Porady i wskazówki, co robić aby derealizacja przeszła

Tutaj opisujemy naszą drogę do zdrowia. Dzielimy się naszą zakończoną - happy endem - historią z derealizacją, depersonalizacją, dając innym nadzieję i pokazując, że to jest możliwe!
Wpisujemy także tutaj naszą drogę jaką się leczymy, co robimy aby tego się pozbyć.
Jednakże objawy, wątpliwości co do objawów, historie wpisujemy piętro wyżej.
Regulamin forum
Uwaga! Prośba dotycząca tworzenia wątków.
Wszyscy użytkownicy, którzy zamieszczają w tym dziale wątek dotyczący swojego wyzdrowienia, proszeni są w wypadku gdy nowy temat dotyczy dojścia do pełni zdrowia, aby do tytułu tematu dopisywali: Wyleczony/ona
Pozwoli to na rozróżnienie tematów osób, które w pełni wyzdrowiały od tych, którzy czują się lepiej oraz tych którzy opisują swoją obecną walkę.
Przykładowo Ania chce podzielić się swoim pełnym wyzdrowieniem, tworzy nowy temat o tytule:
"Ania dzieli się szczęściem" i dopisuje do tego Wyleczona - "Ania dzieli się szczęściem.Wyleczona". Osoby, które chcą opisać swoje lepsze samopoczucie, bądź postępy w leczeniu nie dodają tej końcówki.
ODPOWIEDZ
Leila
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 72
Rejestracja: 26 marca 2012, o 08:02

7 maja 2012, o 22:18

Hej,

Zakładam nowy wątek, bo chciałabym żebyśmy zapisywali jakieś dobre porady odnośnie stanów D/D i radzenia sobie z nimi.

Lekarz powiedział mi, że nie powinnam tego stanu analizować. Najlepiej, żebym odciągnęła myśli od tego wszystkiego - zaburzeń lękowych. Powinnam się czymś zająć... Mówiłam lekarzowi, że muszę w tym roku dokończyć wiele rzeczy, które zaplanowałam w zeszłym roku, ale nie mam na to siły. Odpowiedział mi, że mam się zmuszać do tego. Każdego dnia mam wstawać z łóżka, chodzić do pracy, itd. Ten stan przeminie etapami, zgodnie z tym co pisali ludzie, którzy wyzdrowieli. Dowiedziałam się też, że nie powinnam tak siebie monitorować, bo to tylko napędza cały lęk. Nie zwariowałam i nie zwariuję, bo ludzie chorzy nie wiedzą o tym, że coś jest nie tak. Mam to sobie wbić raz na zawsze do głowy.
Trzeba przerwać błędne koło jakim jest nerwica. Wiem, że łatwo jest powiedzieć, ale ciężko wykonać.
Tkwię w tym po uszy i staram się jakoś sobie a zarazem Wam pomóc.

Dobra, a teraz czas na inf., które znalazłam w necie.
Pewnie czytaliście już, ale dla pewności podrzucę link: moja-nerwica.republika.pl/ Ten człowiek wyszedł z nerwicy i chcąc pomóc innym opisał swoją wygraną walkę.

Kolejną sprawą są informację, które znalazłam na jakimś forum/stronie (chłopak przetłumaczył je z jakiegoś angielskojęzycznego forum).
Pozwolę sobie wrzucić je w bardzo okrojonych opisach też na nasze forum, bo wydają mi się trafne.


10 porad w zwalczaniu derealizacji - krok po kroku:

1. Akceptacja tego stanu - pogodzenie się z faktem, że mamy d/d, inaczej nie ruszymy do przodu.
2. Niezwracanie uwagi - zaprzestanie: zamartwiania się i zadawania sobie filozoficznych pytań. Jednym słowem - olanie swoich irracjonalnych myśli.
3. Rozpraszanie - odciąganie uwagi od tego stanu, znalezienie sobie zajęcia, hobby, jakiegokolwiek, byleby nie myśleć non stop o stanie w jakim jesteśmy.
4. Skupianie się na świecie zewnętrznym i integracja z nim - wyjście poza cztery ściany własnego mieszkania/domu. Dobre są spacery, itd.
5. Spotykanie się z ludźmi - chcąc nie chcąc musimy spotykać się ze znajomymi, aby odciągnąć uwagę od swoich głupich myśli.
6. Stawanie twarzą w twarz z lękiem - nie należy walczyć z lękiem ani go analizować, niech sobie będzie i tak nie zrobi nam nic groźnego. w końcu przeminie, a my zdamy sobie sprawę jak bardzo jest bezsensowny.
7. Odpowiednia jedzenie - suplementy diety i zdrowe odżywanie. Dajmy naszym zmartwionym umysłom to co najlepsze w postaci dobrego żarcia.
8. Sen i sport - dają poczucie czasu, połączenia z własnym ciałem i rzeczywistością.
9. Zmiana stylu myślenia - podobno najważniejszy krok - uświadomienie sobie, że myśli są tylko przejściowym stanem. Poprzez zmianę stylu myślenia można zmienić balans chemiczny mózgu. Jeżeli zaczynamy mieć idiotyczne myśli, powinniśmy zająć się czymś, pomyśleć o rzeczywistości.
10. Powrót do normalności - tu nic nie trzeba pisać. :)

Uda nam się! ^^
Awatar użytkownika
oroczimaru
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 80
Rejestracja: 23 marca 2012, o 12:00

8 maja 2012, o 08:48

Tak jest. Mi Wojciech pisał, że to przechodzi etapami i chyba tak jest, bo w sumie teraz czuję się lepiej niż trzy miesiące temu na przykład, ale jeszcze całkiem mi nie przeszło.

