Witajcie:)
Czy ktoś z Was walczy z depresją i nerwicą lub innymi zaburzeniami będąc za granicą? Ciekawa jestem Waszych doświadczeń...A może ktoś z Was wrócił do kraju z tego powodu? Jak sobie radzicie , czy myślicie,że walka z depresją i nerwicą na jakiekolwiek szanse ma powodzenie jeśli tkwię w miejscu w którym nie chcę być ,ale muszę....? Czuję się również nie rozumiana przez męża który się tu dobrze czuje i nie planuje powrotu....Ja chcę wrócić,ale muszę się do tego przygotować...No i nie wiem czy sam powrót sprawi,że pozbędę się zaburzenia czy tylko jestem pogłębi,bo przecież to znowu coś nowego i niepewnego ,czy ja się odnajdę...
Ogłoszenia
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
➤ Pierwszy raz z zaburzeniem? >>>> Mechanizm zaburzeń
➤ Jeżeli szukasz Wiktora, to wejdź na stronę - emocjobranie.pl
➤ Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Depresja na obczyźnie
-
stone core
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 12
- Rejestracja: 22 czerwca 2017, o 17:20
ja depresję mam za sobą, nie jestem też za granicą, ale wiem, że jeżeli już kogoś dopadła depresja to zmiana miejsca nie zmieni stanu psychicznego... potrzebna jest wtedy farmakoterapia i psychoterapia, bo tak jak piszesz, może się to pogłębić zwłaszcza w nowych i niepewnych sytuacjach. Aczkolwiek być może coś za granicą (np. styl życia) spowodowało u Ciebie depresję, wtedy powrót byłby uzasadniony...
Fajnie by było jakby wypowiedzieli się Ci co mają podobnie do Ciebie...
Fajnie by było jakby wypowiedzieli się Ci co mają podobnie do Ciebie...
-
BukietKwiatow
- Nowy Użytkownik
- Posty: 1
- Rejestracja: 19 listopada 2025, o 10:54
Hej Katerina,
mam nadzieję, że jeszcze tu zaglądasz.
Chciałam powiedzieć, że doskonale rozumiem z czym się mierzysz bo jestem w identycznej sytuacji. Od 5 lat mieszkam z rodziną w Niemczech i po prostu się tutaj duszę. Zauważyłam, że częściej też miewam tutaj epizody depresyjne i wahania nastrojów. Średnio co kilka miesięcy temat powraca. Myślę, że u mnie jest to spowodowane tym, że po prostu nie chcę tutaj być. Nie odnalazłam się na emigracji, nie mam tutaj przyjaciół ani nawet znajomych. Praca, którą wykonuję nie daje mi satysfakcji. Język znam jako tako ale to za niski poziom żeby pójść do szkoły i zdobyć jakiś konkretny zawód. Tak samo jeśli chodzi o hobby. Po prostu utknęłam tutaj, nie mam jak dalej się rozwinąć ani nie mam ochoty tu dalej mieszkać. Czuję, że marnuję tutaj każdy dzień mojego życia. Marzę żeby wrócić do Polski i pójść do szkoły, znaleźć pracę, wrócić do mojego hobby. Żyć, realizować się. Tutaj każdy dzień spędzam w pracy a później w domu bo nikogo nie znam. Nie cierpię tego miejsca i to dobija mnie jeszcze bardziej.
Niestety, mój mąż ma tutaj bardzo dobrą pracę, z której jest zadowolony i powiedział, że w najbliższych latach na pewno nie wróci do kraju ponieważ musi wypracować sobie oszczędności na powrót i zakup mieszkania/domu. Ja nie wyobrażam sobie być tutaj jeszcze kilka lat tym bardziej, że jestem przed 40stką i uważam, że to ostatni moment żeby się wykształcić i coś zmienić.
Jestem w słabej kondycji psychicznej przez to wszystko. Każdy dzień dla mnie tak walka żeby wstać z łóżka. Nie widzę dla siebie dobrego wyjścia ponieważ na ten moment nie mam żadnej alternatywy. Musiałabym wrócić do Polski do małego mieszkania, z dwójka nastolatków, do miasta w którym nie jest łatwo znaleźć pracę bez znajomości i zaczynać wszystko od początku. Z drugiej strony nie wyobrażam siebie zostać tutaj i marnować kolejne lata życia. Utknęłam
mam nadzieję, że jeszcze tu zaglądasz.
