Akceptacja zaburzenia oraz wiara, że to tylko lęk.

Materiały Victora
Regulamin forum
Uwaga! Attention! Achtung! 注意广告!
Ten dział poświęcony jest materiałom forumowym, służą one "do odczytu" czyli nabywania informacji i ewentualnie komentarza. Nie opisuj tu swojej historii, objawów i nie zadawaj pytań o zaburzenia.
Jeśli masz taką potrzebę przejdź na stronę główną forum - Kliknij - do sekcji FORUM DYSKUSYJNE, tam masz dostępnych wiele działów do rozmów, pytań itp.
Zablokowany
Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 6538
Rejestracja: 27 marca 2010, o 00:54

22 marca 2014, o 19:29

Chciałem nakreslić pewną kwestię dotycząca akceptacji zaburzeń lękowych czy derealizacji/depersonalizacji oraz wiary, że mamy do czynienia tylko z tym a nie czymś innym, jak to zwykle podają nam nasze obawy i wątpliwości.

Otóż bardzo często podawaną kwestią dla osób obecnie cierpiących na różne lęki, niepokoje i objawy oraz obawy i pytaniami co robić, jest kwestia tego, iż należy to wszystko zaakceptować i uwierzyć, iż to tylko nerwica, tylko lęk i tylko objawy zmęczonego umysłu oraz stanu zagrożenia w jakim się znajdujemy, po pierwszym ataku paniki czy lęku czy jakimś dziwnym objawie.

I jest to świętą prawdą, iż to należy zrobić, bowiem ma to kluczowe znaczenie dla zdrowienia.
Tyle, że akceptacja i wiara nie polegają tylko na mówieniu sobie "akceptuję" i "wierzę".

Bardzo często odpowiedzią osób zalęknionych na mówienie, że trzeba to zaakceptować, pogodzić sie z tym i uwierzyć, jest: "no mówię akceptuję i co mi to daje?" (nerwica odpowiada, bo nie ja :D - gówno)
Albo mówią, ze nie da sie uwierzyć, bo co sobie to powtarzają to watpliwości ich i tak przytłaczają i wszystko zaczyna się od nowa.
Nie mogą się pogodzić i sobie odpuścić.

Dzieje się tak dlatego bowiem jeśli jesteśmy bierni w stosunku do lękowych myśli i emocji od nich płynących oraz bierni w stosunku do lęku albo wręcz totalnie zalęknieni, słowa akceptacja i wiara nic nam nie mówią i nie docierają do nas.
Bowiem jeśli na każdy objaw, każda myśl lękową reagujemy strachem oraz analizowaniem, sprawdzaniem i ciągłym doszukiwaniem się, czy to na pewno tylko to i nic nam się nie stanie, czy też czujemy strach przed samymi objawami, lękiem, życiem z tym, czujemy lęk przed lękiem.
Nie będziemy wówczas w stanie tego ot tak sobie zaakceptować, bowiem jest to prawie mało wykonalne, wręcz uważam nie do zrobienia ot tak sobie. Dlatego, że poddając się lękom, myślą lękowym, skupiając się na objawach i życiu nimi czyli iluzją nerwicy, ze coś nam się dzieje, ciągle nie będziemy w stanie przyjąć tego co mamy, tego co nas złapało, bo ciągle będziemy mysleć:
"dlaczego ja"
"moje zycie sie skonczylo, teraz jest pieklo"
"nie da sie z tego wyjsc"
"to pewnie bedzie wracac"
"nie da sie nic robic bo mam objawy"
ITP. rozne takie przemyslenia nerwicowe.

Nie da się też wówczas uwierzyć, ze to co mamy to jest stan zagrożonego umysłu, stan awaryjny, lękowy, zwiazany z naturalnymi akcjami organizmu, który w żaden sposób nie jest groźny a trwa tylko dlatego, ze poświęcamy mu uwage i boimy się tego.

Nie da się powiedzieć, dobra wierzę a za chwile wpadać w popłoch i wertowac strony czy pocic się, bo nam objawy nagle się jakieś nasiliły badź doszedł nowy albo coś zakuło bądź zabolało, czy inne różne mniejsze bądź wieksze akcje.

