Nerwica - nasze historie

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymś tam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1061
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

16 lutego 2021, o 21:59

Madame.Kot pisze:
16 lutego 2021, o 19:28
Katja pisze:
2 kwietnia 2020, o 23:49
U mnie problemy z ciśnieniem
Przypomniałaś mi, że nic nie wspomniałam o ciśnieniomierzu, ale to może kiedyś w części II, bo w tamtym okresie to u mnie za każdym razem co by się nie działo to ciśnienie niemal idealne ( chociaż miałam wrażenie że odlatuje ), a moja matka tylko spojrzała na ciśnieniomierz i już było 190 :D
Czekamy na cześć II, pierwszą czytałam z zapartym tchem. Muszę się zebrać w sobie i swoją historię opisać kiedyś : )
Cześć druga jeszcze trwa, ale już zapowiadam, że będzie się działo :D Natręty, nowe wkręty, wielki powrót ocd, bardziej rozbudowane somaty, no warto czekać :D ;)
I ja również czekam na Twoją historię :)

Pozdrawiam :friend:
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Klaudia55
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 328
Rejestracja: 10 sierpnia 2018, o 09:31

13 marca 2021, o 23:44

Katja pisze:
2 kwietnia 2020, o 19:10
Moja historia, epizod I

Dzieciństwo nie łatwe, ale też nie najgorsze. Był rozwód rodziców, było wiele....ale teraz jesteśmy fajną rodziną, więc zostawiam to tam gdzie jest tego miejsce czyli w przeszłości.
Pierwsze natręctwa plus atak paniki miałam już jako dziecko, ale nie zdominowało to mojego dzieciństwa.
Pierwsze prawdziwe WTF pojawiło się 8 lat temu. Położyłam się spać i....duszność, ciężar, jakoś dziwnie, ale postanowiłam, że pójdę spać ...na siedząco. Zasnęłam, koszmary, budzę się cała spocona i z wrażeniem że mam słonia na klatce piersiowej, pierwsza myśl umieram. Serce waliło mi jak opętane, kołatało, przeskakiwało, gniotło, w głowie totalna panika. Budzę mamę żeby mnie ratowała i pogotowie wezwała, a mama jakoś dziwnie spokojna ( weteranka ;luzz ) , ale karetkę wezwała. Przyjechali, pierwsze pytanie "pani biegała?" "tak biegałam o 4 w nocy ", potem standardowo, szpital, w szpitalu badania i do domu bo nic się nie dzieje. Następnego dnia jak wpadłam do przychodni to aż lekarz z gabinetu wyjrzał sprawdzić co się na tej recepcji odjaniepawla. Pamiętam gościu był z Libanu i wymyślił, że może mam anemię, bo mam taki trochę heroine look + nie jem mięsa. Anemii okazało się, że nie mam ( z resztą też było ok ) ale i tak usłyszałam radę "cieba jeść mieso" . No nic mądrzejsza o tą wiedzę w poczuciu spokoju udałam się do domu. Spokój nie trwał jednak długo, bo po jakimś czasie pojawiły się duszności. Codziennie wrażenie, że mam za mało powietrza, że coś jest nie halo z oddechem, no i pojawiła się królowa wszystkich histeryków: nerwicowa gula w gardle. Ile ja się z tym męczyłam, w chwilach największego szaleństwa połknięcie malusieńkiej tabletki było dla mnie zagrożeniem, bo przełyk mi nie pracuje. :buu: Jakoś rok po pierwszym ataku pojawił się drugi tym razem jednak pojechałam na SOR z moim facetem a tam....moja mama zgadnijcie z jakim problemem :^ . Ponieważ mama była w okresie menopauzy i ciśnienie jej skakało jak Małysz w najlepszych chwilach to dostała jakąś magiczną tabletkę po której mało nie zasnęła na stojąco, a ja dostałam pouczenie żeby sobie melisy zaparzyć. Trzeci atak pamiętam jak dziś oglądałam film "Wkraczając w pustkę" po którym wkroczyłam w panikę ( gorąco, zimno, drgawki, wrażenie omdlewania, poty, duszności a w głowie Sajgon ) uhuhuh i znowu uderzyłam na SOR. Tam jednak nastąpił przełom ponieważ panika osiągnęła apogeum więc nie czekając na swoją kolej wbiłam się do gabinetu żeby mnie lekarz ratował, bo to już żarty się skończyły, a tam...nie wiem co się stało, ale zdaję się, że coś poważnego, bo gościu wyglądał jakby ktoś przed chwilą umarł, a że byliśmy w szpitalu....Tego dnia postanowiłam sobie, że dosyć zajmowania miejsca ludziom którzy naprawdę potrzebują pomocy i że więcej się na SORze nie pojawię ( i tak było przez następnych 7 lat ). W tzw. międzyczasie robiłam miliony badań, pamiętam jak kiedyś w panice wpadłam do przychodni, że dramat jest i mają mi już ekg robić i tam była taka starsza lekarz, która popatrzyła na te moje ekg i na mnie jak skakałam jak wróbel po gabinecie i ona mi mówi "pani to na tle nerwowym ma", na co ja jej że zawał i że chore serce mam na co kobieta dała mi receptę na hydroxyzine i zapewniła, że żaden zawał mi nie grozi. Jak wyszłam z tego gabinetu ( dopytując się wcześniej jakieś 100 raz czy jest pewna z tym zawałem ) to poczułam się jak chodzące zdrowie. Często też miałam historie w rodzaju idę na miasto i wracam w podskokach do samochodu, bo ciemność mnie ogarnia ( nogi z waty, poty, duszności ) . Oprócz tego pojawiły się również uporczywe dociekania co mi właściwie jest, w ciągu dnia były gdzieś tam z tyłu głowy z uwagi na pracę i dużą ilość zajęć ( funkcjonowałam w przekonaniu, że coś mi jest i już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej ), ale wieczorami zaczynało się analizowanie. Pamiętam jak kiedyś w akcie desperacji i rozpaczy wymyśliłam, że to pewnie ciotka urok rzuciła ( a nie wierzę w takie rzeczy ), bo się z matką pokłóciła :haha: także tego :ups
Natręty zaczynały być coraz silniejsze, doszło też silne ROCD ( może kiedyś napiszę o tym więcej ) aż w końcu powiedziałam sobie dość tych analiz żeby mnie miało rozerwać od środka to już nigdy więcej i tak było do epizodu II. Pomogło też silne przekonanie, że nic mi nie jest ( uwierzyłam lekarzom i mamie ) i dużo zajęć. CDN
Hej :) wyszłaś z tego problemu z oddychaniem, dusznością?
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1061
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

