Marihuana a zaburzenie - wyjaśnienie

Dział dla osób, które zażywaniem narkotyków, np. marihuany, dopalaczy, mefedronu, amfetaminy doprawili się stanów lękowych, czy też depresyjnych.
Jeżeli Twoim głównym problemem jest odrealnienie po "narksach" to dział o derealizacji znajduje się Tutaj
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
zbigniewcichyszelest
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 273
Rejestracja: 26 listopada 2016, o 15:10

15 października 2018, o 02:27

Coraz więcej widzę postów odnośnie marihuany i tego, że ludzie po niej lądują tutaj na forum. Jest wiele pytań o to czy uszkodziła mózg na zawsze, jak to się stało itd, więc pozwolę sobie wyjaśnić kilka kwestii, bo można powiedzieć, że też dzięki tej używce jestem tu gdzie jestem :D

Coraz więcej ludzi w dzisiejszych czasach pali zioło i na pozór nie ma w tym nic dziwnego, ani niebezpiecznego. W porównaniu do tego jak popularne są inne używki, to już naprawdę ludzie wolą sobie przy piwku zapalić jointa i czują się z tym lepiej, że przynajmniej nie biorą nic gorszego. Z moich znajomych pali lub paliło z 90% osób i z tego co widzę nic się nikomu od tego nie stało. Ludzie trąbią na prawo i lewo aby zalegalizować, no bo przecież samo zdrowie. Fizycznie, spożywana w pewnych ilościach na pewno nie jest zbyt szkodliwa, gorzej tutaj jest z psychiką. Osobiście uważam, że faza po trawie jest dosyć mocna i schizująca. Łatwo można sobie powkręcać jakieś krzywe jazdy, szczególnie jeżeli zapali się dużą ilość w zbyt krótkim czasie (bongo, wiadra itd). I tutaj cały problem polega na tym, jak my sobie poradzimy z taką fazą. Osoby o naturze filozofów, osoby bardziej wyczulone na punkcie pewnych spraw, wrażliwe, bardziej strachliwe lub po prostu takie, które mają akurat jakieś nieprzepracowane problemy, bardzo łatwo mogą dostać bad tripa, który nie zawsze, ale czasami może przerodzić się w zaburzenie. Uważam, że ludzie którzy nie przejmują się np. swoim zdrowiem, nie zastanawiają się nad niczym, mają większy dystans do pewnych spraw, rzadko wpadają w tego typu zaburzenia i bad tripy. Mam wiele osób wśród swoich znajomych, którzy na co dzień są mega optymistyczni i zdystansowani i popalają kilka razy w tygodniu i nie widzę, aby ktokolwiek miał po tym jakieś nieprzyjemności.

W moim przypadku było tak, że zapaliłem pierwszy raz w bardzo młodym wieku, ale nic mnie nawet nie ruszyło. Wróciłem do tego potem w wieku 17 lat i też pierwsze kilka razy totalnie nic - wszyscy znajomi upaleni, ja trzeźwy. Myślałem po prostu że na mnie to nie działa i że muszę zapalić więcej, więc kolejnym razem zapaliłem prawie 2 lufki czystego pod rząd i tu się rozpoczęło przedstawienie :D W głowie miałem kosmos, wciągało mi nogi w podłogę, wszyscy wokół się ze mnie śmiali, a ja czułem się jakby miało mnie porwać UFO. Serce waliło i byłem mega przestraszony, ogólnie cały wieczór była ze mną tragedia, ale na drugi dzień przeszło i w sumie uznałem że nic się nie stało. Od zawsze miałem naturę filozofa, byłem wrażliwy na punkcie wielu spraw i mocno strachliwy. W wieku 10 lat zastanawiałem się nad końcem świata, bałem się chorób, 10 razy sprawdzałem jak zamykam drzwi lub wyłączam żelazko itd. (już były objawy nerwicy, ale nie miałem o tym zielonego pojęcia w tym wieku). Byłem po prostu osobą z tendencjami do zaburzeń lękowych i myślę, że prędzej czy później, w moim życiu i tak by to wyszło. Mogłoby wyjść, ale nie musiałoby. Bo niby byłem już lekko zaburzony, ale nie pamiętam odczuwania lęku 24/7 i ciągłych natrętów.

