Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?

Nerwica - hipochondria, strach przed chorobami

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
ODPOWIEDZ
coldold
Nowy Użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: 21 sierpnia 2025, o 10:33

21 sierpnia 2025, o 11:00

ma.jka pisze: ↑
27 lipca 2025, o 02:31
stepchmur pisze: ↑
26 lipca 2025, o 22:42
Cześć, ostatnio przeżywam niezły koszmar i jestem nowy na tym forum i chciałbym się zapytać czy mógłby mi ktoś pomóc, mój problem jest taki że parę miesięcy temu wyczułem kulkę pod brodą no i nie wiedziałem co to i to zlałem, wróciłem z wakacji i z ciekawości zacząłem szperać na google i znalazłem forum gdzie ktoś napisał że takie coś to może być węzeł chłonny, wygooglowalem co może oznaczać powiększony węzeł chłonny i zamarłem, dzień w dzień niewyobrażalny stres który zabrał mi przyjemność z czegokolwiek, częste sprawdzanie temperatury czy napewno nie ma gorączki i sprawdzanie czy mam nocne poty, co się okazało że mam ale jakoś dziwnie bo budziłem się o 1 i byłem tylko lekko spocony a nie tak że przebierać się musiałem, warto dodać że jest lato więc na zewnątrz jest ciepło, ale sedno sprawy jest takie że jak naczytałem się o świądzie skóry to nagle magicznie zaczęła mnie swędzieć skóra i tak jakby drażnić, powiedzcie mi czy jest to objaw hipochondrii i czy ona może takie objawy wywołać? Z góry dzięki i pozdrawiam

hej, mam podobnie tylko ze ja wyczulam ta kulke juz z rok temu ale teraz jakos sie gorzej czulam miesnie mnie bolaly i sobie o tym przypomnialam i mam niezle jazdy. Czuje ja dokladnie po lewej stronie tak na koncu pod zuchwa z dwa palce od ucha. Twarde to jest, nie przesuwa sie i nie boli chyba ze zaczne za bardzo macac. Pytalam bliskich czy mają takie cos noi faktycznie niektorzy mowili ze tak ale jakos nie wiem nie moge uwierzyc wiec chyba czas isc do lekarza. Nie uroslo przez ten rok ani nic nie mam zadnych potow jak juz to mi goraco po prostu, goraczki tez nie mam wiec nie wiem, mam nadzieje ze to po prostu moja antonomia ze to jakas kosc lub jakis stary wezel chlonny. Trzymaj sie
Węzły chłonne te podżuchwowe, często powiększają się przy anginie i zostają powiększone do końca życia. Ja tak mam i o dziwo to mnie nie martwi.
hmm35
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 57
Rejestracja: 10 sierpnia 2025, o 21:26

21 sierpnia 2025, o 11:19

coldold pisze: ↑
21 sierpnia 2025, o 10:40
Hej wszystkim, jestem Beata, nawet nie wiem od czego zacząć, ale muszę się wygadać komuś kto choć trochę mnie zrozumie.
Od 8 lat boli mnie brzuch w jednym konkretnym miejscu. Ból jest typowo czynnościowy, boli przestaje, boli przestaje. Czasem nie boli przez dwa miesiące, czasem boli tydzień bez przerwy. Zmotywowałam się do badań, byłam na USG jamy brzusznej, na EKG, USG ginekologicznym, gastroskopii, u proktolog, zbadałam enzymy wątrobowe, trzustkowe, NIC. Wybuchła pandemia, odwołano mi kolonoskopię. Zamiast tego zrobiłam więc badanie genów, też żadnego obciążenia. Lata mijają, a ból nawraca. Mam wrażenie, że dużo rzadziej, ale jednak…
Do napisania tutaj zmotywowała mnie aktualna sytuacja. W zeszłą sobotę obudziły mnie mdłości. Byłam wieczorem u znajomych, pojadłam, popiłam, pocieszałam się, że to to. Mdliło mnie do kolejnej soboty, kiedy wieczorem dostałam gorączki. Oczywiście nie przyszło mi do głowy, że to rotawirus, czy jakaś bakteria. Nie, u mnie jest zawsze na grubo. Wkręciłam sobie krwotok wewnętrzny, zapalenie otrzewnej, oczywiście pękł guz nowotworowy i właśnie dostaję wstrząsu. Rano pojechałam do szpitala, niedziela, dyżur ginekologiczny, z tej strony nic. Zrobiłam badanie moczu, morfologię, hormony, kortyzol. Wszystko wzorowo. Nadal mnie mdli, brzuch boli i przestaje. Biorę antybiotyk, gorączka nie wróciła. Ale ja nie jestem spokojna. Wkręcam sobie raka żołądka. Miałam już raka piersi, czerniaka, raka kości, jajnika, jelita, trzustki. Obserwuję moje ciało bez przerwy. Panika jest niewyobrażalna, nie docierają do mnie żadne argumenty. Kiedy okazuje się, że czerniak to zwykły włókniak, to mam parę minut refleksji, że już nigdy tak nie spanikuję, ale panikuję. Tak bardzo chcę żyć, że aż mi się odechciewa. Przecież to absurd. Schudłam dwa kg przez tydzień. Nie wiem czy mdli mnie naprawdę czy sobie wkręcam. A może mdli z głodu, a może z tysiąca innych powodów, ale ja żegnam się z życiem, a lekarze już patrzą na mnie jak na wariatkę.
Może warto by było pójść do psychiatry po leki i zapisać się na terapię.
coldold
Nowy Użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: 21 sierpnia 2025, o 10:33

