Uzależnienie od nowych związków/partnerek

W tym dziale rozmawiamy o uzależnieniach. (np. alkoholizm, seksoholizm, hazard, uzależnienie od używek itp.)
Możesz tutaj podzielić się swoim problemem. Wysłuchać innych. Uzyskać poradę.
ODPOWIEDZ
Amator Życiowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 27
Rejestracja: 17 lipca 2018, o 22:15

23 lipca 2018, o 17:58

Witam
To mój pierwszy temat na tym forum i od razu zacznę z grubej rury.
Ale może na początek kilka słów o mnie ;)

Mam 27 lat, zmagam się z nerwicą od ok 5.Z lepszymi i gorszymi skutkami.
Kilka terapii z różnymi lekarzami, kiedyś leki.To wszystko pomaga dorażnie a po jakimś czasie wszystko wraca.
Żaden lekarz nie rozpoznał u mnie tego o czym tutaj chce napisać.Po tym całym średnio udanym leczeniu postanowiłem sam się zająć sobą i przestać zawierzać całą nadzieję w lekarzach którzy moim zdaniem nie zbyt to rozumiali. Zacząłem od książek o medytacji i akceptacji jak np Potęga terażniejszości, Przebudzenie-duchowoiść bez religii, Gdzie kolwiek jesteś-badz etc , a także bardzo uważnej obserwacji swoich myśli.
Ale wróćmy troche wcześniej...
Rok temu rozstałem się z dziewczyną z którą byłem 4 lata(nie kochałem jej-bynajmniej tak sądziłem, nie czułem chemii, przyciągania ale byliśmy najlepszymi przyjaciółmi dla siebie-w skrócie przeczytałem dopiero teraz o tym w tym wątku zanik-uczu-strata-emocji-czy-jego-kocham-t6421.html)
Wcześniej byłem przekonany,że musimy się rozstać bo już nie mogłem poprostu funkcjonować codziennie od rana do nocy mysląc i o tym,że jej nie kocham, że nie jest moim idełem, ze tak właściwie to jest miliardy "lepszych" dziewczyn od niej na świecie i dlaczego musze z nia?Lepszych czytaj fizycznie.

Minał półtora roku jak się rozstaliśmy co było najtrudniejszą decyzją w moim życiu.Długo nie mogłem się pozbierać po tym ale byłem przekonany też ,że nie chce wrócić do niej bo jej nie kocham i nie mogłbym dalej się zmuszać.
Pół roku temu poznałem kolejną dziewczynę.Na początku nie traktowałem tego poważnie.Raczej na luzie myśląc oboje jesteśmy singlami możemy się umowić miło spędzić czas ale bez zadnej wizji o wspólnej przyszłości.
Po jakimś czasie ku mojemu zdziwieniu zauroczyłem się...byłem tak szczęśliwy z tego powodu-zacząłem każdemu o tym opowiadać i róno z ostatnią koleżanką której o tym opowiedziałem nagle pstryk-nie ma już nic-zero emocji.Znów kryzys.Po miesiacu zawieszonej relacji zaczelismy sie spotykać i znów-chemia-radość-i znów zjazd do bazy :) załamanie ,poważne rozmowy itd.

Nie mogę się z tym pogodzić bo uwielbiam ją , w dużej mierze jesteśmy podobni do siebie ,oboje uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nigdy się nie nudzimy razem,seks jest dobry.
Wszsytko jest na tak oprócz mojej głowy.Kiedyś myślalem,że to wina dziewczyny tzn,że to nie "ta".teraz śmiem w to wątpić tym bardiej biorąc pod uwagę,że gdy nie mam myśli w głowie i presji ,że my jesteśmy w związku wszystko jest wspaniale....do momentu aż dochodzi do tego,że z biegiem czasu czuje się już związany gdyż brnie to "za daleko".Nie jestem w stanie tego udzwignąć.Cały swój czas myślę tylko o tym,że jeje nie kocham i ją wykorzystuję.Nie mogę wtedy normalnie funkcjonować-piszę w skrócie nie chcę się rozpisywać o objawach ale tak się nie da żyć.Gdy się rozstajemy schodzi z emnie to ciśnienie i czuje chwilową ulgę na kilka dni po czym znów wpadam w to błedne kolo tym razem z samotności.Mam nadzieje ,że hejt nie będzie olbrzymi bo jak sam to czytam to można by żec ze kolesiowi w dupię się poprzewracało i jeszcze płacze na forum z tego powodu ale mi z tym jest cholernie cieżko i nie mogę nad tym w ogóle zapanować.

ok to w skrócie o otoczce a teraz konkretnie jak w temacie...

