Też tak mi się wydaje. Wiem, że osobą, która się bardzo zakopała w swojej głowie trzeba czasem potrząsnąć, ale trzeba to zrobić w odpowiedni sposób, żeby nie brzmiało to jak prywatny prztyk. Ja też byłam w słabym nastroju jak tam przyszłam więc nie czułam się odporna na takie uwagi. Trudno, pewnie trzeba szukać dalejmartusia1979 pisze: ↑8 września 2026, o 12:38od razu ci powiem zmień psychologa.....czasem tak jest oni tez są ludżmi ale zapominają kto do nich przychodzi . U niektórych z natury brak empatii. Ty musisz czuć się dobrze ,ze swoim psychologiem. Dla mnie taki psycholog już by był skreślony. I tu nie chodzi o to ,że ktoś ci powie prawdę nawet często dosadną ale o to w jaki sposób to zrobi. Bardzo często właśnie zniechęcając.Green_Tea pisze: ↑8 września 2026, o 09:40Byłam u psycholożki i wydawała mi się dość nieprzyjemna. Nie wiem czy to jakaś metoda działania żeby sprowokować, czy zwyczajnie coś jej się we mnie nie spodobało? Powiedziała, że skoro próbowałam wcześniej terapii i leków i dalej jest źle, to czego się spodziewam przychodząc tutaj? Trochę nie to przybiło, bo jestem z natury pesymistyczna i potrzebuję jakiegoś zalążka nadziei żeby podjąć jakiekolwiek kroki do leczenia a mam wrażenie, że zostało to dodatkowo przygaszone. Co z tego, że nie udało mi się wyleczyć? Mam się całkiem poddać?
Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.
- Green_Tea
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 100
- Rejestracja: 1 marca 2017, o 08:36
-
Blacksmith
- Nowy Użytkownik
- Posty: 3
- Rejestracja: 9 września 2026, o 11:08
Hej wszystkim. Jestem tu nowy. Chciałbym opisać swoją historię i objawy. Może ktoś doradzi, pokieruje jakie kroki wykonać, itd.
Mam 38 lat. Może pokrótce o przeszłości bo to zapewne ma jakieś znaczenie... Miałem dosyć ciężkie dzieciństwo z przemocowym ojcem. Przemoc fizyczna, poniżanie, miałem mniej od innych, itp. Było to życie w ciągłym napięciu, stresie, maraźmie. Jedyny "oddech" był jak co wakacje na 1-1,5 miesiąca wyjeżdżałem do dziadków na wieś i to były też najlepsze momenty mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. To co było w domu skończyło się dopiero w wieku 19 lat kiedy matka w końcu postanowiła wziąć rozwód z ojcem i się wyprowadził. Niestety matka (ale też dziadkowie) niezbyt reagowali na to co się działo. Nie wiem już do końca czy bali się interweniować czy raczej bagatelizowali problem. Miałem, mam i bedę chyba już do końca życia miał żal do nich.
Ale moje problemy nie skończyły się wraz z wyprowadzką ojca. Cierpię na chronicznie złe samopoczucie, czesto przygnębiony nastrój, nie mam motywacji, do wiekszości rzeczy muszę się zmuszać, niskie poczucie wartości. Cierpię też na jakieś stany lękowe. Mam też coś co być może można nazwać fobią społeczną. I właśnie to głównie rozwala mi życie. Pójście gdzieś do obcych ludzi to dla mnie zazwyczaj duży stres. Przy ludziach znajomych czuję się w miarę swobodnie, ale przy obcych... już inaczej. Boje się oceniania, boje się, że nie będę miał o czym z tymi ludźmi rozmawiać, tego, że bedą mnie olewać i wtedy dalej jeszcze mocniej spadnie moje poczucie wartości.
