Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?

Zaburzenie nerwicowe przez leczenie stomatologiczne

Być może masz jakąś kwestię do poruszenia związaną z nerwicą i lękiem?
A nie wiesz w który powyższy dział dodać temat, bo choćby pasuje to do każdej nerwicy?
Zrób to w takim razie tutaj.
Dział ten zawiera różne tematy, sprawy, wydarzenia w życiu związane z nerwicą i lękiem.
ODPOWIEDZ
Kszx
Nowy Użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: 14 czerwca 2026, o 16:49

5 sierpnia 2026, o 21:30

Cześć!
natrafiłam na to forum w czerwcu, aby podnieść się trochę na duchu i zdać sobie sprawę, że może nie jestem w tym sama - mimo wszystko postów o podobnej tematyce znalazłam stosunkowo mało, więc może pod moim postem uda mi się dosięgnąć od kogoś rad i wsparcia:)

Moja historia rozpoczyna się dwa lata temu w której to podejmuję decyzję o leczeniu stomatologicznym pełną parą (ze względu na chęć leczenia ortodontycznego).
Wszystko szło w miare pozytywnie, bez większych problemów, aż w momencie zeszłorocznej nieplanowanej operacji, która doprowadziła mnie do najprawdopodobniej potężnej nerwicy, niesamowitej hipochondrii i ogólnych zaburzeń lękowych. Minęło pare miesięcy aż wróciłam do pełnego funkcjonowania, a sama walka z zaburzeniami, które się po niej wykształciły trwa do dziś. Teraz jest już trochę lepiej w porównaniu do stanu sprzed roku, ale czara goryczy przenosi się na konkretnie inną strefę, czyli zęby, o których wspominam w tytule.

Zaczynamy w grudniu zeszłego roku w którym następuje decyzja o usunięciu 8, która zaczęła mnie pobolewać. Zabieg jak zabieg - stresu co nie miara, a tak na prawdę nie było czym, więc zapominamy i leczymy dalej powoli zachowawczo pozostałe zęby, po stronie z wyrwaną już 8.
Jesteśmy w lutym, w nowym roku i odzywa się kolejna 8 - historia się powtarza.
Tym razem niezbyt przyjemnie, bo doświadczam suchego zębodołu, co za tym idzie - rekonwalestencja mocno się przedłuża. Moja bieganina do kliniki trwała z miesiąc, co najmniej raz w tygodniu - obawiałam się, że uznają mnie za kompletną wariatkę, ale wiem po czasie, że jednak taka była potrzeba.

Od tamtego czasu rozpoczyna się moja nieustannie kręcąca się karuzela zębowa - otóż, boli mnie zupełnie wszystko, codziennie i nieustannie.
W marcu zaczyna drętwieć mi twarz, boli ucho, skroń...chirurg podpowiada, że może być to od zaciskania zebów lub bruksizmu, bo wyrwany ząb po takim czasie nie powinen już dawać takich objawów.
Lecze tym samym większość zebów po lewej stronie, mija miesiąc - doświadczam 4 dni spokoju bez bólu i po nich wszystkie sympotmy przechodzą na drugą stronę twarzy.
Nie minęło wiele czasu i jeszcze kwietniu dochodzi do wyrwania kolejnej 8. Tym razem bez komplikacji, ale poskutkowało niesamowitym stanem depresyjnym i płaczem w poduszkę na pare dni - po prostu z bezsilności i niesprawiedliwości, że znowu musiałam tego doświadczyć.
Kontynuujemy leczenie zachowawcze - mam dwa ciężkie zęby do wypełnienia, udaje się do jednej z lepszych klinik w mieście, żeby na pewno były wykonane najlepiej jak się da. Jesteśmy w maju i mamy wyleczoną całą prawą dolną stronę. Jest świetnie, nic nie doskwiera...na 3 dni. Pojawia się ból przy nadgryzaniu, 3 wizyty korekcyjne, 2 kolejnych dodatkowych stomatologów - nikt nic nie widzi. Wszystko trwa miesiąc, w końcu trafiam do tej samej kliniki, ale do endodonty, który podejmuje decyzję o leczeniu kanałowym jednego z nich.
Mój gwóźdź do trumny - bałam się tego jak ognia piekielnego, ze względu na ogromne koszta, które będę musiała ponieść za ten zabieg. Nie wspomnę, że na leczenie, które opisuję powyżej wydałam wszystkie swoje możliwe oszczędności, a koszta zamiast maleć to wzrastają - tymczasem zęby wyglądają tylko gorzej, niż lepiej.
Czas maja i czerwca odbiera mi chęci do życia i funkcjonowania - żyje w ciągłym bólu od zęba, bólu napięciowego szczęki, ucha, zaciskania zębów. Do tego w międzyczasie oczywiście, że pobolewają inne zęby przez które śmigam jak poparzona do stomatologa żeby usłyszeć, że jest w porządku.
Piszę w sierpniu, również 2 tygodnie po wyrwaniu ostatniej ósemki - ta wizyta była już dla mnie obojętna, liczyłam tylko, że mój ból się chociaż trochę zmniejszy, bo usunę ostatnie ogniwo, które uciska resztę moich zębów.
Za pare dni kończę leczenie endodontyczne wspomnianego wcześniej zęba, a post piszę z niesamowitym bólem górnej dwójki lub dziąsła, który doskwiera mi od wczoraj:)
Oczywiście dziś oględziny u stomatologa - wiadomo, że nic nie widać - może jakieś skaleczenie.