Jest tego jeden punkt zapalny i tutaj sedno.

Inne laski.Kiedy zobaczę atrakcyjną dziewczynę/pomyślę o niej jest zawsze ten sam schemat myślowy.Fantazja na jej temat-pragnienie-kolejna myśl już o tym,że ranię partnerkę BO : "nie kocham" mocno pragnę tej innej- i bardzo waznę - nie tylko tej jednej ale całęj rzeszy innych.Jest to straszne pragnienie zbliżenia się z nia (seks,relacja-nigdy nie fantazjuje raczej ako o partnerce bo z obecną jest mo dobrze)

Jest to tak ogromnę pragnienie/ciśnienie /ciekawość tej dziewczyny ,że wpadam w ten stan kiedy zaczynam wątpić w cokolwiek.Ostatnio awet rzadziej wychodzę "na miesto" , w miejsca gdzie tym atrakcyjnych dziewczyn jest dużo bo wraCam z depresja i zawrotami głowy.

napisałem to bardzo chaotycznie ale jest tego taki ogrom,że starałem się w miarę to streścic.

Od kilku dni pobytu na tym forum wróciła jakaś wiara w to,że może to byś może jest spowodowane nerwicą i będę w stanie stworzyć normalny związek i funkcjonowac w nim szczęsliwie bez tych myśli.

chciałem zapytać Was czy ktoś tak miał?
Czy to kwestia nerwicy czy raczej nie ?Jeśli nie to czego bo rozmawialem z moimi kolegami i zaden nie przejawia takich reakcji i myśli.

Znalazłem wątki o uzaleznienie od porno itp ale dokładnie takiego nie widziałem dlatego założyłem nowy.
Dodam,że bardzo łatwo się uzalezniam-porno-hazard-alkohol-papierosy-kiedys troche narkotyki-wszystko lgnie do mmnie z łatwością.

Sądzę,że podświadomie seks z nowymi dziewczynami,hazard,alkohol daję mi podobne emocje których potrzebuję-ryzyko adrenalina.

Czekam na wasze oponie.Każdą przeczytam i będę wdzięczny nawet za te bez owijania w bawełnę i cackania się ze mna ;)

Chciałbym aby jak najwiecej osób napisało któe miały podobną przypadłość badz mają.

Pozdrawiam
login321
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 7
Rejestracja: 1 czerwca 2018, o 22:30

28 lipca 2018, o 16:15

myślę, że to może być "syndrom zakazanego owocu", poczytaj o tym.
Awatar użytkownika
kogelmogel
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 139
Rejestracja: 29 grudnia 2016, o 18:13

28 lipca 2018, o 16:35

Nerwica w moim przypadku jest wtórnym objawem źle funkcjonujacej rodziny. Jako dziecko byłem trzymany tak bardzo pod kloszem, tak zagłaskany, że świat jawi mi się teraz jako mega groźne miejsce ;) Może to jest też trop u Ciebie? Może były problemy w Twojej bliskiej rodzinie?

Wg mnie to nie syndrom. To co czujesz, gdy widzisz inne laski, jest wtórne - może cierpisz na lęk przed bliskościa. Cierpi na to dużo ludzi. Gdy robi się poważnie w zwiazku, to uciekasz (nie koniecznie fizycznie, mozesz emocjonalnie, lekowo, odcinasz sie, sabotujesz zwiazek). Dodatkowo pozadanie i chec blizszego kontaktu z innymi dziewczynami wpisuje sie w ten mechanizm - twoj przestraszony mozg chce uciec od bliskosci i pcha Cie w luzne relacje.

Przypomina mi to w 100% przypdek mojej drugiej polowki - na szczescie mnie to nie dotknelo, ale ona jest DDA, po terapii. Dla osob ze spektrum DDA/DDD takie akcje jak skakanie od zwiazku do zwiazku, szybkie nudzenie sie partnerka/em, brak pewnosci swoich uczuc, zdrady czy fantazje to klasyk. Moze to tez jest Twoj case?