21 sierpnia 2025, o 12:10

hmm35 pisze: ↑
21 sierpnia 2025, o 11:19
coldold pisze: ↑
21 sierpnia 2025, o 10:40
Hej wszystkim, jestem Beata, nawet nie wiem od czego zacząć, ale muszę się wygadać komuś kto choć trochę mnie zrozumie.
Od 8 lat boli mnie brzuch w jednym konkretnym miejscu. Ból jest typowo czynnościowy, boli przestaje, boli przestaje. Czasem nie boli przez dwa miesiące, czasem boli tydzień bez przerwy. Zmotywowałam się do badań, byłam na USG jamy brzusznej, na EKG, USG ginekologicznym, gastroskopii, u proktolog, zbadałam enzymy wątrobowe, trzustkowe, NIC. Wybuchła pandemia, odwołano mi kolonoskopię. Zamiast tego zrobiłam więc badanie genów, też żadnego obciążenia. Lata mijają, a ból nawraca. Mam wrażenie, że dużo rzadziej, ale jednak…
Do napisania tutaj zmotywowała mnie aktualna sytuacja. W zeszłą sobotę obudziły mnie mdłości. Byłam wieczorem u znajomych, pojadłam, popiłam, pocieszałam się, że to to. Mdliło mnie do kolejnej soboty, kiedy wieczorem dostałam gorączki. Oczywiście nie przyszło mi do głowy, że to rotawirus, czy jakaś bakteria. Nie, u mnie jest zawsze na grubo. Wkręciłam sobie krwotok wewnętrzny, zapalenie otrzewnej, oczywiście pękł guz nowotworowy i właśnie dostaję wstrząsu. Rano pojechałam do szpitala, niedziela, dyżur ginekologiczny, z tej strony nic. Zrobiłam badanie moczu, morfologię, hormony, kortyzol. Wszystko wzorowo. Nadal mnie mdli, brzuch boli i przestaje. Biorę antybiotyk, gorączka nie wróciła. Ale ja nie jestem spokojna. Wkręcam sobie raka żołądka. Miałam już raka piersi, czerniaka, raka kości, jajnika, jelita, trzustki. Obserwuję moje ciało bez przerwy. Panika jest niewyobrażalna, nie docierają do mnie żadne argumenty. Kiedy okazuje się, że czerniak to zwykły włókniak, to mam parę minut refleksji, że już nigdy tak nie spanikuję, ale panikuję. Tak bardzo chcę żyć, że aż mi się odechciewa. Przecież to absurd. Schudłam dwa kg przez tydzień. Nie wiem czy mdli mnie naprawdę czy sobie wkręcam. A może mdli z głodu, a może z tysiąca innych powodów, ale ja żegnam się z życiem, a lekarze już patrzą na mnie jak na wariatkę.
Może warto by było pójść do psychiatry po leki i zapisać się na terapię.
To na pewno, byłam kiedyś, nie wspominam dobrze i dlatego mam blokadę.
Maniek11
Nowy Użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: 22 września 2025, o 16:42