Zacząłem jarać coraz częściej, bo podobało mi się to i imponowało mi śmiganie z jointem. Chciałem być z tym utożsamiany, tym bardziej że bardzo lubię palić cokolwiek, ale nie palę papierosów, więc takie puszczanie sobie dymka z blanta było czymś pięknym. I z moimi fazami było na zmianę - raz było wszystko w porządku, kolejnym razem kisiel w głowie, odrealnienie, strach że zaraz wykituję itd. Do dziś zastanawiam się czemu byłem takim idiotą i paliłem przez tak długi czas, ale w sumie nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje. Pewnego razu zapaliłem bongo z holenderskiego palenia i cała ta moja lekka nerwica, towarzysząca przez praktycznie całe życie, nagle uderzyła we mnie z taką siłą, że nie wiedziałem co się dzieje. Najgorsza faza w moim życiu, strach, tragedia w głowie, odrealnienie, myśli natrętne itd. Od tamtej pory zostało mi to 24/7. Objawy typowo lękowe, mnóstwo straszaków, analiza lękowa, stany depresyjne itd. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że paliłem jeszcze przez 2 lata w stanie zaostrzonych objaw zaburzenia.

I tutaj z perspektywy czasu widzę, że ja w ogóle nie powinienem palić. Po pierwszym bad tripie powinienem podziękować i nigdy więcej nie wchodzić w to tak głęboko. Nie mam po prostu osobowości do takich używek. Nie każdy się do tego nadaje, tak samo jak osoba mocno agresywna nie powinna pić alkoholu, jeżeli czuje że urywa jej się film i dowiaduje się rano że robiła jakieś mocno chore rzeczy, których na trzeźwo by nie zrobiła. Uszkodzenia w mózgu żadnego nie ma, po prostu pod wpływem strachu wywołanego bad tripem, stan emocjonalny przeszedł przez pewną granicę i utrzymuje lęk w organizmie. Stosowanie odpowiednich praktyk odburzeniowych, psychoterapia i przede wszystkim odstawienie jakichkolwiek narkotyków to klucz do poprawy. Ktokolwiek z tego forum, jeżeli już tu trafił, to ma jakieś predyspozycje do wpadania w zaburzenia, depresje itd. Nikt z nas tutaj zgromadzonych najprawdopodobniej nie powinien palić ani zażywać żadnych innych narkotyków, dlatego jeżeli jeszcze to robicie, to radzę jak najszybciej przestać. To samo tyczy się ludzi z predyspozycją do schizofrenii, z tym że to o wiele ciężej dostrzec. Nie każdy dostanie schizofrenii od palenia - ja np. paliłem dużo i dostałem nerwicy, ale gdybym miał do tego jakieś psychiczne predyspozycje, to mógłbym uaktywnić sobie schizofrenie lub jakąś manię zamiast zaburzeń lękowych. Nic się tak naprawdę poważnego nam stać nie może, ale po co sobie niszczyć psychikę. Potem będzie tylko coraz ciężej to odkręcić i tak samo jest w moim przypadku. Jestem w nerwicy już 4 lata, ale nie mogę powiedzieć że to nie przeze mnie, skoro 2.5 z tego przepaliłem i tylko nakręcałem się na coraz to głupsze fazy na bad tripach. W takim wypadku pozostaje tylko abstynencja od wszystkich używek (nie mówię tu o piwku na weekend czy jakiejś wódce od czasu do czasu) i praca nad sobą, swoim nastawieniem i swoją osobowością.
Zamiast wierzyć nerwicy, uwierz w nerwicę :)
Awatar użytkownika
Przemo500
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 184
Rejestracja: 15 kwietnia 2018, o 14:00

