osobowość narcystyczna..co dalej?

Forum o zaburzeniach osobowości (boderline, unikająca - lękowa, zależna, schizotypowa itp)
ambiwalencja
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 79
Rejestracja: 6 czerwca 2018, o 16:09

20 sierpnia 2018, o 14:01

intelektualizowanie to tylko jedna z wielu dróg do zmiany.. i zależy od danej osoby.. jednemu lepiej brac wszystko na wiarę co mówi terapeuta czy jakis autorytet, drugi potrzebuje sprawdzać, upewniać się, intelektualizować.. i każda z tych dróg jest dobra..
tak w ogóle to ja uważam, wiele razy się przekonałam obserwując ludzi (pacjentów) w terapii, że każda motywacja jest dobra jesli jest skuteczna.. i równiez kazda forma terapii jest dobra jeśli jest skuteczna.. praca samodzielna jest - według mnie - bardzo cenna.. przeciez w terapii z terapeutą też samodzielnie przez wszystko się przechodzi, terapeuta podpowiada, nakierowuje, pokazuje mechanizmy obronne, zwraca uwage na wazne aspekty.. ale cała odpowiedzialność za proces spoczywa na pacjencie a nie na terapeucie.. jesli ktos bardzo chce to nawet obserwując "błędy" terapeuty to też robi coś dobrego dla siebie..
co do terapii.. ja się nie patrze na nic.. jesli mam cos do terapetki to jej to mówię.. w takiej relacji musi być wzajemne zaufanie ale nie polega to na tym, żeby się wzajemnie głaskać po głowie.. mam o cos żal, pretensję to mówie otwarcie.. zawsze, ale to zawsze wynika z tego cos dobrego dla mnie.. np to jak można z drugim człowiekiem wyjasniac trudne sprawy, jak w ogóle powiedzieć i chyba najwazniejsze - że wtedy czuję się w zgodzie ze sobą.. z tym, że raczej zawsze zanim coś takiego zgłoszę to najpierw to przemyślę, "poogladam" z wielu stron i zastanawiam się.. nie, że walne prosto z mostu "co mi ślina na język przyniesie"..
tak więc każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, inaczej odbiera rzeczywistość..
jak choćby to, że ja sie staram być rzeczowa, konkretna, mówić otwarcie co widzę, co obserwuję, dzielić sie swoimi doświadczeniami, a Jacek pisze że ... jak to było? że jak dowalę" czy jakoś tak :) ot i rózne widzenie .. i to jest ok, to jest w porządku.. nie musimy miec jak inni, mamy prawo mieć tak jak mamy.. za dzieciństwo nie odpowiadamy, za krzywdy, które nam zrobiono również nie odpowiadamy, ale odpowiadamy za to co w dorosłym zyciu z tym zrobimy.. czy wybierzemy żyć z tymi ciężarami do końca życia utyskując jaki ten świat jest ohydny, czy wybierzemy droge do wolności od programów które nam ten świat obrzydzają..

co do wyluzowania.. według mnie ważne jest żeby umiec odróżnić nierealistyczne oczekiwania od rzeczywistości.. zawsze mamy jakies kłopoty, problemy cos tam coś tam.. nasza zmiana to zmiana tego jak sobie z tym radzimy.. czy dajemy sie porwać rwącej rzecze, która ściaga nas w wir swojego biegu czy jednak mamy jakiś wpływ przynajmniej na to co możemy my zmienić..
proste..
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

20 sierpnia 2018, o 18:10

Mam takie wahania nastrojów, że to szok. A powodem są wqurwiające dźwięki z otoczenia, w ogóle brak ciszy. Jak mnie to niemiłosiernie wqurwia. Musiałem się wyciszyć w pokoju obok. Kurde ale lipa. Nie wiem jak ogarnę swoją przyszłość. Pewnie mini działkę kupię i domek do 35m^2, bo nie wyrobię. Ogólnie to nie wiem gdzie się podzieję teraz, skoro już raczej cechy narcystyczne mogę u siebie wykluczyć. Terapeuta raczej nie pomoże mi z nadwrażliwością na dźwięki. Wszędzie są ci ludzie, no wszędzie. A jeszcze 500+ i emerytura 1000+ dla opiekunów 4ro dzietnych...Masakra. Będzie tego mnóstwo. Nieciekawa wizja ehh.
Awatar użytkownika
Mun
Królowa terapii
Posty: 82
Rejestracja: 12 czerwca 2018, o 17:52

