społeczne, jakieś nerwice w sumie już od szkoły podstawowej ale w sumie jak jest się młodym to jakoś to nie przeszkadza tak bardzo żyć i człowiek się jakoś do tego dostosowuje i zyje unikając wszystkiego co sprawia lęk, czyli wegeteuje tak naprawde ale jak ma się 14 lat to się tego tak nie widzi.
Natomiast w wieku tak 22 lat zacząłem tworzyć własne życie, dorosłe życie, chciałem mieszkać osobno ze swoją dziewczyną ale nie wszystko jest takie proste jak się to wymarzy, a, że ja nie byłem ogólnie przygotowany do takiego życia i odpowiedzialności, oraz miałem zawsze dość mocno problemową rodzinkę, to wszystko spowodowało dużo stresu i problemów.
Na początku "jakoś sobie radziłem" no bo przecież " kto nie ma problemów" ;)
Jednakże narastające konflikty z innymi, moje dotychczasowe problemy ze sobą, stresy spowodowały, że któregoś razu zrobiło mi się po prostu dziwnie w głowie.
I jak to zawsze lękowcy mówią :) "nie było powodów do zdenerwowania w tym momencie" albo "nie stresowałem się niczym" albo "o niczym złym nie myślałem" a "mimo to" nagle buch! Bez grzmotów i błyskawic na niebie, bez słońca rzucającego ognistymi kulami i żadnych innych znaków z kosmosu, zrobiło mi się dziwnie i pusto w głowie. Jakoś słabo, niedobrze i trochę się spociłem.

Jeszcze wtedy nie przeczuwałen, że w ogóle poznam co to DD na swojej skórze, nic nie zapowiadało kataklizmu. Myślałem, że to z osłabienia, nerw no bo w końcu ogólnie znałem już wcześniej zachowania nerwicowe.
Ale już wtedy zakradło się napięcie, w nocy przed pójściem spać nadal było mi po prostu źle, ogólnie źle się czułem. Położyłem się spac i nagle przed zaśnięciem usłyszałem głos mojej mamy, która mówi wyraźnie WIKTOR WIKTOR, zerwałem się, patrzę nikogo nie ma, patrzę nawet za okno, nikogo.
Ide do pokoju matka śpi, i to był początek wielkiego strachu przed schizofrenią.

Wtedy nie wiedziałem, że już wówczas byłem w stanie napięcia nerwowego i wszystko już odbierałem bardziej poprzez analizowanie, i nie wiedziałem, że głosy przy zasypianiu to rzecz normalna i są to omamy hipnagogiczne, które ma każdy człowiek.
Ale w napięciu wszystkie takie rzeczy wyłapujemy.
Od tego zączeło się wszystko, noc nie spałem, kolejne dni to tylko lęki i pogarszanie się samopoczucia, dochodziły kolejno różne objawy, jak pustka w głowie, potem odrealnienie, wszystko stawało się nierealne i po pewnym czasie dostałem też depersonalizacji ale takiego pełnego DD dostałem trochę później.
Dla mnie to była masakra, objawów rozwineły się setki, myśli tak samo, ja byłem pewien, że zwariowałem co przy objawach takich jest w sumie "normalnym" strachem.
Pobiegłem do lekarki rodzinnej, ta oczywiście zrobiła mi badania jak krew, mocz, tarczyca, cukier i bach skierowanie do psychiatry i LEKI.
Myślę sobie super! Może pomogą! Wykupuję czytam...leki na schizofrenię ;) Myślę sobie WTF!
Lęk, panika, kolejne nieprzespane noce, wówczas nie miałem internetu w domu jeszcze :) więc w sumie liczyłem się tylko z tym co mogę się dowiedzieć od lekarza, szukałem w ksiażkach medycznych ale nic ni mogłem znaleźć oprócz objawów typowo nerwicowych.
Jeszcze wtedy te pierwsze tygodnie nie miałem objawów depersonalizacji, bardziej odczuwanie nierealności otoczenia i objawy fizyczne i strach przed tym, ze zwariowałem.

Tak więc pędem poleciałem do psychiatry prywatnie, strach przed wizytą oczywiście wielki, wchodzę i pierwsze co mówię to zwariowałem, doktorek się uśmiechnął, wysłuchał i mówi "nie zwariował Pan, to jest depresja. Weźmie Pan leki i pan o tym zapomni."
Okey! Wyszedłem stamtąd prawie zdrowy z uśmiechem na twarzy i tak moja radość trwała może dzień, po czym nagle znowu zacząlem czuć się gorzej, znowu na nowo przyszły wątpliwości, ponownie zacząłem odczuwać odrealnienie i w sumie wówczas pierwszy raz zacząłem doznawać obcości względem samego siebie, ciala, osobowości i tak zaczęło mi się pełne DD.
Objawy w zasadzie jakie miałem opisałem tutaj
encyklopedia-objawow-derealizacji-deper ... 73-15.html (na drugiej stronie)

Wystraszony nie na żarty, wykupiłem receptę na lek od psychiatry i zacząłem zażywać.
Po miesiącu stałych objawów totalnej obcości i czucia się bardziej pełnym zombi niż człowiekiem poszedłem raz jeszcze do doktorka.
Przedstawiam nowe objawy a ten tylko obserwuje, pytam zwariowałem? Czy to psychoza?
"Raczej nie. "
RACZEJ! ????
"A on no tak bywa czasem ale objawy dziwne więc zwiekszymy dawkę leku...przejdzie i Pan o tym zapomni."
No a te objawy, że nie czuję siebie? Itd? To co to jest? "Depresja zapewne, niech Pan bierze leki, nic nie czyta i minie."

Ale dla mnie to było za mało. Uważam, ze w początkowym okresie lęków ogólnie a tym bardziej depersonalizacji nie da sie przejść obok tego obojętnie nawet wiedząc co to jest a co dopiero nie wiedząc i mając w myślach lękowych słowa RACZEJ Pan nie zwariuje a objawy depersonalizacji to depresja.

Tak więc po pewnym czasie zapisałem się do drugiego psychiatry, facet z doświadczeniem ponoć wieloletnim, habilitowany i jakiś tam jeszcze, więc myślę sobie koleś mi POMOŻE.

Idę opisuję i na objawach depersonalizacji, że ręce czuję jakby nie były moje, oraz, ze mam świadomość jakby oddzieloną od ciała, facet schyla się po notes i mówi:
"zaburzenia psychotyczne, jak te leki po 2 tygodniach nie pomogą, to przyjdzie Pan po skierowanie do szpitala. Nie ma wyjścia proszę Pana."

Dla mnie to była wieść jak z kosmosu, nie wiedziałem czy mi się to sni wtedy czy nie ale byłem totalnie załamany.

Dobrze, że były wtedy już tego typu fora jak choćby nerwica.com która powstała jako pierwsze forum o nerwicy, gdzie napisałem przynajmniej to i ktos tam kto to miał mnie pocieszył, że to nieprawda.
Ale jak usłyszysz od lekarza takie coś to choćby sam Papież ci mówił, że nie, to masz i tak zbyt duże wątpliwości.
Zaczałem dlatego żywiej interesowac się tym tematem i chodzić częściej do kafejek internetowych, aby po prostu o tym czytać.

Po paru dniach wróciłem do tego lekarza od psychozy i powiedziałem mu o wątpliwościach, zadowolony nie był ale stwierdził, ze "być może się nie dokładnie wyraził ale jednak powinienem te leki brac bo sytuacja jest niejasna."
Więc spróbowałem jeszcze Pani Psycholog, która na wstępie zaczeła rozmowę, " że nie musze się martwić, bo leki jeszcze nikomu nie pomogły a terapia jest bardzo skuteczna i miała przed chwilą właśnie dziewczynę, którą wyleczyła bo miała problemy z przełykaniem."
Okey, więc opisuję objawy depersonalizacji bo to mnie głownie męczyło patrzę na nią ona patrzy się na mnie więc pytam- co Pani mysli?
Cisza......cisza...."a leki Pan bierze? " :D ;)

No i nie wyjasniła mi niestety dlaczego tak jest i co mi jest, mówiąc, "że to zadanie dla psychiatry ale ona mi terapię poprowadzi. "

Mnie jednak wtedy nie interesowała terapia, bo człowiek, którego dopadają takie lęki, objawy, dd chce przede wszystkim BYĆ zaszufladkowanym tak naprawdę, chce wiedzieć, czy ma nerwice czy depresję, czy depersonalizację czy też ta cholerną schizofrenię.
Bo taki człowiek nie wie wtedy, że nerwica, depresja, lęk oraz dd łączą się tak naprawdę, nie wie tego dopóki mu ktoś tego nie wyjasni. Nie wie tez tego, że z tego nie rodzi się schizofrenia dopóki mu ktoś tego nie wyjasni.
Nie wie czym jest depersonalizacja dopóki mu ktoś tego nie wyjaśni.
Mnie nie wyjaśniono i nie chce mówić, że to ich wina bo może faktycznie nie mieli takich doświadczeń z depersonalizacją ale jednak mój stan nie ulegał poprawie a leki mi nie pomagały.