BOWIEM WIARA I AKCEPTACJA przychodza w trakcie naszego leczenia i stawiania czoła lękom, w trakcie prawidłowego podejścia do tych stanów.
Jeżeli zaczynamy być aktywni wzgledem zaburzenia, uczęszczamy na terapię, być może bierzemy leki ale przede wszystkim sami skupiamy się na tym aby wszelkimi sposobami MIMO OBJAWÓW, robić tak aby zaburzenie, lęk i strach stał się drugoplanowy, a nie punktem twojego życia.
Oczywiście można powiedzieć od razu i zwykle kazdy z lękiem tak mówi, "ale jak zyć skoro sa objawy i lęk"

Na początku zawsze będą objawy i lęk, nie minie to po 2 dniach prób nie interesowania sie swoimi wyimaginowanymi nerwicowymi obawami, nie minąc może nawet po miesiącu ale w nadchodzi dzień kiedy lęki i obawy stają się drugim planem a potem do reszty znikają. A my w takcie tego automatycznie nabieramy akceptacji i wiary, ze to tylko nerwica, nie na końcu ale już w trakcie.
Dlatego wiele osób jeszcze mając objawy i obawy, mówi, "wiem już co robiłem nie tak, teraz sie nie daje, jeszcze coś tam trwa ale czuję, ze jest dobrze" zwykle oni już nie żyją tak objawami na co dzień, u nich nie jest to pierwszoplanowe, "Jak się dziś czuję" bo po prostu zakceptowali, ze na razie pewnie źle i nie sprawdzają tego, wiara też im się trochę zwiększa, że nic im nie będzie.
Po czasie czują sie coraz lepiej i zdrowieją powoli.

To są stałe schematy w sumie zdrowienia.
Wiele osób, które wyzdrowienie znalazły w jakimś zajęciu np. Tańcu, równiez tak samo na poczatku jest lepiej bo az tyle nie myślą, poświęcają się pasji, potem coraz lepiej i lepiej aż w końcu umysł się uspokaja i nerwica puszcza.

Tak więc jeśli chcesz nabyć akceptację, wiarę, powinienes oswajać myśli lękowe, nie szaprać się z nimi, czyli prowadzić dialogi wewnętrzne, nie poddawać się strachom, lękom, próbować, nie wstydzić się, jak jest załamka wyżalić, wypłakać, po prostu być świadomym, ze lęk ani żaden objaw nie musi dominować. BO NIE MUSI.
Twoje podejście do tego czyni je pierwszoplanowym, powoli możesz odsuwać to na dalsze plany a wiara i akceptacja bedą coraz większe.

Przykładem takim jest np osoba, która już powiedziała sobie, że akceptuje, wierzy a chwile potem coś ją ukuło i zaraz biegnie pytac czy to może być rak, wertuje neta, taka osoba nie oswaja sie z lękiem, nie racjonalizuje tych myśli, nie prowadzi dialogów więc ta akceptacja i wiara sa tylko słowami do kolejnego objawu czy gorszego samopoczucia.

Innym przykładem jest osoba, która mówi, ze akceptuje a ma mnóstwo objawów i według niej to objawy powstrzymują ją przed działaniem a akceptacja nic nie daje. Trzeba zrozumieć, że słowo akceptacja nie ma mocy, ma moc tylko z działaniem a na poczatku działaniem POMIMO OBJAWÓW.

Wiele osób ma problem taki, ze nie zamykają się w domu a chodzą do pracy, spotykają sie z innymi a nadal stany lęku, różnych objawów czy np derealizacji utrzymują się. Wynika to z tego, że pomimo ich działań ich świadoma uwaga jest skupiona na nich samych, nie na zewnątrz, życiu, otoczeniu.
Czyli rozmawiają z nim a skupiają się na tym czy zaraz nie upadna albo czy zaraz nie powiedzą czegoś głupiego, a tu trzeba działac myślami wtedy! Od razu wysuwac ripostę "źle mówię? I dobrze, na tym mi zależy" "mówię jakby zwariowała? Moze to ich to chociaż rozbawi" (to tylko przykłady)
I skupiać się na butach rozmówcy, oczach, rękach i powoli słowach. Uwagą wy kierujecie tak naprawdę, choć jest to trudne to wchodzi w nawyk, w taki sam nawyk jak to, ze podczas rozmowy myślicie czy coś jest nie tak.

Dlatego też w takich wypadkach zmiana otoczenia nie działa, bo nie zmieniacie otoczenia myslowego i nie reagujecie na mysli lekowe przeciwstawieniem się im, osmieszeniem, racjonalizacją, przekorem tylko strachem i pewnością, ze mysli lękowe mają rację.
Dlatego wtedy jesteście zaleknieni, wracacie do domu i mówicie, mnie praca nie pomaga, mnie wyjście nie pomaga bo tam też się źle czuje.
Owszem bo stale skupiasz się i żyjesz ułudą lękowa i myślami lękowymi oraz objawami.
Jak zawsze powtarzam nie wystarczy czytać o tym jak pokonać lęk, nie wystarczy iśc na spacer a podczas niego przezywać jakie to straszne objawy mam i czym szybciej to kończyć w myślach tocząc walkę z myślami w nieprawidłowy sposób.
W sposób, który powoduje, ze z myśli lekowych płynie lek bo im wierzymy , nie chcemy ich słuchac ze świadomą uwagą, staramy się na siłę nie myśleć a to tak się nie zawsze da. Trzeba byc przede wszystkim świadomym co myśli mówia i odpowednio na te ich rozmyślania reagować. Myśli lekowe i nerwica to nie WY. mysli-lekowe-co-jak-i-dlaczego-czesc-5-t3542.html