To też sprawiło, że w dużej mierze mam żałosne życie towarzysko-zawodowe. Otóż wykonuję też pracę, która nie daje mi żadnej satysfakcji i kontakt z ludźmi jest minimalny. Wykonuje zlecenie zagranicą np. 2 miesiące i potem 2 miesiące na wolnym w domu. Zarabiam tylko tyle aby było na przeżycie i jakieś podstawowe potrzeby. Chciałem po maturze iść na studia, ale nie poszedłem bo bałem się jak tam będzie. Postanowiłem, że pójdę na te studia jak moja psychika się naprawi, ale nic sie nie naprawiło i tak odwlekałem i odwlekałem aż do chwili obecnej...
Co do życia uczuciowego i płci przeciwnej... dramat i porażka. Mam jakąś mega blokadę w relacjach z kobietami. Tzn. to nie jest tak, że nie potrafię nic powiedzieć, ale nie potrafię pierwszy zagadać, prowadzić ciekawej rozmowy i postarać się zrobić coś z tego więcej. Były na przestrzeni mojego dorosłego życia tylko 2 dziewczyny, które coś tam we mnie zobaczyły, było kilka spacerów, ale w końcu uznały, że coś ze mną musi być nie tak i się skończyło. A tak poza tymi nielicznymi wyjątkami to jeśli chodzi o kobiety to ja dla nich jakbym nie istniał, mimo, że do tzw. "pasztetów" nie należę. Bywa raz na jakiś czas, że chyba wpadnę w oko np. jakiejś ekspedientce w sklepie. Ale ja niby coś tam powiem, uśmiechnę się... i wychodzę z tego sklepu. Zaproszenie na kawę czy poproszenie o numer telefonu to dla mnie zbyt duże wyzwanie. Po prostu nie potrafię wykorzystywać szans. No musiałbym chyba trafić na jakąś kobietę naprawdę super śmiałą, lodołamacza, która sama by wzięła sprawy w swoje ręce przynajmniej z początku, czyli pokazała mi wyraźnie, że podobam się jej i pierwsza zaproponowała spotkanie gdzieś i wtedy byłoby mi łatwiej. Ale jeszcze takiej nie spotkałem. Także najcześciej mam problem i jestem kiepski w ocenianiu sytuacji czy danej dziewczynie wpadłem w oko czy może ta dziewczyna jest po prostu ogólnie bardzo miła dla ludzi. Generalnie ten temat też sprawia, że to poczucie wartości jest mocno obniżone.
Jest jeszcze jedna rzecz, która być może ma znaczenie. Nigdy jakoś nie interesowałem się sprawą testosteronu. 2 lata temu wykupiłem spory pakiet badań gdzie było dość dużo badań, w tym na poziom testosteronu. Gdy przyszły wyniki zwróciłem uwagę, że poziom testosteronu jest u mnie na samym dole normy. Zainteresowałem się tym tematem. Przeczytałem kilka książek, przejrzałem mnóstwo informacji w internecie i obejrzałem niezliczone filmy na YT w tym temacie. Wynikało z tego, że niski poziom testosteronu może powodować właśnie takie objawy które ja mam. Istnieje coś takiego jak lecznicza terapia testosteronem (TRT) która podnosi testosteron do górnej granicy normy i ponoć życie takich osób zmienia się o 180 stopni. Ale okazuje się, że uzyskanie takiej terapii jest szalenie trudne. Lekarze przepisują to baardzo niechętnie i sam się o tym przekonałem. Byłem u endokrynologa, zostawiłem spore pieniądze (jak na moją sytuację materialną) a terapii testosteronem nie było na horyzoncie.
Właśnie czytałem sporo historii, że ludzie potrafią latami bezskutecznie się leczyć u psychiatry, a potem po latach wychodzi, że tak naprawdę powodem ich sytuacji był testosteron na dnie. Gdy zaczęli go brać to ich życie zmieniło sie jak dzień do nocy.