Czując zagubienie zacząłem czytać, czytanie ma swoje plusy i minusy, bo poszerza to świadomośc o tym co ci jest a uważam, że ta świadomość jest niezmiernie ważna.
Nie da się mieć objawów depersonalizacji i tego zaakceptować nie wiedząc co jak i dlaczego a do tego słysząc od lekarzy jakieś tam pobąkiwania na ten temat.
Po prostu nie da się nie czytać.
Tyle, że wówczas na necie w języku polskim było sporo już opisów przypadków a nawet wyzdrowień ale też było bardzo dużo herezji na tematy DD.
Całość doprawiał fakt wielu odnośników do stron o schizofrenii, gdzie można było przeczytać, ze ludzie ze schizofrenią opisują także depersonalizację.
Były odnośniki do jakiś psychiatrycznych opisów, schizofrenii i tam też opisy DD.
Dla mnie to było coś niezrozumiałego, czułem coraz większe zagubienie bo tak:
ludzie z for mówią, że to od lęku, specjaliści w sumie nic nie mówią o tym a ludzie ze schizofrenią, której się tak bałem opisują DD dokładniej niż ludzie z nerwicami.
Dla mnie to było niepojęte, nie do zaakceptowania wówczas taki stan rzeczy, musiałem wiedzieć konkrety.
W między czasie wróciłem do tego swojego pierwszego psychiatry, ten mi zmienił leki i w sumie tyle, kazał "brać i czekać."

Jakoś wtedy natrafiłem na film "człowiek który się zawiesił" który trochę opsiuje to całe DD ale też pokazuje, że ludzie za granicą interesują się tym tematem, że jest nawet książka "Feeling Unreal" dotyczaca kwestii DD a autorką jest psychiatra, która bada te stany.
I tak zacząłem czytać na necie w innych językach i powiem szczerze, że zrobiłem dobrze bo właśnie dzięki temu nareszcie zrozumiałem, że naprawde termin depersonalizacja jest znany i że nie jest to coś kosmicznego i nie wiadomego pochodzenia.
Przez długi czas studiowałem różne strony w jezyku angielskim i czeskim, rozmawiałem nawet mailowo z lekarzem z czeskiej kliniki do badania depersonalizacji, który mi przedstawił dość ładnie to całe DD. Co prawda poprzez translator to robiłem ale można się było porozumieć :P

Znalazłem zagraniczne forum o DD, język angielski znany jest prawie na całym świecie więc przypadków na tym forum było duuużo więcej niż na polskim.
To dało mi nadzieję i nauczyło mnie tego o stanach DD co potem sam w sumie opisywałem na forach.
Wytłumaczono mi, że DD to stan, który ma każdy człowiek w sobie, dlatego też, zarówno osoby z nerwicami, schizofrenią, depresją mogą opisywac DD w taki sam sposób ale rózni je ich własne zaburzenie.
Ten kto ma nerwice to ma lęki nerwicowe, ten kto ma schizofrenię to ma schizofrenię, DD nie łączy tego ze sobą w żaden sposób.
DD to jest objaw jakby lęku, napięcia a właściwie trzeba powiedzieć, ze jest to zupełnie osobny stan, którego mogą doświadczać ludzie w sytuacjach zagrożenia, w nerwicach, lękach, depresjach, zmęczeniu, upaleniu się marichuaną.
Jednakże to jest zawsze ten sam stan, który w nic się nie przeradza bo to jest stan zupełnie OSOBNY i każdy ZDROWY człowiek może doznać stanu depersonalizacji i derealizacji.
Ten stan ma każdy z nas ma w sobie, oczywiście dostając DD i poświęcając mu złą uwagę, DD jest dużo gorsze, niż kiedy DD wynika z innego powodu i mało kto zwraca na to uwagę, bo wówczas nie ma lęku.
Ale w zasadzie pisałem o tym w tych wszystkich poprzednich tematach do których podałem linka na początku, daruję więc sobie ponowne pisanie tutaj o tym.

Zastanawiało mnie często dlaczego w innych niektórych krajach więcej się wie i pisze o stanach DD niż w Polsce, ogólnie powodem tego jest, że w języku angielskim jak mówiłem posługuje się więcej ludzi na świecie.
A do tego powodem tego jest sama marihuana.
Żeby nie wiem co mówili zwolennicy tej używki, faktem jest, że marihuana może powodować stany transu, inne stany świadomości, które w zasadzie są derealizacją, wiele osób tego doświadcza ale traktują to jako haj co jest zresztą prawda, bo to marihuana to wywołała i podczas palenia jest to nic innego jak "haj".
Wiele osób nie przywiązuje wagi do tego i dobrze się bawią, inni natomiast martwią się, ze tak dziwnie się jakoś poczuli i czasem już po chwili dostają lęku a czasem dopiero po kilku dniach.
Czyli zaczynają martwić się co to było i zaczynają poświęcać DD tą złą uwagę, dlatego to trwa u nich potem.
Często stresy w życiu obecne akurat w tym czasie bardziej skłaniają do pojawienia się napięcia.
A jak już mamy stan DD to każdy stres jakby jest o wiele bardziej odczuwany i to się po prostu zazębia, stres – lęki - napięcia – dd - strach przed tym - poczucie zagubienia – objawy. Te elementy są nierozłączne.
Nie ważne czy DD jest od trawy czy stresu to jest to samo.

Ale jednak w krajach zachodnich wcześniej niż u nas rozwinął się BUM na palenie trawy "do śniadania."
Obecnie najczęściej na forum pojawiają się osoby z DD po trawie. U których to własnie trawa była wyzwalaczem tych stanów.
W krajach zachodnich szybciej niż u nas emitowano seriale, w których bohaterzy palą trawkę jak fajki. Dlatego też u nich DD stało się tak samo popularnym problemem młodych jak to się dzieje obecnie i w Polsce.
Do tego ciągle wzrastający stres i dziwna presja i coraz większy trend i mus bycia pięknym, powoduje, że to wszystko się zazębia i stany lękowe a w tym DD to jest coraz częstsza kwestia.
Dlatego właśnie inne kraje w których te BUMY rozwijały się szybciej miały już wcześniejsze doświadczenia z DD.

Ogólnie ten pierwszy okres był fatalny, ciągły jeden wielki lęk i szukanie uspokojenia i potwierdzenia ale w końcu ogólnie stałem się bez mała ekspertem w poszukiwaniu czym jest DD i osiągnąłem ten stan wszechwiedzy derealizacyjnej :pp
Znalazłem też psychiatrę, która pracuje nie tylko w Polsce ale także jeździła na wykłady do stanów, i ogólnie pisuje książki na rozmaite tematy i udziela wykładów.
Tak więc idąc do niej usłyszałem " ma pan zaburzenia lękowe, stany depresyjne ale któż ich w tym nie ma oraz depersonalizacje."
Spytałem a czemu inni się tak dziwią jak opisuję te stany. Odpowiedziała - "Nie wiem ale ja się nie dziwię absolutnie."

I nie dziw się cały w strachu, że ja sobie tak mówie o tym pierwszy okresie z DD 2 lat z takim spokojem, nie bój się też, że ty tyle będziesz to miał.
Mnie to nie dziwi, że ja to tyle czasu miałem, te pierwsze półtora roku – dwa lata, był to okres dla mnie wielkich lęków i wielkiego nakręcania oraz dowiadywania się co mi jest.
Dodatkowo przy wyjątkowo "trafnych" diagnozach.
Dodam, że ja miałem ogólnie zaburzenie lękowe w tym czasie, i wcześniej także, więc jakby to wszystko się razem kumulowało.
Ja miałem za dużo złej uwagi na objawy DD i ogólnie jedną wielką niewiadomą przed oczami co mi jest? Aby to mi nagle wtedy minęło.
Natomiast dlaczego nie mijało mi to przez następne miesiące? - Nie mijało przez tylko i wyłącznie swoją własną głupotę.
Obecnie jest o wiele więcej informacji po tych latach na tematy DD oraz lekarze też mają coraz więcej doświadczeń z pacjentami z depersonalizacją.
Dlatego też kazdy z was w sumie po 2 -4 miesiącach już jest na tym etapie a przynajmniej może być, w którym ja byłem dopiero po tych dwóch latach.

Jednakże sama wiedza czym jest depersonalizacja jest niezwykle ważna i potrzebna.
Ważne też mieć lekarza, który to potwierdzi ale sama wiedza i czytanie o tym oraz gadanie nie pomoże samo z siebie.
Często słyszę słowa, które mnie wyjątkowo irytują ale które zarazem doskonale rozumiem
"a bo tobie teraz jest po prostu łatwo to mówić"
Mnie zawsze było łatwo radzić i mówić, mając DD radziłem wszystkim dookoła, prowadziłem rozmowy z ludźmi, inni ludzie z tego wychodzili a ja? Nie.
Teraz po DD również mi jest łatwo o tym mówić.
Bo mówić i czytać o tym jest łatwo, najtrudniej jest to realizować na co dzień we własnej głowie.