Myślę, że warto właśnie też pilnować dobrej diety. Suplementacja magnezu i innych witaminek, na pewno pomoże.

I przede wszystkim nie czytanie w necie o tym, co nam jest i zabawy w Dr. House'a ze stawianiem sobie diagnoz! Rak mózgu, wady serca, a może schizofrenia i inne klasyki, które wszyscy przerabiali.

Jak tylko przestałem to mi się zaraz zrobiło lepiej, a teraz np wydaje mi się śmieszne jak ryłem się, że mam pewnie guza mózgu, neuroboreliozę albo aids... :D

Czytanie książek. To nigdy zaszkodzić nie może, a w tym stanie to myślę, że może pomóc wzmacniacz koncentracje. Chociaż z początku pewnie jest ciężko, to można się zmusić, albo poszukać czegoś ciekawego dla siebie.

Pożyteczna rozrywka i pozwala czasem wsiąknąć na dłuższy czas i nie myślimy o derealizacji.

Seks, fizyczność, miłość.

Seks to zawsze zdrowie, a zwłaszcza w takim stanie potrafi na prawdę pomóc, podobnie jak zwykłe przytulanie i poczucie, że ktoś się o nas troszczy.


Planowanie dnia, lista rzeczy do zrobienia, prowadzenie kalendarza i odpowiednie gospodarowanie czasem.

To mój własny pomysł na to. Czasem mam tak, że siadam, albo kładę się i zwyczajnie przeleżę 5h, bo mi nie przychodzi do głowy nic, co mógłbym porobić. Jeśli mamy plan dnia, listę rzeczy do zrealizowania np. zakupy, zanieść buty do szewca, zapłacić za szkołę, to też łatwo jest odciągnąć uwagę od tej stagnacji nerwicowej.

-- 8 maja 2012, o 08:00 --
Plus to, co będę zawsze pisał tutaj.

NIE SKUPIANIE SIĘ NA OBJAWACH, ALE NA PROBLEMACH, KTÓRE POWODUJĄ TE OBJAWY.

Problemem nie jest to, że mamy derealizację, ale dlaczego ją mamy. Nasza tzw nieświadomość, jak twierdził Freud, powoduje pojawianie się takich myśli, aby odwrócić naszą uwagę od problemów, które nas wykańczają, to taki sposób uciekania, zdystansowania, reakcja obronna umysłu.
Wszyscy są psychiczni, tylko nie wszyscy mają diagnozę.
Awatar użytkownika
kasiak
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 132
Rejestracja: 9 kwietnia 2012, o 10:34

8 maja 2012, o 10:41

dzięki za porady! :D ja też jeszcze nie wyzdrowiałam, ALE odczułam znaczną ulgę i poprawę od kiedy przestałam sie nakręcać na TO i myśleć o tym, że to schizofrenia, wada mózgu, że tak mi zostanie itd. to naprawdę dużo daje, każdy lekarz Wam powie, że od pozytywnego podejścia pacjenta dużo zależy. myślę, że to nieodwołalny punkt numer 1! po drugie, staranie się żyć jak dawniej, nie rezygnowanie z życia i wmawianie sobie" ja nie mogę, bo jestem chory"!! to najgorsze co można zrobić, trzeba sobie powiedzieć "ok, jestem chory, ale to uleczalne. kiedy będę zdrowy wszystko będzie jak dawniej i będę się śmiać z tego"-ew. po prostu "mam to d...pie" .

postaram sie napisać po krótce co mi pomaga w tym stanie, a przynajmniej pomogło do tej pory:

1. nie nakręcanie się na to, że to schizofrenia czy inne choroby, nastawienie się, że to uleczalne i pozytywne podejście do tego, jak do czegoś, przez co trzeba przejść, co nas wzbogaci wewnętrznie, na pewno każdy z nas wyjdzie z tego mądrzejszy, tak więc ma to swoje plusy. ogólnie nie umartwianie się z tego powodu. i dodam, że w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę z tego nie wyjść! to ważne, żeby widzieć siebie w przyszłości zdrowego, szczęsliwego a nie w szpitalu bez klamek.

2. olewanie tego stanu, czyli robienie wszystkiego w miarę możliwości po staremu.to dość trudne, gdy się nie czuje świata tak jak dawniej. ja mam takie objawy, że prawie nic mnie nie cieszy tak jak kiedyś, nawet jak myślę o tym, że kocham moją mamę to jakieś to uczucie takie blade jest... i to jest dla mnie chyba najgorsze w tym wszystkim, ten brak uczuc, ale trzeba wierzyć, że to przejdzie i nie skupiać się nad tym. tak jak pisałam, nie rezygnować z zycia, bo jak zupełnie się z niego wyłączyć to na pewno się nie wyzdrowieje.