Ale już sam nie wiem czy ja potrzebuję psychiatry czy problem leży też w tym testosteronie. Totalnie nie potrafię ocenić czy być może niski testosteron powoduje problemy psychiczne, czy na odwrót... problemy psychiczne powodują, że ten testosteron jest niski. A może obie te sprawy są u mnie oddzielnymi tematami. Nie wiem.
Mam 38 lat. Może pokrótce o przeszłości bo to zapewne ma jakieś znaczenie... Miałem dosyć ciężkie dzieciństwo z przemocowym ojcem. Przemoc fizyczna, poniżanie, miałem mniej od innych, itp. Było to życie w ciągłym napięciu, stresie, maraźmie. Jedyny "oddech" był jak co wakacje na 1-1,5 miesiąca wyjeżdżałem do dziadków na wieś i to były też najlepsze momenty mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. To co było w domu skończyło się dopiero w wieku 19 lat kiedy matka w końcu postanowiła wziąć rozwód z ojcem i się wyprowadził. Niestety matka (ale też dziadkowie) niezbyt reagowali na to co się działo. Nie wiem już do końca czy bali się interweniować czy raczej bagatelizowali problem. Miałem, mam i bedę chyba już do końca życia miał żal do nich.
Ale moje problemy nie skończyły się wraz z wyprowadzką ojca. Cierpię na chronicznie złe samopoczucie, czesto przygnębiony nastrój, nie mam motywacji, do wiekszości rzeczy muszę się zmuszać, niskie poczucie wartości. Cierpię też na jakieś stany lękowe. Mam też coś co być może można nazwać fobią społeczną. I właśnie to głównie rozwala mi życie. Pójście gdzieś do obcych ludzi to dla mnie zazwyczaj duży stres. Przy ludziach znajomych czuję się w miarę swobodnie, ale przy obcych... już inaczej. Boje się oceniania, boje się, że nie będę miał o czym z tymi ludźmi rozmawiać, tego, że bedą mnie olewać i wtedy dalej jeszcze mocniej spadnie moje poczucie wartości.
To też sprawiło, że w dużej mierze mam żałosne życie towarzysko-zawodowe. Otóż wykonuję też pracę, która nie daje mi żadnej satysfakcji i kontakt z ludźmi jest minimalny. Wykonuje zlecenie zagranicą np. 2 miesiące i potem 2 miesiące na wolnym w domu. Zarabiam tylko tyle aby było na przeżycie i jakieś podstawowe potrzeby. Chciałem po maturze iść na studia, ale nie poszedłem bo bałem się jak tam będzie. Postanowiłem, że pójdę na te studia jak moja psychika się naprawi, ale nic sie nie naprawiło i tak odwlekałem i odwlekałem aż do chwili obecnej...
Co do życia uczuciowego i płci przeciwnej... dramat i porażka. Mam jakąś mega blokadę w relacjach z kobietami. Tzn. to nie jest tak, że nie potrafię nic powiedzieć, ale nie potrafię pierwszy zagadać, prowadzić ciekawej rozmowy i postarać się zrobić coś z tego więcej. Były na przestrzeni mojego dorosłego życia tylko 2 dziewczyny, które coś tam we mnie zobaczyły, było kilka spacerów, ale w końcu uznały, że coś ze mną musi być nie tak i się skończyło. A tak poza tymi nielicznymi wyjątkami to jeśli chodzi o kobiety to ja dla nich jakbym nie istniał, mimo, że do tzw. "pasztetów" nie należę. Bywa raz na jakiś czas, że chyba wpadnę w oko np. jakiejś ekspedientce w sklepie. Ale ja niby coś tam powiem, uśmiechnę się... i wychodzę z tego sklepu. Zaproszenie na kawę czy poproszenie o numer telefonu to dla mnie zbyt duże wyzwanie. Po prostu nie potrafię wykorzystywać szans. No musiałbym chyba trafić na jakąś kobietę naprawdę super śmiałą, lodołamacza, która sama by wzięła sprawy w swoje ręce przynajmniej z początku, czyli pokazała mi wyraźnie, że podobam się jej i pierwsza zaproponowała spotkanie gdzieś i wtedy byłoby mi łatwiej. Ale jeszcze takiej nie spotkałem. Także najcześciej mam problem i jestem kiepski w ocenianiu sytuacji czy danej dziewczynie wpadłem w oko czy może ta dziewczyna jest po prostu ogólnie bardzo miła dla ludzi. Generalnie ten temat też sprawia, że to poczucie wartości jest mocno obniżone.