I właśnie to był mój problem i moja własna głupota, w zasadzie odkąd dowiedziałem się czym jest DD, miałem psychiatrę, której te stany nie dziwiły, mogłem zacząć realne i prawdziwe leczenie.
Już wówczas pojawiało się coraz więcej rad na tematy DD, zazwyczaj było to - "żyj po prostu i nie zważaj na to, akceptuj to, nie bój się tego, konfrontuj się z tym."
W zasadzie 7 lat temu były te same rady co obecnie teraz są pisane.
Bo po prostu stan ten musi się zregenerować.

Postaram się teraz opisać co dalej robiłem źle.

Po tym całym okresie "początkowym" zdecydowałem się iść do pracy.
I tu mała uwaga!
Jak na początku po dostaniu stanów DD, lęków itp. zamkniemy się na jakiś czas w domu, to zaczyna nam sie wydawać, że wszelka praca w tym stanie jest dosłownie niemożliwa, zaczynamy mieć w ogóle problemy z wyobrażaniem sobie tego, że w tym stanie w ogóle możliwa jest praca, bo przecież nic się nie czuje i ogólnie są te straszne objawy.
Co jest dość błędne bo jednak można iść do pracy.

Pierwszą pracę dorwałem na szybko i był nią listonosz i przyznam, ze po miesiącu jednak zrezygnowałem, za duzo wszystkiego naraz było w tej pracy, za dużo bodźców. Po tym dłuższym czasie z tymi stanami, nie mogłem się zaklimatyzować.
Miałem przecież też ataki paniki i ogólnie inne objawy nerwicowe oprócz DD.
A tam wymagana była jednak odpowiedzialność i zrezygnowałem.
Drugą praca zaraz po niej była praca kierownika magazynu w firmie sprzedającej między innymi dywany, gdzie dostałem spokojniejszą pracę.
Bardzo trudno było odnaleźć się ogólnie w pracy na początku, w rozmowach z ludźmi ale jest to możliwe iść i pracować, wykonywać obowiązki, stany DD tego absolutnie nie wykluczają, choćby nam się tak wydawało.

Wiem, że wiele osób mające stany DD gorąco szuka historii gdzie będzie opisana dokładnie tragedia objawów i tego jak oni z DD w ogóle odczują.
Często czytając inne historie zapewne nie widzą tej tragedii, wydaje im się, ze te zmagania czyjeś są prostsze jakieś takie, spokojniejsze itp.
To nie jest prawdą, po prostu trudno opisywac dzień po dniu z tymi stanami, dla mnie to było po prostu piekło, trwanie w tym stanie.
Objawy do których podałem link trwały 24 godziny na dobę, więc wiem co to znaczy mieć myśli, że się nie da rady bo objawy sa tak silne.

Sama praca stanowiła na pewno o wiele lepszy pomysł niż siedzenie w domu, według mnie siedzenie w domu, i czekanie w strachu i analizowaniu jest najgorszym pomysłem jaki może być.
Praca mnie trochę odrywała jednakże objawy i tak trwały u mnie cały czas, nawet w pracy.
A to dlatego, że ja ciągle tkwiłem w złej uwadze skierowanej na DD.
DD traktowałem jako swoistą chorobę, która nie wiadomo dlaczego mnie akurat musiała spotkać.
Czyli pomimo czytania o akceptacji zupełnie się z tym faktem wystąpienia DD nie pogodziłem.
Nie mogłem załapać, że mam odpuścić.

Ja nawet uważałem, że robię wszystko to co mi się radzi, denerwowałem się, mówiłem "przecież się staram" I to była prawda, ja starałem się jak wielu z was.
Każdy kto w stanie DD idzie do pracy, próbuje życ zasługuje na wielgachny złoty medal.
Jednakże staranie się, które jest BARDZO WAŻNE a poświęcanie DD złej uwagi to zupełnie rózne rzeczy.
A dokładnie mój stan dnia codziennego wyglądał tak, że wstawałem rano i od razu myśli, "nadal jest DD' "to nigdy nie minie" "zawsze już to będe miał bo to pewnie nie dd"
Potem mycie się z obcą twarzą w lustrze i te same myśli, narzekanie w domu ciągłe, "że nie mogę życ, ze mam te objawy, że staram się, stosuję do tego co mówią a nadal to mam!"

Potem jakoś szedłem do tej pracy z myślami czy dam radę, czy nie zwariuję tym razem, z myślami "ale jak z ta pustą głową (bez mózgu :) ) pracować, a co jak przestanę ludzi rozpoznawać?"
"Co jak przestanę myśleć, co jak umrę albo mu ten guz w głowie pęknie?"
Według mnie robiłem wszystko żeby z tego wyjśc, podczas gdy tak naprawdę nie odpuszczałem walki z tym.
Ciągle walczyłem, ciągle na siłę próbowałem pozbyć się DD, ciągle liczyłem, ze ktoś lub coś mi pomoże.

I tu właśnie jest kwestia tego przekonania, ze coś mi ma w tym pomóc lub ktoś.
Często można czytać i sam tak mówiłem, że idę np do psychiatry albo psychologa i może akurat ten mi pomoże na dd.
I tutaj podkreślam ja nie jestem przeciwnikiem psychiatrów czy psychologów!
Wręcz przeciwnie, uważam, że dobrze miec swojego psychiatrę, który nam potwierdza, że mamy po prostu zaburzenia lękowe i warto się tego trzymać.
Słowa psychiatry mają psychologiczną moc autorytetu. Co do leków to nie jestem również ich przeciwnikiem ale też wiem, że pewne rzeczy trzeba po prostu przepracować.
Ja sam brałem wiele leków, mnie akurat nie dawały one ulgi, zapewne gdyby mi pomogły co innego być może bym pisał teraz, albo w ogóle może bym nie pisał.
Wiem jednak, że leki nie były po prostu dla mnie, bo u mnie potrzeba było zmiany nastawienia do wielu rzeczy i spraw, po prostu swoje musiałem przejść i swoje zrozumieć i swoje przełamać.
A na pewno dało to trwalsze efekty niż leki.
Ale jednak jeżeli ktoś chce lekami się wspomagać nie widze w tym nic złego.
Ja nie krytykuję, żadnego sposobu wspomagania się, mam otwartą głowę na każde leczenie, byle pamietać o jednym - najważniejsza jest własna świadomośc i własne odpuszczenie walki z dd czy nerwicą, bo to są wasze własne stany, to nie sa choroby, które można wyleżeć czy rozchodzić.

Dlatego też taka potrzeba tego aby ktoś nam pomógł jest rzeczą nie to, że złą ale trzeba mieć świadomość, że wszystko to jest narzędziem, a to my jednak musimy puścić tą analizę i nie kierować strachliwej uwagi na DD.
To samo się tyczy terapii u psychologów jak i czytania rad na forach.

Innymi słowy ja w tym okresie kolejnym, próbowałem jeszcze terapii u psychologów, próbowałem stosować się do rad, próbowałem akupunktury, próbowałem bioenergoterapii i nie uważam, ze to było coś złego czy niepotrzebnego, jednakże nie robiłem i tak najważniejszego.

Czyli co z tego, ze miałem doskonałego faceta od akupunktury, faceta kształcącego się w samych chinach, osobę, która zrobiła jako jedyna w Polsce dyplom z akupunktury, osoba, która świetnie znała się na relaksacji jak ja podczas tejże, myślałem tylko o tym - "jak tu wyleżeć z tymi objawami – "NIE DA SIĘ!""
Co z tego, ze czytałem, iż sport i zajęcie się czymś pomaga, skoro przy bieganiu czy jeździe na rowerze, ciągle tylko zwracałem uwagę, że moje nogi nie wiem czy są moje, czy pedałują dobrze, czy nie zapomnę trasy do domu.
W pracy ciągle myślałem, czy to co mówię jest dobre, czy nie świruję, czy umiem dobrze liczyć, a że koncentracja w tych stanach jest straszna to myliłem się, co powodowało lęki.
Co z tego, że na terapii próbowała terapeutka ułożyć ze mną jakieś tam moje osobiste sprawy, jak ja w drodze do niej płakałem, ze w tym stanie musze jechac gdzieś, i w drodze powrotnej tak samo.
Codziennie wracałem do domu, zdołowany, że DD nadal jest, ze z tego nie wyjdę, bo nic nie czuję i cokolwiek nie robię to to jest i myśli są.

Obojętnie co bym nie robił, to było.
Myślałem, ze robię wszystko jak należy, bo próbowałem odganiać te myśli ale tak naprawde ciągle bałem się, ciągle dawałem ponosić się myślą, ciągle szarpałem się ze stanem z którym szarpać się nie można.
Nie pogodziłem się, że to mam, nie chciałem zaakceptować faktu, że tak w ogóle moge się czuć.
Ciągle analizowałem czy ten objaw to dd, czy to, ze nie czuję przyszłości to dd czy to, zę nie czuję przeszłości to też dd :)
Nom stop dociekałem jakby mi to miało coś dać. Ciągle szukałem KONKRETNYCH rad co zrobić aby z tego wyjśc, bo wszystkie opisy wydawały mi się zbyt ogólne.
Wydawały mi się czymś niemożliwym, czymś czego nie da rady wdrożyć.