26 października 2018, o 20:27

4 lata siedzisz w nerwicy, ale od 4 lat wszystkie dni zlewają Ci się w jeden, czy po prostu masz natręty itd. ? U mnie, jak opisałem też przestraszyłem się tripa i samego mechanizmu odcięcia, ale potem (i tak niepotrzebnie) miałem jeszcze troszkę kontaktu z mm, raz ściągnąłem ze dwa buchy, to całe moje ciało zniknęło (ostatnio się dowiedziałem, że Sativa tak działa), a na juwenaliach też jakoś z bucha, ale bez żadnych efektów. Teraz zero kontaktu z zielskiem, alko bardzo niewiele, bo biorę SSRI, papierosy tylko częściej palę. Co do dalszych kontaktów z dragami w tym stanie, to fakt, lepiej się w to nie bawić jak już samo zielsko takie skutki u nas wywołało, aczkolwiek zaciekawił mnie ten filmik https://www.youtube.com/watch?v=CCF_jm2rLgs. Gość sam ma DD, jak wspomniał od dłuższego czasu, z tym, że jemu depersonalizacja nie przeszkadza. Pewnie prawdą jest, że psychodeliki, czy nawet sama MJ poszerza świadomość, ale też musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy my tego chcemy
Jak chodzi o obawę przed uszkodzeniami mózgu po bad tripie to ja akurat trochę sobie z pomocą znajomego rozkminiłem i wysnułem pewną koncepcję na ten temat. Otóż chociażby zielsko, na niektórych może działać jako dysocjant (ktoś nie wie, czym są, to obczajcie sobie na wiki chociażby Dekstrometorfan), bo po prostu niektórzy mają większą zdolność do doświadczania tych stanów. Umysł się może tego typu rzeczy przestraszyć, bo dla ludzi lubią mieć nad sobą kontrolę to szok, że coś takiego może się wydarzyć. Nic Wam się fizycznie nie stanie, bo to tylko gra waszego umysłu, ale jednym się to może zwiesić na dłuższy czas. Tutaj trzeba powiedzieć wprost- jesteście lękliwi, miło Wam się żyje jak żyjecie- to nie próbujcie upiększać sobie życia dragami, bo nie ma sensu. Ja pewnie teraz byłbym troszkę napakowanym 22 latkiem z złamanym sercem, ale dobrym zdrowiem, a tak to każdy dzień to w zasadzie taka trochę moja droga krzyżowa gdzieś od pół roku.
Awatar użytkownika
zbigniewcichyszelest
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 273
Rejestracja: 26 listopada 2016, o 15:10

3 listopada 2018, o 17:51

Głównie natręctwa, derealizacja co jakiś czas i takie odcięcia. Raz lepiej raz gorzej. Na swojej nerwicowej drodze miałem już chyba z 30 natrętów :D jak przepracujesz jeden, wyjdziesz naprzeciw i wyśmiejesz, to po czasie i tak umysł sam znajdzie coś, co ci podsunie, aby napędzać strach. Taka walka z samym sobą. Sporo już się nauczyłem, poznałem lepiej samego siebie, ale nadal mam jakieś problemy, pozostał taki wewnętrzny niepokój, stany depresyjne, brak pewności siebie itd. Przestałem już prawie całkowicie palić, chociaż mocno mnie ciągnie. Jak jestem w towarzystwie które pali, to nie mam kontroli. Znaczy mam narzuconą, bo tak się umówiłem z moją dziewczyną, która pomaga mi się ogarnąć, ale gdyby nie ona, to pewnie co chwile bym i tak do tego wracał i znowu palił, a to na dłuższą metę jest kiepskie dla mojej psychiki i pewnie wpadałbym w coraz to gorsze stany tak jak kiedyś
Zamiast wierzyć nerwicy, uwierz w nerwicę :)
Awatar użytkownika
Przemo500
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 184
Rejestracja: 15 kwietnia 2018, o 14:00

3 listopada 2018, o 22:58

U mnie znowu ta śmieszna kwestia, że DD uczyniło mnie strasznie pewnym siebie i w zasadzie też pozwoliło mi dostrzec znacznie więcej rzeczy. Co do natręctw, to też często się z nimi zmagałem, a teraz jakby to wszystko znikło, pewnie też dlatego, że skupiam się za bardzo na DD :D Ogólnie ja do tego typu rzeczy podchodzę raczej normalnie tj. to że masz jakieś swoje rytuały, czy czynności które lubisz powtarzać to jakiejś wielkiej tragedii nie ma, bo też to w pewien sposób kształtuje Twoją osobowość, a przynajmniej takie staram wyciągać się z tego pozytywy. Jakby wszyscy byli tacy idealni, bez problemów, to nie byłoby komu pokazywać swojego światopoglądu, a chyba o to chodzi w życiu. Warto też zastanowić się nad jakimś dobrym terapeutą, bo zawsze jak ktoś spojrzy na zewnątrz na Twoje życie, to też może Ci pomóc poukładać trochę rzeczy. Sam chodziłem na terapię indywidualną w 2 i 3 technikum i trochę rzeczy sobie poukładałem, szkoda tylko że przerwałem ją po zbyt krótkim czasie i dalej wszedłem w dorosłe życie z masą problemów. Skończyło się to niestety MJ po kolejnej nieudanej "miłości" i proszę, DD gotowe. Męczy tylko cholernie ten brak ciągłości własnej osoby, bo w zasadzie to już zapomniałem jak to jest normalnie żyć, a wszyscy znajomi mówią, że wrócił ten dawny Przemek i że sobie wymyślam chorobę. Szkoda tylko, że nie są w stanie dostrzec, że jak w życiu jest hardkor, to nie pozostaje nic innego, tylko się śmiać z tego co zgotował nam los.
ODPOWIEDZ