Nie wiem, musisz poczytac :)

A takie syndromy zakazanego owocu, nerwice - to czesto powierzchnia, wynik krzywd, ktore dotknely nas jak bylismy dziecmi - i nie mowie tutaj o przemocy, to mogly byc: brak poczucia bezpieczenstwa, problemy z rowiesnikami, zbyt zapracowani rodzice lub wrecz przeciwnie - nadopiekunczy.
Walczę i się nie poddaję, bo za długo uciekałem!
ZlotyKamyk
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 65
Rejestracja: 9 grudnia 2017, o 19:11

30 lipca 2018, o 11:59

Mnie się wydaje, że to bardziej chodzi o strach przed utratą innych możliwości. Czyli bardziej o emocję straty. Że boisz się, że będąc z obecną dziewczyną możesz stracić inne rzeczy. Ale stracisz - bo to jest transakcja wiązana. Możesz mieć bliski, stały związek, albo takie przelotne ;) I to jest WYBÓR. Bo zawsze, ZAWSZE będą inne, ładniejsze, ciekawsze dziewczyny. Wybierasz to, w co wierzysz bardziej ;) Ale to, co daje Ci obecna dziewczyna, jest unikalne, bo dostajesz to od niej i tylko ona da Ci właśnie to. I zawsze możesz ją też prosić o inne rzeczy.

Przy czym chciałabym zauważyć, że to że się boisz, że ją skrzywdzisz, pokazuje że bardzo Ci na niej zależy.

Pomyśl, że możesz poznawać inne dziewczyny i nic nie musi za tym iść. Nie będzie seksu i relacji, tylko zwykła znajomość. Nadal możesz być z obecną dziewczyną. Potrafisz sobie coś takiego wyobrazić? Jak się z tym czujesz, z taką wizją?

Wydaje mi się, że to bardziej się dzieje w Tobie. I to wydaje mi się nerwicowe. Rozmawiałeś ze swoją dziewczyną? Czy ona czuje, że ją ranisz? Czy to, co się z Tobą dzieje, jakoś ją dotyka? Nie wiem na jakie rozmowy możecie sobie pozwolić. Ja bym te myśli olała. Są to sobie pójdą.

Pozdrawiam,
K.
Amator Życiowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 27
Rejestracja: 17 lipca 2018, o 22:15

1 sierpnia 2018, o 22:32

kogelmogel pisze:
28 lipca 2018, o 16:35
Nerwica w moim przypadku jest wtórnym objawem źle funkcjonujacej rodziny. Jako dziecko byłem trzymany tak bardzo pod kloszem, tak zagłaskany, że świat jawi mi się teraz jako mega groźne miejsce ;) Może to jest też trop u Ciebie? Może były problemy w Twojej bliskiej rodzinie?

Wg mnie to nie syndrom. To co czujesz, gdy widzisz inne laski, jest wtórne - może cierpisz na lęk przed bliskościa. Cierpi na to dużo ludzi. Gdy robi się poważnie w zwiazku, to uciekasz (nie koniecznie fizycznie, mozesz emocjonalnie, lekowo, odcinasz sie, sabotujesz zwiazek). Dodatkowo pozadanie i chec blizszego kontaktu z innymi dziewczynami wpisuje sie w ten mechanizm - twoj przestraszony mozg chce uciec od bliskosci i pcha Cie w luzne relacje.

Przypomina mi to w 100% przypdek mojej drugiej polowki - na szczescie mnie to nie dotknelo, ale ona jest DDA, po terapii. Dla osob ze spektrum DDA/DDD takie akcje jak skakanie od zwiazku do zwiazku, szybkie nudzenie sie partnerka/em, brak pewnosci swoich uczuc, zdrady czy fantazje to klasyk. Moze to tez jest Twoj case?

Nie wiem, musisz poczytac :)

A takie syndromy zakazanego owocu, nerwice - to czesto powierzchnia, wynik krzywd, ktore dotknely nas jak bylismy dziecmi - i nie mowie tutaj o przemocy, to mogly byc: brak poczucia bezpieczenstwa, problemy z rowiesnikami, zbyt zapracowani rodzice lub wrecz przeciwnie - nadopiekunczy.

Oczywiście sądzę,że moja nerwica powstała na skutek ciągłego lęku w dzieciństwie i póżniej jako nastolatek.Mógłbym tu całą książkę napisać jak ojciec bił matkę, jak terroryzował całą rodzinę i w jakim lęku zyliśmy.Ale nie chodzi mi tutaj o przyczynę nerwicy a właśnie to dokładnie zjawisko.