Ale na forach, gg, PW dawałem płomienne rady, tworzyłem posty tak wielkie jakbym ja tą depersonalizacje w ogóle wymyślił, podczas gdy szarpałem się z tym ciągle w zły sposób, bez przerwy na DD szła uwaga, zła uwaga, ciągle szła frustracją, ze jak to możliwe, żę to jest, jak to możliwe tak żyć!

Podczas gdy jest to wszystko możliwe ale ze strachu nie chcesz tego do siebie dopuścić.

Popracowałem tak kilka ładnych miesięcy i szczerze mówiąc byłem wykończony, czemu trudno się dziwić, ciągłe mysli, objawy, praca, byłem zmęczony strasznie tym wszystkim.
I zdecydowałem się na krok, ze oddam się całkiem psychiatrze, poszedłem do kolejnego psychiatry, pewnie z tą samą nadzieją, ze ten to mi coś powie i to pomoże :)

Kolejny psychiatra do którego chodziłem już do końca, był typowym lekarzem dającym właśnie leki, na poczatku nie kumał depersonalizacji ale był przynajmniej lekarzem honorowym i z powołaniem, bo poprosił abym przyszedł za 2 dni a on się skonsultuje.
I rzeczywiście po 2 dniach powiedział, ze po prostu jestem pierwszym osobą z depersonalizacją jaką ma ale już wszystko wie.
Tak więc zaczęło się intensywne leczenie lekami i pójście na zwolnienie, co stwierdzam było fatalnym błędem. Bo po prostu leki jak pisałem wyżej mnie nie pomagały, siedzenie w domu tylko pogorszyło moją sytuacje, rozwineła mi się silna agorafobia i strach przed wychodzeniem z domu.
W zasadzie zacząłem mieć problemy aby bez lęku iść do drugiego pokoju, lęk i objawy były kosmiczne a dd trwało nadal 24 na dobę.

Wypróbowałem tak parę leków w ciągu około 9 miesięcy ale niestety bez skutku, lekarz trochę zdegustowany wysłał mnie w końcu do szpitala.
Wysłali mnie bo ogólnie byłem w coraz gorszym stanie i zacząłem płakać w gabinetach więc pewnie wystraszeni, ze strzelę sobie w łeb wysłali mnie tam.
Tak naprawdę ten okres wcale nie musiał się zdarzyć, ogólnie odkąd dowiedziałem się czym jest DD po tym pierwszym okresie, który akurat u mnie musiał trwać te 2 lata, mogłem wcześniej odpuścić.
Ja jednak usilnie tkwiłem w przekonaniu, że to mnie ma coś lub ktoś pomóc, że ja sobie sam nie dam rady, uważałem, że to niemożliwe. Niepotrzebnie potem zamknąłem się w tym domu.
Całość bardzo pogarszała moja sytuacja, ogólnie ciągle tkwiłem w tym wchodzeniu w "dorosłe życie", ciągła presja ze strony innych, którzy chcieli żebym się ogarnął. Żebym przestał się wygłupiać i nie udawał i najlepiej nie lenił się.
Po cześci to mieli oni rację, co by nie mówić ale to nie do końca jest tak jak to wydaje się ludziom, którzy nigdy tego nie doświadczyli.
Finansowo spłukany zdołowany ogólnie miałem ochotę seryjnie walnąć sobie w łeb.

Jedyne co udało mi się usunąć, były to myśli egzystencjalne, to znaczy nie do końca usunąć ale zrobic z nich mało wazna rzecz.
A mianowcie mając stany DD bardzo często ludzie atakowani sa przez natrętne myśli lękowo - egzystencjalne.
Było ich wiele, dotyczyły tego, jak to możliwe, że ja żyję? Jak to możliwe, ze ja ruszam ręką czy nogą?
Jak to możliwe, że mam oczy, ze coś widzę?
Czy Bóg istnieje? Jak działa kosmos? Itp
Trzeba zdać sobie sprawę, że w przypadku DD takie mysli mogą (uwaga! dla tych co zaraz będą się bać, ze oni nie mają takich myśli, więc to pewnie nie DD, mówię NIE MUSZĄ BYĆ TAKIE MYŚLI OBECNE ;) ) się pojawiać.
I nie ma rady na to najlepszej jak to aby nie wdawać się w analizę tych myśli i dociekania prawdy, czyli nie wolno próbować na to odpowiadać.

Bo myśli te zwykle nie mają odpowiedzi i jak próbujemy dotrzeć do odpowiedzi zaczynamy się czuć gorzej i czuć lęk.
Bo pytania dotyczą kwestii na którą odpowiedź czasem jest niemożliwa, a to co nieznane jest dla kazdego nieprzyjemne, a kiedy mamy stany zagrożenia, stany awaryjne, powoduje to po prostu lęk.
Dlatego też nie warto tego analizować i próbować odpowiedzi.
Oczywiście to nie spowoduje od razu, ze myśli te przestaną się pojawiać, ale zmniejszą częstotliwość pojawiania się i nie będą powodowały lęku.
Bo umysł w stanie zagrożenia działa tak, ze jak zobaczy, ze czegoś się boimy to będzie to powtarzał ;)

W człowieku drzemie zawsze jakaś chęć wybicia się z bagna, dlatego też zrezygnowałem wówczas z terapii polegających na omawianiu mojego życia, i nie dlatego, że te terapie są dla mnie niepotrzebne ale są na pewno nieprzydatne w okresie kiedy ma się lęk, objawy dd i nerwicy 24 na dobę, bo po prostu żyjesz ciągle objawami.
Poszedłem na terapię poznawczo – behawioralną. Terapeutką była dość młoda kobieta, która nie pomogła mi w taki sposób jak to ja zawsze myślalem, ze to ktoś za mnie ma coś zrobić, ale zmotywowała.
To była dzieki Bogu osoba, która stawiała na konfrontacje z lękiem.

Mówiła "albo lęk albo wszystko, pośrodku stać nie można."

I chociaż o nerwicy nic mi nowego nie powiedziała to dała podwaliny do zrozumienia, że lęki trzeba przełamywać wraz z ryzykowaniem wobec lękowych myśli.
W tamtym okresie jak mówiłem oprócz DD, tym siedzeniem w domku i leczeniem się lekami, bardzo pogorszyły mi się moje lęki i objawy nerwicowe, sercowe, nasilały ataki paniki, zacząłem mieć problemy z wychodzeniem gdziekolwiek.
Dlatego też w tamtym okresie zająłem się mimo tego wszystkiego przełamywaniem w końcu tych lęków i ataków paniki.
O tym wszystkim napisałem w tym dziale, w oddzielnych tematach vademecum-leku-nerwic.html
I niedługo napisze też takiego osobliwego posta jak ten o ogólnie moich zaburzeniach lekowych (już napisany, tutaj: moja-historia-plus-moje-odburzanie-t5194.html ), tutaj uwagę poświęcam głównie stanom depersonalizacji i derealizacji.

Po prostu musiałem zacząć przełamywac te swoje lęki, musiałem zając się tą cała ogólnie nerwicą, terapia mi pozwoliła zrozumieć, zaletę pracy nad myślami podczas lęków o czym w sumie jest ten temat
mysli-lekowe-co-jak-i-dlaczego-czesc-5-t3542.html

Tak więc mimo tego, ze w tamtym okresie, leżałem ciągle w łóżku jak dosłownie obłożnie chory, ludzie czasem pytali moją rodzinę czy ja mam jakiegoś raka, czy jestem na coś chory bo ja w sumie źle ogólnie już zacząłem wyglądać.
Wiecznie niewyspany, zlękniony, blady na jakiś wiecznie wkręcających się prochach.
Moja dziewczyna, która mnie musiała naprawdę kochać, ze w tym tkwiła razem ze mną, była widziałem coraz bardziej załamana.
Jednakże mimo tego udało mi się podejść do nerwicy, lęków i objawów jak należy, udało mi sie przekroczyć tą granicę strachu jaką mi nerwica narzuciła i jaką mi narzucała o wiele wcześniej ale nie w tak drastycznej formie.
Ale to już jak mówiłem opisałem w tematach z vadamecum lęku, lepiej już opisać tego nie potrafię.
W sumie wychodzenie z nerwicy trwało kilka ładnych miesięcy, wiem, że jesteście być może spragnieni dokładnych dat ale nie umiem tego tak jasno sprecyzowac niestety :)

Jednak po wyjściu z tych typowych objawów nerwicowych, po wyjściu z błędnego koła, po przełamaniu strachu przed wychodzeniem, depersonalizacja i derealizacja trwały w najlepsze.
Przez cały ten okres dd miałem 24 godziny na dobę, ciągle te same objawy.

Myślę, że wiele osób, rozumie ten stan kiedy lęki schodzą a zostaje głownie DD, bo to się zdarza.