22 września 2025, o 17:14

Hej, mam 21 lat i chciałbym opisać swój problem, który od dłuższego czasu siedzi mi w głowie.
Około 2 lata temu zaczęło boleć mnie pod pachą. Ból był raczej rozpierający, czasem ciągnący. Wtedy zrobiłem USG, bo obawiałem się, że to węzły chłonne. Wynik wyszedł czysty, a ból z czasem minął (albo był tak słaby, że przestałem zwracać na niego uwagę). Problem wrócił w maju tego roku, tuż przed sesją, kiedy byłem mocno zestresowany. Znowu pojawiły się myśli, że to może rak, więc ponownie zrobiłem USG. Wynik: nic poważnego, tylko jeden lekko powiększony węzeł reaktywny. Potem przyszły wakacje i wszystkie dolegliwości zniknęły albo w ogóle ich nie zauważałem. Po wakacjach zacząłem pracę, która okazała się bardzo stresująca. Kiedy stres się skończył, ból pod pachą znowu wrócił. Tym razem doszło uczucie „prądów” ciągnących aż do palców. Znowu zrobiłem USG – wynik czysty. Niestety moja nerwica dała o sobie znać i w ciągu miesiąca byłem aż 4 razy na USG (za każdym razem u innego lekarza, bo bałem się, że poprzedni coś przeoczył). Wszystkie badania wyszły w normie. Zacząłem podejrzewać, że może to przez ćwiczenia siłowe, bo za każdym razem, gdy problem się pojawiał, trenowałem na siłowni. Poszedłem więc do chiropraktyka i tu niespodzianka – powyginał mnie, a następnego dnia „prądy” całkowicie zniknęły. Został tylko ból pod pachą.

Opis bólu:
ma charakter rozpierający, czasem lekko promieniujący, trudno go dokładnie zlokalizować, nie zawsze się pojawia – najczęściej czuję go pod prawą pachą, kiedy leżę na lewym boku, zauważyłem też, że gdy o nim zapomnę i się nie skupiam, potrafi całkowicie zniknąć.

W ciągu ostatnich 2 tygodni widzę więc, że stres i skupianie się na objawach mocno nasilają problem. Mimo to wciąż trudno mi uwierzyć, że to może być ból nerwicowy – nawet jeśli USG nic nie pokazuje i lekarze uspokajają.

Dodam jeszcze, że od kilku dni biorę leki na nerwicę lękową.

Moje pytanie: czy ktoś miał podobne doświadczenia? Czy warto jeszcze szukać przyczyny u lekarzy, czy raczej pogodzić się z tym, że to objawy nerwicy + napięcia mięśniowego?
Świebodzinek
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 297
Rejestracja: 27 grudnia 2021, o 05:59

26 grudnia 2025, o 00:30

Cześć wam, głupio mi pisać ten post, ale jest u mnie gorzej, przeważnie widywano mnie w dziale nerwica natręctw, nie tutaj, ale być może coś uległo zmianie. Od ponad miesiąca mam dosłownie stały lęk i strach przed chorobami, zaczęło się od prawdopodobnie jelitowki, przeszła mi po tygodniu, olałem to. 2 tygodnie później wszystko wróciło, byłem słaby, miałem biegunkę, kurczyły mi się jelita, nonstop, nie mogłem oderwać od tego uwagii, zacząłem czytać, pytać, naczytałem się że to objawy raka jelita, jeszcze przed tym odczuwałem lekki ból, nawet nie ból a uczucie, w prawej dolnej stronie brzucha, wyczytałem że wyrostek, i wszystko się zaczęło... Strach 24/7, kolejny powrót pobudek z lękiem, lekarz niczego kompletnie nie wykrył, przemacal brzuch, zlecił badania krwii i moczu, jestem świeżo po ich odebraniu, nie wyszło raczej nic szczególnego, lekko zaniżona odporność, stany depresyjne i wynik od alergii zawyżony lekko, ale jestem astmatyko-alergikiem, myślę że to normalne. Zauważyłem u siebie bardzo dziwny objaw, jeżeli skupiam się na tym co czuje, to zawsze coś wyłapie, coś poczuje, zobaczę, natomiast gdy skupię się na czymś i kompletnie mam oderwaną głowę od uwagii, to wszystko jest okej, zero uczucia, bólu, niepokoju, to jest dla mnie coś innego niż HOCD i wszystko inne co opisywałem kiedyś w innym poście, to taka nowość. Oczywiście to moje pierwsze badania jakie zrobiłem ku diagnozie, raz byłem na SORze bo miałem taki atak paniki przez to wszystko, powiedziano mi że przecież nic mi nie jest, nie mogą mnie przyjąć bo to oddział ratunkowy, a mi nic nie dolega, raz miałem przygodę z sorem, myślałem że mam zawał, tak tragicznie się czułem, bolało mnie w klatce piersiowej, paliło wręcz, badania na sorze nie wykazały nic, kompletnie nic, serce zdrowe jak koń. To co teraz się dzieje to inna bajka bo utrzymuję się już dłużej, naprzemiennie, naczytałem się tego, to nagle miałem te objawy, od dziecka bałem się chorób, operacji czy szpitali, więc domyślam się że może to być wszystko na tle nerwicowym, tylko pytanie co mam dalej robić, nigdy nie byłem na terapii, raz byłem na spotkaniu z psycholog stricte od Nerwicy to już nigdy więcej się nie pojawiłem, nie pod pasowała mi, coś po prostu nie grało. Nie wiem czy pchać się szerzej w badania, bo z drugiej strony bardzo się boje, że może jestem na coś poważnego chory, nawet jak widzę zbiórki na chore dzieci to dostaje silnych somatów, wiecznie czuje że muszę czytać, szukać na internecie, kontroluje każdy wydalony kał, rodzaj, wszystko... Zrobiłem dodatkowe badanie kału, takie ogólne, wyszła liczna ilość skrobii natomiast dzień przed badaniem miałem naprzemienne biegunki oraz zaparcia, oczywiście objawów było i jest więcej, ale dużo by o tym pisać... potrzebuje rady co zrobić dalej, bo gubię się w tym pomimo faktu iż zmagam się z nerwicą prawdopodobnie od dziecka, a lat mam 23, świadomie o niej wiem od 5... Dużo zdrowia każdemu czytającemu życzę oraz szczęśliwego nowego roku.
Awatar użytkownika
ck2023
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 27 listopada 2023, o 12:04