14 marca 2021, o 00:09

Klaudia55 pisze:
13 marca 2021, o 23:44
Katja pisze:
2 kwietnia 2020, o 19:10
Moja historia, epizod I

Dzieciństwo nie łatwe, ale też nie najgorsze. Był rozwód rodziców, było wiele....ale teraz jesteśmy fajną rodziną, więc zostawiam to tam gdzie jest tego miejsce czyli w przeszłości.
Pierwsze natręctwa plus atak paniki miałam już jako dziecko, ale nie zdominowało to mojego dzieciństwa.
Pierwsze prawdziwe WTF pojawiło się 8 lat temu. Położyłam się spać i....duszność, ciężar, jakoś dziwnie, ale postanowiłam, że pójdę spać ...na siedząco. Zasnęłam, koszmary, budzę się cała spocona i z wrażeniem że mam słonia na klatce piersiowej, pierwsza myśl umieram. Serce waliło mi jak opętane, kołatało, przeskakiwało, gniotło, w głowie totalna panika. Budzę mamę żeby mnie ratowała i pogotowie wezwała, a mama jakoś dziwnie spokojna ( weteranka ;luzz ) , ale karetkę wezwała. Przyjechali, pierwsze pytanie "pani biegała?" "tak biegałam o 4 w nocy ", potem standardowo, szpital, w szpitalu badania i do domu bo nic się nie dzieje. Następnego dnia jak wpadłam do przychodni to aż lekarz z gabinetu wyjrzał sprawdzić co się na tej recepcji odjaniepawla. Pamiętam gościu był z Libanu i wymyślił, że może mam anemię, bo mam taki trochę heroine look + nie jem mięsa. Anemii okazało się, że nie mam ( z resztą też było ok ) ale i tak usłyszałam radę "cieba jeść mieso" . No nic mądrzejsza o tą wiedzę w poczuciu spokoju udałam się do domu. Spokój nie trwał jednak długo, bo po jakimś czasie pojawiły się duszności. Codziennie wrażenie, że mam za mało powietrza, że coś jest nie halo z oddechem, no i pojawiła się królowa wszystkich histeryków: nerwicowa gula w gardle. Ile ja się z tym męczyłam, w chwilach największego szaleństwa połknięcie malusieńkiej tabletki było dla mnie zagrożeniem, bo przełyk mi nie pracuje. :buu: Jakoś rok po pierwszym ataku pojawił się drugi tym razem jednak pojechałam na SOR z moim facetem a tam....moja mama zgadnijcie z jakim problemem :^ . Ponieważ mama była w okresie menopauzy i ciśnienie jej skakało jak Małysz w najlepszych chwilach to dostała jakąś magiczną tabletkę po której mało nie zasnęła na stojąco, a ja dostałam pouczenie żeby sobie melisy zaparzyć. Trzeci atak pamiętam jak dziś oglądałam film "Wkraczając w pustkę" po którym wkroczyłam w panikę ( gorąco, zimno, drgawki, wrażenie omdlewania, poty, duszności a w głowie Sajgon ) uhuhuh i znowu uderzyłam na SOR. Tam jednak nastąpił przełom ponieważ panika osiągnęła apogeum więc nie czekając na swoją kolej wbiłam się do gabinetu żeby mnie lekarz ratował, bo to już żarty się skończyły, a tam...nie wiem co się stało, ale zdaję się, że coś poważnego, bo gościu wyglądał jakby ktoś przed chwilą umarł, a że byliśmy w szpitalu....Tego dnia postanowiłam sobie, że dosyć zajmowania miejsca ludziom którzy naprawdę potrzebują pomocy i że więcej się na SORze nie pojawię ( i tak było przez następnych 7 lat ). W tzw. międzyczasie robiłam miliony badań, pamiętam jak kiedyś w panice wpadłam do przychodni, że dramat jest i mają mi już ekg robić i tam była taka starsza lekarz, która popatrzyła na te moje ekg i na mnie jak skakałam jak wróbel po gabinecie i ona mi mówi "pani to na tle nerwowym ma", na co ja jej że zawał i że chore serce mam na co kobieta dała mi receptę na hydroxyzine i zapewniła, że żaden zawał mi nie grozi. Jak wyszłam z tego gabinetu ( dopytując się wcześniej jakieś 100 raz czy jest pewna z tym zawałem ) to poczułam się jak chodzące zdrowie. Często też miałam historie w rodzaju idę na miasto i wracam w podskokach do samochodu, bo ciemność mnie ogarnia ( nogi z waty, poty, duszności ) . Oprócz tego pojawiły się również uporczywe dociekania co mi właściwie jest, w ciągu dnia były gdzieś tam z tyłu głowy z uwagi na pracę i dużą ilość zajęć ( funkcjonowałam w przekonaniu, że coś mi jest i już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej ), ale wieczorami zaczynało się analizowanie. Pamiętam jak kiedyś w akcie desperacji i rozpaczy wymyśliłam, że to pewnie ciotka urok rzuciła ( a nie wierzę w takie rzeczy ), bo się z matką pokłóciła :haha: także tego :ups
Natręty zaczynały być coraz silniejsze, doszło też silne ROCD ( może kiedyś napiszę o tym więcej ) aż w końcu powiedziałam sobie dość tych analiz żeby mnie miało rozerwać od środka to już nigdy więcej i tak było do epizodu II. Pomogło też silne przekonanie, że nic mi nie jest ( uwierzyłam lekarzom i mamie ) i dużo zajęć. CDN
Hej :) wyszłaś z tego problemu z oddychaniem, dusznością?
Tak. :^
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Klaudia55
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 328
Rejestracja: 10 sierpnia 2018, o 09:31

14 marca 2021, o 09:29

Katja pisze:
14 marca 2021, o 00:09
Klaudia55 pisze:
13 marca 2021, o 23:44
Katja pisze:
2 kwietnia 2020, o 19:10
Moja historia, epizod I

