Do wszystkich z DD / to można pokonać. Wyleczona

Tutaj opisujemy naszą drogę do zdrowia. Dzielimy się naszą zakończoną - happy endem - historią z derealizacją, depersonalizacją, dając innym nadzieję i pokazując, że to jest możliwe!
Wpisujemy także tutaj naszą drogę jaką się leczymy, co robimy aby tego się pozbyć.
Jednakże objawy, wątpliwości co do objawów, historie wpisujemy piętro wyżej.
Regulamin forum
Uwaga! Prośba dotycząca tworzenia wątków.
Wszyscy użytkownicy, którzy zamieszczają w tym dziale wątek dotyczący swojego wyzdrowienia, proszeni są w wypadku gdy nowy temat dotyczy dojścia do pełni zdrowia, aby do tytułu tematu dopisywali: Wyleczony/ona
Pozwoli to na rozróżnienie tematów osób, które w pełni wyzdrowiały od tych, którzy czują się lepiej oraz tych którzy opisują swoją obecną walkę.
Przykładowo Ania chce podzielić się swoim pełnym wyzdrowieniem, tworzy nowy temat o tytule:
"Ania dzieli się szczęściem" i dopisuje do tego Wyleczona - "Ania dzieli się szczęściem.Wyleczona". Osoby, które chcą opisać swoje lepsze samopoczucie, bądź postępy w leczeniu nie dodają tej końcówki.
Awatar użytkownika
mysterious
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 13 maja 2010, o 20:18

29 sierpnia 2010, o 23:44

czarna78 ja też chyba już widziałem tego posta ;) ale to nieistotne.

Pamiętaj, że my czujemy się podobnie, niejedni o wiele gorzej.

Ja leków się nie boję, ufam ślepo mojej lekarce... czemu? Bo nie widzę innej drogi. Może terapia, ale narazie leki i zobaczymy. Masz dość tego stanu? Marzysz o powrocie do zdrowia? Ja również i Cię rozumiem. Moim zdaniem podstawa to działać. Wizyta u lekarza, stosowanie się do zaleceń i małymi krokami przełamywanie się i dochodzenie do przekroczenia granicy między matrixem a realem.Czy jest u mnie lepiej? Może trochę... Cudów nie ma, ale walczę, choć nachodzą mnie przeróżne myśli, ostatnio głównie samobójcze, ale tak pragnę wyzdrowieć, że kiedy tylko mogę planuję życie, staram się przełamywać. Polecam. Może za tydzień, miesiąc, rok, a może 5, ale musimy wyzdrowieć, podstawa to zacząć tę drogę do zdrowia. Samo się nie zrobi, choć bywały takie przypadki, ale nienawidzę tego stanu, mam go dość, mam łzy w oczach jak o tym myślę, bo straciłem świadomość "życia". Jest źle, ale gdzieś w środku płonie iskra nadzieji, takiej głupiej, dziecinnej, naiwnej, ale jest... To tylko mamy co zrobimy sami. Aktywność i wyzdrowiejesz!

Co do obaw związanych z dzieckiem, zależy w jakim jesteś stanie. Jeżdżąc autem miewam "odloty" tj. kilkusekundowe odcięcie od świata i powrót i nagle szok, myśli "co ja tu robię?", "gdzie jadę?", "po co?", "z kim?" itd. Ale nie miałem nigdy wypadku, coś lub ktoś czuwa nad tym, żeby przeżył, albo to zwykły los. Jeśli boisz się o dziecko, chodź na spacery z dodatkowym kompanem na wszelki wypadek, ale znam ten stan i zaufaj sobie, na wszelki wypadek planując wszystko tak, aby zminimalizować ryzyko. Np. spacer bezpiecznymi trasami, spisywaniem na kartkach zadań itd. Ale to już zależy od Ciebie.

Co do rachuby czasu to normalne i mocno związane z monotonią, każdy dzieciak tak ma w wakacje, ja również i to w pewnym stopniu przez monotonię, ale wiadomo ten stan robi swoje. To nic strasznego, czasem śmieszne i głupie, choć generalnie przykre jako efekt tego cholernego stanu.