3. wyrozumiałość i cierpliwość względem siebie. nie wkurzam się, że to mam, że zaraz Wam ma przejść. nikt z tego nie wyszedł z dnia na dzień. to jest stopniowy proces. u mnie jest trochę poprawa, ale dopiero jak porównam z tym co się działo ze mną w zeszłym miesiącu czy dwa miesiące temu. moja terapeutka mówi, że skoro stopniowo jest lepiej to znaczy, że w końcu ustąpi, gorzej jakby było bez zmian albo pogarszało się. tak więc dać sobie czas, bo to istotne. nieważne czy to będzie trwało kilka miesięcy, rok czy dłużej. chwalcie siebie za postępy w walce bo to się bardziej opłaca niż krytyka.

4. racjonalne wyjaśnianie sobie swoich chorych myśli.

5. bliska osoba, która rozumie ten problem. poza terapeutą rzecz jasna. dla mnie taką osobą jest mama. nie miałyśmy tak bliskich relacji przed moją chorobą. dd nas zbliżyła do siebie. fajnie, że ona to rozumie, mam się komu wyżalić i pomarudzić, ona mnie zawsze potrafi pocieszyć i nigdy nie mówi, że to moja wina czy coś takiego. naprawdę stanęła na wysokości zadania kobitka! niedoceniałam jaka fajną mam mamę - i kolejny plus dd, że czasem zaczynamy doceniam rózne rzeczy albo zaczynamy widziec z innej perspektywy.

6. sport i spacery. nie można się zamykać w domu!

7. tak jak napisał oroczimaru, warto pilnować diety. staram się zdrowo odzywiać, z suplementów polecam lecytynę i tran.

8. afirmacje i medytacje - wiem,że to na niektórych nie działa, ale mi pomaga. zaczęłam używac afirmacji od kiedy przeczytałam książkę Louise L. Hay " Możesz uzdrowić swoje życie" i naprawdę BARDZO mi to pomogło.

9. książki Louise L. Hay o których wyżej pisałam. posiadam " Możesz uzdrowić swoje życie", "Poznaj moc która jest w Tobie" oraz "Medytacje". są uniwersalne i myślę, że mogą pomóc też osobom z dd. kto nie zna warto sięgnąć!!
Lederos
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 20
Rejestracja: 30 marca 2012, o 22:09

8 maja 2012, o 20:30

Wiele się zmieniło od kiedy tu ostatni raz pisałem. Niestety derealizacja nadal u mnie występuje. Męczę się z nią około 2 miesięcy ale niedawno przez 2 tygodnie byłem z niej ' wyleczony ' . Derealizacja mnie znowu złapała ale już nie jest tak mocna. Co prawda czasami mam złe momenty ale trzeba je przetrwać. Do psychologa nie chodzę ale może zacznę chodzić na wszelki wypadek bo czasami mam strach, że dzisiaj jeszcze panuję nad sobą a jutro zwariuję :shock: . Ale przejdźmy do rzeczy : podam tu wam rady jak zwalczać tę chorobę :D Jak pisałem w poprzednim temacie nie mam za dużo kolegów i zwykle przesiadywałem sam w domu siedząc na komputerze i przeglądając facebooka, onet itp. . W gry przestałem grać bo myślę, że one tylko pogarszają nasz stan. Powiem tak : zacząłem się spotykać prawie codziennie z tymi moimi jedynymi przyjaciółmi, grałem w piłkę, siatkówkę itp. . Ogólnie przez całą majówkę gdzieś wychodziłem i nawet czasu w sumie nie miałem myśleć o derealizacji. Tzn. pojawia się u mnie co jakieś 25 min. taka myśl, że może to wszystko nieprawdziwe jest ale szybko mijała. Zacząłem się interesować wszelakimi rzeczami. Znalazłem hobby. Zacząłem grać na gitarze. Naprawdę mi bardzo pomogło i myślę, że wam też pomoże. Po prostu nie pozwalam sobie być samemu bo wiem, że wtedy zacznę o tym myśleć. Robię wszystko, żeby być zajętym. Nie wyleczyłem się jeszcze w pełni ale mam nadzieję, że to nastąpi już niedługo. Niestety derealizacja mi przeszkadza w pewnych rzeczach np. wiem, że to głupio zabrzmi ale nie lubię jak się ściemnia i ogólnie chodzenia spać. Po prostu zdaję sobie wtedy sprawę, że przez co najmniej 20 min. będę myśleć o tej derealizacji. I dodam, że derealizacji bezpośrednio nie pokonasz. Trzeba zwalczyć jej przyczynę, którą u mnie była depresja. Mam nadzieję, że trochę to wam pomoże i jeśli byście mogli to napiszcie mi czy też macie to dziwne uczucie przed pójściem spać.
Awatar użytkownika
ddd
Odburzony Wolontariusz Forum
Posty: 1762
Rejestracja: 9 lutego 2012, o 20:54