Jest jeszcze jedna rzecz, która być może ma znaczenie. Nigdy jakoś nie interesowałem się sprawą testosteronu. 2 lata temu wykupiłem spory pakiet badań gdzie było dość dużo badań, w tym na poziom testosteronu. Gdy przyszły wyniki zwróciłem uwagę, że poziom testosteronu jest u mnie na samym dole normy. Zainteresowałem się tym tematem. Przeczytałem kilka książek, przejrzałem mnóstwo informacji w internecie i obejrzałem niezliczone filmy na YT w tym temacie. Wynikało z tego, że niski poziom testosteronu może powodować właśnie takie objawy które ja mam. Istnieje coś takiego jak lecznicza terapia testosteronem (TRT) która podnosi testosteron do górnej granicy normy i ponoć życie takich osób zmienia się o 180 stopni. Ale okazuje się, że uzyskanie takiej terapii jest szalenie trudne. Lekarze przepisują to baardzo niechętnie i sam się o tym przekonałem. Byłem u endokrynologa, zostawiłem spore pieniądze (jak na moją sytuację materialną) a terapii testosteronem nie było na horyzoncie.
Właśnie czytałem sporo historii, że ludzie potrafią latami bezskutecznie się leczyć u psychiatry, a potem po latach wychodzi, że tak naprawdę powodem ich sytuacji był testosteron na dnie. Gdy zaczęli go brać to ich życie zmieniło sie jak dzień do nocy.
Ale już sam nie wiem czy ja potrzebuję psychiatry czy problem leży też w tym testosteronie. Totalnie nie potrafię ocenić czy być może niski testosteron powoduje problemy psychiczne, czy na odwrót... problemy psychiczne powodują, że ten testosteron jest niski. A może obie te sprawy są u mnie oddzielnymi tematami. Nie wiem.
-
Blacksmith
- Nowy Użytkownik
- Posty: 3
- Rejestracja: 9 września 2026, o 11:08
Niestety już nie mogę edytować pierwszego wpisu. Mam też strasznie mocne zamartwianie się na zapas. Np. Gdy już nadchodzi termin wyjazdu zagranicę na zlecenie np. za tydzień, to obniża mi sie mocno nastrój, mam doła i im bliżej wyjazdu tym gorzej. Zamiast podchodzić do tego normalnie na zasadzie, że wyjazd dopiero za tydzień, nie trzeba się przejmować i żyć chwilą obecną... to u mnie depresja. Więc niby w głębi wiem, ze nie ma co się przejmować, ale nie potrafię tego zwalczyć. I też nadmiernie odczuwam sytuacje stresowe. Z pewnością dużo bardziej niż przeciętna osoba. Aby się zbyt nie rozpisywać to podam tylko pojedyńcze przykłady... jak robiłem prawo jazdy i doszło do egzaminu praktycznego to miałem taki stres, że to była tragedia. Nogi na pedałach mi tańczyły, zapominałem o najprostszych rzeczach. 4 egzaminy i na wszystkich poległem jak dziecko, gdy podczas jazd w OSK żadna z tych rzeczy na których poległem nie przytrafiła mi się ani razu. Instruktor był święcie przekonany, że zdam. Nie mam prawa jazdy do tej pory.