Sen? Czekam na niego z utęsknieniem wierząc, że przyśni mi się coś fajnego, sny są takie... realne... haha, bardziej realne od tego niby "życia"... Czy ciągły sen coś pomoże? Nie, sypiałem po 12h budząc się około 13-14 i wiem, że to beznadziejna droga która rozstraja życie. Od jutra zaczynam walczyć z tym. Nie przywiązuj zbyt dużej wagi do snów, bo to jednak następstwo borykania się z tym co nas spotyka przed nim i przetwarzanie tego przez mózg, a nie odwrotnie i nic więcej. To tyle o snach, ale sypiaj ile możesz, a optymalna dawka to 8h, nie mniej nie więcej.
Derealizacja, fobia społeczna, osobowość unikająca i zależna...

Chętnie porozmawiam na PW, GG z innymi osobami zmagającymi się z podobnymi problemami. Czekam na wiadomości.
add
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 73
Rejestracja: 26 września 2010, o 20:49

9 października 2010, o 21:27

Już od paru dni czuję się jakbym nie miał DD, w sumie to zapomniałem jak wygląda to uczucie :P. Czy mogę już powiedzieć że wyzdrowiałem? Czy może takie przerwy są normalne i DD jednak wróci?
Darek16
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: 5 października 2010, o 14:29

9 października 2010, o 22:10

Po co się zamartwiac tym czy wroci czy nie :) Skoro przeszło to sie ciesz i nie mysl o tym za bardzo. Ja po lekach dopiero mam jakas ulge ale minac jeszcze mi nie mineło.
U jednych dd moze wracac ale skoro nawet to pomysl wtedy ze jak raz odeszlo to teraz tez odejdzie.
Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 6538
Rejestracja: 27 marca 2010, o 00:54

12 października 2010, o 21:02

Dokładnie add tak jak napisał Darek16 nie wczuwaj sie w to czy to wróci czy nie. W zasadzie u każdego to sprawa indywidualna. W sumie jakbyś przejżał posty na forach o dd to byś sam zobaczył, że jednym mija i koniec innym wraca. Ale skoro tobie przeszło już to masz tendecję do tego żeby ci znikało to :)
Jednym słowem nie masz ostrej dp/dd i całe szczęście powracasz do normalnego stanu :)
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)
Załamany
Odburzony i pomocny użytkownik
Posty: 39
Rejestracja: 27 kwietnia 2010, o 14:12

21 października 2010, o 02:16

Add u mnie było tak że po leku robiło się z dnia na dzien lepiej. W którymś momencie prawie już nie czułem strachu lęku i derealizacji i depersonalizacja znikały aż znikneły. I już więcej nie wróciły. Zdecydowałem się odstawiać już leki i jak na razie nadal wszystko gra. tak więc nie zamartwiaj się tak u mnie wygladało zdrowienie :)
add
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 73
Rejestracja: 26 września 2010, o 20:49

21 października 2010, o 21:08

U mnie raz jest raz nie ma, w sumie nie wiem czy to już DD czy coś gorszego/lepszego ale po prostu czuję się tak jakoś nieprzyjemnie, mam uczucie pustki i smutku. Coraz bardziej boję się że mam jakąś schizofrenie, kiedyś, jak miałem około 13-15 lat (teraz mam już 18), miałem taki dziwny lęk że np. zamontowali mi kamery w pokoju, ktoś mi przykleił podsłuch do ubrania albo że sąsiedzi zza ściany podglądają mnie termowizjerem, ogólnie miałem uczucie jakby ktoś mnie śledził. Teraz już nie mam takich rzeczy, wydaje mi się że trzeźwo patrzę na rzeczywistość chociaż i tak świat wydaje mi się trochę dziwny, w ostatnim czasie jak zaczynała się DD to miałem myśli w stylu "tylko ja mam świadomość", albo że jestem w matriksie, raczej na zasadzie takiego filozofowania a nie uczucia. Być może miało to po prostu związek z bardzo silną fobią społeczną na którą cierpię chyba od zawsze i izolacją przez nią spowodowaną, w ostatnich latach prawie całkowicie się z niej wyleczyłem. Do tego towarzyszą mi ciągle problemy ze wzrokiem, tj. śnieg optyczny, powidoki, smugi, błyski, głowa mnie czasami boli w różnych miejscach, tak jakby mnie ktoś mocno uderzył, mam szumy i piski w uszach, zapominam często o czym przed chwilą myślałem. Leki mnie nie wyleczyły ale w sumie dużo pomogły, mniej się boję, mam energię do życia itp.
agora
Gość