Byłem nadal tak samo zagubiony choć wykonałem już sporą robotę.
Psychiatrzy tylko już stawiali na leki albo szpital, zresztą od tego oni w sumie są :P
Terapia poznawcza jakby nie dawała mi już nic za bardzo choć na koniec dała mi pewien bodziec, a mianowcie na przed ostatniej wizycie, pytałem o to DD, co z nim, bo ja ciągle czułem się zombii, nie czułem niczego, istniałem jakby tylko oczami.
A ona palneła, "no a może pogódź się Pan z tym? "
Pogodzić???
"No a jak zawsze będzie tak Pan miał??"

No wkurzyła mnie bardzo wtedy, aż się we mnie zagotowało. Sobie myślę, ty młoda cipko, co ty wiesz o życiu w tym stanie.
Zignorowałem zupełnie to, ze ona taka już była i tak kontrowersyjnie mówiła zawsze a chodziło jej o swoista akceptację.
Ja wtedy nadal nie kumałem, bo ja ciągle sądziłem, ze nic się nie da akceptować, bo objawy ciągle są niezależnie co robię, że nie da się nie myślec o objawach DD.
Ciągle negowałem akceptację, mówiąc, ze to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, że ja muszę wywalić tą depersonalizację a nie się do niej przyzwyczajać.
Dla mnie to było niepojęte...to co mam udawać, że wszystko okey? Mam z tym żyć i zdechnąc z tymi objawami??
Takie i wiele podobnych pytań się we mnie buntowało.
Przełamałem lęki nerwicowe, ataki paniki ale jak miałem przełamać DD, które ma tak dziwne objawy cały czas?? A ta pinda mówi, ze to będzie zawsze, jak z tym żyć??

Nadal nie kumałem.

Choć stan mój był lepszy bo już nie miałem takich typowych ciągłych lęków, ani ataków paniki to jednak stany Depersonalizacji miałem cały czas.
Miałem seryjnie dosyć, leciał 5 rok w tym stanie, bez przebłysków od dobrych 3 lat, dość miałem tego, ze nie czuję ciała, dosyć tego, ze boję się golić, kapać, bo też go nie czuję.
Dość miałem tego, że nie mogę patrzeć na żadne światło. Byłem maksymalnie zdołowany bo już nie wiedziałem co ma mi pomóc.
Czy miałem napięcie? Oczywiście.
Czasem ludzie, którzy już nie mają takich typowych objawów nerwicy i lęku a sam stan DD mówią, ze oni to już napięcia nie mają i zaraz beczą, ze dlaczego im to nie mija.
Po pierwsze mając DD zawsze jest napięcie, same obawy co nam jest i czy to będzie zawsze to jest napięcie.
A dd nie mija i przez te obawy w które się zagłębiamy ale także przez świadomą uwagę.
Czyli to co pisałem wcześniej, cokolwiek nie robimy to ciągle użeramy się ze swoją głową, "czemu mam takie objawy, czemu robie to i to a objawy są" itp.

Zacząłem nawet robić sobie krechy nożyczkami na rękach aby w końcu poczuć siebie i ciało, waliłem rękoma w ściany bo nie mogłem znieść tego, ze nie czuję niczego!
Mogłem wychodzić, robić już wiele rzeczy ale co z tego jak ciągle ten stan trwał, według mnie bez powodu już ;)

Otóż powód był, nadal swoimi płaczami, że to jest, nadal swoim kierowaniem uwagi na DD, nadal bardziej interesowaniem się DD niż problemami realnymi, nadal skanowaniem jakie mam objawy i czy się zmniejszają, nadal doły, że nie mogę żyć no bo jak skoro tak silne są objawy.
To były główne powody utrzymywania się nadal mojego DD.
Wylądowałem znowu u mojej Pani psychiatry, tej co to pierwsza mi potwierdziła, ze to DD.
Znowu pobeczałem się na wizycie i ta stwierdziła, ze skoro leki mi nie pomagały, bo leki zresztą odstawiłem całkiem jakoś w tym momencie kiedy postanowiłem przełamywać lęki i nerwicę i zacząłem terapię poznawczą.
To trzeba iśc do szpitala i znów bach skierowanie.
Ja nawet pojechałem do tego szpitala i byłem na tak zwanej wejściówce ale zrezygnowałem jednak, w sumie to bałem się chyba wtedy tego szpitala, bo ciągle miałem w głowie zakodowane, ze to DD to chyba coś innego i mi to wykryją ;)

Dodatkowo jednak byłem już po przejściach z nerwicą i widziałem, ze konfrontacja i akceptacja jest bardzo istotna. Tak samo jak nastawienie się do świata i chorób czyli filozofia życia o której pisałem w tym poście pod koniec
podsumowanie-leczenia-plus-nowy-wazny-e ... t3862.html

Wiedziałem, ze myśli lekowe trzeba zbywać, ryzykować przed nimi ale denerwowało mnie to, że DD trwało non stop u mnie, i nie wiedziałem jak ja mam dialogowac te wszystkie objawy i myśli.
I tu w sumie jest ważna kwestia bo widzę, ze ludzie mają z tym problem również.

A mianowicie często tu na forum powtarza się, iż dialogi wewnętrzne, czyli ośmieszanie myśli lękowych, robienie im na przekór itd jest niezmierni ważne w przełamywaniu lęków.
O ile łatwiej przełamywać to przy lękowych objawach i to stosować przy atakach paniki, ludzie z derealizacją i depersonalizacją mają z tym problem.
Bo objawy DD lubią trwać cały czas, porafią być różne, dużo ich trwających ciągle.
Dlatego coraz częściej widzę pytania typu, "a jakie dialogi prowadzić na złe widzenie"
"a jakie dialogi prowadzić na nie odczuwanie czasu" albo "jakie dialogi prowadzić na to, że nie czuję ciała"

na Boga ludzie :P

W wypadku trwających wielu objawów DD cały czas, nie da się każdego objawu dialogowac i przepracowywać. Tu chodzi o ogólny dialog, o ogólną akceptację, o całokształt odczuwania depersonalizacji i zresztą tak samo innych objawów nerwicowych, które trzymają cały czas.
Dialogi mają dotyczyć myśli lękowych, które mówią, że na coś chorujemy, umieramy, po prostu spontanicznie trzeba to wyśmiewać, krytykować albo robić im na przekór zgadzając się z nimi.
Nie kazdy objaw trzeba dialogować, bo niektóre objawy mogą trwać dopóki ogólnie nie zregenerujemy swoich stanów awaryjnych.
Dlatego też trzeba to zaakceptować i dlatego tak wielką rolę odgrywa akceptacja.

Czasem ludzie zaczynają analizować to czy analizują objawy...albo mówic, gdyby nie ten akurat objaw "braku czasu" to byłoby już super...a serio mówiąc pewnie nie, bo byłby inny objaw :)

Tu chodzi o całokształt odpuszczenia walki z DD i objawami lęku.

I właśnie do tego dochodzimy powoli :)

Dużo łatwiej jest opisywać czym jest DD, choć to też nie jest aż tak proste to jednak o wiele trudniej jest powiedzieć jak macie z tego wyzdrowieć.
Bo ta zmiana, tak naprawdę musi wyjść od was, waszych głów i emocji, postanowień twardych, od was samych jakkolwiek to brzmi, dlatego to zwykle jest właśnie takie trudne.

Po wyjściu z nerwicowego błędnego koła, agorafobii itd. DD trzymało mnie jeszcze z 8 miesięcy.
W między czasie chciałem wrócić do pracy, bojąc się znowu siedzieć w domu z tym DD, bo wówczas więcej myśli atakuje głowę.
Miałem uczucie i wrażenie, że nigdy mnie to już chyba nie puści, ciągle żyłem objawami DD w sumie, nie mogac na szybko znaleźć pracy zatrudniłem się w firmie sprzątającej, myjącej okna.
Ciągle jednakże DD bardzo mi dopiekało, 24 na dobę objawy, załamki, płacz bezsilności, i któregoś razu pewnego wieczoru, tak sobie myślałem, że nie dam rady kolejnego dnia z tą depersonalizacją, czyli w sumie była to dla mnie wieczorowa zwykła pora :D

Jednak tym razem po prostu pomyślałem sobie, że jeżeli ta terapeutka miała rację, że może mnie to DD trwać będzie zawsze?
Pomyślałem sobie, że w sumie i tak z tym DD żyję, czy muszę tak bardzo z tego powodu biadolić i płakać? Przecież jednak jakoś żyć można, gorzej ale trudno.
Doszedłem do wniosku, że ludzie z gorszymi chorobami (choć według mnie źle traktowana przez nas DD jest ciezką sprawą ale jednak choroby fizyczne to co innego, niż zaburzenia) dochodzą do wniosku, że nie ma co się szarpać, akceptują swoją ułomność i żyją najlepiej jak potrafią.
Ja tak tego dnia sobie postanowiłem, że cokolwiek miałoby się nie wydarzyć to niech się wydarzy, że jeżeli mam mieć tą depersonalizacje to okey, niech będzie.