6 stycznia 2026, o 19:58

Świebodzinek pisze: ↑
26 grudnia 2025, o 00:30
Cześć wam, głupio mi pisać ten post, ale jest u mnie gorzej, przeważnie widywano mnie w dziale nerwica natręctw, nie tutaj, ale być może coś uległo zmianie. Od ponad miesiąca mam dosłownie stały lęk i strach przed chorobami, zaczęło się od prawdopodobnie jelitowki, przeszła mi po tygodniu, olałem to. 2 tygodnie później wszystko wróciło, byłem słaby, miałem biegunkę, kurczyły mi się jelita, nonstop, nie mogłem oderwać od tego uwagii, zacząłem czytać, pytać, naczytałem się że to objawy raka jelita, jeszcze przed tym odczuwałem lekki ból, nawet nie ból a uczucie, w prawej dolnej stronie brzucha, wyczytałem że wyrostek, i wszystko się zaczęło... Strach 24/7, kolejny powrót pobudek z lękiem, lekarz niczego kompletnie nie wykrył, przemacal brzuch, zlecił badania krwii i moczu, jestem świeżo po ich odebraniu, nie wyszło raczej nic szczególnego, lekko zaniżona odporność, stany depresyjne i wynik od alergii zawyżony lekko, ale jestem astmatyko-alergikiem, myślę że to normalne. Zauważyłem u siebie bardzo dziwny objaw, jeżeli skupiam się na tym co czuje, to zawsze coś wyłapie, coś poczuje, zobaczę, natomiast gdy skupię się na czymś i kompletnie mam oderwaną głowę od uwagii, to wszystko jest okej, zero uczucia, bólu, niepokoju, to jest dla mnie coś innego niż HOCD i wszystko inne co opisywałem kiedyś w innym poście, to taka nowość. Oczywiście to moje pierwsze badania jakie zrobiłem ku diagnozie, raz byłem na SORze bo miałem taki atak paniki przez to wszystko, powiedziano mi że przecież nic mi nie jest, nie mogą mnie przyjąć bo to oddział ratunkowy, a mi nic nie dolega, raz miałem przygodę z sorem, myślałem że mam zawał, tak tragicznie się czułem, bolało mnie w klatce piersiowej, paliło wręcz, badania na sorze nie wykazały nic, kompletnie nic, serce zdrowe jak koń. To co teraz się dzieje to inna bajka bo utrzymuję się już dłużej, naprzemiennie, naczytałem się tego, to nagle miałem te objawy, od dziecka bałem się chorób, operacji czy szpitali, więc domyślam się że może to być wszystko na tle nerwicowym, tylko pytanie co mam dalej robić, nigdy nie byłem na terapii, raz byłem na spotkaniu z psycholog stricte od Nerwicy to już nigdy więcej się nie pojawiłem, nie pod pasowała mi, coś po prostu nie grało. Nie wiem czy pchać się szerzej w badania, bo z drugiej strony bardzo się boje, że może jestem na coś poważnego chory, nawet jak widzę zbiórki na chore dzieci to dostaje silnych somatów, wiecznie czuje że muszę czytać, szukać na internecie, kontroluje każdy wydalony kał, rodzaj, wszystko... Zrobiłem dodatkowe badanie kału, takie ogólne, wyszła liczna ilość skrobii natomiast dzień przed badaniem miałem naprzemienne biegunki oraz zaparcia, oczywiście objawów było i jest więcej, ale dużo by o tym pisać... potrzebuje rady co zrobić dalej, bo gubię się w tym pomimo faktu iż zmagam się z nerwicą prawdopodobnie od dziecka, a lat mam 23, świadomie o niej wiem od 5... Dużo zdrowia każdemu czytającemu życzę oraz szczęśliwego nowego roku.
Wpadłeś w typową hipochondrię, zamknięte koło nerwicy lękowej i jeśli dostarczasz sobie bodźce, żeby o tym myśleć to będziesz myślał i analizował. Niestety strach przed chorobą musisz przerwać wykonaniem badań i nie czekać na nic - to uspokoi Twoją głowę i odpoczniesz psychicznie. Podstawowe badania krwi nie wystarczą i badanie kału. Jeśli masz problemy z układem trawiennym poproś lekarza o skierowanie na kolonoskopię lub gastroskopię. Nie warto czekać i analizować.
Małe kroki, które robisz do przodu są lepsze niż duże, które tylko planujesz
Kaniula
Nowy Użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 16 marca 2026, o 19:23