8 maja 2012, o 21:40

Jednym slowem po prostu sie zajales czyms, zajales mysli i derealizacja tez jest mniejsza, bo derealizacja slusznie nazywana jest tutaj natrectwem myslowym. im wiecej o niej myslimy i sie jej boimy tym jest gorsza.
Moja rada to na pewno jest taka ze kiedy zaczynamy miec depersonalizacje to za nic w swiecie nie powinnismy zaczac unikac swiata i codziennych spraw, szkoly, itp. To strasznie tylko pogarsza sprawe i nie daje niczego dobrego bo im wiecej o tym myslimy a siedzac w domu mamy czas tym bardziej sie w to wkrecamy.
Lederos ja od kiedy mam dd nie lubie jak sie sciemnia bo wtedy czuje jakby wiekszy lek i wieksza przez to mam dd. I oczywiscie trudniej mi zasnac.
Ale u mnie tez lepiej i moj arada tez jest taka aby nie bac sie psychiatry ;)
Nie do konca prawda jest z ta przyczyna, bo jesli dd masz po trawce czyli po ataku paniki po objawach trawki to dd jest przedluzona odpowiedzia na atak spowodowany trawa. i trzeba wyciszyc po prostu tozjebany umysl i dd tez minie. nie trzeba szukac zadnych wtedy przyczyn. Co innego jak masz stresy, hujowa sytuacje i dostajesz nerwicy i dd to wtedy szukajcie przyczyny do skutku :)
(muzyka - my słowianie)

Zaburzeni wiemy jak nerwica na nas działa, wiemy jak DD nam w bani rozpi***ala. To jest taa nerwica i lęk, to jest teen depersony wkręt!

Autor Zordon ;p
Awatar użytkownika
oroczimaru
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 80
Rejestracja: 23 marca 2012, o 12:00

9 maja 2012, o 18:49

Czas jest wszystkim, z dobrym podejściem przejdzie. Każdy to mówi. Ja już widzę końcówkę. ;)
Wszyscy są psychiczni, tylko nie wszyscy mają diagnozę.
Derealizacja
Gość

11 maja 2012, o 02:43

Oprócz Was, terapeutki i lekarza nie miałem nikogo - walczyłem z tym sam.
Płakałem po nocach, nie dawałem już rady - dopiero nie dawno zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mnie to wzmocniło.
Nie powinno nas to spotkać - tego jestem pewien, podobnie jak tego, że po tym wszystkim stajesz się bardzo silnym człowiekiem.
Awatar użytkownika
oroczimaru
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 80
Rejestracja: 23 marca 2012, o 12:00

17 maja 2012, o 10:29

Ja próbuje życia na pełnych obrotach, czasem na prawdę pomaga. Nie wiem jak to do końca jest z tym lękiem, czy to kwestia chemii w mózgu, na która się nie ma wpływu po części, czy to wszystko od nas zależy i sami sobie jesteśmy wrogami dla siebie, czy po prostu przy takim wyczuleniu na wszystko zaczynamy się sami nakręcać. Ciężko mi ocenić, ale myślę, że czas tutaj na prawdę ma kluczowe znaczenie. Ja siedzę w tym od końcówki stycznia, a zacząłem chodzić do psychologa od marca do teraz, trzecie opakowanie Citronilu biorę, wychodzę do ludzi i nie bunkruje się w domu i nie zauważam wielkich zmian w moim życiu, dopóki nie zaczynam rozmyślać. Czasem bywam przez to nieszczęśliwy, ale łapię się na tym, że po prostu za bardzo analizuje, bo zanim 'zachorowałem', to miałem ciągle dołki i zmulenie kapcia przez pracę i jakieś awantury z rodziną. Myślę, że jakby człowiek miał możliwość zmienić sytuację życiową i otoczenie, w którym siedział do czasu aż go złapało, to pewnie zmiany by przyszły diametralnie. Co Wy na to ?
Wszyscy są psychiczni, tylko nie wszyscy mają diagnozę.
Adam
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 209
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:18

17 maja 2012, o 10:44

Tak, gdybys zmienil nagle otoczenie i srodowisko to zmiany przyszly by diametralnie bo zajmowal bys mysli. Byloby cos nowego i ciekawego. Pod warunkiem oczywiscie ze zmiana nie niosla by jakis problemow jak finanse czy cos podobnego. Aby po prostu nie bylo zbyt duzo stresu.
Pierwszy atak paniki jest czesto uwarunkowany chemia bo zbyt duzo gromadzilo sie w nas z roznych powodow. Ale juz wszystko po ataku czesto nakrecamy i robimy my sami (choc chemia wtedy tez dziala ale to bardziej wynik naszego nakrecania niz powod(. Bo sam atak by minal i bylby spokoj gdybysmy do tego odpowiednio podeszli.
reflex
Gość

14 września 2012, o 21:50

Cześć,

W tym temacie chciałbym podzielić się z Wami swoimi 7-letnimi doświadczeniami związanymi z depersonalizacją, tudzież derealizacją. Do napisania tego wątku skłonił mnie przede wszystkim użytkownik Victor, którego wątek przeczytany w maju znacznie ograniczył mój lęk i po kilku latach ku mojej uciesze pozwolił mi nazwać "to coś, co się ze mną dzieje/działo" na przestrzeni ostatnich lat. Do rzeczy.

