Cześć.
Pragnę się tutaj z wami podzielić w jakiej sytuacji znalazłem się w związku z fobią społeczną i też poradzić.
Z fobią w różnym stopniu nasilenia zmagam się od szkoły podstawowej. Z tego co udało mi się ustalić na terapii na początku kiedy jeszcze fobii nie miałem to trudniej mi było nawiązać relacje z dziećmi bo rodzice zakazywali mi jakichkolwiek kontaktów z rówieśnikami. Więc nie miałem gdzie wytrenować umiejętności społecznych które dzieci już miały.
W szkole chłopak z klasy założył mi dźwignie na szyję, bardzo się wystraszyłem i od tamtego czasu się jąkam. Nie bardzo bo czasem nawet trudno to zauważyć ale to zostało już wtedy zakodowane w mojej świadomości i zacząłem odsuwać się od klasy ponieważ z jednej strony czułem się gorszy, z drugiej robiłem za kozła ofiarnego. Rodzina nie wykazała najmniejszego zainteresowania tą sytuacją i zacząłem się zamykać w sobie. Chyba przez zupełny brak poczucia bezpieczeństwa. Cały okres szkoły pamiętam jako jeden wielki koszmar. Ciągły stres, lęk z objawami somatycznymi.
Jak poszedłem do pracy stać mnie było tylko na wymuszone cześć i to w sumie tyle z moich kontaktów ze współpracownikami.
Z fobią walczyłem tylko teoretycznie dużo o niej czytając ale właściwie niewiele robiłem bo uważałem że każda osoba jest do mnie negatywnie nastawiona. Tak mocno zalogowałem sobie to w czasach szkolnych że nie byłem w stanie tego myślenia zmienić.
Dopiero jakieś 2 lata temu w pracy pojawiła się nowa osoba. Bardzo ciepla, empatyczna ludzie do niej po prostu lgną. Obserwowałem ją przez 2 lata zanim zdecydowałem się porozmawiać. Z tego co mówiła podobno byłem cały blady, głos mi się łamał, nogi i ręce trzęsły. Ta rozmowa wyglądała z początku jak wyrzucenie z siebie emocji które nawarstwiły się przez te lata. Potem przeszła w normalna rozmowę. Rozmawialiśmy wiele razy od tamtego czasu, pomogła mi znaleźć dobrego psychologa i obecnie jest moja przyjaciółką od serca. Jedyną osobą z którą rozmawiam fizycznie. Przed pierwszą rozmową bałem się że mnie oleje, potem jak już się dogadywaliśmy bałem się że ja tą relacje rozwalę. Nic takiego się nie stało i naprawdę nie przypuszczałem że będę w stanie komuś tak bardzo zaufać i zbudować silna więź emocjonalną.
Przechodząc do sedna sprawy. Wiele lat walczyłem z fobią społeczną tylko teoretycznie. Teraz jest psycholog i przyjaciółka ale w kontaktach międzyludzkich kiepsko. Skończyłem niedawno 31 lat i jak tylko gdzieś wyjdę, pojadę na urlop wszędzie pary, rodziny z dziećmi i to bardzo boli. Z przyjaciółką często rozmawiam ale ten ból samotności w środku naprawdę czasem mnie dobija i często pojawia się lęk że nigdy nie poznam nikogo z kim ja chciałbym być i kto chciałby być ze mną. Rodzina też nie pomaga bo wszyscy tylko czekają na mój ślub. Przez to że nie potrafiłem się pozbierać wcześniej nie byłem jeszcze w żadnym związku co dodatkowo mnie utwierdza w przekonaniu że z nikim nie będę.
Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Samotna osoba po 30
- 1987
- Odważny i aktywny forumowicz
- Posty: 250
- Rejestracja: 17 stycznia 2016, o 19:23
Zwierzanie się i przyznawanie do słabości to cecha ludzi odważnych. Pójście na terapię żeby coś zmienić i grzebanie w przeszłości to też cecha odważnych ludzi. Współczuje ci tego gnoja w szkole. Myślę że ze wszystkim fobiami jest jak z uczuleniem. Żeby się odczulić trzeba delikatnie podtruwać organizm tym na co jest się uczulonym. Nie ma innej opcji jak ryzykować i się obyć w kontaktach. Wiem że łatwo się mówi, ale innej opcji nie ma. Tak na prawdę musiał byś się zastanowić co masz do stracenia. Zbłaźnienie się zrobienie z siebie głupka, ocena? Za 2 min nikt nie będzie pamiętał. Sam też o tym zapomnisz tak się przełamuje pierwsze lody z ludźmi. Niestety tak wygląda życie że cały czas trzeba się konfrontować z ocenami lub odrzuceniem, ale to nie znaczy że tak jest źle. Gruboskórność, dystans i obycie przychodzi z czasem, a przyjdzie na pewno jeśli będziesz się przełamywał regularnie. Trening czyni mistrza pamiętaj. Ludzie nie są negatywnie do Ciebie nastawieni nic nie jest nigdy personalnie i mniej ich interesuje jak się zachowujesz niż Ci się wydaje. Twoja postawa sprawia że się tak zachowują "bo mogą". Zawsze rzucają się na najsłabszego w stadzie szczególnie w pracy. Ale spokojnie wyrobisz sobie jeszcze kły. Z tym wróżeniem czarnych wizji bym się wstrzymał.
Święty Graal leczenia DP/DR - http://www.zaburzeni.pl/post121195.html#p121195
Nerwica serca - http://www.zaburzeni.pl/post88841.html#p88841
Nerwica serca - http://www.zaburzeni.pl/post88841.html#p88841