Dzieciństwo nie łatwe, ale też nie najgorsze. Był rozwód rodziców, było wiele....ale teraz jesteśmy fajną rodziną, więc zostawiam to tam gdzie jest tego miejsce czyli w przeszłości.
Pierwsze natręctwa plus atak paniki miałam już jako dziecko, ale nie zdominowało to mojego dzieciństwa.
Pierwsze prawdziwe WTF pojawiło się 8 lat temu. Położyłam się spać i....duszność, ciężar, jakoś dziwnie, ale postanowiłam, że pójdę spać ...na siedząco. Zasnęłam, koszmary, budzę się cała spocona i z wrażeniem że mam słonia na klatce piersiowej, pierwsza myśl umieram. Serce waliło mi jak opętane, kołatało, przeskakiwało, gniotło, w głowie totalna panika. Budzę mamę żeby mnie ratowała i pogotowie wezwała, a mama jakoś dziwnie spokojna ( weteranka ;luzz ) , ale karetkę wezwała. Przyjechali, pierwsze pytanie "pani biegała?" "tak biegałam o 4 w nocy ", potem standardowo, szpital, w szpitalu badania i do domu bo nic się nie dzieje. Następnego dnia jak wpadłam do przychodni to aż lekarz z gabinetu wyjrzał sprawdzić co się na tej recepcji odjaniepawla. Pamiętam gościu był z Libanu i wymyślił, że może mam anemię, bo mam taki trochę heroine look + nie jem mięsa. Anemii okazało się, że nie mam ( z resztą też było ok ) ale i tak usłyszałam radę "cieba jeść mieso" . No nic mądrzejsza o tą wiedzę w poczuciu spokoju udałam się do domu. Spokój nie trwał jednak długo, bo po jakimś czasie pojawiły się duszności. Codziennie wrażenie, że mam za mało powietrza, że coś jest nie halo z oddechem, no i pojawiła się królowa wszystkich histeryków: nerwicowa gula w gardle. Ile ja się z tym męczyłam, w chwilach największego szaleństwa połknięcie malusieńkiej tabletki było dla mnie zagrożeniem, bo przełyk mi nie pracuje. :buu: Jakoś rok po pierwszym ataku pojawił się drugi tym razem jednak pojechałam na SOR z moim facetem a tam....moja mama zgadnijcie z jakim problemem :^ . Ponieważ mama była w okresie menopauzy i ciśnienie jej skakało jak Małysz w najlepszych chwilach to dostała jakąś magiczną tabletkę po której mało nie zasnęła na stojąco, a ja dostałam pouczenie żeby sobie melisy zaparzyć. Trzeci atak pamiętam jak dziś oglądałam film "Wkraczając w pustkę" po którym wkroczyłam w panikę ( gorąco, zimno, drgawki, wrażenie omdlewania, poty, duszności a w głowie Sajgon ) uhuhuh i znowu uderzyłam na SOR. Tam jednak nastąpił przełom ponieważ panika osiągnęła apogeum więc nie czekając na swoją kolej wbiłam się do gabinetu żeby mnie lekarz ratował, bo to już żarty się skończyły, a tam...nie wiem co się stało, ale zdaję się, że coś poważnego, bo gościu wyglądał jakby ktoś przed chwilą umarł, a że byliśmy w szpitalu....Tego dnia postanowiłam sobie, że dosyć zajmowania miejsca ludziom którzy naprawdę potrzebują pomocy i że więcej się na SORze nie pojawię ( i tak było przez następnych 7 lat ). W tzw. międzyczasie robiłam miliony badań, pamiętam jak kiedyś w panice wpadłam do przychodni, że dramat jest i mają mi już ekg robić i tam była taka starsza lekarz, która popatrzyła na te moje ekg i na mnie jak skakałam jak wróbel po gabinecie i ona mi mówi "pani to na tle nerwowym ma", na co ja jej że zawał i że chore serce mam na co kobieta dała mi receptę na hydroxyzine i zapewniła, że żaden zawał mi nie grozi. Jak wyszłam z tego gabinetu ( dopytując się wcześniej jakieś 100 raz czy jest pewna z tym zawałem ) to poczułam się jak chodzące zdrowie. Często też miałam historie w rodzaju idę na miasto i wracam w podskokach do samochodu, bo ciemność mnie ogarnia ( nogi z waty, poty, duszności ) . Oprócz tego pojawiły się również uporczywe dociekania co mi właściwie jest, w ciągu dnia były gdzieś tam z tyłu głowy z uwagi na pracę i dużą ilość zajęć ( funkcjonowałam w przekonaniu, że coś mi jest i już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej ), ale wieczorami zaczynało się analizowanie. Pamiętam jak kiedyś w akcie desperacji i rozpaczy wymyśliłam, że to pewnie ciotka urok rzuciła ( a nie wierzę w takie rzeczy ), bo się z matką pokłóciła :haha: także tego :ups
Natręty zaczynały być coraz silniejsze, doszło też silne ROCD ( może kiedyś napiszę o tym więcej ) aż w końcu powiedziałam sobie dość tych analiz żeby mnie miało rozerwać od środka to już nigdy więcej i tak było do epizodu II. Pomogło też silne przekonanie, że nic mi nie jest ( uwierzyłam lekarzom i mamie ) i dużo zajęć. CDN
Hej :) wyszłaś z tego problemu z oddychaniem, dusznością?
Tak. :^
Opowiesz mi proszę jak? Ile to trwało? Co pomogło? Byłabym Bardzo wdzięczna
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1061
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

14 marca 2021, o 21:41

Klaudia55 pisze:
14 marca 2021, o 09:29
Katja pisze:
14 marca 2021, o 00:09
Klaudia55 pisze:
13 marca 2021, o 23:44


Hej :) wyszłaś z tego problemu z oddychaniem, dusznością?
Tak. :^
Opowiesz mi proszę jak? Ile to trwało? Co pomogło? Byłabym Bardzo wdzięczna

U mnie zaburzenie rozpoczeło się od problemów z sercem i oddechem. Sercę już pominę, ale z oddechem to zanim jeszcze wpadłam w zaburzenie na dobre to pół roku przed chodziłam ciągle jakby z płytkim oddechem, wrażeniem, że coś nie tak jest z moim oddychaniem, że mam za mało powietrza. Jak wybuchło zaburzenie to na pierwszy plan wysuneło się na jakiś czas serce, ale potem wrócił problem z oddechem i to był Meksyk, wiecznie miałam wrażenie, że się dusze, za mało mam powietrza, że chyba jestem na coś chora, potem doszło jeszcze uczucie cięzkości na klatce piersiowej. Mega duszności. I tak z tym chodziłam, z okresowymi zaostrzeniami ( pamiętam apogeum to było lato i spacery na Wisłą, a ja co chwila wrażenie, że się uduszę i gęba zapłakana ).
Co pomogło?
To co zawsze czyli akceptacja i ignorowanie. W którymś momencie zatrybiło do mojej łepetyny, że mam nerwicę, a nie milion tajemniczych chorób i przestałam się zajmować monitorowaniem mojego oddechu, chociaż on dalej żył jakimś dziwnym życiem. Jak się tym nie zajmowałam to nawet nie wiem kiedy przeszło, ale chyba jakoś po wakacjach. Czasem mi to wraca jak się czymś bardzo wkurw.....albo zestresuje, ale nie zwracam na to uwagi.
Ile to trwało?
Pewnie z rok w sumie się z tym męczyłam, z tym, że nie zawsze oddech wysuwał się na prowadzenie.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Pawełek 89
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: 29 grudnia 2020, o 23:26