Po co właściwie cała historia?
Otóż problematyką tutaj jest, że kończy się jedno, a za moment rozpoczyna drugie - a czasem i nawet jedno nie zdąży się skończyć i wpada bomba bólowa (jak aktualnie).
Jestem w niemożliwie chronicznym stresie i lęku ze względu na to wszystko. Boję się otworzyć rano oczy, bo nie mijają minuty, a ja czekam na jakąś reakcję bólową ze strony moich zębów czy twarzy. Codziennie myślę o tym za jaki czas w razie W mam kolejną zaplanowaną wizytę, odliczam dni do konkretnych, a u stomatologów przez te wszystkie miesiące bywam conajmniej raz na 2 tyg. Siedzę na forach, czytam przypadki, a algorytm na każdym kroku podrzuca mi posty i reklamy pięknych zębów za 100 tyś.
Totalna rozsypka i paranoja - mam lekko ponad 2 dyszki na karku, a mentalnie jedną nogą w grobie, ból doskwiera mi codziennie, a wraz z nim myśli samobójcze, strach przed jedzeniem, stres związany z kosztami, które ponoszę i muszę jeszcze ponieść za kolejne zaplanowane i niezaplanowane zabiegi, które na pewno się wydarzą w niekrótkim czasie. Z tego względu rozpoczęłam również drugą pracę, ale niestety i to nie przynosi mi spokoju i stabilności. Od miesięcy nie cieszę się na weekend, bo w mojej głowie jest tylko świadomość tego, że jak coś zacznie mnie boleć, to nie będę miała gdzie szukać pomocy, bo większość gabinetów jest zamknięta:)

Uprzedzając pytania (jeżeli jakieś się tutaj pojawią hah), to tak:
-rozpoczęłam fizjoterapię stomatologiczną - przynosi ulgę na chwilę,
-mam w planie szynę relaksacyjną, ale muszę poczekać z ustabilizowaniem kosztów, które ponoszę na ten moment,
-chodziłam na psychoterapię przez 3 msc, którą z przyjemnością zakończyłam po tym, jak wspomniano mi, że jedym z rozwiązań na ,,wyłączenie'' myśli lękowych jest samobójstwo (tak było, słowa psychoterapeuty)
-mam zaplanowaną wizytę u psychiatry za miesiąc
Bardzo wzbraniałam się przed farmakoterapią - byłam raczej przeciwniczką, jednak w obecnym stanie uważam, że jest to moja ostatnia deska ratunku.

Co byście tutaj poradzili? Może był ktoś w podobnej sytuacji i sobie z tym poradził? ;P
ODPOWIEDZ