Co DDA/DDD -muszę doczytać.Na tą chwile są to mi obce pojęcia ale studiuje forum codziennie :P.

Dzięki za odpowiedz

Pozdrawiam
Amator Życiowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 27
Rejestracja: 17 lipca 2018, o 22:15

1 sierpnia 2018, o 23:06

ZlotyKamyk pisze:
30 lipca 2018, o 11:59
Mnie się wydaje, że to bardziej chodzi o strach przed utratą innych możliwości. Czyli bardziej o emocję straty. Że boisz się, że będąc z obecną dziewczyną możesz stracić inne rzeczy. Ale stracisz - bo to jest transakcja wiązana. Możesz mieć bliski, stały związek, albo takie przelotne ;) I to jest WYBÓR. Bo zawsze, ZAWSZE będą inne, ładniejsze, ciekawsze dziewczyny. Wybierasz to, w co wierzysz bardziej ;) Ale to, co daje Ci obecna dziewczyna, jest unikalne, bo dostajesz to od niej i tylko ona da Ci właśnie to. I zawsze możesz ją też prosić o inne rzeczy.

Przy czym chciałabym zauważyć, że to że się boisz, że ją skrzywdzisz, pokazuje że bardzo Ci na niej zależy.

Pomyśl, że możesz poznawać inne dziewczyny i nic nie musi za tym iść. Nie będzie seksu i relacji, tylko zwykła znajomość. Nadal możesz być z obecną dziewczyną. Potrafisz sobie coś takiego wyobrazić? Jak się z tym czujesz, z taką wizją?

Wydaje mi się, że to bardziej się dzieje w Tobie. I to wydaje mi się nerwicowe. Rozmawiałeś ze swoją dziewczyną? Czy ona czuje, że ją ranisz? Czy to, co się z Tobą dzieje, jakoś ją dotyka? Nie wiem na jakie rozmowy możecie sobie pozwolić. Ja bym te myśli olała. Są to sobie pójdą.

Pozdrawiam,
K.

Bardzo ciekawie napisane.Napewno sądzę ,że stracę coś...Nie jestem w stanie chyba postawić tego na szali.
Myślę sobie,że świat jest pełen pięknych cudownych i niepowtarzalnych dziewczyn.Jeżeli tracę tą chemię nie potrafię znaleść przekonującego mnie powodu do kontynuowania tego żwiązku.Od momentu swojej pierwszej dziewczyny z którą byłem 4 lata(sic!) sądziłem ,że ci wszyscy ludzie w związkach to jacyś wariaci,że związek tylko ogranicza(oczywiście zawsze myślalem w konteksice przygód z innymi ludzmi-a ludzie inni zawsze kojarzyli mi się tylko z kobietami a kobiety z nowym przygodnym seksem)Wszystko zawsze sprowadzało się do tej jednej rzeczy.W tamtym czasie wcale nie chciałęm być w związku - ale jak kolwiek by nie zabrzmiało to idiotycznie-tak wyszło.Po 4 latach zwiazku jakbym zatrzymał się emocjonalnie na byciu gówniarzem.Kilka miesiecy po rozstaniu zdałem sobie sprawę ,że wcale nie chcę jakiegoś słabego seksu i nie o to mi w życiu chodzi.Trafiło mnie to nagle i przejrzałęm na oczy.Zacząłem pragnąć mieć poprostu super kobietę ale jedna założyc rodzine bla bla bla.Do momentu kiedy relacja z Tą obecną zaczeła się pogłebiać.Znów zaczeły się fantazje , marzenia pragnienia...Jak jakieś fatum.Ona nie jest moim ideałem a nawet daleko jej do niego ale to jest tak, jakbym nie kontrolował sebie.No ale właśnie...czy jesteśmy w stanie kontrolować swoje pragnienia?Potrafie kontrolować alkohol,hazard, papierosy, dietę-ale nie mogę się pogodzić wewnetrznie z tym-jakbym nad tym nie mogł zapanować-nie godził się na to-nie chcał?
Jak się z tym czuję gdy wyobrazam to sobie?Tak jakby moje życie cześciowo straciło sens i pozostawała już tylko nuda i wegetacja bez tej adrenaliny i tych silnych pozytywnych emocji.

