Mój psychiatra kazał mi ograniczyć na 3 dni Duloxetyne i ja odstawić. Kuźwa jak ja się masakrycznie czuje.
Mdłości, zawroty, prądy, wymioty, brak sił.
Nie wiem co robić... Jestem zdemolowany. Jak zwykle w nerwicy myślę że to nigdy nie minie...
Nie mam siły nawet walczyć i starać się myśleć pozytywnie.
Czytam że wychodzenie z duloxetyny jest trudne. No i mnie dopadło.
Macie jakieś sprawdzone sposoby na objawy odstawienia?
Nie jestem na czysto bo mam wprowadzony weelbutrin.
Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Odstawianie leków, zespół dyskontynuacji, Wasze doświadczenia
-
kaldunia18
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 431
- Rejestracja: 5 listopada 2016, o 08:38
Może ktoś coś doradzi… przez 8 lat brałam Anafranil przez ostatnie 4 lata dawka 1/2 75 mg SR. Miałam różne skutki uboczne, chociażby niewyjaśnione pocenie się nocne, ciągłą ochota na słodkie i wiele innych. Psychiatra zmienił mi lek na Trittico 1/3 tabletki czyli 50 mg. Pierwszy tydzień był super. Jazda zaczęła się po tygodniu. Mdłości, biegunki, zmęczenie, brak energii itp. Lekarz obstawia, że to zespół odstawienny po anafranilu a nie skutki uboczne nowego leku (ponoć takie wystąpiłyby już w pierwszych dniach przyjmowania nowego leku). Czuję się ja przejechana przez czołg, ile to może trwać jeśli to ten zespół odstawienny, trwa już 2 tygodnie…
-
Alienor
- Nowy Użytkownik
- Posty: 1
- Rejestracja: 19 listopada 2024, o 15:21
Witam na forum, cieszę się, że znalazłam taka możliwość dzielenia się. Łącznie różne " leki" brałam 21 lat, przez 13 lat wenlafaksynę. No tak, 10 lat spędziłam w różnych sądach mając 15 różnych spraw. Walczyłam o dzieci,(4) o siebie. I cóż nic nie wywalczyłam. Z psychopatą i to bardzo zamożnym ciężko wygrać gdy startuje się z pułapu osoby od niego uzależnionej i zniszczonej. Ale przecież nie o tym. Bardzo, bardzo chcę rzucić te leki. Walczę zmniejszając dawki. Było 300mg przez wiele lat, potem 150 a teraz co parę dni biorę jedna małą cząsteczkę z kapsułki 150. To ogromny, ogromny sukces. Zespołu odstawienia prawie nie ma za to nie daje rady żyć. Dusi mnie, pojawiły się lęki, co ze mną będzie, mam zawroty głowy. Nie chcę się poddać. Wiem teraz, że te " leki" to trucizna i nie chce być truta więcej. Czytam wspaniała książkę Roberta Whitakera Zmącony obraz i tym bardziej utwierdzam się w tym aby rzucić to świństwo.
Bardzo proszę o wsparcie, podzielenie się doświadczeniem. Nie potrafię być z tym sama. Będę wdzięczna bardzo za odpowiedź
Bardzo proszę o wsparcie, podzielenie się doświadczeniem. Nie potrafię być z tym sama. Będę wdzięczna bardzo za odpowiedź
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2024, o 15:37 przez Alienor, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Żakuj1497
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 617
- Rejestracja: 28 lutego 2021, o 16:18
Ja jestem na przeciwpsychotyku, muszę brać ten lek nie mam wyboru a osobiście nienawidzę brać jakichkolwiek leków.
Goń królika za ogon daje tyle szczęścia !
Wolność słowa z umiarem
Szczęście to chwila ulotne jak motyle
Wolność słowa z umiarem
Szczęście to chwila ulotne jak motyle
-
halokasia
- Nowy Użytkownik
- Posty: 14
- Rejestracja: 22 czerwca 2025, o 12:48
Ja obecnie odstawiam SSRI (asertin).
Brałam chyba z dobrych 5-6 lat dawkę 150mg.
Zeszłam na 125mg było okej.
Po pół roku dalej o 12,5 mg.
I tu się zaczęło. Jestem w 3 miesiącu odstawiania. Za mną atak paniki, nie mówiąc już o innych dolegliwościach. Domyślam się, że układ nerwowy musi się przestawić, ale to okropne.
Objawy są falowe, ale generalnie przy wyjściach na otwartą przestrzeń mam wrażenie zawrotów głowy, lekkie zaburzenia widzenia, stres. Tak samo jak polatam, poschylam się to tak samo.
