Zaczęło się od ogólnego lęku, później było to co większość, wariuje, schizofrenia, pokonałem mojego nerwicowego raka płuc, którego oczywiście nie mam i nie miałem. Ostatnie parę tygodni było w miarę znośnych, wróciło wszystko jak zmieniłem nurt terapeutyczny na psychodynamiczny. Przerabiamy moją młodość i teraźniejszość.
Dzisiaj to było apogeum, nie mogłem spać w nocy, jak już zasnąłem to sen bardzo lekki, obudziłem się w dobrym humorze, odbyłem spotkanie na którym byłem też w bardzo dobrym nastroju, pojechałem do pracy i się zaczęło, totalny energetyczny zjazd, później jakby wszystko odwróciło do normy i najgorsze co mnie spotkało, jakby pobudzenie, pocenie się, gorący kark, uszy, myślałem że naprawdę zwariowałem, że tracę zmysły, zaznaczam że kontroluje wszystko, pracuje, rozmawiam z klientami ale głowa chce mi wmówić coś innego… czy ja naprawdę mogę zwariować?! Czasem już sobie myślę że pojadę do szpitala psychiatrycznego ale tego też się boję