Wiodłem bardzo szczęśliwe i rozrywkowe życie ucznia Liceum. Nigdy nie miałem problemów z własną psychiką, nie cierpiałem na żadne lęki. Byłem osobą bardzo towarzyską, pewną siebie i kompletnie nie rozumiejącą problemów natury psychologicznej. Powiem więcej - byłem zadufanym w sobie egoistą, któremu wszystko zawsze łatwo przychodziło. Pewnego dnia zadzwonił telefon i mama poinformowała mnie, że mój kuzyn postanowił zakończyć swój żywot. Pomyślałem ale głupek, jak on mógł to zrobić, cóż za bezsens. I powróciłem do gry w swoją ulubioną grę komputerową. Koniec, kropka.
Odbył się pogrzeb, który jako to pogrzeb do przyjemnych nie należał. By się odstresować postanowiłem wieczorem umówić się ze znajomym na piwko. Pijąc piwo poczułem coś dziwnego - to nie była zwykła tzw. "faza". Coś mi tu nie pasowało, pomyślałem wrócę do domu prześpię się i wszystko wróci do normy. Kolejnego dnia objawy jednak nasiliły się, zacząłem być mocno niespokojny, rozpocząłem wycieczki do lustra ponieważ moja twarz wydawała mi się dziwna, obca. Próbowałem to przespać. Niestety byłem jak zraniona zwierzyna, która nie ma pojęcia co się dzieje. Po kilku dniach udręki byłem już pewien - "odjebało mi". Jako że jestem osobą wylewną i mam dobry kontakt z rodzicami postanowiłem podrążyć temat szukając wsparcia, rady, pomocy - czegokolwiek co zakończyłoby ten okropny stan.

Dwa tygodnie później byłem już u psychologa, który po godzinnej rozmowie skierował mnie na wizytę u psychiatry. Wszedłem na oddział, zobaczyłem całe "towarzystwo" i mój lęk zwiększył się trzykrotnie. Rozmowa, szmery bajery i wyszedłem z tabletkami i myślą że jestem czubkiem i niedługo będę jadł zupę widelcem.
Po dwóch tygodniach i męskiej rozmowie z ojcem postanowiłem odstawić leki. Naturalnie za kolejne dwa tygodnie do nich wróciłem. Byłem zrozpaczony - wszystko wydawało mi się obce, nienaturalne, źle czułem się w swoim ciele, świat wydawał mi się totalnie dziwny. Głowa pękała mi od myśli egzystencjalnych, byłem przekonany że albo skończę jak kuzyn, albo wiadomo...zupa + widelec. Jak pewnie większość z Was jestem człowiekiem, który nad wszystkim musi mieć kontrolę. Tutaj nie miałem jej w najmniejszym stopniu, zacząłem myśleć że duch kuzyna mnie opętał. Niestety moja mama podłapała ten pomysł, trudno ją za to winić w końcu ze wszystkich sił chciała mi pomóc. I tak wylądowałem u egzorcysty czy jakiegoś innego naciągacza, zwał jak zwał zostawmy terminologie. W tym miejscu chciałbym wszystkim odradzić takich manipulantów, nie wierzcie w żadne cuda bo to może jedynie pogorszyć Wasz stan. Nie zgadzajcie się na żadnych bioenergomistrzówświata, zaklinaczy duchów czy innych cudotwórców.
Warto dodać, że DD w tym czasie miała też swoje pozytywne aspekty. Do szkoły chodziłem na trzecią/czwartą godzinę lekcyjną, no bo przecież te okropne tabletki. Spotykałem się ze znajomymi i nocami grałem w karty, no bo przecież muszę mieć odrobinę radości w tych trudnych chwilach. Wtedy postanowiłem zaryzykować i zrealizować cel, który chciałem zrealizować już rok wcześniej. Po maturze postanowiłem wyjechać na wakacje do pracy zagranice. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Już przed wyjazdem dzięki lekom i terapii objawy znacznie osłabły. Jednak będąc w Anglii 3,5 miesiąca moja choroba najzwyczajniej w świecie zniknęła. Wróciłem do domu odmieniony, mój mózg przestał zajmować się chorobą. W ogóle nie rozumiałem swoich wcześniejszych myśli i obaw, a gdy sobie o nich przypominałem wydawały mi się śmieszne i irracjonalne. Niestety irracjonalna wydała mi się również terapia i proszki, które wcześniej zażywałem.

Chciałbym by wszyscy, którzy przeżywają to pierwszy raz wiedzieli że to mija. Po wyzdrowieniu nie będziecie mieli żadnych, powtarzam żadnych objawów. Oczywiście na początku będziecie odczuwać lęk przed nawrotem. Jednak nie będzie żadnych zmian, Wasza osobowość się nie zmieni, nie stracicie nic pod względem intelektualnym, a Wasze życie będzie takie jak wcześniej.