28 marca 2021, o 13:38

:)) Witam
Moja historia to już kilka tomów gdyby tak chciało się o tym pisać. A to mój pierwszy wpis tutaj. Od 10 lat borykam się z napadami paniki zaczęło się to gdy moja dawna partnerka poroniła ciąże bliźniacza i nasz związek się rozsypał. Po tych przeżyciach długo nie mogłem się pozbierać i pewnego dnia w pracy zaczęło się.... To co wszyscy dobrze znamy, SOR badania potem więcej badań i niby wypadanie płatka zastawki. Co po paru latach przy konkretnym badaniu lekarskim dowiedziałem się że jak nie wiedzą co jast to tak wpisują :hehe: ale żyłem sobie dalej postanowiłem odciąć to stare życie i zacząć nowe. Zmieniłem pracę rozwijałem się skończyłem studia i przez ten cały okres miałem te napady ale nie żaliłem się nikomu zagryzałem żeby i dalej. Zaczęło się tak porządnie to wszystko tak z 4 lata temu. Przed moim ślubem, sporo nerwów ja wziąłem na siebie za dużo bo postanowiłem że muszę zrobić całkowity remont domu prawie 300m przed ślubem. Mam o tym pojęcie ale przeliczyłem swoje siły do tego doszedł alkohol i napady paniki jakich jeszcze nie miałem. Badania i lekarz wszystko zwalił na nadużywanie alko, ogarnąłem się mocno i cały czas w głowie miałem że to przez alko tak się doprowadziłem i zostawiłem te objawy nic z tym nie zrobiłem i żyłem tak dalej z objawami i atakami już w każdy dzień. To doprowadziło mnie do ruiny psychicznej dopiero moja mama zmusiła mnie do wizyty u lekarza ja już miałem w głowie jakąś straszna diagnozę i z wyrokiem jak mniemałem zrobiłem badania i okazało się że JESTEM ZDROWY JAK BYK morfologia super itp. I skierowanie do PSYCHIATRY ja oczywiście w to nie wierze, psychiatra po rozmowie potwierdza nerwice i zaczyna docierać do mnie że może to być to. Uspokoiło mnie to na jakiś czas ale teraz znowu to samo :(: moja żona nie wie co się ze mną dzieje wolę jej w tym nie uświadamiać, czekamy na 2go synka. Wiem że muszę być mocny i staram się taki być ale moje objawy zaczynają mnie uposledzac w pracy bardzo dużo jeżdżę samochodem i już mam tak że jak muszę jechać w trasę w której dostałem kiedyś ataku to od rana jazda. Nie chcę żeby to tak mnie ograniczało i tak jak to Viktor mówił zagryzam żeby i mówię no choć niech już będzie to umieranie ale tak już walczę od ponad roku od diagnozy ze to nerwica i raczej efekty marne. Wkurza mnie to bo byłem zawsze osoba bardzo pogodna zaradna szybko awansowałem dzięki temu bo klienci bardzo mnie po prostu lubili a teraz jak inwalida. Ciągle maska ze jest wszystko ok, rozmowa z prezesem jakiejś firmy ja na zewnątrz ogarnięty twardy a w środku czekam kiedy na glebę walne . Dziś mam słaby dzień i okres za sobą i dla tego postanowiłem to z siebie w skrócie wylać.
A moje codzienne objawy to duszenie, słabość, wrażenie że zaraz zemdleje czasem derealizacja. Z pogodnego ambitnego człowieka dla którego nie było rzeczy nie do zrobienia powoli staje się wrakiem a nie chce być taki głównie dla moich dzieci, chce być przykładem tego jak ma wyglądać i zachowywać się facet a nie jak teraz to robię, bo wiem że przez tą maskę która zasłaniam te emocje coraz więcej widać.
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1061
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