20 sierpnia 2018, o 18:13

ale marudzicie. Życie to nie tylko pole bitewne...wyjdzcie trochę dalej niż czubek włąsnego nosa.....są ludzie, jest świat..i on jest pełen możliwosci i kolorów
labraks
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 256
Rejestracja: 3 lutego 2018, o 11:44

21 sierpnia 2018, o 10:34

Jacek310 pisze:
20 sierpnia 2018, o 13:11
To w domu mówią do ciebie "labraks"? Nieźle.
Tak jest. Od dziecka kreowano we mnie poczucie wyjątkowości na tyle, że nawet nie nadano mi zwykłego imienia jak innym dzieciom, tylko jakąś durną rybią ksywkę. I teraz tak: z jednej strony czułem się kimś superwyjątkowym, odmiennym od tej "pospolitej" reszty ludzi, a z drugiej, fakt bycia rybą to wyraźna aluzja, iż dzieci głosu nie mają. I narcyzm gotowy.
:D

Mun, gadasz jakbyś w ogóle nie rozumiała tematu. Szkoda, że na koniec nie dodałaś jeszcze "Uśmiechnijcie się :D ".
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

21 sierpnia 2018, o 12:53

Powiem wam, że mam nadzieję, iż nie zostawicie mnie ( i labraksa) i w ogóle nie zostawimy się wszyscy w tym syfie. Nie wiem jak wy, ale ja po odrzuceniu zaprzeczenia( czyli akceptacji moich problemów) czuję się tak strasznie fatalnie, że panikuję. Bardzo się boję i panikuję. Jestem wystawiony na wiatr. Nie chciałbym aby ten wątek tutaj był forsowany super pozytywnymi myślami, bo zwyczajnie nie jestem w stanie. Czuję się zupełnie bezbronny i sam w tym wszystkim. Mam problemy, bo widzę zagrożenie wszędzie po zdjęciu maski. W środku jestem mega wrażliwy na krzywdę. Cieszę się labraks, że chociaż ty nie udajesz, że problemu nie ma. Aż płakać mi się chce z tego wszystiego ;( Nie mam kompletnie gdzie przyrównać czy robię coś dobrze czy nie. Wykańczam się tym. Dobrze, że przynajmniej z boku udało mi się to dziś zauważyć. Czyli moje cierpienie nie poszło na marne tak naprawdę. Być może będę nadal cierpiał, nie wiem do czego mnie to doprowadzi, ale postaram się dzwonić na telefon zaufania( bo terapeuta będzie miał urlop) i przynajmniej załapię dystans do tego wszystkiego. Mam tendencję do zapętlania się w negatywnym myśleniu. Na szczęście myśli samobójczych nie mam, to dobry znak w sumie, że jest we mnie mimo wszystko jeszcze sporo wiary w siebie.
Labraks, jest mi przykro z powodu w jaki sposób ciebie traktowano od dziecka.
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

21 sierpnia 2018, o 14:38

No, jestem teraz na tropie self-validation. Przerobiłem self-love, self-acceptance, self-compassion. Może self-validation będzie strzałem w dziesiątkę teraz. Bo gdy tak sobie myślę to ciągle doszukuję się opinii innych czy coś dobrze robię czy też źle i parszywie się czuję gdy ktoś zostawi mnie z otwartą odpowiedzią. Albo gdy ktoś mnie ignoruje. Nie wiem wtedy czy coś zrobiłem dobrze czy też źle. Jak sobie przypomnę to w wieku 5ciu lat odrzuciłem rodziców jako wzory do naśladowania i liczyłem na rówieśników i się przeliczyłem. Aż do teraz. Nie wiem czy to właściwy trop, ale przetestuję go. No i dziś terapeuta zalecił mi jednak tabsy uspokajające to zażyję i zobaczę efekty. Może nie ómrę. Ogólnie to ten trop będzie dobry wydaje mi się, bo te wszystkie inne metody potrzebują potwierdzenia z mojej strony. A gdy nie mam tego rozwiniętego w sobie to potem panikuję czy to już powinno zadziałać czy trzeba czekać czy to czy tamto. No i wtedy jestem chyba za bardzo czujny na dźwięki z otoczenia i koło paniki się nakręca. Nie wiem czy ktoś z was może się pod tym co piszę podpisać. Czuję się zdecydowanie spokojniej mogąc wam o tym napisać. Czyli jednak popełniam błędy i to nie jest głupie, że zmieniam metody, bo któraś nie zadziała.
Awatar użytkownika
Mun
Królowa terapii
Posty: 82
Rejestracja: 12 czerwca 2018, o 17:52