Albo przed maturą, było to wiele lat temu ale pamietam jak dziś. Noce przed egzaminami w ogóle nie przespane, a przed wyjściem na matury wymiotowałem ze stresu. Właśnie też mam tak, że gdy na drugi dzień mam mieć jakiś egzamin czy inną sytuację która może być stresogenna to absolutnie tej nocy nie prześpię, po prostu głowa nie pozwala zasnąć. I też nie inaczej było przed egzaminami na prawo jazdy.
W sytuacjach stresowych też potwornie się pocę. Ciuchy na mnie szybko stają się jak świeżo wyjete z pralki. Pamiętam swoje pierwsze jazdy w OSK, instruktor co chwila musiał wycierać ręcznikiem moją kierownicę bo widział jak się świeciła od potu. Tysiące razy słyszałem od ludzi... "Boże, co ty taki zestresowany? Czym się tak stresujesz?".
No jest naprawdę bardzo żałosne takie życie. Mówiąc szczerze jedyne co mnie jeszcze trzyma na tym świecie to nadzieja, że może będzie lepiej. Że stanie się coś, ktoś mi pomoże zmienić te życie. W innym przypadku wiadomo... nie pisałbym już tej wiadomości.
Albo przed maturą, było to wiele lat temu ale pamietam jak dziś. Noce przed egzaminami w ogóle nie przespane, a przed wyjściem na matury wymiotowałem ze stresu. Właśnie też mam tak, że gdy na drugi dzień mam mieć jakiś egzamin czy inną sytuację która może być stresogenna to absolutnie tej nocy nie prześpię, po prostu głowa nie pozwala zasnąć. I też nie inaczej było przed egzaminami na prawo jazdy.
W sytuacjach stresowych też potwornie się pocę. Ciuchy na mnie szybko stają się jak świeżo wyjete z pralki. Pamiętam swoje pierwsze jazdy w OSK, instruktor co chwila musiał wycierać ręcznikiem moją kierownicę bo widział jak się świeciła od potu. Tysiące razy słyszałem od ludzi... "Boże, co ty taki zestresowany? Czym się tak stresujesz?".
No jest naprawdę bardzo żałosne takie życie. Mówiąc szczerze jedyne co mnie jeszcze trzyma na tym świecie to nadzieja, że może będzie lepiej. Że stanie się coś, ktoś mi pomoże zmienić te życie. W innym przypadku wiadomo... nie pisałbym już tej wiadomości.
- martusia1979
- Odburzony i pomocny użytkownik
- Posty: 935
- Rejestracja: 27 czerwca 2015, o 12:28
Uważam, że zostałeś skrzywdzony przez niestety warunki wychowawcze jak większość tu ludzi....lata złych praktyk wychowawczych bardzo skrzywdziły twoje poczucie własnej wartości ..... To nie twoja wina ale teraz musiałbyś nad tym popracować!.... wszystko co opisałeś bierze się raczej z niskiej samo oceny, niedowartościowanie, poniżanie, zastraszanie uklepało sobie fajną ścieżkę co niestety wyszło u ciebie w sytuacjach lękowych. Ta fobia , brak pewności do siebie do ludzi to podszycie lęku do przepracowania. Zawsze będę powtarzać ,że terapia potrafi czynić cuda ale z własny zaangażowaniem. Powinieneś to przepracować bo jest tego sporo w tobie zakotwiczone....terapia też wpływa na nasz rozwój osobisty. Myślę, że najpierw terapeuta nie psychiatra. Terapeuta będzie wiedział czy powinieneś skorzystać z lekarza. Zacznij od tego jeżeli chcesz zmienić swój komfort życia bo uwierz mi bez tego nie ruszysz z miejsca. Przepracujesz pewne kwestie to i samoocena wróci z czasem i pewność siebie. Jeżeli człowiek uwierzy w siebie to inni również uwierzą w