Moja pierwsze spotkanie z DD trwało dwa lata. Po wyzdrowieniu znów wiodłem szczęśliwe życie studenta, podjąłem pierwszą pracę w Polsce. Wszystko trwało około 1,5 roku. Wtedy nieoczekiwanie zmarł na atak serca członek rodziny. Ot tak, zdrowy i zadowolony facet wstał do pracy, przewrócił się i zamknął oczy na zawsze. To mną wstrząsnęło. Na pogrzeb wybrałem się najzwyczajniej w świecie smutny, ale również z tyłu głowy pamiętałem co spotkało mnie ostatnim razem. Niestety DD wygrało,a gwoździem do trumny były występy naszych kopaczy na EURO 2008, które wywołały u mnie silny stres. Głupio się przyznać, ale załatwili mnie Krzynówek z Żurawskim. Po jednym ze spotkań (dziękuję Ci Howardzie Webb) poczułem bardzo silny ucisk w klatce. Zupełnie tak jakbym to ja miał dostać zawału. Spanikowałem i karuzela ruszyła od nowa.
Tym razem postanowiłem nie tracić czasu na egzorcystów i udałem się do ... bioenergomistrzaświata. Jako że tonący brzytwy się chwyta zawierzyłem mu i nabrałem się na jego sztuczki z usypianiem, perswazją, których głównym celem było przejęcie tajnych mocy zasobów mojego portfela. Po kilku wizytach zakończyłem współpracę z Houdinim.
Wtedy byłem już w złym stanie. Wystraszony DD i całą jej otoczką miałem mętlik w głowie związany z wątpliwościami, które dodatkowo spotęgowały zupełnie niepotrzebne spotkania z bioenergoterapeutą. Postanowiłem wrócić do starych sprawdzonych metod. Leki+terapia. Po około 1,5 roku znów byłem zdrowy. I znów moje wcześniejsze objawy wydawały mi się irracjonalne. Muszę jednak powiedzieć, że za drugim razem byłem silniejszy. Wiedziałem, że znowu to pokonam i gdybym nie kombinował tylko od razu udał się do psychiatry i psychologa szybciej bym się z tym uporał.

Kolejne dwa lata to sielanka. Nie zrezygnowałem z lekarstw, tym razem zrezygnowałem z terapii. Byłem świadom możliwości powrotu, ale z każdym kolejnym miesiącem mój umysł oddalał się od myśli związanych z DD (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to DD). Niestety na początku tego roku DD powróciło. Od razu wszystkich uspokoję, nikt nie umarł. Po prostu, przekroczyłem barierę stresu i to znów powróciło. Zareagowałem od razu, ciągle byłem na lekach ale szybko pośpieszyłem na spotkanie z psychologiem. Po trzech miesiącach włączył mi się tzw. Dr Google. Zacząłem szperać, w końcu dwa lata nie byłem chory, może medycyna poszła do przodu? I tak oto natknąłem się na tekst Victora, dzięki któremu zrozumiałem na co cierpię od kilku lat. Czytając ten tekst nie mogłem uwierzyć, objawy zgadzały się w 99%. W końcu! Osiągnąłem swój cel, dowiedziałem się co mi dolega. Po przeczytaniu tekstu Victora objawy zniknęły w ciągu kilku dniu, uspokoiłem się. Niestety za dwa miesiące powróciły. Dziś, pisząc ten tekst wciąż mam objawy DD. Tylko wiecie co? Mam to w dupie.

Wiem, że za miesiąc, może dwa, a może rok te objawy znowu gdzieś znikną. Jeden cierpi na mukowiscydozę, drugi jeździ na wózku a ja mam DD. Najważniejsze, że wiem co mi dolega, wiem że nie zwariuje, wiem że nic sobie nie zrobię. I Wy też musicie to wiedzieć, jeżeli sami nie potraficie siebie przekonać to zaufajcie mi - człowiekowi z 7-letnim doświadczeniem. Naturalnie nie jest mi z tym dobrze i zamierzam się tego pozbyć w najbliższym czasie.
Przez te 7 lat depresji (podobno ją mam) i DD udało mi się napisać maturę, skończyć studia, poznać dziewczynę i założyć własny biznes. To dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu, że ta choroba nie jest w stanie mnie pokonać. Stwierdziłem, że każdy w swoim życiu napotyka na przeszkody. Moją przeszkodą jest DD, nie zamierzam z tego powodu rozczulać się nad sobą, płakać nad swoim losem. Ludzie mają w życiu gorzej. Za pierwszym razem będąc w Liceum myślałem, że to mój koniec. Z młodego cwaniaczka stałem się uciekinierem. Za drugim razem byłem wystraszony i bardzo rozżalony, że znów mnie to spotyka. Za trzecim, a zwłaszcza po przeczytaniu tekstu Victora stałem się dużo silniejszy. Wiem co mi dolega, nic mi nie zagraża i z DD lub bez osiągnę swoje życiowe cele. Czego i Wam życzę.

Pisząc ten temat chciałem podzielić się z Wami osobistymi doświadczeniami, ale przede wszystkim chciałbym Was uspokoić i być może komuś pomóc dlatego poniżej przedstawiam małe vademecum DD:

Objawy:
- brak poczucia własnego JA - egzystencjalne pytania "kim jestem?", "co się ze mną stanie po śmierci?", "skąd się wziąłem?",
- przyglądanie się sobie w lustrze - nasza twarz wydaje nam się dziwna, obca,
- części ciała wydają nam się dzwine, jakby doczepione,
- świat wydaje nam się nierealny, obcy,
- zredukowanie uczuć do bliskich osób,
- myśli w stylu: "jak to się dzieję że oddycham", "jak to jest że ruszam ręką",
- "pociemnienie obrazu",
- wrażenie jakbyśmy oglądali świat z boku,
- ciągła walka z własnymi myślami doprowadzająca do walki z samym sobą, jakbyśmy walczyli z kimś w środku nas,
- strach przed zwariowaniem "schizofrenią",
- poczucie utraty kontroli nad samym sobą,
- strach przed śmiercią swoją lub najbliższych,
- czarnowidztwo, pesymizm,
- obniżenie własnej samooceny, poczucie kalectwa intelektualnego