26 grudnia 2011, o 19:26

Cześć, jestem tu nowa, choć moje schorzenie męczy mnie już od 22 lat :( więc wcale nowe nie jest. Od 7 lat łykam paroksetynę. Do niedawna było to 10 mg obecnie 40 bo lęki wróciły i mimo wyższej dawki niestety nie mijają. Obecnie ataki mnie już tak nie męczą jak derealizacja. Właśnie natknęłam się na ten wątek i choć "ucichł" ponad rok temu mnie jakoś podniósł na duchu. w końcu przeczytałam dokładnie o tym, co sama przechodzę- nie pociesza mnie oczywiście, że inni też się tak przeokrutnie męczą ale dodaje mi otuchy fakt, że kilka osób zechciało podzielić się swoimi przemyśleniami i dać mi choć trochę nadziei. Kiedyś już miałam derealizację- na początku łykania paroksertyny 7 lat temu stan ten bardzo się nasilił- potem odszedł bezpowrotnie aż do teraz. Obecnie walczę z tym okropieństwem od kilkunastu dni. Przyczyną nawrotu była prawdopodobnie śmierć mojego króliczka oraz wyjazd mojego męża i mamy- osób mi najbliższych. Wstałam sobie rano i nagle złapała mnie tak silna derealizacja i obcość, że myślałam, iż umieram. Czułam się samotna i opuszczona i jakoś do tej pory pozbierać się nie mogę- ciągle czuję się nierealnie i nieswojo. Czuję się sobą zmęczona, jestem zażenowana tym że ciąglę chodzę zlękniona i potrzebuję do życia innych jak powietrza. Nie mogę za bardzo sama wychodzić bo lęk przed lękiem jest tak duży, że zaraz pojawiają się złe jazdy. Z w miarę samodzielnej osoby zamieniłam się w uzależnioną od otoczenia kobietę. Wszystko już tak dobrze szło- lekarka nawet planowała odstawienie leków- planowałam starać się o dziecko a tu ten koszmar znów się pojawił... Jeśli więc ktoś czuje podobnie niech pisze- ja chętnie to przeczytam starałam się dziś podnieść na duchu, robiłam relaksację. Wierzę, że w końcu przejdzie- jeśli ktoś tylko coś takiego czuje niech piszę może wspólnie jakoś się powspieramy wymienimy sposobami jakie są choć odrobinę pomocne. Z jednej strony to aż derealizacja ale z drugiej tylko ona, coś co siedzi w naszej głowie- musi więc być jakiś klucz by pozytywnym nastawieniem, obśmiewaniem tej sytuacji jakoś to oswoić i wygnać. Mam nadzieję, że damy radę :) Pozdrawiam
kingaa1997
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 45
Rejestracja: 23 listopada 2011, o 15:04

15 stycznia 2012, o 11:03

Ruda jak ty to dobrze opisałaś , normalnie wszystko się zgadza u mnie co u Ciebie. Mam to od lat a zaznaczam że dopiero mam 14 lat no już prawie 15 :cry: .
Byłam na 1 wizycie u psychologa 2 będzie w tym tygodniu, tylko że ja nakręcam sie nowym czymś . Boje sie ze mam guza mózgu czy tetniaka, boje sie smierci, boje sie trumny.. Boże depersonalizacja to chyba najgorsza choroba z która mozna zyc ! ;(
marti
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 259
Rejestracja: 21 listopada 2011, o 11:54