17 czerwca 2026, o 12:47

Hej
Od dlugiego czasu tylko czytam forum i slucham nagran ale zebralam sie na odwage aby napisac. Ogolnie mam osobowosc lekowa i od dziecinstwa mialam stany derealizacji, strach przed opuszczeniem itd. Hipochondrie to mam prawie od zawsze ale tez troche uzasadniona bo przezylam swoje: potworniak jajnika, porazenia nerwow twarzowych z paralizem czasowym, ostatnio stwierdzone wrzodziejace zapalenie jelita grubego. Moje lęki nasilily sie w styczniu 2025 kiedy zima przeziebilam sie i dostalam porazenia nerwu twarzowego, nie ruszalam polowa twarzy. Zdarzylo sie to juz drugi raz w zyciu, pierwszy bardzo dawno i zeszlo bez sladu. Tym razem rowniez dzieki mojej szybkiej reakcji i rehabilitacji zeszlo calkowicie. Zostaly mi tylko dretwienia twarzy w sytuacjach stresowych, laskotania twarzy itp ale wielokrotnie bylam u neurologow i mowili zeby lykac magnez bo wszystkie odruchy mam prawidlowe.
Ostatnio ugryzl mnie kleszcz i mozliwe ze mialam go ponad dobe bo byl w trudno dostepnym miejscu i nie widzialam go. Od paru dni mna telepie, zlewne poty, wahania temperatury, lekarz dal antybiotyk zapobiegawczo bo na badanie przeciwcial jeszcze za wczesnie. Na dodatek pojawila mi sie opryszczka i nakrecilam sie znowu na porazenie nerwu bo ostatnim razem od tego sie zaczelo. Jak juz zaczelam o tym myslec to ciagle mi cos laskocze, mrowi, sprawdzam w lustrze czy jest ok.
Bardzo boje sie ze to znowu wroci.
sarna.sz
Nowy Użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: 28 sierpnia 2026, o 13:53