Podstawowym utrapieniem przy DD jest fakt, iż objawy występują praktycznie 24h/dobę. Czujemy się obco we własnej skórze, nasze myśli wydają nam się obce, a twarz dziwna. Nie mamy gdzie uciec, bo przecież nie uda się wyjść z własnego ciała, uciec od myśli i na chwilę poczuć się sobą. Do tego dochodzi często występująca depresja. Tak więc pesymizm, smutek, poczucie bezsensu i bezradności. Wydaję mi się jednak, że najgorszy jest strach. Tak na prawdę nie wiemy co się z nami dzieję, skąd to się wzięło i na ile te objawy się rozprzestrzenią. Mamy wrażenie jakby nasz mózg nie był nam podporządkowany, a myśli nie generowane przez nas samych. Nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Myśli egzystencjalne, które według wielu ludzi są normalne, bo przecież każdy je ma nas dobijają. Wydaje nam się, że rozpatrując takie myśli jesteśmy nienormalni, bo przecież odpowiedź która wcześniej zdawała się dla nas oczywista teraz jest nie do pojęcia. Obserwowanie świata jakby z boku, zza szyby również nie należy do najprzyjemniejszych, ponieważ jesteśmy przekonani, że nie żyjemy pełnią życia, a świat jest jakby grą, teatrem. Poza tym jesteśmy niezwykle sugestywni, słabi. Gdyby ktoś się uparł jest nam w stanie wmówić, ze to wszystko co teraz się dzieję to sen. Oczywiście nie uwierzymy w to, ale na najbliższe kilka dni mamy zapewniony ogromny strach i ciągłe sprawdzanie czy to rzeczywiście nie jest sen, a my nie zwariowaliśmy. Mimo tych wszystkich zawirowań i przytłaczających myśli jesteśmy w pełni świadomi, na pozór możemy normalnie funkcjonować, tak że najbliżsi nawet nie zauważą różnicy. Posiadamy krytycyzm wobec własnych objawów.

Sposoby leczenia, rady:

1) Nie walczcie z tym. Nie próbujcie na siłę odsunąć tych myśli. "OK, mam to świat wydaję mi się dziwny, ja źle czuję się ze sobą - trudno. Niech to będzie - najważniejsze że dzisiaj muszę załatwić sprawę w Urzędzie i na tym się skupiam".

2) Nie szukajcie szczegółowych opisów tego co Wam dolega w internecie. Objawy przeróżnych chorób są tak niejasne, że większość pasuje do 20 rodzajów choroby. "Mam DD, może będę miał jeszcze jakiś czas. Przynajmniej wiem, że nic mi nie będzie, bo mam krytycyzm wobec własnych objawów i nie grozi mi żadna schizofrenia ani inne wydumane choroby".

3) Róbcie to na co macie ochotę. Ja w młodości piłem sporo alkoholu i byłem przekonany że to miało spory wpływ. Przez jakiś czas unikałem alkoholu bojąc się, że po wypiciu dwóch piw objawy mocno się nasilą. Oczywiście zalecam umiar, w końcu bierzemy leki! :) "Mam ochotę na piwko to się go napiję, jeżeli jutro będę miał silniejsze objawy to jakoś przeżyję, to i tak minie a co wypiłem to moje :)".

4) Rozmawiajcie o swoich objawach z bliskimi i zaufanymi osobami, dobrze jest się wygadać. Pamiętajcie, że nie jesteście nienormalni, każda inteligentna osoba nie potraktuje Was jak "czubków". Funkcjonujecie normalnie, a to co Was dotknęło to zwykła choroba jak grypa czy żółtaczka. Zawsze możecie powiedzieć, że Da Vinci i Platon też chorowali :)

5) Zdecydowanie polecam wysiłek fizyczny. Ja w trakcie pierwszego nawrotu trenowałem po 3-4 razy w tygodniu, co zdecydowanie mi pomogło.

6) Sprawa kluczowa to regularne rozmowy z psychologiem. Mnie pomaga zdecydowanie bardziej aniżeli tabletki.

7) Obierajcie sobie cele i realizujcie je. Wiem, że to niełatwe ale pamiętajcie że choroba minie, a szkoda by było stracić ten czas.

8) Planujcie przyszłość - wyobrażajcie sobie co będziecie robić, jak będzie się czuć gdy objawy ustąpią.

Kilka pytań - ciekawostek:

1) Czy zaraz po przebudzeniu, przez te kilka sekund nim całkowicie się rozbudzicie pamiętacie o objawach czy czujecie się sobą?

2) Czy gdy wciągnie Was praca, rozmowa, na czymś się skupicie to objawy przez te kilka chwil zanikają?

3) Czy zdarzają Wam się momenty, że się zamyślicie i potem przypominacie sobie "a no tak przecież jestem chory"?

4) Czy w sytuacji zagrożenia, np. gdy zatrzyma Was policja pamiętacie o objawach czy myślicie o tym jak uniknąć mandatu i czujecie się normalnie?

5) Czy gdyby zrzucono Was na środek pustyni bez wody i musielibyście walczyć o życie to rozpaczalibyście nad swoją chorobą czy walczyli o życie?