Obecnie sytuacja wygląda tak,że zerwaliśmy kontakt.Opowiedziałem jej wszystko co się dziej w mojej głowie-powiedziała że nie rozumie tego co mnie nie dziwi.Oczywiście,że to czuła-ona wyczuwała wszystko szybieciej chyba ode mnie.Stąd zaczeły się tworzyć moje smutki-widzłąem,że ona widzi co tworzyło poczucie krzywdzenia jej.Postanowiłem,że do momentu aż to nie minie nie będę podejmował zadnych decyzji.
Lęk od momentu rozstania spadł o ok 80%.Był to główny z czynników który mnie zaburzał w ostatnim czasie.Mimo,że wiaqdomo brakuje mi tej drugiej połówki -wybieram takie rozwiązanie z kilku powodów

1.Ona nie zasługuje na takiego amatora życiowego jakim jestem w tym momnecie :)
2.Mnie ta sytuacja zaburza i nie mogę normalnie funkcjonować.

Teraz "truskawka na torcie"

po kilka dniach kiedy nie widujemy się i w mojej głowie czuje ten luz ,że nic nie muszę, że teraz nikogo nie ranię co bym nie zrobił i z kim, ,żę nie stracę szansy na ewentualna okazję(wiem jak to brzmi ale muszę być z wami szczery :O ) kiedy poczułem już ten dystans od mojej partnerki-te myśli może nie tyle ustąpiły co ich siła zmalała .Z zamiłowania do liczb tak sobie oszacuję ,że torównież byłoby 80%.

Widząć teraz atrakcyjną dziewczynę oczywiście myślę o niej ale z takim luzem.Ze jest-ok spoko ale co z tego,że jeśli byłaby dogodniejsza okazja do poznania jej pewnie bym to zrobił z wielka przyjemnością i może byłoby super ale akceptuję ,żę nie robię tego codziennie na każdym kroku i idę dalej.

Będąc w zwiazkach te myśli mnie zaburzają-doprowadzają do rozregulowania,leku.Wracają najgorsze objawy po dłuższym czasie zycia w takim napieciu.Nie da się normalnie żyć.

Zachodzę w głowę czy będę miał tak zawsze?Czy to wina dziewczyny a raczej złego dopasowania?Że z inna-tą wymarzoną tak nie będzie?Bedzie inaczej,łatwiej postawić na szlai wolność?
Nie znam odpowiedzi na te pytania i sądzę ze nie poznam do momentu poznania dziewczyny która będzie mnie zadowalać w 100%-choć brzmi utopijnie wierzę chyba w to.

W sumie jest tak,że w poniedziałek w to wierzę a we wtorek już sadzę,że to myślenie naiwne i to moje zaburzenia doprowadzają do tego wszystkiego.Ale jak nie ufać swoim emocjom i uczuciom nawet jeśli są zaburzone?jak rozpoznać to


Ciekaw jestem waszych zdań na ten temat

dzięki zlotykamyk za odpowiedz :)

Pozdrawiam
Amator Życiowy
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 27
Rejestracja: 17 lipca 2018, o 22:15