28 marca 2021, o 14:29

Zmieniłem pracę rozwijałem się skończyłem studia i przez ten cały okres miałem te napady ale nie żaliłem się nikomu zagryzałem żeby i dalej
Przed moim ślubem, sporo nerwów ja wziąłem na siebie za dużo bo postanowiłem że muszę zrobić całkowity remont domu prawie 300m przed ślubem. Mam o tym pojęcie ale przeliczyłem swoje siły do tego doszedł alkohol i napady paniki jakich jeszcze nie miałem.
Wiem że muszę być mocny i staram się taki być ale moje objawy zaczynają mnie uposledzac w pracy bardzo dużo jeżdżę samochodem i już mam tak że jak muszę jechać w trasę w której dostałem kiedyś ataku to od rana jazda.
Nie chcę żeby to tak mnie ograniczało i tak jak to Viktor mówił zagryzam zęby i mówię no choć niech już będzie to umieranie ale tak już walczę od ponad roku od diagnozy ze to nerwica i raczej efekty marne. Wkurza mnie to bo byłem zawsze osoba bardzo pogodna zaradna szybko awansowałem dzięki temu bo klienci bardzo mnie po prostu lubili a teraz jak inwalida.
Z pogodnego ambitnego człowieka dla którego nie było rzeczy nie do zrobienia powoli staje się wrakiem a nie chce być taki głównie dla moich dzieci, chce być przykładem tego jak ma wyglądać i zachowywać się facet a nie jak teraz to robię, bo wiem że przez tą maskę która zasłaniam te emocje coraz więcej widać.
Zagryzasz zęby, nie żalisz się , musisz być mocny, musisz być prawdziwym facetem, musisz być ambitny i finalnie masz uczucie duszenia, słabości, wrażenie że zaraz zemdlejesz, czasem derealizacje i zaburzenie 10 lat. Jak myślisz dlaczego? Bo moim zdaniem dlatego, że nie masz kontaktu sam ze sobą, nie jesteś lojalny wobec siebie, nie masz kontaktu z właśnymi emocjami, nie słuchasz swojego ciała, nie dbasz o nie, nie dbasz o swój stan emocjonalny tylko stale zagryzasz zęby i pomimo, że ciało mówi Ci mam dość to robisz dalej swoje. Dusisz się, bo nie wyrażasz swoich emocji, nie dajesz im ujścia, słabniesz bo ciało ma dość tego co robisz, tego, że go nie szanujesz i przeciążasz, w imię? Własnie w imię czego to wszystko robisz?Źle pojętej ambicji i pozornej męskości? Historie Victora zrozumiałeś nieco opacznie i wyszło Ci, że co by się nie działo to zaciskasz zęby.
Sorry, że to piszę, ale jesteś teraz na najlepszej drodzę do utrzymywania swoich problemów z zaburzeniem przez kolejne 10 lat albo i lepiej, bo to co robisz sobie, to pod jaką presją się trzymasz jest modelowym wręcz przykładem niewłaściwych przekonań, które rujnują komuś zdrowie psychiczne. Nie wiem co jest u Ciebie przyczyną takiego podejścia ( zapewne dom, rodzice, wychowanie ), ale czas chyba coś zmienić, nie zaciskać zęby, tylko może raz w życiu posłuchać swojego ciała i zwyczajnie odpocząć, pogadać z kimś o swoich problemach. I albo to zrozumiesz, ale skończysz gdzieś w Bieszczadach bojący się własnego cienia.
Co bym Ci mogła doradzić to jednak dobry psycholog/terapeuta, który najpierw popracuje z Tobą nad uspokojeniem stanu emocjonalnego a potem nad niewłaściwymi przekonaniami ( gdzie jest ich źródło ) i nad tym żebyś nawiązał kontakt sam ze sobą, bo to jest w mojej ocenie fundament Twojego zaburzenia.

Pozdrawiam :friend:

P.S.
a nie jak teraz to robię, bo wiem że przez tą maskę która zasłaniam te emocje coraz więcej widać.
Nie dziwne, że uzyskałeś efekt lawiny skoro przez cały czas nie dopuszczałeś do normalnego przepływu emocji.
A druga sprawa to może czas zdjąć tą maskę robota i pokazać się z bardziej ludzkiej strony.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Pawełek 89
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: 29 grudnia 2020, o 23:26

28 marca 2021, o 17:55

Dziękuję za odpowiedź. Masz na pewno wiele racji i dzięki za szczerość. Ale ja wiem co miał na myśli Viktor w tym co mówił, ja zagryzam żeby jak to mówię w sytuacji w której objawy mówią zawróć... Ja nie chce im podlegać, w tym sensie zagryzam zęby żeby przetrwać ten krytyczny moment i nie wycofać się z działania. Akceptuje to co mi dolega i nie wypieram z siebie tego faktu bo wiem że to sensu nie ma. Ta maska to taki pancerz który mam gdy w środku się gotuję od obaw. Taki system obronny :pp nie jestem robotem i wiem że moje ciało to nie maszyna bez granic możliwości. Pomoc psychologa, próbowałem, ale rozmowa o biegających po polu myszkach które wydeptują ścieżki jakoś mało do mnie przemawiała i nie mówię tego z ironią.
Maras
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 21
Rejestracja: 18 września 2018, o 08:34

29 marca 2021, o 11:24

alicjac pisze:
1 października 2018, o 09:35
Witaj, na wdrożenie metod z forum w życiu potrzeba czasu i wytrwałości. Nie martw się do wszystkiego się dochodzi stopniowo. Nie rób sobie presji ani wyrzutów. Będzie dobrze. Zaburzenie masz krótko działanie podałeś od razu Twoja logika jest nie zaburzona więc zaufaj diagnozie i wytrwałości życzę. Przyjdzie taki moment że będziesz się jeszcze śmiał że swoich strachow
Minęło 2,5 roku. I wiesz co? :D

I chce mi się teraz śmiać w głos ze swoich postów na forum jak je z perspektywy tych paru lat czytam ponownie :D :D :D

Przestałem odpalać forum, jak naprawdę ogarnąłem o co w tym chodzi. Był plan - nigdzie nie spisany - którego się twardo trzymałem.

Prawie zapomniałem o forum. Prawie, bo dzisiaj rano coś mnie tknęło, że dawno mnie tu nie było. I może to czas, żeby zebrać wszystko do kupy i dać innym iskierkę nadziei, że można się tego kurestwa pozbyć :)
Awatar użytkownika
Żakuj1497
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 334
Rejestracja: 28 lutego 2021, o 16:18

29 marca 2021, o 12:36

Maras pisze:
29 marca 2021, o 11:24
alicjac pisze:
1 października 2018, o 09:35
Witaj, na wdrożenie metod z forum w życiu potrzeba czasu i wytrwałości. Nie martw się do wszystkiego się dochodzi stopniowo. Nie rób sobie presji ani wyrzutów. Będzie dobrze. Zaburzenie masz krótko działanie podałeś od razu Twoja logika jest nie zaburzona więc zaufaj diagnozie i wytrwałości życzę. Przyjdzie taki moment że będziesz się jeszcze śmiał że swoich strachow
Minęło 2,5 roku. I wiesz co? :D

I chce mi się teraz śmiać w głos ze swoich postów na forum jak je z perspektywy tych paru lat czytam ponownie :D :D :D

Przestałem odpalać forum, jak naprawdę ogarnąłem o co w tym chodzi. Był plan - nigdzie nie spisany - którego się twardo trzymałem.

Prawie zapomniałem o forum. Prawie, bo dzisiaj rano coś mnie tknęło, że dawno mnie tu nie było. I może to czas, żeby zebrać wszystko do kupy i dać innym iskierkę nadziei, że można się tego kurestwa pozbyć :)
Dawaj dawaj nawiń coś o lęku :D
Lalola
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 35
Rejestracja: 20 lutego 2018, o 19:32

29 marca 2021, o 13:52

Maras pisze:
29 marca 2021, o 11:24
alicjac pisze:
1 października 2018, o 09:35
Witaj, na wdrożenie metod z forum w życiu potrzeba czasu i wytrwałości. Nie martw się do wszystkiego się dochodzi stopniowo. Nie rób sobie presji ani wyrzutów. Będzie dobrze. Zaburzenie masz krótko działanie podałeś od razu Twoja logika jest nie zaburzona więc zaufaj diagnozie i wytrwałości życzę. Przyjdzie taki moment że będziesz się jeszcze śmiał że swoich strachow
Minęło 2,5 roku. I wiesz co? :D

I chce mi się teraz śmiać w głos ze swoich postów na forum jak je z perspektywy tych paru lat czytam ponownie :D :D :D

Przestałem odpalać forum, jak naprawdę ogarnąłem o co w tym chodzi. Był plan - nigdzie nie spisany - którego się twardo trzymałem.