Dosłownie pozwoliłem trwać w pełni wszystkim objawom DD ZAWSZE.
Odpuściłem sobie to typowe napięcie, że "a co jeśli nie minie" ? Odpuściłem spontanicznie myślenie o tym, że " co jak to mi zostanie na zawsze", bo ja po prostu sobie na to pozwoliłem.
Widocznie tak ma być, pełna spontaniczna akceptacja, bo miałem dosyć, ile można życ tym narzekaniem i płaczem, że to jest, ile można, użalac się nad sobą, że nie da się żyć normalnie?
Ja już nie chciałem, chciałem to puścić, i puściłem kontrolę, niech się dzieje co chce ale ja już nie będe w to wnikał, czy robię dobrze czy źle, czy mi to przejdzie czy nie.
Pozwalam żebym już zawsze był tym zombi, że nie będę czuł ciała ani czasu.
To mi pozwoliło na pełną akceptacje stanu.

Nie wyzwoliło mnie to jednak od obaw, ani lękowych myśli, nie myślcie sobie, ze puściłem to i nagle zadziałał zaczarowany ołówek, bo myśli miałem już po chwili " a co jak to naprawde będzie zawsze" albo " a co jak to jednak schizofrenia" ?
Tu wtedy stosowałem swoje podejście z dialogów wewnętrznych, ryzykowanie, które jest zarazem przełamywaniem strachu, czyli odparowywałem zwykle, "okey o to mi chodzi, ma byc zawsze, bo kocham tą swoją DD!"
Albo "okey, niech będzie schiz, 5 lat straszysz, dawaj ją, rentka się przyda."
Ośmieszałem takie myśli ALE powtarzam nie wszystkie objawy da się zdialogować aby minęły OD RAZU to tak nie działa.Niektórzy mówią " no olewam objaw a on nadal jest"
Mnie ręce opadają jak ludzie na czacie pytają a co myśleć żeby ,minęło "złe widzenie" albo "brak przeszłości" albo "nie swój głos"
Nie wszystko minie od razu i tu myśli nie muszą pomagać, dialogi wewnętrzne służą okiełznaniu eskalatorów napięcia, czyli lękowych myśli, które dobijają sie do głowy próbując zaprzepaścić nasze szanse na odpuszczenie walki.
Za każdym razem jak będziemy chcieli odpuszczać walkę i pozwolić na to wszystko choćby do końca życia, to myśli będą nas zalewały "a co jeśli " "ale" wtedy właśnie działamy dialogami.
Jak myśli lekowe nam mówią, ten objaw to jednak co innego albo coś ci się stanie, to działamy dialogami.
Ale z wieloma objawami po prostu trzeba się pogodzić, że one trwają, a nawet im na to pozwolić!

Po prostu mając stany lękowe, stany które są stanami awaryjnymi umysłu, stany dd, trzeba jasno sobie uświadomić, że objawy były są i będą w tych stanach i nie kazdy minie od razu nastawieniem czy myśleniem.
Nastawienie i myślenie trzeba stosowac do całokształtu zaburzenia a nie pojedynczych tylko objawów, choć przy każdej myśli dotyczacego objawy trzeba się z nią droczyć i ją ignorować, przepuszczać. Ale nie ma co wnerwiać się, że dany objaw nie mija.
Ja w końcu pozwoliłem trwać DD, zupełnie odpuściłem to sprawdzanie tego i tych objawów, dzięki temu spontanicznie nie skupiałem się już tak na tym.
Szedłem do pracy i już nie myslałem, czy mówić coś bo głos jest obcy tylko mówiłem jakby tak miało być.
Myłem okno i nie myślałem, Boże reka jest nie moja, tylko myłem nie swoją reką bo widocznie tak miało już być.
Odpuściłem szarpanie się i walkę z dd.

Nie puściło mnie to od razu, po 7 dniach były jednak pierwsze efekty, poczułem bardziej ciało jako swoje, to był wielki dla mnie szok, po 5 prawie latach coś poczuć.

Jednakże nadal miałem obawy, wątpliwości, ale ironizowałem je, a objawy nadal były, jednak już nie płakałem "Boże nie da się nie myśleć", "Boże jak to zaakceptować jak są takie objawy", bo ja własnie zaakceptowałem, to , ze te objawy są i będą, bo w tych stanach one będą, nie masz co się łudzić, ze najpierw objawy znikną :)

Przestałem gadać kocopoły, że przez objawy nie da się i nie można. Bo to własnie objawy, które są i nie chcą zniknąc trzeba przyjąć jak swoje, przestać szamotać się co z nimi zrobić, tylko dopuścić je i pozwolić im trwać, jednocześnie ignorując myśli lękowe i stosując konfrontację i ryzykowanie względem nich.
Jak macie dziwne myśli, niekoniecznie dotyczące strachu o coś tylko ogólnie pokomplikowane myśli, mówcie a "srał was pies, nie chce mi się o tym myśleć."

W zasadzie 2 miesiące czasu mnie to trzymało i ogólnie powoli było coraz lepiej i lepiej i lepiej aż zupelnie znikneły objawy.
Nie pytajcie, które pierwsze a które ostatnie ;) To bez róznicy, objawy to tylko objawy choćby wam się wydawało, ze jest inaczej.
Nawet jak jest tylko jeden objaw to znaczy, że nadal temu nadajecie uwage i nie odpuściliście.

Tu ważne wspomnieć o stresach i presji. Różnie w życiu bywa, wielu osobom się wydaje, ze ich stresy nie moga wpływać na DD, bo są zbyt błahe.
A otóż nieprawda, jeżeli mamy stany DD, awaryjne stany umysłu, jesteśmy niezwykle czuli na wszystkie problemy i stresy, nawet te małe.
Czesto nagle przy małym stresie zmęczeniu, dd się powiększa.
To jest czasem kłopot ludzi, którzy maja DD i czują się lepiej ale mają sporo stresów i presji.
Bo to się czesto zazębia i jest coś lepiej a nagle bach stres byle jaki, kłótnia i jest gorzej.
Tutaj przede wszystkim nie wolno panikować, ze ten stres zabrał nam tą naszą pracę nad sobą i DD.
Bo po stresie pogorszenie będzie czasowe, potem wróci wszystko do waszego punktu i należy dalej regenerować umysł akceptując DD i jej objawy oraz świadomie ośmieszając lękowe myśli.

Stres i presja mają duże znaczenie ogólnie, często ludzie mówią, ze czekają ze zrobieniem czegoś aż DD czy lęki troche miną. Jakby uciekają w DD od realnych problemów.
Nie wolno tak robić bo już pisałem istniejące stresy się zazębiają.
Trzeba przełamywać lęki a objawy DD akceptować i mimo wszystko pracować nad obecnymi kłopotami.

Ja kiedy przełamałem te lęki, ataki paniki, zostałem z DD, kiedy ją zaakceptowałem zacząłem zajmować się swoim życiem, mimo tego, ze objawy nadal trwały, że miałem myśli lekowe i nie wiedziałem przecież, że mnie to zacznie puszczać.
Nie wolno traktować siebie mając DD jako kaleki. Tylko trzeba żyć mimo wszystko.
W ciągu tego czasu założyłem małą własną działalnośc i zacząłem prace na własny rachunek, cięzko mi było, bo DD nadal trwało ale ciągle je akceptowałem, pozwalałem na to, ze to ma trwać a lękowe myśli wywalałem.
Cały czas miałem prawie wszystkie objawy jakie wypisałem tutaj encyklopedia-objawow-derealizacji-deper ... 73-15.html
nie wierzysz, że takie objawy miałem przez cały czas?
Hmm widocznie nie masz tak źle i tego nie rozumiesz ;) :P

Własna działalność dała mi pewne zajęcie na ten okres, zajęcie myśli jest bardzo istotne.
Dzięki temu wszystkiemu DD mi zeszło w końcu całkiem.
Odzyskałem normalne odczuwanie percepcji, wszystko czułem, byłem mega szczęśliwy :)
Przez jakiś czas jeszcze tak 2-3 miesiące zdarzało się, że nagle poczułem się gorzej, przy jakimś stresie dd wracało, zupełnie tak jakby jeszcze "po" trzeba było trochę regeneracji.
Ale podchodziłem do tego nadal z akceptacją i w końcu już nie przychodziło a ja sobie po prostu żyłem dalej.

Wiem to, że na pewno objawy puściły wszystkie ale czy ja byłem takim samym człowiekiem co przed DD? No cóż ja DD nie miałem poł roku, więc na pewno nie byłem ten sam ale nie mogę powiedzieć żebym coś stracił czy żebym stał się gorszym człowiekiem. W sumie to pozbyłem się wielu strachów i obaw i zmieniłem swoje nastawienie na bardziej odpowiedzialne.
Jedyne co straciłem to bezsensownie lata życia w bezsensownym strachu przed niczym.
I to wszystko.