To chyba tyle, jeżeli chodzi o krótką historię mojej choroby :) Pamiętajcie, że każdy człowiek jest inny, każda DD też jest inna, a co za tym idzie każdy będzie miał nieco inne objawy. Nie doszukujcie się w tym temacie różnic z Waszym stanem, bo na siłę na pewno coś znajdziecie :) Oczywiście nie jestem ekspertem, opisałem jedynie swoje przeżycia, które mogą się różnić z naukowym punktem widzenia. Wiem jednak, że z przerwami choruję na to kilka lat i jestem przekonany że mając wsparcie bliskich i walcząc o swoje szczęście każdy się z tego wydostanie. Wcześniej czy później. Życzę powodzenia i zdrowia! :)
Awatar użytkownika
ddd
Odburzony Wolontariusz Forum
Posty: 1762
Rejestracja: 9 lutego 2012, o 20:54

15 września 2012, o 11:55

masz rację -to mija- czuję się już prawie jak dawniej i poprawa nastepuje powoli ale juz jest widoczna bardzo. nie wolno nakrecac sie stale i doszukiwac jakis strasznych chorob i innych rzeczy w naszych objawach. robilem tak ze doszukiwalem sie roznic w objawach co dawalo mi znac ze ja mam pewnie co innego. to byl blad i to blokowalo moj powrot do normalnosci. dzieki za post reflex, bo mimo ze jestes nadal w dd zrozumiales to co ja zrozumialem tez i wiem ze tak to dobrze to wszystko zrozumialem i ide w dobra strone ;p co widac po moim samopoczuciu. miejcie to w dupie a to zwyczajnie minie choc nie unikac psychiatry i psychologa bo to pomaga.
(muzyka - my słowianie)

Zaburzeni wiemy jak nerwica na nas działa, wiemy jak DD nam w bani rozpi***ala. To jest taa nerwica i lęk, to jest teen depersony wkręt!

Autor Zordon ;p
szymon117
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 225
Rejestracja: 7 marca 2012, o 00:22

15 września 2012, o 15:13

reflex, mam pytanie. czy to mija z minuty na minutę czy przez dłuższy okres?
Adam
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 209
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:18

16 września 2012, o 12:24

Dłużysz okres.
Awatar użytkownika
sarna87
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 202
Rejestracja: 12 sierpnia 2012, o 09:51

16 września 2012, o 16:41

Czesc Reflec,fajnie ze opisales tutaj swoja historie i podales wiele przydatnych informacji:)ja tez zawsze uwazalam ze jestem daleka od problemow psychicznych,zawsze bylam towarzyska,zylam pelnia zycia itp itp no ale i mnie dopadlo.derealizacje mialam krotko,niecaly miesiac.Leki mi pomogly zwalczyc ten stan.Teraz jest o niebo lepiej chociaz mialam momenty ze myslalam ze sie wykoncze.Na ten moment odbieram wrocilam"do zycia".Lecz to co mnie trzyma do depersonalizacja.Jednak juz nie towarzyszy mi 24 na dobe aczkolwiek zdarza sie czesto.Obcosc ciala,jakbym to nie ja mowila,az czasem sie boje wypowiadac;]plus mysli egzystencjalne ktore sa moja zmora..ie powoduja co prawad juz takich lekow ale czuje dyskomfort gdy przychodza.Piszesz ze gdy dd przechodzi do czlowiek wraca calkowicie do swojego swiata,nie czuje zadnych zmian w swojej osobowosci.Ja wlasnie sie zastanawiam czy skoro juz doswiadczylam tych natrectw myslowych na temat swiata,czlowieka to czy przestana u mnie one wywolywac lek jesli nastapi wyleczenie?przed tych cholerstwem tez nieraz rozkminialam nad swiatem ale na zasadzie ze"to fascynujace".A teraz kazda mysl typu"jak to jest ze ja widze i ze jest tylu ludzi dookola"powoduja u mnie nieopisane cierpienie(choc jak zaznaczylam wczesniej w mniejszym stopniu).
reflex
Gość

17 września 2012, o 11:47

szymon117 pisze:reflex, mam pytanie. czy to mija z minuty na minutę czy przez dłuższy okres?
Nie ma szans że przejdzie Ci z minuty na minutę. Jeżeli poczujesz się lepiej i będziesz nakręcał się, że to już i myślał oby tylko nie wróciło to na pewno wróci. Po prostu jak poczujesz się lepiej to powiedz sobie, że forma zwyżkuje, jest dobrze. Natomiast jeżeli chodzi o całkowite wyleczenie to jest to proces.

Pozdrawiam.
sarna pisze:Ja wlasnie sie zastanawiam czy skoro juz doswiadczylam tych natrectw myslowych na temat swiata,czlowieka to czy przestana u mnie one wywolywac lek jesli nastapi wyleczenie?przed tych cholerstwem tez nieraz rozkminialam nad swiatem ale na zasadzie ze"to fascynujace".A teraz kazda mysl typu"jak to jest ze ja widze i ze jest tylu ludzi dookola"powoduja u mnie nieopisane cierpienie(choc jak zaznaczylam wczesniej w mniejszym stopniu)
Tak. Po prostu zdecydowanie mniej czasu poświęcasz tym myślą, a jeżeli już są to znów będą wydawać Ci się "fascynujące" :-)
ODPOWIEDZ