Heja,
chciałem tu poruszyć temat zatyczek do uszu. Może ktoś o tym nie pomyślał, a okaże się to pomocne...
Sam czasem korzystam z zatyczek będąc na zewnątrz, w mieście, szczególnie podczas czytania książki albo jazdy tramwajem/busem. Korzyść to, wiadomo, lepsza koncentracja. Nie jestem skrajnym przypadkiem, ale jednak wciąż nerwicowcem i zauważyłem, że takie subtelne odcięcie się od otoczenia może też pomóc w uporaniu się z lękiem. Przede wszystkim dlatego, że poprzez nasze wyczulenie na bodźce jesteśmy wciąż podkręcani toczącym się wokół nas życiem - trzaski, szumy, krzyki, piski, warczenie, grzmoty itd. To zresztą po pewnym czasie prowadzi chyba każdego do zmęczenia lub frustracji. Dzięki tej częściowej głuchocie przestaje nas interesować, co się przykładowo dzieje za nami, jakie są komentarze ludzi, czy komuś spadła torebka i takie tam. Skupiamy się na tym, co widzimy przed sobą. Osobiście z większą śmiałością (ale nie nadymaną, spokojną) patrzę na innych, również w oczy.
Drugi aspekt to większa świadomość tego, co się w nas dzieje. Przy tym nie jestem właśnie pewien, czy ktoś, kto się zbytnio nakręca objawami, odczuje to jako coś pozytywnego, ale chodzi też o to, że nasze komentarze, spostrzeżenia w głowie stają się bardziej wyraziste, co pozwala na ich ocenę/przepracowanie/akceptację/wyśmianie/zignorowanie/...
Co o tym myślicie?
Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Zatyczki do uszu
- N-e-r-w-u-s
- Odburzony Wolontariusz Forum
- Posty: 891
- Rejestracja: 28 lutego 2014, o 17:36
Jak na moje oko zatykanie uszu dobre jest w zimę
nie przewieje 




-
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 18
- Rejestracja: 10 grudnia 2014, o 22:41
Zima, wiosna, lato, jesień, sezon zatyczkowy trwa cały rok : )
Muzyka - pewnie, jak kto lubi. Kiedyś też na okrągło słuchałem, teraz jakoś średnio to lubię, wolę szczerze w domowym zaciszu, wychodząc nie sprawia mi tyle radości i jakoś nie potrafię się zbytnio wczuć.
Muzyka - pewnie, jak kto lubi. Kiedyś też na okrągło słuchałem, teraz jakoś średnio to lubię, wolę szczerze w domowym zaciszu, wychodząc nie sprawia mi tyle radości i jakoś nie potrafię się zbytnio wczuć.
-
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 18
- Rejestracja: 10 grudnia 2014, o 22:41
Zgadzam się, zresztą raczej trudno cały czas chodzić w zatyczkach, no bo ile można : )
I właśnie zupełnie nie chodzi mi o to, by odcinać się od otoczenia, tylko ze względu na to jak się czujemy (przy okazji podejrzewam, patrząc tak na innych ludzi, że nie jesteśmy wtedy osamotnieni) poczuć spokój. Słuchanie muzyki - chociaż to zależy też od gatunku - zazwyczaj nie daje tego, jest właśnie wyłączaniem się. To wszystko mam na myśli patrząc z perspektywy powiedzmy 'medytacyjnej'.
Może z zatyczkami łatwiej wziąć głęboki oddech, oczyścić umysł ze zbędnych rozkmin, skierować uwagę na poszczególne mięśnie i je rozluźnić? Od dłuższego już czasu raz po raz powtarzam matrę, którą sobie wybrałem i zdarzało mi się, że w chwilach przygnębienia pozwoliło mi to na powrót balansu (tzn. świadomości stanu rzeczy ale nie nerwowym, zbytnim dobijaniem się tym faktem) - a dzięki zatyczkom słyszałem wyraźnie swój głos w głowie...
Wiadomo, zatyczki nie są tu czymś niesamowicie niesamowitym, żadnym niezbędnikiem, ot, taki gadżecik... Próbował już ktoś? Jestem ciekaw, jakie macie z tym doświadczenie, czy jakkolwiek to na was wpłynęło? Bo może wcale niczego nie zmieniło?
I właśnie zupełnie nie chodzi mi o to, by odcinać się od otoczenia, tylko ze względu na to jak się czujemy (przy okazji podejrzewam, patrząc tak na innych ludzi, że nie jesteśmy wtedy osamotnieni) poczuć spokój. Słuchanie muzyki - chociaż to zależy też od gatunku - zazwyczaj nie daje tego, jest właśnie wyłączaniem się. To wszystko mam na myśli patrząc z perspektywy powiedzmy 'medytacyjnej'.
Może z zatyczkami łatwiej wziąć głęboki oddech, oczyścić umysł ze zbędnych rozkmin, skierować uwagę na poszczególne mięśnie i je rozluźnić? Od dłuższego już czasu raz po raz powtarzam matrę, którą sobie wybrałem i zdarzało mi się, że w chwilach przygnębienia pozwoliło mi to na powrót balansu (tzn. świadomości stanu rzeczy ale nie nerwowym, zbytnim dobijaniem się tym faktem) - a dzięki zatyczkom słyszałem wyraźnie swój głos w głowie...
Wiadomo, zatyczki nie są tu czymś niesamowicie niesamowitym, żadnym niezbędnikiem, ot, taki gadżecik... Próbował już ktoś? Jestem ciekaw, jakie macie z tym doświadczenie, czy jakkolwiek to na was wpłynęło? Bo może wcale niczego nie zmieniło?