9 sierpnia 2018, o 00:20

Witam ponownie.
Potrzebuję Waszej pomocy...
Dokładnie w sobotę nawiązałęm kontakt z C(moja ostania partnerka)
Po tym co tutaj przeczytałem przestałem czuć się jak skończony zdrajca i pomyslalem,że skoro inni ludzie też chorują i czują podobne natręty jak ja(wcześniej nie wiedziałem,że to natręty-uważałęm je za prawdziwe myśli) to należy być w 100% szczerym z nią i opowiedzieć wszystko do A-Z.W ciągu 2 tygodni bez kontaktu-moja nerwica zmalała o 95%.Poczułem znów szczęście tak poprostu,że chmury,niebo gwiazdy, wiatr...Czułem się spokojny opanowany i zacząłem snuć plany ,że teraz jedyne czego doszczęsia mi potrzeba to miłość.Ta jedyna.Już nie myślalem o zaliczeniu całego świata jak jeszce 2 tyg temu.Te mysli znikneły praktycznie całkowicie.Wraz z upływem dni ciagle rozmyślalem o tym i zacząłęm zadwac sobie ciagle pytanie dlaczego nie moiglem dac naprawde szansy C?Odpowiedz prosta-bo dostawałem takich objawów i natrętów,że nie byłem w stanie tego znieść i stąd widziałem tylko 1 wyjście czyli rozstać się-zerwać i wtedy ciśnienie schodzi.Pojawia się natomiast pustka i samotność.Postanowiłęm się ,że jeśli da mi kolejną szansę chce spróbować raz jeszcze ale tak na 100% poważnie,że niby nie dam się zanym myślom bo to nie ja jestem nimi, nie mają na mnie wpływy bla bla...Nic bardziej mylnego!Porozmwialismy szczerze w Sobotę.Wyraziłą chęć spotkania się ze mną.Oczywiście już pisząc to czułem lęk ale byłem na to przygotowany i pomyślaem,że musze postępować tak jak tutaj przeczytałem czyli zaakceptować go,nie skupiać się na nim zbyt i działać zgodnie z planem.Więc szedłem ostro naprzód niezważając na to c się budziło we mnie.W niedziele pierwsze spotkaNIE (a juz jadąć na nie powróciły pierwsze objawy jak ucisk w klatce,nierówne bicie serca,swedzenie gdzies pod ręjką) a na nim 100% szczera rozmowa,że chciałbym abyśmy sobie dali ostatnią i tak naprawdę pierwsza szansę,że zależy mi na niej,że miłości nie ma ale spróbujmy-ja spróbuję zignorowac natrety i objawy.Ogólnie bardzo pozytywnie ale bez zadnbego pośpiechu.W drodze powrotnej ze spotkania z C już po wyjściu z mieszkania poczułem ucisk w gardle,lęk itp ale ide dalej bo bylem na to gotowy i sadzielmz e tak moze sie dziać.Poniedziałek spotkanie kolejne.... mimo iż założyłem iż powinniśmy powolutku ostrożnie podchodzić do tematu to skończyło się seksem.Było by pięknie gdyby nie to że natychmiast "po" pierwsze co to mega uderzenie calej serenady myśli i uczuć.Zę co ja robię,że skrzywdzę, że nie kocham, nic nie czuję....Ale ciągle łapę głeboki oddech i myśle sobię -niew nie nie-nie dam się tym podszeptom.Jazda aczęła się już w nocy na wtrok po powrocie z tej randki.Kompulsywne objadanie się slofdyczami,sen tragiczny-wstałem tak zmęczony i zajechany ,żę masakra.Ale i tutaj nie wymiękłem choć muszę przyznać,że to uderzenie rzeczywistości po obudzeniu było jak bomba atomowa.Pomyśalem,że niezle po raz enty się wjebałem ,że znów skrzywdzę,zę w ogóle to jakiś sen był,że ja i ona to nie jest możliwe w żadnym wypadku!!!Tak przeżyłem cały dzien.Samopoczycie znów pogorszone o te 95% albo nawet i wiecej.Dziś czyli w środę od samiutkiego przebudzenia jest tragicznie.Wszselkie możliwe objawy,ataki paniki,łlęk non styop stres myśli bóle klatki głowy nudności.Kumulacja i mieszanka wszystkiego dosłownie-gdie jeszcze tydzien temu czułem się świetnie pomijając samotność ale to był pikuś przy tym.Tak dotrwałęm do tej pory i mamy już nawwet czwartek :).Myslalem,żeby juz ze 100 razy porozmawiać z nia i powiedzieć to co uczyni mnie wolnym od mysle,że ja i ona,że jestyem wolny i nic nie muszę,że nie zranię jej i zejdzie calutkie ćiśnienie ze mnie.Ale dalem sobie ostatnią szansę.Kolejnej juz nie bedzie i chce ja wykorzystac poprostu aby jesli nie wypali-nigdy nei wracac do tego,że może popełniłem bła bo C jest super dziewczyną!Tego jestem pewien bo to wiem.Ale uczucia móią co innego.

Nie wiem ile jeszcze wytzrymam w takim stanie ale nie widzę zadnych perspektyw.

Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie i gdy rozstaliśmy się osiagnalem spokoj i sadzielm inaczej całkowicie-moje uczucia tez byly inne-cieple,tesknilem.Gdy zostaje przekroczona ta magiczna baroiera jakiejs bliskosci ,chocby na centymetr nie potrafi wytrzymac z tymi myslami i objawami.

Doradzcie cos ba ja znam jedyne wyjście z tej sytuacji a chciałbym aby to byla ostateczniosc
ODPOWIEDZ