Prawie zapomniałem o forum. Prawie, bo dzisiaj rano coś mnie tknęło, że dawno mnie tu nie było. I może to czas, żeby zebrać wszystko do kupy i dać innym iskierkę nadziei, że można się tego kurestwa pozbyć :)


Maras proszę daj jakieś rady na to wszystko ! :friend:
Katja
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1061
Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43

29 marca 2021, o 21:51

Pawełek 89 pisze:
28 marca 2021, o 17:55
Dziękuję za odpowiedź. Masz na pewno wiele racji i dzięki za szczerość. Ale ja wiem co miał na myśli Viktor w tym co mówił, ja zagryzam żeby jak to mówię w sytuacji w której objawy mówią zawróć... Ja nie chce im podlegać, w tym sensie zagryzam zęby żeby przetrwać ten krytyczny moment i nie wycofać się z działania. Akceptuje to co mi dolega i nie wypieram z siebie tego faktu bo wiem że to sensu nie ma. Ta maska to taki pancerz który mam gdy w środku się gotuję od obaw. Taki system obronny :pp nie jestem robotem i wiem że moje ciało to nie maszyna bez granic możliwości. Pomoc psychologa, próbowałem, ale rozmowa o biegających po polu myszkach które wydeptują ścieżki jakoś mało do mnie przemawiała i nie mówię tego z ironią.

Moim zdaniem nie uwzględniasz tego, że u każdego zaburzenie lękowe może mieć nieco inny fundament, u Victora była to m.in parentyfikacja, przez co stał się on osobą nadmiernie wyczuloną na potrzeby innych ludzi, wycofaną z życia społecznego, lękliwą, no nie będę się tu rozpisywać, ale u Victora rzeczywiście była kawestia tego żeby przełamać pewne postawy unikowe. Natomiast u Ciebie z tego co opisujesz problem leży w czym innym
byłem zawsze osoba bardzo pogodna zaradna szybko awansowałem dzięki temu bo klienci bardzo mnie po prostu lubili a teraz jak inwalida.
Ty nie miałeś problemów z postawą bierną czy unikową, tylko raczej z presją i nadmiernymi oczekiwaniami względem tego co powinieneś.

Ja wiem, że Ty właściwie zrozumiałeś wpis Victora w sensie żeby się nie ograniczać ze względu na zaburzenie i to jest prawda, pisząc że zrozumiałeś to na opak, mam na myśli to, że wyciągnełeś ten jednen element z wielu rzeczy o których pisał Victor ponieważ posował on do klimatu jaki lubisz sobie stwarzać i stwierdziłeś, że przecież Victor pisał, że trzeba się nie ograniczać, więc trzeba zagryzac zęby i do przodu. Rzecz w tym, że Victor pisał też o presji, nadmiernej ambicji, nierealanych oczekiwaniach, postawie radosnego odkrywcy i wielu innych rzeczach.
Nie wiem czy słusznie, ale czytają Twój wpis odebrałam go jak wpis osoby, która nie daje sobie prawa do słabości, nie jest swoim przyjacielem tylko poganiaczem i tu jest moim zdaniem źródło Twoich problemów i tego, że ciągle przeciążasz system nerwowy.
https://www.czlowiekczujacy.pl

Niestety nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie wiadomości na priv, dlatego zrobiłam bloga.
Livi
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 43
Rejestracja: 24 marca 2021, o 14:00