ciebie bo to widać po człowieku. Wtedy nie musisz nikomu nic udowadniać, a ludzie sami będą się do ciebie kleić. No ale to nie na tym etapie. Co nie znaczy ,że nie jest to do zrobienia.Blacksmith pisze: ↑9 września 2026, o 13:29Niestety już nie mogę edytować pierwszego wpisu. Mam też strasznie mocne zamartwianie się na zapas. Np. Gdy już nadchodzi termin wyjazdu zagranicę na zlecenie np. za tydzień, to obniża mi sie mocno nastrój, mam doła i im bliżej wyjazdu tym gorzej. Zamiast podchodzić do tego normalnie na zasadzie, że wyjazd dopiero za tydzień, nie trzeba się przejmować i żyć chwilą obecną... to u mnie depresja. Więc niby w głębi wiem, ze nie ma co się przejmować, ale nie potrafię tego zwalczyć. I też nadmiernie odczuwam sytuacje stresowe. Z pewnością dużo bardziej niż przeciętna osoba. Aby się zbyt nie rozpisywać to podam tylko pojedyńcze przykłady... jak robiłem prawo jazdy i doszło do egzaminu praktycznego to miałem taki stres, że to była tragedia. Nogi na pedałach mi tańczyły, zapominałem o najprostszych rzeczach. 4 egzaminy i na wszystkich poległem jak dziecko, gdy podczas jazd w OSK żadna z tych rzeczy na których poległem nie przytrafiła mi się ani razu. Instruktor był święcie przekonany, że zdam. Nie mam prawa jazdy do tej pory.
Albo przed maturą, było to wiele lat temu ale pamietam jak dziś. Noce przed egzaminami w ogóle nie przespane, a przed wyjściem na matury wymiotowałem ze stresu. Właśnie też mam tak, że gdy na drugi dzień mam mieć jakiś egzamin czy inną sytuację która może być stresogenna to absolutnie tej nocy nie prześpię, po prostu głowa nie pozwala zasnąć. I też nie inaczej było przed egzaminami na prawo jazdy.
W sytuacjach stresowych też potwornie się pocę. Ciuchy na mnie szybko stają się jak świeżo wyjete z pralki. Pamiętam swoje pierwsze jazdy w OSK, instruktor co chwila musiał wycierać ręcznikiem moją kierownicę bo widział jak się świeciła od potu. Tysiące razy słyszałem od ludzi... "Boże, co ty taki zestresowany? Czym się tak stresujesz?".
No jest naprawdę bardzo żałosne takie życie. Mówiąc szczerze jedyne co mnie jeszcze trzyma na tym świecie to nadzieja, że może będzie lepiej. Że stanie się coś, ktoś mi pomoże zmienić te życie. W innym przypadku wiadomo... nie pisałbym już tej wiadomości.
co do testosteronu nie należy takich rzeczy bagatelizować ponieważ to hormon , który może mieć wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie owszem. Nie wiem skąd jesteś ale napisz do mnie na priv podeślę ci placówkę która profesjonalnie zajmuje się takimi problemami bo jeżdzę do niej ze swoim synem w takiej samej sprawie. Testosteron jak zapewne wiesz ma ogromy wpływ na płodność i poszerzyłabym badania. Wszystko jest na Nfz.
strach-przed-smiercia-szalenstwem-i-utrata-kontroli-t427.htm
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
-
szymeknofk
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 16
- Rejestracja: 29 listopada 2020, o 17:04
Szacunek dla Ciebie martusia1979 za taką fajną pomoc Blacksmithowi! Udaje Ci się trochę odpocząć?
-
Blacksmith
- Nowy Użytkownik
- Posty: 3
- Rejestracja: 9 września 2026, o 11:08
Dziękuję bardzo za odpowiedź martusia1979.