15 września 2026, o 17:53

Widzę, że ten wątek trochę już umarł, ale może wciąż zagląda tutaj ktoś z lękiem o zdrowie.
Bardzo mi pomogło przeczytanie tych wszystkich wiadomosci, bo opisy hipochondrii na wielu stronach są dość uproszczone.
Z lękiem zmagam się od ponad 10 lat, raz przyjmował formę myśli natrętnych, innym razem był to lęk uogólniony, czasem wpadała też depresja. Byłam na trzech terapiach, z czego tylko jedna z nich skończyłam. Korzystałam z leków i trafiłam na takie, które rzeczywiście działały. Brałam je przez 4 lata i nie ukrywam, że gdyby nie leki, to miałabym problem z poradzeniem sobie z wieloma sytuacjami, które mi się przez ten czas przytrafiły.
W przeciągu tygodnia zmarła mi babcia i tata. Mój ojciec zmarł na nowotwór. Bardzo długo był niepoprawnie diagnozowany (leczono go na gruźlicę, a miał nowotwór płuc), więc całe to doświadczenie zapoczątkowalo we mnie brak zaufania do lekarzy. Sama zresztą też swoje przeżyłam z lekarzami, przez ponad 12 lat szukałam przyczyny niesamowicie bolesnych miesiączek, które po czasie okazały się endometrioza i adenomioza, natomiast nasłuchałam się komentarzy na temat progów bólu/rodzenia dzieci/wymyslania. Myślę, że to wszystko przyczyniło się do zapoczątkowania mojego lęku o zdrowie, który eksplodował jak zeszłam z leków antydepresyjnych i miałam małe przeboje z komplikacjami po założeniu wenflonu.
Od tego momentu minął ponad miesiąc, a ja odwiedziłam wielu internistów, dwóch laryngologów, gastrologa i neurologa. Miałam zawroty głowy, bóle krtani (od wielu miesięcy), napięcie karku, bóle głowy. Byłam na izbie przyjęć na oddziale neurologicznym, gdzie zrobiono mi tomografię (wyszła okej, ale samo oczekiwanie na wynik na oddziale to były najgorsze momenty w moim życiu - byłam przekonana, że wyszedł mi jakiś guz). Miałam zrobiona endoskopię laryngologiczna w celu wykluczenia jakiś zmian na krtani - wyszedł jedynie refluks. Aktualnie czekam na rezonans magnetyczny głowy, szyi i odcinka piersiowego, bo neurolożka chce wykluczyć stwardnienie rozsiane.
Mam również dość nietypowy objaw jakim jest zielony język. Żaden lekarz nie wie, co mi dolega. Zrobiłam dwa razy posiewy, była sprawdzana krew - nic z tych badań nie wynika. Od kiedy wykluczono mi guza mózgu/tętniaki, a następnie zmiany w krtani, zaczęłam skupiać się głównie na języku. Staram się nie googlac, bo googlanie przeraża mnie tak, jak część z osób z hipochondria przerażaja badania, ale niestety gdzieś pojawiła mi się informacja, że zielony język może być objawem nowotworu jamy ustnej. No i zaczęły się różne bóle języka, zaczęłam zwracać uwagę na strukturę błony w buzi, oczywiście stresuje się tym niesamowicie, wiadomo :) Ciągle przekonanie, że umieram na jakąś chorobę, która nie została jeszcze wykryta, do tego brak zaufania w stosunku do lekarzy. Nie chce googlac, bo nie chce się nakręcać, a jednocześnie czuję się jakbym była w jakims przejściowym momencie, kiedy moje zdrowie jest w moich rękach, bo nikt inny mi nie pomoże.
Czeka mnie jeszcze sporo badań (wszystkie zalecone przez specjalistów), więc muszę uzbroić się w cierpliwość i pracować jakoś nad tym poczuciem, że diagnoza śmiertelnej choroby to jedynie kwestia czasu. Wróciłam na leki, poszłam na kolejną terapię, tym razem do terapeutki, która jest tez psychoonkolozka, więc być może pomoże mi ogarnąć cały ten chaos związany z moją kancerofobia.
Oczywiście poza jakimiś tematami neurologicznymi, cały ten nasilony lęk doprowadził do jadłowstrętu, biegunki, zaciśniętego żołądka. Zwracam uwagę na każdy ból w nodze (co jeśli to zakrzepica?!), na bóle wokół piersi (muszę być na hormonach ze względu na współwystępujące choroby, więc często zdarzają mi się różne bole i stwardnienia w piersiach), bóle pod obojczykiem, dosłownie na WSZYSTKO.
Jest to bardzo wyczerpująca postać lęków, przede wszystkim też niesamowicie kosztowna, bo wiadomo, specjaliści kosztują majątek. Akceptuję, że część moich objawów jest psychosomatyczna (poza zielonym językiem), natomiast ze względu na współwystępujące choroby muszę przejść przez dalszą diagnostykę i absolutnie ten moment oczekiwania na badanie/wyniki mnie wykańcza. Jest mi dużo łatwiej od kiedy wróciłam na leki, natomiast wciąż zaburzene podejście do diagnostyki i chorób pochłania moje życie. Myślę o tym non stop, po prostu powoli zaczynam być w stanie jeść i nie mam codziennie ataków paniki. Ale bardzo długa droga przede mną.
ODPOWIEDZ