8 kwietnia 2021, o 22:13

Witam wszystkich. Wyżalę się, mam już dość stanu w jakim jestem jak pewnue większość.
Początkiem stycznia przez kilka nocy jak kładłam się do łóżka miałam takie kilkusekundowe "zmrowienie rąk" - stwierdziłam, że może od kręgoslupa, bo pierwszy raz było jak leżałam i córka położyła mi się na brzuchu.
Pewnej nocy ok. połowy stycznia dziwnie się poczulam, jakieś dziwne uczucie rozchodziło się po plecach i wybudzało w nocy. Rano wstałam, zawiozłam dzieci do przedszkola, w pracy nadal moje plecy ogarniało dziwne uczucie, trochę mie martwiło, dzwoniłam do męża, żeby tego dnia wrócił do domu. Odebrałam dzieci z przedszkola i po jakimś czasie położylam się do lóżka, żeby odpocząć, ale ciągle czułam niepokój. Rozmawiajac z mężem przez telefon nagle poczułam ucisk w klatce i w głowie, "ścięło mi ręce", wystraszyłam się tego, po chwili powtórzyło się, ale z mniejszą siłą. Położylam dzieci spać, maż wrócił po 22. Nadal czułam się dziwnie, myślałam nawet żeby jechać na SOR, ale nie chciałam siać paniki i zostawiać dzieci z dziadkami. Przy mężu wreszcie zasnęłam. Na drugi dzień martwiłam się, ale nie miałam dziwnego uczucia ba plecach. Było trochę śmiechu, bo poszliśmy na kulig. Wieczorem pojechaliśmy do teściów, opowiedziałam im o tym. Bałam sie czy to nie jakiś zawał czy udar, wiec w poniedziałek zrobiłam badania krwi - wszystko w miarę ok. Jeszcze chyba w niedzielę coś stało mi się ze wzrokiem, tak jakby wszystko lekko się ruszało - do dzisiaj pogorszyło się. W niedzielę lub poniedziałek zaczęło mnie boleć między karkiem, a barkiem i to bardzo, wiec w srodę wylądowałam u fizjoterapeuty. Na wzrok nic nie poradził. W piątek lekarz rodzinny popatrzył na badania i wszystko ok, dał skierowanie na rtg odcinka szyjnego i piersiowego, już wtedy wspomniałam mu, ze od 6 lat mam pisk w uchu i nasilił się w tych dniach. Dał jeszcze Mydocalm i coś przeciwzapalnego. - zażywałam tylko Mydocalm przez tydzień, bo nie lubię leków. Fizjoterapeuta też odradził.
Z tym piskiem w sobotę pojechałam na SOR, mówię ochroniarzowi, że miałam tydzieñ wcześniej dziwny ucisj w klatce itp. I źle się czu£am, piszczy mi w uchu i mam problemu ze wzrokiem. Na co odpowiedział, laryngologa nie ma, bedzie jutro. Pojechałam na opiekę całodobową, lekarz nic nie pomógł. Gorzej spałam. To, co rozmasował fizjoterapeuta zaczęlo znowu boleć. Zaczęłam szukać w Google - niestety.
Straciłam apetyt.
W poniedziałek znajomi załatwili mi wizytę u neurologa (okazało się po tygodniach, że kiepskiego). Jadąc do niego zaczęło mi uciskać głowę po bokach. Czekając przed gabinetem.podskoczył mi dwa razy puls, raz do 132, prawie zemdlałam. Pielęgniarka zbadała ciśnienie było 90kilka na 60 kilka a puls chyba ok. 90. Okrzyczała mnie, że zamało piłam. Neurolog zbadał chyba tylko wodzenie za "długopisem", dał jakiś molekin na piski i sen oraz skierowanie na MRI głowy. Wspomniałam mu, że w listopadzie przeszłam Covida, ale bez wielkiego kaszlu. Utraciłam na tydzień węch i smak i było dużo stresu, bo moja siostra, która stresuje mnie od lat, trochę przesadziła z czymś. Do niej dołaczyła się jak zwyklemoja mama. Pierwszy raz podczas covid miałam dziwny ucisk głowy - coś podobnego do tego w styczniu, ale dużo słabsze.
Wróciłam przespałam noc - ok. 4h - to i tak dobrze. Od tego czasu ciągły stres i spięcie, sen po pare minut na dobę, czasem 2, najwyżej 4h. Kolejny dzień USG tętnic szyjnych, wszystko ok. lekarz mówił, że pewnie po covidzie. Zaczęło mi jakoś dziwnie mruczeć i buczeć w uszach. Mialam wyostrzony słuch, głowa boli od tego czasu dzieñ w dzień tylko ból zmienia się.
Kolejny razu fizjoterapeuty, rozmasował - po paru dniach znowu ból, w sumie bałam się iść drugi raz. Znowu lekarz rodzinny, widząc rtg powiedział, że można iść do fizjoterapeuty i po co do niego przychodzę jak nie chcę brać leków. Powiedział, żeby zrobić MRI głowy i czekać, bo może być błahostka, a może coś poważnego, że może tylko nerwica, to zapytałam, co z tymi oczami (nawet w nocy po zamknięciu czułam jalby wzrok nył taki aktywny), powiedział, że nie wie - czekać na wynik MRI. Wspomniałam mu, zenerwy już na pewno poszly w ruch - oczywiścienie wiedziałam, że tak to może wygladać. Ten lekarz znany jest z wmawiania nerwicy, a ludzie wykańcza borelioza, choć wynik, który mu pokazywali wskazywał na chorobę. Denerwowałam sie bardzo, zauważyłam problemy z koncentracją i pamięcią, takie odgrodzenie od przeszłości. Byłam przerażona do tego karuzela 24h, brak apetytu, snu, relaksu, pisk i szumy uszne, drgania i szarpania na nogach, słyszalne tętno w uszach, strzelanie karku.
MRI stres ogromny, raki, SM itp. Pielęgniarka wysłuchała mnie, mówiła, że miała takie objawy po covidzie tylko nie 24h i, że parę miesiecy mnie pomęczy.
Noc po MRI dramat - spałam chyb tylko chwilę. Czytałam o guzach mózgu, szukałam jak leczyć itp. Uciski karku, gardła, walące serce. Rano karuzela przed oczami nasilona, okropne uciski głowy. Pojechałam z mężem na SOR, wpuścili mnie, powiedziałam co mi sie przytrafił i że miałam w nocy uciski w klatce itp., źle się czuję i miałam MRI i mam płytę. Lekarz poszedł do innego i z racji, że byłam w trakcie diagnozy, to wysłał mnie na opiekę całodobową i tam mieli postanowić co ze mną. Tam znowu opowiedziałam historię, EKG niby nic nie wykazało, ale lekarka mówiła, że dobrze byłoby iść do kardiologa. Dała trittico na sen, przeczytałamcskutki uboczne i że to antydepresant i nie wzięłam. Po powrocie czułam się trochę lepiej. Dzień później poszłam z płytą z MRI do neurologa, ale bez opisu nie przyjął mnie, dopiero po tygodniu, ale miałam wynik, że wszystko ok. O wynik upomniałam sie w czwartek, a powiedzieli, że już w poniedziałek wysłali, ale nic nie doszło, dopiero rozmowy nagle wysłalini dotarło - przez nich kilka dni niepotrzebnego stresu.
Odcięło mnie od emocji, skupiłam się tylko na moim stanie. Mąż wziął wolne. Prawie nic nie robiłam tylko leżałam z bólami i czytałam. Nie robiłam nic, co sprawiało mi przyjemność.
Przez ten czas spałam lub nie fatalnie, jadłam na siłę, miałam bóle karku, kręgosłupa, barków, piski, ruszający obraz i pewnie wiele innych. czytałam o boreliozach, SM, rakach. Ledwo żyłam, myłam się z bólem i ledwo chodziłam do pracy. Było mi ciągle zimno. Po miesącu dostałam strasznego zapalenia pecherza, leciała krew i bolało. Lekarz rodzimny dał Cipropol, przeczytałam ulotkę, bałam się, ale zażyłam w sumie dwa razy, potem inna lekarka dała jakaś Furaginę. Przez ponad miesiąc sikałam co chwilę, nie wiedzac już od czego, bo ok. 11 lutego zaczęłam brać Concor Cor - kardiolog mówil, że mam lekką arytmię, a od ok. 25 lutego Arketis i Mirtor. Kardiolog objawy zrzucił na covida. Concor Cor rzuciłam sama po miesiącu, teraz sikam jak dawniej. Doradził też magnez, potas, lipiformę, benfogamma, iskial, wit. D i K. Dwa tygodniu temu przestałam je brać, bo przez miesiąc miałam biegunki dzień w dzień. Teraz jest ok. pojedynczo włączam suplementy.
Zanim trafiłam do psychiatry odwiedziłam 3razy dwóch neurologów, jeden fatalny, drugi - pani doktor miła, przebadałam od palców u nóg po głowę - wykluczyła SM, czym straszył mnie rodzinny, pasożyty i grzybicę na podstawie morfologii. Kardiolog - lekka arytmia (jeżeli) i niedomykalność zastawki mitralnej. USG jamy brzusznej, piersi, narządów rodnych, tetnic szyjnych, tarczycy i kręgowych, ortopeda, endokrynolog, MRI glowy z kontrastem, MRI i RTG odcinka szyjnego, RTG piersiowego. Laryngolog, niby ubytek słuchu w lewym uchu chyba 50dB, w tym uchu pisk od 6 lat, ale lekarz nie potwierdził, że od tego. 2 badania błędnika, za pierwszym razem coś wyszło nie tak w lewym uchu, ale drugie wykluczyło. Obydwa badania biorąc Arketis i Mirtor.
W zasadzie wszystko prywatnie