Nigdy nie byłem na żadnej terapii. Mówiąc szczerze zawsze byłem sceptyczny wobec tego. Aż mi się wierzyć nie chcę, że jedna osoba może mnie uzdrowić z tej fobii społecznej (lub coś pokrewnego takiej fobii), zmotywować do życia, sprawić, że będę miał mniejsze lęki, że będzie sie w końcu chciało wstawać z łóżka, itd, itp. Serio tacy terapeuci potrafią samymi rozmowami zdziałać takie cuda? Już prędzej dużo bardziej wierzyłem w farmakologię.
Trochę się obawiam, że rozpoczęcie takiej terapii z terapeutą może się skończyć latami chodzenia tam bez efektu i mnóstwem wydanych pieniędzy na to.
Nigdy nie byłem na żadnej terapii. Mówiąc szczerze zawsze byłem sceptyczny wobec tego. Aż mi się wierzyć nie chcę, że jedna osoba może mnie uzdrowić z tej fobii społecznej (lub coś pokrewnego takiej fobii), zmotywować do życia, sprawić, że będę miał mniejsze lęki, że będzie sie w końcu chciało wstawać z łóżka, itd, itp. Serio tacy terapeuci potrafią samymi rozmowami zdziałać takie cuda? Już prędzej dużo bardziej wierzyłem w farmakologię.
Trochę się obawiam, że rozpoczęcie takiej terapii z terapeutą może się skończyć latami chodzenia tam bez efektu i mnóstwem wydanych pieniędzy na to.
- martusia1979
- Odburzony i pomocny użytkownik
- Posty: 935
- Rejestracja: 27 czerwca 2015, o 12:28
Powiem ci tak.....Blacksmith pisze: ↑9 września 2026, o 22:38Dziękuję bardzo za odpowiedź martusia1979.
Nigdy nie byłem na żadnej terapii. Mówiąc szczerze zawsze byłem sceptyczny wobec tego. Aż mi się wierzyć nie chcę, że jedna osoba może mnie uzdrowić z tej fobii społecznej (lub coś pokrewnego takiej fobii), zmotywować do życia, sprawić, że będę miał mniejsze lęki, że będzie sie w końcu chciało wstawać z łóżka, itd, itp. Serio tacy terapeuci potrafią samymi rozmowami zdziałać takie cuda? Już prędzej dużo bardziej wierzyłem w farmakologię.
Trochę się obawiam, że rozpoczęcie takiej terapii z terapeutą może się skończyć latami chodzenia tam bez efektu i mnóstwem wydanych pieniędzy na to.
od razu widać ,że z takim podejściem jestes skazany na porażkę.....terapeuta cię sam nie uleczy terapię trzeba zrozumieć i bardzo dużo w niej pracować nad sobą. Nie liczy się lat wydanych na terapię bo nikt ani terapeuta ani ty nie wiesz ile potrzebujesz czasu. Wychodzenie z zaburzenia to proces bo to nie grypa. Leki , a terapia boże
Teraz ? .....pracuję, żyję funkcjonuję, i prowdzę swoją firmę!! I jestem w tym świetna ! Jako człowiek i swój własny szef
Ostatnio zmieniony 10 września 2026, o 12:06 przez martusia1979, łącznie zmieniany 2 razy.
strach-przed-smiercia-szalenstwem-i-utrata-kontroli-t427.htm
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
- martusia1979
- Odburzony i pomocny użytkownik
- Posty: 935
- Rejestracja: 27 czerwca 2015, o 12:28
Dziękujęszymeknofk pisze: ↑9 września 2026, o 18:38Szacunek dla Ciebie martusia1979 za taką fajną pomoc Blacksmithowi! Udaje Ci się trochę odpocząć?
Teraz to mój motyw przewodni, szanuję siebie, dbam o siebie i nauczyłam się odpoczywać
strach-przed-smiercia-szalenstwem-i-utrata-kontroli-t427.htm
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
-
szymeknofk
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 16
- Rejestracja: 29 listopada 2020, o 17:04
Martusia, a mogę o coś zapytać?martusia1979 pisze: ↑10 września 2026, o 11:53Dziękujęszymeknofk pisze: ↑9 września 2026, o 18:38Szacunek dla Ciebie martusia1979 za taką fajną pomoc Blacksmithowi! Udaje Ci się trochę odpocząć?odpocząć?