A tu niedawno ktoś prosił o krótki poradnik więc : :D

Jeżeli masz lęki i DD i stresy, (jeżeli nie masz czegoś to się ciesz :) ) przełamuj mój drogi lęki, stosując na lęki i strachy "ryzykowanie" wobec lękowych myśli vademecum-leku-nerwic.html
DD i jej objawy akceptuj w pełni bo lęki można przełamać, wiele objawów trwających ciągle trzeba zaakceptować, zrozumieć, ze jakiś czas one będą, nie frustrować się na maksa nimi, zwolnić jak trzeba obroty, ale nie zamykać się w domu!
Lęki zelżą na pewno, DD będzie jeszcze trwało ale nie poświęcaj mu uwagi! Akceptuj, pogódź się, że z tymi objawami na razie będziesz żyć. Pozwól temu trwać, zrozum, że to stan zupełnie osobny, stan awaryjny umysłu.
Wywaliły bezpieczniki, trzeba to przeżyć.
Ale nie cofaj się przed strachem przełamuj go, lękowe myśli torpeduj, nie idź za nimi, nie musisz myśleć o tym co lękowe myśli ci każą.

Jak masz dd i stresy, presje, nie czekaj aż DD minie całkiem albo leki zaczną działać. Tylko żyj i układaj to co możesz, wolniej, może gorzej ale nie dawaj się strachowi zapędzić w poczucie, że nic nie możesz bo objawy są takie straszne.

I miej zajęcia dużo, często rozmawiając z ludźmi nagle ktoś pyta "a jak to akceptować jak czytam coś i dziwnie czuję się, i czytanie mnie nie zajmuje", pytam no a co robisz na codzień? "Nic bo nie moge wychodzić na dwór bo mam nasilenie objawów."
Siedząc non stop w domu trudno jest to w pełni akceptować, to znaczy najtrudniej jest przepuszczać lękowe myśli.
O ile możesz akceptować to ciągle myśli będą powodowały ci lęki i napięcie przez co wątpliwości i obaw będzie za dużo. I dlatego trudniej jest to zrobić.

Ja to połączyłem, przełamałem lęki i ataki paniki, potem akceptowałem DD plus przepuszczałem i ignorowałem, ośmieszałem, robiłem na przekór lękowym myślą i zarazem zaangażowałem się w życie, pracę, różne sprawy.
Zajęcie się pomaga zmniejszyć liczbę lękowych myśli a TO plus akceptacja i dialogi wobec tychże myśli, i przełamywanie lęku jak się pojawia w jakiś sytuacjach, daje zmiejszanie napięcia i w efekcie wolność od tego.
Potem im mniejsze stany i objawy tym mniej lękowych myśli i dlatego potem jest coraz lepiej i lepiej.

Tak więc przełamuj strach, ryzykuj myślowo, torpeduj lękowe myśli akceptuj objawy, których nie możesz zmienić, angażuj sie w życie mimo wszystko, przestań się nad sobą uzalać i gadać, ze nie da się bo są objawy.
I zaczniesz odczuwac poprawę.
Otrzymasz pełne spontaniczne wyjście z tego wszystkiego, bez konieczności stosowania leków, choć jak pisałem, kto chce może się nimi wspomagać.
To naprawdę nie jest skomplikowane, nie komplikuj tego sobie sam.

Co do terapii, to często ludzie pytają a co mi to da na DD?? A na samo DD da ci to pewnie gówno, bo DD to ty musisz najpierw zaakceptowac aby zacząć regeneracje umysłu, ale za to terapia może ci pomóc między innymi na:

naukę zbywania i przepuszczania lękowych myśli, ośmieszania ich itd
oraz może pomóc w innych aspektach twojej osoby, jak jakieś kompleksy, brak pewności siebie, asertywności, co może przyczynić się ogólnie do zmniejszania presji w życiu
ogólnie również może pomóc na poprawę własnych osobistych problemów, jeżeli sam nie możesz znaleźć rozwiązania.

To takie proste przykłady, tak więc terapia może ci pomóc na całokształt, dlatego często warto z niej korzystać.

Teraz wyjaśnię pewną kwestię....;)
bo zaraz jakieś truśki wejdą w ten temat i jak zobaczą, ze moja DD trwała 5 lat, to nic z tego tekstu nie wyniosą jak tylko płacz i panikę, ze "Chryste jedyny on to 5 lat miał a jak ja będę mieć 10!"??????

No to będziesz, zaakceptuj to ;D

A poważniej to, przede wszystkim od tego 5 lat trzeba odjąć pierwsze 2, bo tak jak pisałem zmarnowane lata na poszukiwaniu, obecnie choć nie jest kolorowo z tą świadomością DD to jednak jest to o wiele prostsze.
Potem rok trzeba odjąc na moje zabawy z psychiatrami i leżeniu jak obłożnie chory i branie leków. Kompletnie mój własny głupi pomysł.
Rok czasu musiałem rozprawić się ze swoimi zaburzeniami lekowymi, które jednak ciągnęły się od dzieciństwa.
Tak więc w sumie zostaje rok czasu, gdzie srałem się z dd.
Widzisz od razu raźniej ci się zrobiło :D

Z dystansem do tego okresu podejdź w każdym bądź razie lękowy ludziku.

Co do nawrotów bo już każdy pierwsze na co się rzuca jak głodny psiur na kość, to "ile to trwało, czy wszystko mineło i czy są NAWROTY."

Otóż moi drodzy, nawroty będą jak na to pozwolicie, ja w ogóle nie rozumiem słowa nawrót w przypadku stanu jakim jest DD i których wychodzi od nas samych, jest naszym stanem awaryjnym umysłu.
Innymi słowy jak wyjdziecie z DD akceptacją, po prostu życiem, przełamiecie lęki to osiągacie swoistą odporność na to.
Ale ja osobiście wiedząc czym jest DD, daje sobie pozwolenie, wręcz dopuszczam taką możliwość, że jeśli kiedyś doznam jakiegoś obciążenia, to może mnie odrealnić ale wiem, już, ze to szybko minie, bo ja sam nie zrobię juz z tego zaburzenia, nie poświęce temu złej uwagi, tak jak zrobiłem to na poczatku mojego całego tego syfu jaki tu opisałem.

Po wyjściu z DD przez okres w sumie półtora roku miałem raz przypadek nawrotu odrealnienia na dwa dni, był to moment jak moja mama nerwicowa osóbka dostała chemię z powodu nowotworu i trzęsła się cała w strachu dostając tą kroplówkę i ogólnie ta cała z nią sytuacja, tak mnie przybiła, że mnie odrealniło.
Ale zastosowałem akceptację i przeszło po 2 dniach.
Nie zrobiłem z tego zaburzenia a pewnie mógłbym.

To jest ryzyko jak ktoś uważa DD za chorobę. Bo po prostu czesto jak kiedyś w chwili obciążenia taką osobę odrealni to może znowu wpasc w to samo błędne koło.
Dlatego czasem leki są nazywane przykrywkami objawów.
Bo odstawiając je po czasie jak nas obciąży stres czy coś innego, i znowu nas odrealni to możemy mieć kłopoty, bo nie osiągnęliśmy swoistej odporności. Bo mija nam to chemicznie i nie znamy tej akceptacji pełnej i wyjścia z tego w sposób swobodny.

No dobra, miał być to z założenia krótki post ale jak zwykle nie wyszło :P

Dziekuję tym, którym zawdzięczam poznanie czym jest stan DD, czyli wszystkim, których historię kiedyś mogłem przeczytać.
Tak naprawdę przez ten cały okres czytając różne historie zmagań z depersonalizacją i rozmawiając z wieloma setkami w sumie osób na ten temat, mógłbym zebrać zupełnie serio mówiąc naukowy materiał na tematy DD.
Przekonało mnie to wszystko co do prawdziwości tego, ze DD to stan nasz, stan naturalny, który wychodzi od nas, jest to osobny stan, będący wynikiem czasem nerwicy, czasem stresu, czasem maryski i róznych takich.
Wiem też, ze stan ten w nic się nie przeradza, bo to jest stan występujący w naturze, to tak jakby czkawka miała przeradzać się w grypę.

Dowodem dla mnie sa opisy ludzi z dd, które miałem okazje przeczytać, które miałem okazje usłyszeć rozmawiając z nimi. Jeżeli całe grupy ludzi dostały DD od marychy i potem zaczeło im się to swoiste trwanie w tym stanie, jeżeli całe setki osób, dostają dd przy nerwicy, dostają dd od stresu w danej chwili, dostają dd od zmęczenia i "przebalowania" i stresów.
To przekonuje mnie, że wszystko co zostało do tej pory opisane na tematy DD są prawdziwe.
A sposoby wyjścia z tego są takie same.
Ostatnio mnie ktoś prosił żebym napisał coś nowego :P Przykro mi, że i tym razem napisałem prawie to samo co do wyjścia z tego stanu, ale przez 7 lat było pisane to samo przez każdego i to się raczej nie zmieni.