21 sierpnia 2018, o 14:41

Jacek310 pisze:
21 sierpnia 2018, o 14:38
No, jestem teraz na tropie self-validation. Przerobiłem self-love, self-acceptance, self-compassion. Może self-validation będzie strzałem w dziesiątkę teraz. Bo gdy tak sobie myślę to ciągle doszukuję się opinii innych czy coś dobrze robię czy też źle i parszywie się czuję gdy ktoś zostawi mnie z otwartą odpowiedzią. Albo gdy ktoś mnie ignoruje. Nie wiem wtedy czy coś zrobiłem dobrze czy też źle. Jak sobie przypomnę to w wieku 5ciu lat odrzuciłem rodziców jako wzory do naśladowania i liczyłem na rówieśników i się przeliczyłem. Aż do teraz. Nie wiem czy to właściwy trop, ale przetestuję go. No i dziś terapeuta zalecił mi jednak tabsy uspokajające to zażyję i zobaczę efekty. Może nie ómrę. Ogólnie to ten trop będzie dobry wydaje mi się, bo te wszystkie inne metody potrzebują potwierdzenia z mojej strony. A gdy nie mam tego rozwiniętego w sobie to potem panikuję czy to już powinno zadziałać czy trzeba czekać czy to czy tamto. No i wtedy jestem chyba za bardzo czujny na dźwięki z otoczenia i koło paniki się nakręca. Nie wiem czy ktoś z was może się pod tym co piszę podpisać. Czuję się zdecydowanie spokojniej mogąc wam o tym napisać. Czyli jednak popełniam błędy i to nie jest głupie, że zmieniam metody, bo któraś nie zadziała.
To minie, to przerażenie. Też tak miałam, jak opadły wszystkie maski. Musisz się uzbroić w cierpliwość, teraz jest źle ale z czasem będziesz łapał równowagę.
ambiwalencja
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 79
Rejestracja: 6 czerwca 2018, o 16:09

21 sierpnia 2018, o 16:29

Labraksie.. to może pora na zmiany i może zwracalibyśmy się do Ciebie jakos inaczej? jak byś chciał żeby do Ciebie mówic/pisać? Jak by Ci się podobało?

"czułem się kimś superwyjątkowym, odmiennym od tej "pospolitej" reszty ludzi" ... ja miałam tak samo.. z jedną różnicą.. wokół mnie wszyscy byli normalni, w porządku, zdrowi, to ze mną było zawsze coś nie tak.. nie, że jakaś gorsza czy lepsza miałabym być.. raczej dziwna, inna, odmienna.. inna niż wszyscy.. nie pasowałam.. do niczego i do nikogo.. zawsze "odstawałam" od grupy bo.. więcej rozumiałam, widziałam dobro i zło (inni mieli to w głębokim poważaniu), chciałam sprawiedliwości, uczciwości, widziałam zło w świecie, głupotę ludzi, cierpienie.. bolało zawsze.. boli i dziś.. tylko, że dziś inaczej do tego podchodzę.. ale boli tak samo..