Chciałam powiedzieć, że doskonale rozumiem z czym się mierzysz bo jestem w identycznej sytuacji. Od 5 lat mieszkam z rodziną w Niemczech i po prostu się tutaj duszę. Zauważyłam, że częściej też miewam tutaj epizody depresyjne i wahania nastrojów. Średnio co kilka miesięcy temat powraca. Myślę, że u mnie jest to spowodowane tym, że po prostu nie chcę tutaj być. Nie odnalazłam się na emigracji, nie mam tutaj przyjaciół ani nawet znajomych. Praca, którą wykonuję nie daje mi satysfakcji. Język znam jako tako ale to za niski poziom żeby pójść do szkoły i zdobyć jakiś konkretny zawód. Tak samo jeśli chodzi o hobby. Po prostu utknęłam tutaj, nie mam jak dalej się rozwinąć ani nie mam ochoty tu dalej mieszkać. Czuję, że marnuję tutaj każdy dzień mojego życia. Marzę żeby wrócić do Polski i pójść do szkoły, znaleźć pracę, wrócić do mojego hobby. Żyć, realizować się. Tutaj każdy dzień spędzam w pracy a później w domu bo nikogo nie znam. Nie cierpię tego miejsca i to dobija mnie jeszcze bardziej.
Niestety, mój mąż ma tutaj bardzo dobrą pracę, z której jest zadowolony i powiedział, że w najbliższych latach na pewno nie wróci do kraju ponieważ musi wypracować sobie oszczędności na powrót i zakup mieszkania/domu. Ja nie wyobrażam sobie być tutaj jeszcze kilka lat tym bardziej, że jestem przed 40stką i uważam, że to ostatni moment żeby się wykształcić i coś zmienić.
Jestem w słabej kondycji psychicznej przez to wszystko. Każdy dzień dla mnie tak walka żeby wstać z łóżka. Nie widzę dla siebie dobrego wyjścia ponieważ na ten moment nie mam żadnej alternatywy. Musiałabym wrócić do Polski do małego mieszkania, z dwójka nastolatków, do miasta w którym nie jest łatwo znaleźć pracę bez znajomości i zaczynać wszystko od początku. Z drugiej strony nie wyobrażam siebie zostać tutaj i marnować kolejne lata życia. Utknęłam
-
T.Panda
- Nowy Użytkownik
- Posty: 1
- Rejestracja: 28 lipca 2026, o 10:57
Hej,
Mam na imię Justyna, od 3 lat jestem na obczyźnie, z własnego wyboru, bo od dziecka nienawidziłam Polski. Odnalazłam się w kraju do którego wybylam. Czulam się tu doskonale, mimo bardzo ciężkiego startu, i braku jakiejkolwiek rodziny czy przyjaciół. Wyjechałam sama. Rok temu zdążył mi się wypadek - upadłam z drabiny i potrzaskalam odcinek lędźwiowy i od tamtej pory cierpię na chroniczny ból kręgosłupa i często moje nogi sa tak zdrewniałe że nie mam możliwości chodzenia. I tutaj problemy się zaczęły.... Lekarze mnie zbywali bo jestem młoda i obcokrajowa, cokolwiek wywalczyć graniczyło z cudem, agencje straszyli zwolnieniem itd... aż do czasu gdy jakiś przechodzień w sklepie powiedział mi że jest moim sąsiadem i widzi co ze mną robią i że mam poprosić "tego" adwokata o pomoc, i faktycznie jedna konsultacja z adwokatem a dostałam rady na każdy bolączkujący mnie temat. Ale mimo wszystko że lekarze w końcu zaczęli mnie badać, agencja przestała straszyć zwolnieniami, dostałam nawet pracownika socjalnego do pomocy, to byłam uwięziona jak księżniczka w wieży bez możliwości adaptacji do środowiska i czynnego uczestniczenia w życiu zawodowym. Nadal jestem w tym stanie. Wychodzę z domu tylko na wizyty lekarskie i terapię fizjo i psychologiczne. Z kąd terapia psychologiczna? Oczywiście z depresji która po paru miesiącach się pojawiła. Miałam nawet jedną próbę samobójczą. Przechodziłam od psychologa do psychologa aż w końcu trafiłam na terapię odpowiednią do mojej inteligencji i szybkości działania/zmienności myśli i kreatywności. I powiem szczerze że terapia działa na tyle że zmieniam swoje podejście do sytuacji w której się znajduje, zaczynam akceptować że moje życie uległo drastycznej zmianie pod względem fizycznym i muszę szukać rozwiązań odpowiednich dla moich możliwości, a nie ciągnąć siebie na utartej ścieżce. Także uważam że warto nie zatrzymywać się na pierwszym lepszym przydzielonym psychologu tylko szukać aż będzie dopasowany do Twoich potrzeb. Oczywiście na obczyźnie zawsze jest bariera językowa. U mnie akurat nie stanowiło to problemu bo władam kilkoma językami biegle. Ale miałam nawet dwóch psychologów w języku ojczystym - więc dla chcącego nic trudnego w znalezieniu pomocy medycznej w ojczystym języku. Nadal absolutnie wykluczam powrót do Polski. Nie chcę tam nawet jeździć na wczasy - jedyny wyjątek był ślub siostry i pogrzeb w bliskiej rodzinie. Tak żeby pojechać spotkać się z starymi znajomymi lub rodzina to nie ma szansz. Wolę kupić im bilety lotnicze do siebie niż sama się udać do kraju. Nadal walczę z depresją, mam lepsze jak i gorsze dni, ale widzę już światełko w tunelu i mam nadzieję że każdy który będzie z tym (depresją ) miał styczność będzie miał wystarczająco samozaparcia by zawalczyc swoje prawa.