15 stycznia 2012, o 14:50

niestety życie z dd to potworna męczarnia, ale mija. skoro tylu osobom minęło, nam tez musi. ja biore leki, wiec ta dd mi maleje od czasu do czasu, mogłam wrócić do szkoły po 2 miesiącach, ale tylko dzięki lekom. tylko ze dd ciągle w tle jest.. obecnie coś mi gorzej znów. ;/ eh... czemu akurat MY to mamy, inni mogą sie cieszyć, radować itd.. a my sie musimy tak męczyć..
agora
Gość

16 stycznia 2012, o 16:59

hej marti, wiesz ile razy zadawałam sobie to pytanie? z reguły jak mam nawrót to dźwięczy mi ono w głowie cały czas. Mnie w ogóle trudno się pogodzić, że spotkało mnie coś co mnie bardzo ogranicza i coś, co pomimo, że jest we mnie to nie umiem sobie z tym poradzić kompletny paradoks. Jakoś brak mi nadal dystansu i pokory do tej choroby, choć żyję z nią większą część życia. Być może dlatego, że derealizacja jest jak ciągły nie wiadomo kiedy i czy w ogóle kończący się okropny i nie do zniesienia ból głowy. Widzę ludzi dookoła, którzy mogą cieszyć się tym światem jako czymś normalnym, czymś, co jest naturalną częścią ich egzystencji,a ja ten sam świat odczuwam jako coś nie mojego, niewygodnego i przerażającego. w takich chwilach wydaje mi się naprawdę, że żadna choroba nie może być bardziej przerażająca, bo przy ogromnym cierpieniu fizycznym np. można liczyć na wsparcie, współczucie, zrozumienie a te nasze objawy są po prostu jak z kosmosu i przez ludzi którzy zupełnie nie mieli z tym do czynienia są czystą abstrakcją.
ale wiesz co w nas jest wyjątkowego "dzięki" DD, że jak już mija, rodzimy się jakby na nowo-przynajmniej ja tak mam, jeśli jej nie czujemy po prostu czerpiemy z tego życia garściami i nawet małe rzeczy nas cieszą bo mamy w pamięci jakie życie może być podłe. Pamiętam moje pierwsze wyjście do hipermarketu jak DD trochę zaczęło ustępować gdy miałam taki silny nawrót. Pamiętam, że tak się cieszyłam, że dałam radę przejść po sklepie, że uśmiechałam się do mijających mnie ludzi. Nikt tego nie odwzajemnił, a jeden gościu chyba myślał, że go podrywam, a ja po prostu byłam bardzo, bardzo dumna z tej tak prozaicznej rzeczy dla innych, a tak wielkiej dla mnie i nie mogłam pojąć dlaczego ci idioci nie cieszą się tym, że większość z nich po prostu nie cierpi na lęki tak jak ja.
Prawda jest jednak taka, że każdy ma jakieś problemy i każdy ma różną wrażliwość. Jest mnóstwo ludzi, którzy naprawdę ma gorzej niż my i nie piszę tego w formie tandetnego pocieszenia ale raczej tego, że lękowcy mają tendencję do myślenia, że oni cierpią najbardziej. Mimo to, jak patrzę na lękowców to mimo wszystko wydaje mi się, że mamy umiejętność i jakąś taką odporność w radzeniu sobie z takimi "zwykłymi", przyziemnymi sprawami, którymi zdrowi ludzie mogliby sobie łamać głowę- przynajmniej ja tak mam, że umiem wtedy wrzucić na luz i nie działać emocjonalnie a wszystko solidnie zaplanować/ poukładać/ zaradzić. Jak sobie obserwuję moje otoczenie to widzę, że wielu ludzi zdrowych zapewne nie dałoby rady tak dobrze jak ja. Z pewnością wielu ludzi w ogóle nie widzi, że ja mam jakiekolwiek problemy, bo potrafię to ukryć. Moja choroba to tez górki i dołki, ale zawzięłam się, że teraz naprawdę to zmienię, że solidnie się za to wezmę- zaczęłam od zmiany lekarza. Zanim trafiłam na obecnego, który mnie do siebie przekonał, był am u bardzo wielu i za każdym razem wychodziłam z poczuciem niedostu. zamierzam iść na psychoterapie. Powiem Ci, że przy sertralinie ja np. czułam się OKROPNIE ten lek w ogóle na mnie nie działał i wkółko miałam lęki i DD. Zmieniono mi lek i wszystko minęło, że brałam jego najmniejszą z mozliwych dawek. Jeszcze parę dni temu jak weszłam na to forum nie wierzyłam, że poczuję się lepiej,było ze mną paskudnie źle a jednak poprawia się :) I naprawdę myślę, że za parę dni/ tygodni i Ty napiszesz to samo :) Ja mam np tak, że na działanie SSRI muszę czekać nawet miesiąc dłużej niż podaje ulotka a wtedy mam porządne nasilenie objawów. 3mam kciuki by Twoja DD poszła precz :)
marti
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 259
Rejestracja: 21 listopada 2011, o 11:54