o jednym chyba nie pisałam.. nie jestem tutaj tylko po to zeby się "wymądrzać".. owszem uprzedzałam chyba na początku, że taka jestem.. czasem wymądrzam się (a może często?).. chce napisać, że to, że sie przyglądam, czytam, wczuwam, dostrajam empatycznie.. ja TEŻ dzięki temu pracuję.. bardzo dużo z Was Kochani odbija się we mnie jak w lustrze (zasada lustra, nie mylić z cechą narcystyczną) a i ja się odbijam w Was jak w lustrach.. tak naprawdę mamy bardzo dużo wspólnego.. trochę inne mechanizmy obronne.. Wasze (przytaczam teraz z teorii) to wyparcie, zaprzeczenie, nieczucie emocji.. moje bardziej przypominają brak mechanizmów obronnych.. czyli huragan szalał i odbijał mną jak szmatą po ścianach, robił co chciał.. przynajmniej w kwestii samego przezywania emocji.. bo jakies mechanizmy wypracowałam sobie.. czyli np wiara, że jak ja będę dobra to ktoś będzie dla mnie dobry, dbanie o innych zeby zasłuzyć na ich uwagę, miłość.. no bo jak jest dwoje ludzi to najpierw trzeba dać żeby coś dostać, nieprawdaż? tak widziałam świat.. i relacje.. pare jeszcze innych ale wystarczająco spieprzyły mi moje funkcjonowanie.. a juz dostosowywanie sie, uleganie, bo ja nei zasługuję itd.. to ksiązkę by napisał..
Jacek.. to, że nie ma wpisu na forum przez jakis czas nie oznacza, że Cie ignorują.. no na "łeb" to przeciez wiesz.. ale wiem.. w serduszku, zwłaszcza tym teraz nagim, odkrytym boli.. przytulaj, pocieszaj, uspokajaj, mów do tego swojego dziecka.. nie lekceważ, nie porzucaj.. słuchałeś do końca filmu Izy? pod koniec ona mówi, że kazdy jest w stanie zbudować wewnetrznie siebie tak, że i na bezludnej wyspie będziemy potrafili funkcjonować (nie traktować tego jako cel - życie bez ludzi - a jako obraz mocy wewnetrznej i zaufania do siebie)..

I tak.. popełnianie błędów nie ejst niczym złym ani głupim, próbowanie róznych metod też jest ok.. wszystko jest ok dopóki jest "ruch".. dopóki coś się dzieje, dopóki jest jakakolwiek praca i samoobserwacja.. samorefleksja.. to juz nawet nie że to autoterapia.. to moze być sposobem na zycie i to całkiem dobrym, mądrym i dającym satysfakcję.. ja tak mam.. inni mawiają "a po co ty sie nad tym zastanawiasz? daj se spokój".. kiedys się winiłam.. no tak, jestem znowu inna, znowu nie taka jak inni, jak trzeba.. w końcu własnie pomogła akceptacja.. no taka właśnie jestem i taką siebie akceptuję i kocham.. jak komuś pasuje życ inaczej - prosze bardzo, niech robi co chce, byleby mnie nie "tykał" to jego wolność..
dlatego Mum nie gniewaj się, ale jak przeczytałam "ale marudzicie" to mi od razu stanął przed oczami obraz mojego partnera.. narcyza.. on zawsze wie lepiej, on zawsze ocenia, on zawsze ujmuje wartosci temu co dla mnie wartościowe.. "marudzisz.. wymyślasz.. jestes przewrazliwiona.. mylisz sie.. a po co sie tym zajmować.. bosze ty znowu swoje.. znowu zaczynasz..no i sztandarowe a ja uważam inaczej.." oj.. repertuar jest bardzo bogaty.. wręcz niewyczerpany.. zatem Mum pisz.. ale proszę nie pisz w taki sposób..