Nie są to ciastka z kremem. Dwa miesiące się meczę w pętli dobrze-wzglednie-zle-zle-wzglednie-dobrze. Ale powiem wam, że to co mnie napędza to żeby być w końcu wolnym od tego samopoczucia i nigdy więcej nie ładować się w SSRI.
Nie demonizuje bo pomogły mi jako osiemnastolatce poukładać życie, zapomnieć o bezpodstawnym, irracjonalnym stresie i lęku, ale cena jaką się płaci przy odstawianiu jest adekwatna do lat spokoju na lekach. Im dłużej tym gorzej.
Akceptuję to, godzę się z tym, chodzę na terapię. Ale jestem tak wściekła na nasz system psychiatrii, że nie mam słów. Zamiast porozmawiać wprost jak wygląda branie i odstawienie leków, że terapia jest totalnie konieczna to nie, dam pani/panu cudowny lek i będzie dobrze. Nóż się w kieszeni otwiera.
Dodam, że po kontakcie z psychiatra po ciężkim początku z odstawieniem dawki (3 dni czułam się jakbym zejść dosłownie) to psychiatra powiedziała, że nie, to nie możliwe, żeby tak było, że pani tak ciężko zejść, nawet po latach. Proszę odczekać 2 tygodnie i albo zmienimy SSRI ale to się wiąże z odstawieniem tego leku do zera i wejście na nowy, albo dodamy coś na uspokojenie.
Po czym moja terapeutka, dr n.m albo i już profesorka mówi mi, że jest to normalna reakcja na schodzenie z leków bo leki latami wspomagały, a teraz musi ogarnąć to sam. I że będziemy to ogarniać terapeutycznie bo się da. I faktycznie - da się.
I zaczęłam mieć wrażenie, że psychiatrzy wolą wypisać pigułkę i mieć "sztukę" z głowy niż pomóc. Jeśli człowiek nie ma własnego rozumu to można się nieźle wpierdzielić...
Brałam chyba z dobrych 5-6 lat dawkę 150mg.
Zeszłam na 125mg było okej.
Po pół roku dalej o 12,5 mg.
I tu się zaczęło. Jestem w 3 miesiącu odstawiania. Za mną atak paniki, nie mówiąc już o innych dolegliwościach. Domyślam się, że układ nerwowy musi się przestawić, ale to okropne.
Objawy są falowe, ale generalnie przy wyjściach na otwartą przestrzeń mam wrażenie zawrotów głowy, lekkie zaburzenia widzenia, stres. Tak samo jak polatam, poschylam się to tak samo.
Nie są to ciastka z kremem. Dwa miesiące się meczę w pętli dobrze-wzglednie-zle-zle-wzglednie-dobrze. Ale powiem wam, że to co mnie napędza to żeby być w końcu wolnym od tego samopoczucia i nigdy więcej nie ładować się w SSRI.
Nie demonizuje bo pomogły mi jako osiemnastolatce poukładać życie, zapomnieć o bezpodstawnym, irracjonalnym stresie i lęku, ale cena jaką się płaci przy odstawianiu jest adekwatna do lat spokoju na lekach. Im dłużej tym gorzej.
Akceptuję to, godzę się z tym, chodzę na terapię. Ale jestem tak wściekła na nasz system psychiatrii, że nie mam słów. Zamiast porozmawiać wprost jak wygląda branie i odstawienie leków, że terapia jest totalnie konieczna to nie, dam pani/panu cudowny lek i będzie dobrze. Nóż się w kieszeni otwiera.
Dodam, że po kontakcie z psychiatra po ciężkim początku z odstawieniem dawki (3 dni czułam się jakbym zejść dosłownie) to psychiatra powiedziała, że nie, to nie możliwe, żeby tak było, że pani tak ciężko zejść, nawet po latach. Proszę odczekać 2 tygodnie i albo zmienimy SSRI ale to się wiąże z odstawieniem tego leku do zera i wejście na nowy, albo dodamy coś na uspokojenie.
Po czym moja terapeutka, dr n.m albo i już profesorka mówi mi, że jest to normalna reakcja na schodzenie z leków bo leki latami wspomagały, a teraz musi ogarnąć to sam. I że będziemy to ogarniać terapeutycznie bo się da. I faktycznie - da się.
I zaczęłam mieć wrażenie, że psychiatrzy wolą wypisać pigułkę i mieć "sztukę" z głowy niż pomóc. Jeśli człowiek nie ma własnego rozumu to można się nieźle wpierdzielić...