16 stycznia 2012, o 19:07

agora, masz racje. zgadzam się w zupełności. na mnie po prostu sertralina przestała działać, podczas nawrotu zwiekszylam dawke i tylko sie pogarszało, dostałam potem inny lek-cital, też nie bardzo było, aż w końcu trafiłam do lekarza z polecenia, nie z internetu. Super fachowiec, mam do niego pełne zaufanie, w porównianiu do poprzednich lekarzy.. to to jest naprawde lekarz z powołania. Zawsze moge do niego napisać smsa i otrzymuję odpowiedź. i dodam, że to facet, wcześniej chodziłam tylko do kobiet. no i faktycznie dał nowe leki już od miesiąca biorę, i jest poprawa nie moge powiedziec, że nie ma, teraz jeszce zwiększam dawkę i w przyszłym tyg mam wizyte :) tak naprawde dzięki niemu po dwóch miesiącach siedzenia w pokoju wyszłam do ludzi, wróciłam do szkoły, gdzie wcześniej to było niemożliwe, jak to , ja do szkoły ? ale mimo, że dd w tle ciągle sie utrzymuje i mysli probuja łapać, to coś je powstrzymuje, wiadomo są lepsze i gorsze dni. Ale ważne , że te lepsze też sie pojawiają, a do tego lekarza to już trafiłam w takim samopoczuciu, że to szkoda gadać, ledwo żyłam, jeden wielki lęk bez zadnej przerwy. Mam nadzieje, ze teraz z tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej. tak samo jak i u Ciebie :) naprawde dobry lekarz i zaufanie do niego to podstawa, a poleciła mi go psycholog tez super kobietka :) ja dd już miałam przy poprzednim nawrocie ale nie z takim natężeniem jak tym razem. bo tak od 8 lat mam tego typu zaburzenia, i lekarz powiedział, że tak naprawde wcześniej poprzedni lekarze tylko usypiali te lęki , więc mam nadzieje, że jemu uda sie to jakoś uleczyć. Ja dodam ze ponad 2 mies temu po sertralinie trafiłam na pogotowie, po zwiekszeniu do 75 mg, no ale na różne osoby różnie działa. U mnie tym razem nawrót z podwojoną siłą, ale to pewnie przez to , że spowosowany złymi emocjami, uczuciami itd. Wcześniej miałam ataki paniki, ale właśnie chyba branie asentry przez niecałe 4 lata to wyleczyły, ataków nie mam , ale dd się zwiększyło. i tak sobie myśle , że już te ataki byłyby lepsze, ale z drugij strony zawsze jak coś jest to jest dla nas najgorsze. Fajnie , że Ci się poprawia :) też uważam , że po wyjściu z dd bardziej sie docenia rzeczy błache na codzien, pozdrawiam
agora
Gość