piszcie ile trzeba.. pisz Labraks, pisz Jacek, pisz Mum .. piszemy póki co..
Jacek zostaw przyszłość.. męczysz się przyszłością.. tak jakbyś odkładał życie na później, że kiedyś, że jak cos tam zrobisz, skończysz.. że to dopiero przyjdzie..
ważne jest DZIŚ, TERAZ, TA MINUTA, GODZINA.. co teraz, jak teraz.. bez oceniania dobrze-źle.. jesli oceniamy to skupiamy się na przypasowaniu do jakiegoś - czesto wyimaginowanego - wzoru, ideału.. i szlag nas trafia gdy sie orientujemy, że brakuje nam wzoru/ideału na coś i klops.. frustracja.. no to jak jest? dobrze? źle? i czarna dupa gotowa..
jesli nie oceniamy możemy więcej dać sobie energii i przestrzeni na poprostu obserwację.. i nazywanie rzeczy takimi jakie są.. na nazywanie tego co w nas.. i analizowanie - jesli potrzeba - konsekwencji.. lub czy cos jest nam do czegos potrzebne czy nie.. czesto sprawdzanie, szukanie do jakiej odpowiedzi nam najzwyczajniej najbliżej.. co z nami rezonuje.. co jest najbliższe moim przekonaniom, sercu, intuicji..
wymadrzam się ale przerabiałam to.. zycie było na niby w permanentnym oczekiwaniu na zasadnicze zycie które keidys przyjdzie..
to jest z dzieciństwa.. ja swoje dzieciństwo tak przetrwałam.. pisze z premedytacją PRZETRWAŁAM.. w oczekiwaniu na dorosłość keidy będe już wolna.. a tu zdziwko bo jakoś wolność nie przyszła wcale jak za dotknięciem różdżki po otrzymaniu dowodu osobistego :( na wolnośc musiałam jeszcze długo czekać i pracować .. i oczywiście pocierpieć konkretnie, porządnie .. ile wlezie.. :(
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

21 sierpnia 2018, o 20:39

Mun, dzięki za te słowa. Też tak mi się wydaje patrząc na moje zachowanie z perspektywy. Coś w stylu przesuwam się na osi X ze strefy zaburzenia (minusowe wartości) przez aktualnie 0, aż będę wkraczał w obszar zdrowia (plusowe wartości).
Ambi, wreszcie się otwarłaś na takiej zasadzie, że jedziemy tu na tym samym wózku i nikt tobie z nas nie chce w umyślny sposób zaszkodzić. Po to jesteśmy na forum wsparcia, nikomu innemu nie chce się tu nawet zaglądać. Z ignorowaniem mnie miałem na myśli przykład z pracy akurat, wybacz, trochę zamieszania z tym wprowadziłem. Wiem, wiem, każdy może być w danym dniu mocno zajęty itp. Nie ma sprawy. A co do przetrwania to często spotykam się właśnie w zagranicznych artykułach słownictwo "survivors". No niestety dla dziecka trudna sytuacja w domu to istotnie być lub nie być. Przykre to jest. A nie byłoby dla ciebie lepiej gdybyś skupiła się na tym, co tobie dolega zamiast próbować zrozumieć osoby narcystyczne? Chyba, że zdobywasz sobie te informacje tak dla siebie, dla frajdy. Ja jak się nakręcam to szukam info nawet o mutacji genów kodujących transportery serotoninowe...No bezsens kompletny, ale tak się nakręcam, że nie jestem w stanie się zatrzymać. A mógłbym krzyżówkę sobie rozwiązać czy w grę pograć.
labraks
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 256
Rejestracja: 3 lutego 2018, o 11:44

22 sierpnia 2018, o 00:17

Słuchajcie, z tą "rybią ksywką od dzieciństwa" to był tylko taki żarcik. Naprawdę nie wyczuliście tego klimatu a la Monty Python? No wiecie... ;)
W sumie to nie wiem, ambi, jak byłem traktowany jako dziecko. Czy to ważne...
W ogóle to 6,2 godziny temu uświadomiłem sobie, że spalenie wszystkich książek świata - moje idee fixe - jest raczej niemożliwe do zrealizowania ze względów logistycznych; tym samym życie straciło kierunek.
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

22 sierpnia 2018, o 11:22

Labraks kontra wszyscy: szach mat
Do Monty Pythona pasuje piwo mmmm.
Jeżeli jesteś czarodziejem labraks to spalenie wszystkich książek nie stanowiłoby problemu.
Terapeuta oznajmił, że mogę mieć natrętne myśli. Ten medykament pomoże je wyciszyć na 2 miesiące gdy sobie będę to zażywał. Oby to było to, bo przynajmniej będzie wiadomo o co chodzi. Hehe, jeżeli bóg istnieje to dość dobrze zabezpieczył się przed zbytnim wkroczeniem człowieka w jego rolę. Dlatego dość sceptycznie zaczynam podchodzić do tego, że ktokolwiek z ludzi byłby w stanie osiedlić inną planetę. Trzeba jednak brać pod uwagę aspekt psychiczny, który jednak jest najsilniejszy ze wszystkich choćby nie wiadomo jak człowiek był zdrowy fizycznie.
labraks
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 256
Rejestracja: 3 lutego 2018, o 11:44