Teraz to mój motyw przewodni, szanuję siebie, dbam o siebie i nauczyłam się odpoczywać![]()
- martusia1979
- Odburzony i pomocny użytkownik
- Posty: 935
- Rejestracja: 27 czerwca 2015, o 12:28
słucham?szymeknofk pisze: ↑10 września 2026, o 16:05Martusia, a mogę o coś zapytać?martusia1979 pisze: ↑10 września 2026, o 11:53Dziękujęszymeknofk pisze: ↑9 września 2026, o 18:38Szacunek dla Ciebie martusia1979 za taką fajną pomoc Blacksmithowi! Udaje Ci się trochę odpocząć?odpocząć?
Teraz to mój motyw przewodni, szanuję siebie, dbam o siebie i nauczyłam się odpoczywać![]()
strach-przed-smiercia-szalenstwem-i-utrata-kontroli-t427.htm
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
https://www.zaburzeni.pl/wyzdrowialam-t10350.html
https://www.zaburzeni.pl/nowa-t6346.html
-
szymeknofk
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 16
- Rejestracja: 29 listopada 2020, o 17:04
Przepraszam, chyba jakbym zaczął to na jednym by się nie skończyło, tyle rzeczy mnie przeraża...
-
szymeknofk
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 16
- Rejestracja: 29 listopada 2020, o 17:04
Moi drodzy, pomóżcie, jest mi tak źle, że zaczynam mieć złe myśli, i tak jakby nie boję ich się bardzo. Mam przecież tabletki pod ręką...
- Green_Tea
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 100
- Rejestracja: 1 marca 2017, o 08:36
Może telefon zaufania? Albo jakaś bliska osoba, z którą możesz pogadać/psycholog?szymeknofk pisze: ↑11 września 2026, o 09:21Moi drodzy, pomóżcie, jest mi tak źle, że zaczynam mieć złe myśli, i tak jakby nie boję ich się bardzo. Mam przecież tabletki pod ręką...
-
szymeknofk
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 16
- Rejestracja: 29 listopada 2020, o 17:04
Teoretycznie tak, ale zajęci w pracy.Green_Tea pisze: ↑11 września 2026, o 09:27Może telefon zaufania? Albo jakaś bliska osoba, z którą możesz pogadać/psycholog?szymeknofk pisze: ↑11 września 2026, o 09:21Moi drodzy, pomóżcie, jest mi tak źle, że zaczynam mieć złe myśli, i tak jakby nie boję ich się bardzo. Mam przecież tabletki pod ręką...
- Green_Tea
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 100
- Rejestracja: 1 marca 2017, o 08:36
Może warto napisać i odpiszą albo teraz albo podczas jakiejś przerwy. Czasami samo napisanie czegoś uspokaja. Możesz pochlapać twarz zimną wodą albo wymienić 5 rzeczy, które widzisz, 4, które słyszysz itd. Mnie też biorą straszne jazdy w ostatnich dniach, teraz jestem w fazie, gdzie się nie stresuję, ale bardzo chce mi się spać, tylko melisę sączę i próbuję odwracać uwagęszymeknofk pisze: ↑11 września 2026, o 09:51Teoretycznie tak, ale zajęci w pracy.Green_Tea pisze: ↑11 września 2026, o 09:27Może telefon zaufania? Albo jakaś bliska osoba, z którą możesz pogadać/psycholog?szymeknofk pisze: ↑11 września 2026, o 09:21Moi drodzy, pomóżcie, jest mi tak źle, że zaczynam mieć złe myśli, i tak jakby nie boję ich się bardzo. Mam przecież tabletki pod ręką...