16 stycznia 2012, o 19:21

Poprawia się i Tobie tez się poprawi-zobaczysz bo chyba ta choroba tak ma tylko tak powoli ta poprawa następuje a ja jestem choleryczka, żyję szybko i tak jak toma miejsce w dzisiejszym świecie wszystko chcę na wczoraj- to nie pomaga ;).
Kochana sertraliny to ja brałam 200 mg i nic, tylko było gorzej ale i tak sobie jakoś poradziłam przy zmianie na paroksetyne, choc była jazda. Ja mam lęki już ponad 20 lat, a paroksetynę łykam bez przerwy od 7 lat tzn z przerwa na ta sertraline. wczesniej miałam przerwy,ale w zasadzie od dziecka ciągle coś tam we mnie ładują. Liczę teraz na tę psychoterapię. może faktycznie słowa działają cuda, wiesz jakoś do tej pory w to nie wierzyłam raz też trafiłam na szarlatankę w tej dziedzinie i się zraziłam i do tej pory tak naprawdę spotkałam jedną osobę, która była na psychoterapii i pomogła jej- tak twierdzi i co ważniejsze jest od roku bez prochów. teraz niedawno mimo paroksetyny od tylu lat maiłam taki porządny nawrót na tym właśnie leku i to tak do końca nie wiadomo od czego. cholera nas lękowców wie, czasami takie pierdoły potrafią na nas wywrzeć wpływ, że to mała bańka, ale no kurczę trzeba jakoś iść do przodu. Ty marti jesteś depresyjna czy tylko lęki a może jakieś natręctwa w pakiecie? Ja mam typową agorafobię. jak ja marzę o pałacu by w chwilach słabości moc się przechadzać w bezpiecznej przestrzeni, na razie niestety mam całkiem niemałe ale zawsze tylko mieszkanie i momentami jest jak w klatce, ale to mam zamiar też pokonać. Kochana damy radę, jakby co będziemy się tu wspierać, przynajmniej pełne zrozumienie gwarantowane ;)
marti
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 259
Rejestracja: 21 listopada 2011, o 11:54

17 stycznia 2012, o 18:59

ja niestety jak na nowo mi się pojawiły objawy to im bardziej chcialam, żeby było ok tymbardziej było źle.. bo sie nastawiałam, zwiększe dawke, tydzień czasu i wróci wszystko do normy a tu dupa. w końcu asentre zmieniłam na cital, który też nie zadziałał, aż własnie w końcu trakfiłam do dobrego lekarza i dostałam inne leki, stare sprawdzone, tak powiedzał. i faktycznie nie moge powiedzieć, że nie ma poprawy, bo jest, ale ciągle coś w tle sie czai, ale mam nadzieje ze z tygodnia na tydzień to będzie odchodzić i wróce do normalnego osczuwania świata jak przed nawrotem :)
ja chodze do psychoterapeutki , która mi poprzednim razem pomogła, to moge zaświadczyć, i własnie dzięki temu, że byłam po psychoterapii, ten nawrót nastąpił dużo później niż moim zdaniem już mógł być patrząc na moje zyciem stres i nerwy.
Ja to jestem najbardziej lękowa, do tego w tle depresyjność ale wywołana właśnie lękami. natręctw to nie mam. najgorsza jest ta cholerna dd ! ale porównując do stanu sprzed 2 miesiecy to jest zdecydowanie lepiej. teraz jeszcze zwiększam dawke leku no i zobaczymy co to będzie.
to prawda, że na nas byle co może negatywnie wpłynąć, lękowi ludzie zazwyczaj są wrażliwi i łatwo ich urazić, gdzie druga osoba na pewne rzeczy nawet nie zwróciłaby uwagi. ja 2 miesiące praktycznie siedziałam w domu, okropność, dopiero jak trafiłam na dobrego lekarza to jakoś sie podniosłam do funkcjonowania ale tak jak mówie ciągle w tle to uczucie trzyma gdzieś i nie chce puścić do końca, ale jak już z tego wyjdziemy to jaka radość będzie :) zupełnie inaczej postrzega sie życie po takim czyms , bardziej sie je docenia, i byle co wtedy cieszy.
agora
Gość