Żaden lekarz nie wspomniał, żeby łykać cos uspokajajacego, że to nerwy. Wykańczałam się. Chodziłam jak zombie.

Do psychiatry trafiłam chyba 24 lutego, choć najpierw wydzwaniałam do psychologów, ale terminy za kilka miesięcy. Biore Mirtor i Arketis, było bardzo, bardzo... źle. Jest trochę lepiej. Odkad biorę leki, to nasilił się pisk - słyszę go ciągle i bardzo przeszkadza. Doszło dzwonienie w uszach - psychiatrze mówiłam po ok. 8 dniach, ale leku nie zmieniła. Inna lekarka dała Sertagen i mówiła, że po Arketisie mogą być szumy, bo to skutek uboczny. Jednak zostałam przy Arketisie. Nie wiem czy dobrze czy źle. Przez kilka tygodni tak mi napinało kark, że ledwo żyłam, boli do dzisiaj dzień w dzień. Chodziłam do fizjoterapeuty, trochę jest lepiej. Czy dzieki fizjo i lekom bolało i przez co sie zmniejszyło to nie wiem, ogólnie boli kręgosłup, plecy i nogi. Wczoraj psychiatra dała mi jeszcze pregabalinę. Nic nie wspomniała, że dzwonienie jest po paroksetynie, tylko, że leki serotoninowe to powodują.

Byłam radosną pełną życia, energiczną osobą.

Teraz jestem wystraszona, w ciągłym napięciu.

Ktoś miał podobne objawy?
Maras
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 21
Rejestracja: 18 września 2018, o 08:34

9 kwietnia 2021, o 11:30

Żakuj1497 pisze:
29 marca 2021, o 12:36
Maras pisze:
29 marca 2021, o 11:24
alicjac pisze:
1 października 2018, o 09:35
Witaj, na wdrożenie metod z forum w życiu potrzeba czasu i wytrwałości. Nie martw się do wszystkiego się dochodzi stopniowo. Nie rób sobie presji ani wyrzutów. Będzie dobrze. Zaburzenie masz krótko działanie podałeś od razu Twoja logika jest nie zaburzona więc zaufaj diagnozie i wytrwałości życzę. Przyjdzie taki moment że będziesz się jeszcze śmiał że swoich strachow
Minęło 2,5 roku. I wiesz co? :D

I chce mi się teraz śmiać w głos ze swoich postów na forum jak je z perspektywy tych paru lat czytam ponownie :D :D :D

Przestałem odpalać forum, jak naprawdę ogarnąłem o co w tym chodzi. Był plan - nigdzie nie spisany - którego się twardo trzymałem.

Prawie zapomniałem o forum. Prawie, bo dzisiaj rano coś mnie tknęło, że dawno mnie tu nie było. I może to czas, żeby zebrać wszystko do kupy i dać innym iskierkę nadziei, że można się tego kurestwa pozbyć :)
Dawaj dawaj nawiń coś o lęku :D
Oj tak tak byczq! :D :D :D

Jak to ja, za dokładny chce być, także skrobie w wordzie i w końcu coś opublikuje :D Na razie czas zajmuje praca i dwa rozwrzeszczane dzieciory :D
Lalola pisze:
29 marca 2021, o 13:52
Maras pisze:
29 marca 2021, o 11:24
alicjac pisze:
1 października 2018, o 09:35
Witaj, na wdrożenie metod z forum w życiu potrzeba czasu i wytrwałości. Nie martw się do wszystkiego się dochodzi stopniowo. Nie rób sobie presji ani wyrzutów. Będzie dobrze. Zaburzenie masz krótko działanie podałeś od razu Twoja logika jest nie zaburzona więc zaufaj diagnozie i wytrwałości życzę. Przyjdzie taki moment że będziesz się jeszcze śmiał że swoich strachow
Minęło 2,5 roku. I wiesz co? :D

I chce mi się teraz śmiać w głos ze swoich postów na forum jak je z perspektywy tych paru lat czytam ponownie :D :D :D

Przestałem odpalać forum, jak naprawdę ogarnąłem o co w tym chodzi. Był plan - nigdzie nie spisany - którego się twardo trzymałem.

Prawie zapomniałem o forum. Prawie, bo dzisiaj rano coś mnie tknęło, że dawno mnie tu nie było. I może to czas, żeby zebrać wszystko do kupy i dać innym iskierkę nadziei, że można się tego kurestwa pozbyć :)


Maras proszę daj jakieś rady na to wszystko ! :friend:

Wy....e jajca na wszystko. Ale w taki zdrowy sposób. Nie ważne czy to, myśl, że ból w głowie to guz, albo czy że ześwirujesz i zrobisz komuś czy sobie krzywdę :D Tylko trzeba to zrozumieć, zinternalizować i....używać ;) Oczywiście nie puści za jednym razem, czy drugim. Nie puści nawet za tysięcznym. Jeśli nadal będziesz kręcić się w kółko ;)

I to nie jest "click" i działa. To jest najpierw bardzo uciążliwe. Potem już tylko uciążliwe. Potem uciążliwe, no ale jeszcze jest. Potem jest, ale już tak nie przeszkadza. Czasem jeszcze się pojawia jakiś lęk, ale gasisz go jak peta. A na końcu - jest życie. Normalne ;)
Awatar użytkownika
Żakuj1497
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 334
Rejestracja: 28 lutego 2021, o 16:18

9 kwietnia 2021, o 12:36

Tak jest tak miałem z hipochondria i jest dokładnie tak, teraz tylko muszę ułożyć swoje emocje i kontakty z ludźmi i po problemie
ODPOWIEDZ