22 sierpnia 2018, o 11:38

Żałosny jest psychiczny aspekt człowieka.
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

22 sierpnia 2018, o 14:49

Ej. Słuchajcie, słuchajcie mieszkańcy Khorinis. HAHA. Na poważnie...słuchajcie, ambi ty w szczególności. Lepiej dać sobie spokój z czytaniem tych wszystkich pierdół na necie. Z czytaniem jak komuś pomóc czy ewentualnie sobie. To pułapka i to śmiertelna. Od wczoraj biorę pół dawki tego leku i jest ogromna różnica a co dopiero po całej dawce i po 5ciu dniach stanu ustalonego. Nie czytam już tych artykułów itp. To ta głupia nerwica natręctw czy cokolwiek tam innego, choć raczej to. Jak sobie przypomnę to od 2 lat tak się nakręciłem, pewnie przez przykre zdarzenia w życiu. Umysł człowieka to pułapka jednak. Lepiej za bardzo tam nie wchodzić, już kiedyś taki tekst gdzieś przeczytałem. Jak jest źle to wykupić 10 spotkań u psychologa, wygadać się i zostawić temat w spokoju. Człowiek to bardziej skomplikowana maszyna niż nam się wydaje. Nie poddawać się w życiu, myśleć racjonalnie, od razu zjebać toksycznych ludzi i polegać na intuicji, a powinno być dobrze.
ambiwalencja
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 79
Rejestracja: 6 czerwca 2018, o 16:09

22 sierpnia 2018, o 18:27

no no.. ja dziękuję.. ten etap juz przerabiałam.. z marnym skutkiem, a właściwie żadnym.. a nawet wpadłam se w depresję własnie gdy tak zostawiłam "temat w spokoju"..
ja tam wolę żadnych prochów nie brać, żadnych substancji zmieniających świadomość.. swoje już wzięłam w życiu..
ale ja nikomu nie wróg.. jak jest komuś tak lepiej.. proszę uprzejmie..
dziękuję Jacek za troskę mimo wszystko..
co do czytania to zgodzę się.. poczytać można ale tyle, żeby z tego wnioski dla siebie wyciagać a i żeby lepiej przebiegał proces samoobserwacji.. dla mnie nie ma że boli.. włażę i włazić będę w tematy tyle ile bedzie trzeba..
Jacek310
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 124
Rejestracja: 2 czerwca 2018, o 20:15

22 sierpnia 2018, o 20:58

Ambi, napiszesz może coś więcej o twojej niefortunnej kuracji? Ja zażywałem wszystkie możliwe ssri oraz 2 snri. Czyli ogólnie antydepresanty. Efekt był opłakany. Obecnie zażywam atypowy neuroleptyk. Ludzie pisali, że mogą wpaść w depresję po nich, ale ja jestem depresjoodporny. I też niewielką dawkę mam. Napisz mi w jakich okolicznościach konkretnie wpadłaś w depresję ( czy w trakcie brania leków, czy bez nich, czy bez pracy nad sobą i kiedy to było, czy dawno temu). Napisz, bo to dla mnie też ważne. Bez tych leków nie byłbym w stanie normalnie funkcjonować, zrobiłby się ze mnie wrak człowieka i pewnie znowu pojawiłyby się myśli samobójcze. Dlatego jestem optymistycznie nastawiony do ich działania. I one nie zmieniają świadomości tylko uniemożliwiają (nie, nie blokują, to inny mechanizm, bo odwrotny agonista) rozwinięcie się danych impulsów nerwowych przez co zanika efekt nakręcania się.
A jak się czujesz ogólnie?
ODPOWIEDZ