Tak więc powodzenia wszystkim, nie daj robić sobie z powodu DD tego, żeś strasznie chory ;)
I na koniec do tego wątku bardzo ładnie pasuje to co napisał Divin, potrzebne jest nastawienie normalnościowe.

klucz-odburzenia-nastawienie-normalnosciowe-t3695.html

Papsy
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

Awatar użytkownika
Miesinia
Odburzony i pomocny użytkownik
Posty: 648
Rejestracja: 1 października 2013, o 13:57

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: Miesinia » 23 lutego 2014, o 10:29

Ooo raju, Victorek...

Ja już cię chyba o nic nigdy nie zapytam:)

Piękny, wszystko wyjasniajacy post.
To jest wszystko bujda!

Awatar użytkownika
Mr.DD
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 385
Rejestracja: 4 października 2013, o 14:17

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: Mr.DD » 23 lutego 2014, o 12:01

Dzięki Victor że jeszcze raz chciało Ci się o tym wszystkim pisać :D
Cier­pienie wy­maga więcej od­wa­gi niż śmierć.
Niektórzy po za­pad­nięciu zmro­ku już nie pot­ra­fią uwie­rzyć w słońce. Bra­kuje im tej od­ro­biny cier­pli­wości, aby docze­kać nad­chodzące­go po­ran­ka. Kiedy prze­bywasz w ciem­nościach, spójrz w górę. Tam cze­ka na ciebie słońce.

weronia
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 361
Rejestracja: 16 sierpnia 2013, o 16:45

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: weronia » 23 lutego 2014, o 15:03

Super, dzieki badaczu DD ;***

ITI
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 396
Rejestracja: 7 sierpnia 2013, o 14:31

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: ITI » 23 lutego 2014, o 15:42

Kuwa takiego psychoterapeute jak Ty bym chciała mieć ,a nie pożal się ..."fachowców" mających dyplomy psychiatra bądź psycholog ,nie umniejszam tym z powołania ,ale tym z przypadku i owszem ;> ... ;thx
Być sobą znaczy wierzyć w siebie być prawdziwym.
Życie zaczyna się tam gdzie kończy sie strach.
Uwaga niesie energię.
ZAPAMIĘTAJ: 'Im więcej naciskamy tym większy jest opór'
Pamiętaj :co ludzie myślą nie jest ważne.
Zapamiętaj:Nie jesteś tylko emocjami.
Pamiętaj:Miej DYSTANS !
UmysłRegenerujeSięGdyPrzestajeszSięBać
CiemneStronySłużąDoPrzykryciaJasnychStronŻycia!
JeśliTraciszPieniądzeMałoTracisz,JeśliTraciszZdrowieDużoTracisz,JeśliTraciszSpokójWszystkoTracisz
Im szybciej zaakceptujesz scenariusz w głowie na który się nie zgadzasz,tym szybciej zmieni się Twój stan emocjonalny na lepszy !
Nerwica to stan umysłu który chce nam powiedzieć że :jestescie katami dla siebie zmieńcie się to wam odpuszcze!

blackhat
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 32
Rejestracja: 17 lutego 2014, o 21:18

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: blackhat » 23 lutego 2014, o 18:04

Szacun Victor...
Niesamowita historia, pokrzepiająca i dająca do myślenia.
Uwielbiam to forum właśnie za takie posty i ludzi, którzy potrafią pomagać, a nie nakręcać.

Nie myślałeś o tym, żeby wydać jakąś książke o tej tematyce? Tworzysz dużo treści, a i czytających by nie zabrakło :)

Lipski
Ex-administrator i do tego odburzony
Posty: 664
Rejestracja: 19 czerwca 2013, o 20:07

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: Lipski » 23 lutego 2014, o 18:12

Inspirujesz Brachu... ;)
With your feet in the air and your head on the ground
Try this trick and spin it, yeah
Your head will collapse
If theres nothing in it
And you'll ask yourself

Where is my mind ?
Where is my mind ?
Where is my mind ?

Awatar użytkownika
nierealna
Ex Moderator
Posty: 1180
Rejestracja: 29 listopada 2013, o 14:22

Re: Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: nierealna » 23 lutego 2014, o 21:46

mistrzostwo pełną parą! ;ok ;ok
Ty­le ra­zy narze­kał na nor­malność i nudę w je­go życiu.
Te­raz od­dałby wszys­tko,żeby cho­ciaż przez chwilę poczuć ten spokój w otaczającym go świecie.


akceptacja + porzucenie kontroli + nastawienie normalnościowe = SUKCES ! ♥

martynka
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 220
Rejestracja: 10 marca 2014, o 22:12

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: martynka » 17 października 2014, o 20:04

Ja myślę Victor, że Ty powinieneś pomyśleć nad wydaniem jakiejś książki... naprawdę zastanów się nad tym, bo tu już nawet nie chodzi o kasę jaką z tego zgarniesz ;col ale o fakt, że Ty dałeś z tym wszystkim radę i tak super to opisujesz! Naprawdę Twoje posty są mega super kojące, zwłaszcza dla osób, które dopiero co oswajają się z dd/nerwicą.

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5579
Rejestracja: 27 marca 2010, o 00:54

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: Victor » 17 października 2014, o 22:38

Szczerze mówiąc myslałem o tym :D
Z uwagi na to, ze mam spory materiał z DD mówiący o różnorodności poczatków, i fajnie by było napisać taką mega podstawe objaśniajacą DD i ukazująca te stany i te wszystkie historie (bez szczegfolow, same fakty ze poczatek moze byc od stresu, od maryski, bez zdradzania hisotrii) z jakimi dzielili się osoby ze mna na pw, gg, skype są dużym pokazem czym jest DD.
Fajne staty by wyszly, takie uspokajajace.
Osobiscie uwazam ze material bylby fajny.

Tyle ze...to nie jest takie proste o ile potrafie naprawde duzo napisac i przekazac stan emocjonalny to malo sobie radze ze stylistyka :D Posty to co innego :)
To mozna oczywiscie rozwiazac ale... najwazniejszy problem to czas :) Bo jestem pewien ze jakbym cos napisal to mialoby to z 400 stron :D

O nerwicy tez juz mam konspekt mega powiesci w glowie, nawet tytul mam "Nerwica jako odrębny nawyk" :DD ...no ale w glowie to mam rozne pomysły :D
Jak to zywkle ja.
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

Awatar użytkownika
korek
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 154
Rejestracja: 19 lipca 2014, o 19:25

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: korek » 17 października 2014, o 22:44

Victor, chętnie przeczytałbym Twoją książkę. Jeśli nie będzie pisana zbyt zawile i zagłębiać się w objawy. Takim lekkim językiem, fajnie by się czytało, przyjemnie.
Na pewno wiele osób mnie poprze, w tym co mówię ;)
Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.
~Dmitry Glukhovsky (z książki Metro 2033)

weronia
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 361
Rejestracja: 16 sierpnia 2013, o 16:45

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: weronia » 17 października 2014, o 22:46

Ja mam nadzieje ze bede odbrzuona zanim ty to skonczysz pisac xd

Awatar użytkownika
April
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 697
Rejestracja: 11 września 2014, o 18:47

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: April » 17 października 2014, o 22:58

Popieram pomysl plus jako bonus plyta dvd z nagraniami Twoimi i Divina, bestseller wsrod nerwicowcow :D Na mnie tez Twoje posty dzialaja kojaco, a czasem placze ze smiechu jak je czytam i od razu mi lepiej :D

martynka
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 220
Rejestracja: 10 marca 2014, o 22:12

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: martynka » 17 października 2014, o 23:36

Victor ogarnij to czasowo i weź się za to naprawde to będzie mega. Ja moge być recenzentem :-D

Awatar użytkownika
marianna
Zaufany Użytkownik
Posty: 1827
Rejestracja: 23 kwietnia 2014, o 23:47

Moja historia derealizacji i depersonalizacji. Wyleczony

Post autor: marianna » 18 października 2014, o 02:00

Ja myślę że powinna taka książka powstać. I nie wiem czy to nie byłaby pierwsza taka na naszym rynku?
Jakoś na ten temat nigdy nie trafiłam w działach z książkami psychologicznymi.
Taka książka powinna powstać również ze względu na lekarzy i ich nieznajomość tematu.
Nie wiem kto ją napisze... Divin, Victor, Ciasteczko czy cała trójca ale zdecydowanie ktoś to musi napisać.

:huh
WARTO POCZYTAĆ
http://www.zaburzeni.pl/25-etapow-trwania-nerwicy-wg-kamienia-t4347.html
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html
STRACH PRZED UTRATĄ KONTROLI ITD:
http://www.zaburzeni.pl/strach-przed-smiercia-szalenstwem-i-utrata-kontroli-t427.html
VIDEO:
https://www.youtube.com/watch?v=8KrCjT6b1VI&feature=youtu.be
SPIS MYSLI NATRETNYCH/LEKOWYCH:
http://www.zaburzeni.pl/zbior-naszych-natretnych-mysli-i-obrazow-myslowych-t4038.html
SPIS OBJAWOW SOMETYCZNYCH/LEKOWYCH:
http://www.zaburzeni.pl/nerwica-objawy-mala-encyklopedia-naszych-objawow-wpisz-sie-t3492.html

ODPOWIEDZ