Pozdrawiam serdecznie
Mam na imię Justyna, od 3 lat jestem na obczyźnie, z własnego wyboru, bo od dziecka nienawidziłam Polski. Odnalazłam się w kraju do którego wybylam. Czulam się tu doskonale, mimo bardzo ciężkiego startu, i braku jakiejkolwiek rodziny czy przyjaciół. Wyjechałam sama. Rok temu zdążył mi się wypadek - upadłam z drabiny i potrzaskalam odcinek lędźwiowy i od tamtej pory cierpię na chroniczny ból kręgosłupa i często moje nogi sa tak zdrewniałe że nie mam możliwości chodzenia. I tutaj problemy się zaczęły.... Lekarze mnie zbywali bo jestem młoda i obcokrajowa, cokolwiek wywalczyć graniczyło z cudem, agencje straszyli zwolnieniem itd... aż do czasu gdy jakiś przechodzień w sklepie powiedział mi że jest moim sąsiadem i widzi co ze mną robią i że mam poprosić "tego" adwokata o pomoc, i faktycznie jedna konsultacja z adwokatem a dostałam rady na każdy bolączkujący mnie temat. Ale mimo wszystko że lekarze w końcu zaczęli mnie badać, agencja przestała straszyć zwolnieniami, dostałam nawet pracownika socjalnego do pomocy, to byłam uwięziona jak księżniczka w wieży bez możliwości adaptacji do środowiska i czynnego uczestniczenia w życiu zawodowym. Nadal jestem w tym stanie. Wychodzę z domu tylko na wizyty lekarskie i terapię fizjo i psychologiczne. Z kąd terapia psychologiczna? Oczywiście z depresji która po paru miesiącach się pojawiła. Miałam nawet jedną próbę samobójczą. Przechodziłam od psychologa do psychologa aż w końcu trafiłam na terapię odpowiednią do mojej inteligencji i szybkości działania/zmienności myśli i kreatywności. I powiem szczerze że terapia działa na tyle że zmieniam swoje podejście do sytuacji w której się znajduje, zaczynam akceptować że moje życie uległo drastycznej zmianie pod względem fizycznym i muszę szukać rozwiązań odpowiednich dla moich możliwości, a nie ciągnąć siebie na utartej ścieżce. Także uważam że warto nie zatrzymywać się na pierwszym lepszym przydzielonym psychologu tylko szukać aż będzie dopasowany do Twoich potrzeb. Oczywiście na obczyźnie zawsze jest bariera językowa. U mnie akurat nie stanowiło to problemu bo władam kilkoma językami biegle. Ale miałam nawet dwóch psychologów w języku ojczystym - więc dla chcącego nic trudnego w znalezieniu pomocy medycznej w ojczystym języku. Nadal absolutnie wykluczam powrót do Polski. Nie chcę tam nawet jeździć na wczasy - jedyny wyjątek był ślub siostry i pogrzeb w bliskiej rodzinie. Tak żeby pojechać spotkać się z starymi znajomymi lub rodzina to nie ma szansz. Wolę kupić im bilety lotnicze do siebie niż sama się udać do kraju. Nadal walczę z depresją, mam lepsze jak i gorsze dni, ale widzę już światełko w tunelu i mam nadzieję że każdy który będzie z tym (depresją ) miał styczność będzie miał wystarczająco samozaparcia by zawalczyc swoje prawa.
Pozdrawiam serdecznie