18 stycznia 2012, o 17:38

w sumie mamy bardzo podobnie bo ja ze wszystkich moich objawów najsilniej odczuwam właśnie lęki, a co za tym idzie jak już się włączą to ta DD tak zamęcza i nie odpuszcza, tyle, że u mnie zadziałał od razu pierwszy lek, waśnie paroksetynka, choć nigdy nie wyeliminowała na 100% wszystkich objawów.
Jakoś dobijały mnie zawsze samotne podróże autobusami i tramwajami, ale co ciekawe tylko tu w łodzi. Za granicą np. w GB mogę sama podróżować i jakoś nie mam projekcji tych lęków, a nawet jeśli się zdarzyły to wersja bardzo lightowa.
Teraz idę na psychoterapie i mam nadzieję, że się nie zawiodę, że ta magia słowa naprawdę okaże się skuteczna, bo już innego wyjścia w sumie nie widzę. Nie ukrywam, trochę jestem scepytkiem i mam mieszane odczucia, ale dzisiaj zrobiłam test mojemu mężowi, jak wszedł do domu powiedziałam mu, że jest bardzo blady i źle wygląda, choć tak nie było. Od razu uwierzył i bardzo się przejął- czyli jednak słowa mają jakąś taką magiczną moc. Chwytam się każdej głupoty by się przekonać, że takie nawijanie makaronu na uszy naprawdę zmieni moje schematy myślowe. Trudno kurcze będzie bo ja mam lęki od 20 ponad lat i wyuczona jestem już jak pies pawłowa. Autobus- boimy się. Skzyżowanie- zakąłdamy kaptur, wyciągamy koc. Murek, ściana, idziemy wzdłuż jak najbliżej, choć np. w samolocie bardzolubię siedzieć przy oknie i uwielbiam góry i zimą na nartach i latem, choc na orlą perć nie zaryzykuję. Kiedyś dostałam czapy wchodząc na Babią Górę po klamrach. Przestrzeń była tak przerażająco piękna, że po prostu myślałam, że skonam, ale przynajmniej w ładnym miejscu by to miało miejsce, jednak jakoś dałam radę. Martwię się tylko, że czym człowiek starszy tym pojawia się więcej problemów zdrowotnych i te lęki mogą się wtedy bardziej ujawniać, choć z drugiej strony mając już taaaakie doświadczenie pewne rzeczy nie wydają mi się takie straszne jak np 10 czy 15 lat temu.
A co oni Ci kochana zaserwowali?
marti
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 259
Rejestracja: 21 listopada 2011, o 11:54

19 stycznia 2012, o 11:45

wiesz co, u mnie też było tak, że 4 lata temu zadziałała asentra, i przez te 4 lata przy nawrotach(mniej wiecej raz na rok) pomagała, 3 razy zdziałała. niestety teraz trafił się czwarty i najsilniejszy, zwiększyłam dawke i nic, zwiekszyłam do 75mg i masakra sie zaczeła, kończąc na pogotowiu, według starej psychiatry miałam zespół serotoninergiczny czy jakoś tak, po czym dostałam cital, i miesiac kolejny nic tylko w dół. aż w końcu zmieniłam lekarza i to w ostatniej chwili bo tak sie masakrycznie czułam, że nie wiem. no i dostalam doxepin i cloranxen. dzięki cloranxenowi szybko stanęłam na nogi, tydzień czasu i mogłam góry przenosić, ale w pewnym momencie to opadlo ale bylo i tak o wiele lepiej niż przed braniem, po doxepinie nie miałam żadnych skutków ubocznych, co mnie dziwi, dwa dni temu weszłam na dawke 50-50-50 i czuje , że jest ok. ta dawka jest podobno lecznicza na przyszłość, że nie jedynie mnie wyciągnie teraz ale i w przyszłości zapobiega nawrotom. no i dzis 2 dzień bez cloranxenu, bo to jednak benzo i uzależnia, ale wczorajszy dzień był ok bez. więc chyba się nie uzależniłam bo brałam miesiąc. teraz na noc sobie daje hydroksyzynke, żeby jakoś unormować ten brak cloranxenu, wcześniej zawsze miałam zestaw SSRI+hydroxyzyna, a nowy lekarz dał lek starej generacji z trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych no i benzo, wiec mam nadzieje ze jak już z tego wyjde to na jakis dłuższy czas. ale wiadomo, nie na każdego leki działają tak samo, super, ze tez tak od razu trafiłaś, ciesze się :) a powiedz, czy przez te 7 lat nie chciałaś nigdy odstawić jej ? ja zaraz lece na terapie :) pozdrawiam cieplutko
ODPOWIEDZ