A tu pomimo objawów potrzeba prowadzić dialogi wewnetrzne i skupiac myśli na czymś innym, raz drugi, setny i w końcuu napięcie opada a akceptacja i wiara rosną samoistnie.

Osoba, która np. ma ataki paniki i boi się ich, być może ma problemy z wychodzeniem, nie wierzy, ze nic się jej nie stanie nie akceptuje tego.
Jednak postanowiła działac, uczęszcza na terapię, postanowiła nie cofać sie przed lękiem a z myslami lękowymi zrobić porzadek, i tak powoli przy wielu próbach udanych i nieudanych wychodzi strachowi naprzeciw, wychodzi mimo objawów, lęku i strachu przed atakami czy innymi obawami jakie nerwica może zafundować.
Po pewnym czasie napięcie maleje, pod warunkiem, ze jej uwaga nie jest skupiona 24 na dobę na tym jak się czuje i na analizowaniu objawów jakie TRWAJĄ.
Tylko porzuciła kontrolę, objawy są jakie są, i mimo nich wychodzi, próbuje zmierzyć sie z tym, prowadzi dialogi wewnetrzne, stosuje relaksacje, rozwiązuje problemy i watpliwości na terapii.
I to da efekty, że po czasie zaburzenie będzie coraz dalej i dalej i dalej az w końcu minie.
W trakcie tych etapów akceptacja i wiara zwiekszają się.

Na koniec parę słów do osób, które nie mają ataków paniki albo mają ale ich główny problem to lęk ciągły, różne objawy trwające 24 godziny na dobę.
W takim wypadku również dialogi wewnetrzne i wszystkie inne elementy są ważne, czesto osoby takie z lękiem ciągłym, pytają jak mają się przełamywać skoro nie boją sie wychodzic, tylko ciągle sie źle czują.
Tak samo. Lęk ciągły to i tak zawsze obawa o coś, o nasz stan o to jak sie czujemy o to czy nam minie, bądź obawa o jakieś realne ziemskie problemy, lęk ciągły to czesto wynik obawy czy nie nadejdzie atak, czy nie nadejdzie coś gorszego, czy nie stanie nam sie jednak nic.
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, ze pomimo iż ciągły lęk wolnopłynący odczuwa sie jako niezidentyfikowany i jako lęk przed niczym, jest tak naprawdę uwarunkowany właśnie jakimiś obawami, o nas o nasze zdrowie fizyczne bądź psychiczne.
Stąd właśnie lęk, dlatego i tutaj pomimo lęku, pomimo objawów - trzeba przyodziać dialogi wewnętrzne i naprzód naprzeciw lękom ;)
Rodzaj lęku nie zmienia sytuacji.

Tak więc podsumowując największa wiara i akceptacja będzie po wyzdrowieniu :DD

A na początek ( i pisząc początek mam na myśli poczatek wzięcia sie na serio za lęk a nie pierwsze objawy tegoż) pomimo wątpliwości, pomimo braku wiary, pomimo odczuwanego lęku i objawów działamy, ośmieszamy i odsuwamy dzięki temu zaburzenie na drugi plan, skupiając nasza uwagę na zewnątrz a nie do środka w nas, co po czasie daje efekty, że zdrowiejemy z zaburzenia psychicznego CAŁKIEM.

Tak więc nie dajmy się lekowym, myślą i "ryzykujmy" – aż w końcu jak ktoś ostatnio napisał na forum, załapiemy bakcyla i zaczynamy mieć więcej akceptacji wiary a nawet wielu mówi, że zmieniło to ich na lepsze.
Czemu takie podejście sie opłaca, to "ryzykowanie"? Bo wiara i akceptacja nadchodzą szybciej jak na nasze własne oczy, widzimy, że za tą granica obaw, ze coś się stanie nie ma nic.
Tak więc objawy, myśli lekowe ośmieszajmy wychodzmy na przekór i powoli a czasem dużo szybciej po prostu zaczynamy umysł uspakajać i i objawy i myśli lekowe znikają.

Pozdrawiam
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)
Zablokowany