Ogłoszenia:
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
1. Nowi użytkownicy, którzy nie przekroczą progu 30 napisanych postów, mają zablokowaną możliwość wstawiania linków do wszelakich komentarzy.
2. Usuwanie konta na forum - zobacz tutaj: jak usunąć konto?
Słabszy dzień? Kryzys? Ogólne pytanie? Wyżal się swobodnie.
-
DamianZ1984
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 1036
- Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58
Dziś znowu wygrała nerwica wizyta u Barbera, niestety duszność zmierzenie saturacja, od 91 - 98 pewnie tak skacze że względu na zdenerwowanie, teraz napięcie w klatce, ucisk i Barber odwołany, nie pomaga też sytuacja że dziewczyna wyjechała chociaż przy niej byłyby takie same objawy kiedyś miałem lekki atak raz naiesiac i byłem spanikowany dziś to codzienność 


-
19logitech92
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 111
- Rejestracja: 5 lutego 2019, o 09:55
Damian Ty to jesteś mistrz nerwicowego koła. Weź puść sobie wszystkie nagrania Victor divin albo kup książkę np:
https://www.empik.com/pokonalem-nerwice ... ,ksiazka-p
Zamiast działać pomimo leku. To lek Cię pochłonął. Przecież nikt z nerwicy nie umarł. Zrozum to. Zrozum chłopie. To nie rak złośliwy czy jakaś straszna genetyczna choroba.
https://www.empik.com/pokonalem-nerwice ... ,ksiazka-p
Zamiast działać pomimo leku. To lek Cię pochłonął. Przecież nikt z nerwicy nie umarł. Zrozum to. Zrozum chłopie. To nie rak złośliwy czy jakaś straszna genetyczna choroba.
-
Aniaaa87
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 300
- Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38
Już Ci wszyscy 100 razy mówiliśmy wyrzuć albo oddaj komuś ten sprzęt do mierzenia.Co Ci to daje tylko przedłużasz swoje męki.W nerwicy będziesz miał skoki ciśnienia,pulsu,uciski,duszności,i ściskanie klatki i inne rzeczy.To Cię nie zabije bo masz zdrowe serce.DamianZ1984 pisze: ↑14 sierpnia 2021, o 14:57Dziś znowu wygrała nerwica wizyta u Barbera, niestety duszność zmierzenie saturacja, od 91 - 98 pewnie tak skacze że względu na zdenerwowanie, teraz napięcie w klatce, ucisk i Barber odwołany, nie pomaga też sytuacja że dziewczyna wyjechała chociaż przy niej byłyby takie same objawy kiedyś miałem lekki atak raz naiesiac i byłem spanikowany dziś to codzienność![]()
-
Aniaaa87
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 300
- Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38
Ten nasz Damianek…My mu mówimy ze nie ma wiedzy.Nagrania,nagrania i jeszcze raz nagrania od początku.Jak potrzeba to i wielokrotnie można słuchać.Ale Damian nue chce uznał ze mu to nie pomaga i on to wszystko wie.Z każdym postem udowadnia ze tak nie jest i meczy się coraz gorzej19logitech92 pisze: ↑14 sierpnia 2021, o 17:28Damian Ty to jesteś mistrz nerwicowego koła. Weź puść sobie wszystkie nagrania Victor divin albo kup książkę np:
https://www.empik.com/pokonalem-nerwice ... ,ksiazka-p
Zamiast działać pomimo leku. To lek Cię pochłonął. Przecież nikt z nerwicy nie umarł. Zrozum to. Zrozum chłopie. To nie rak złośliwy czy jakaś straszna genetyczna choroba.
-
19logitech92
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 111
- Rejestracja: 5 lutego 2019, o 09:55
Ale tak dla rozluźnienia to ja chodzę co miesiąc do barbera (wcześniej fryzjera) i też czasami mnie szybciej łapie lęk. To dlatego, że boimy się ucieczki a to głupia sytuacja by była. Uświadom sobie, że najwyżej możesz zawsze iść do toalety i tyle
ja zawsze wytrzymuje. Czasami prawie nic nie czuję..czasami coś bardziej, ale nie ma większego problemu. Pomysł, że najwyżej wybuchniesz z tego ciśnienia i będzie artykuł w gazecie i tv, że facet wybuchł u barbera. Pierwsza taka sytuacja.
-
Aniaaa87
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 300
- Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38
Dokładnie.Ja tez mam zawsze lęk jak mam iść do fryzjera bo na pasemkach z suszeniem siedzę około 4 godzin.Czasem czuje nawet ze zaraz dostanę ataku paniki.Wtedy np.wychodzę do toalety albo siedzę durnia palę i w końcu przechodzi.Jestem wtedy z siebie dumna ze nie uciekłam,przeżyłam i o to chodzi19logitech92 pisze: ↑14 sierpnia 2021, o 17:55Ale tak dla rozluźnienia to ja chodzę co miesiąc do barbera (wcześniej fryzjera) i też czasami mnie szybciej łapie lęk. To dlatego, że boimy się ucieczki a to głupia sytuacja by była. Uświadom sobie, że najwyżej możesz zawsze iść do toalety i tyleja zawsze wytrzymuje. Czasami prawie nic nie czuję..czasami coś bardziej, ale nie ma większego problemu. Pomysł, że najwyżej wybuchniesz z tego ciśnienia i będzie artykuł w gazecie i tv, że facet wybuchł u barbera. Pierwsza taka sytuacja.
-
DamianZ1984
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 1036
- Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58
Jak ja tego słucham to się nakręcam bardziej. Odrazu mi się gorzej robi
-
DamianZ1984
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 1036
- Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58
Wy mi mówicie ja to wiem a jak tylko przyjdzie objaw większy to się boję, tak jak teraz znowu cały jakby w nerwach. W środku roztrzęsiony
-
DamianZ1984
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 1036
- Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58
No ta dziewczyna wyjechała i zastanawia się i to też mnie denerwuje i emocje warjują
-
Aniaaa87
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 300
- Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38
Oni tam naprawdę takie wskazówki dają ze nigdzie żaden terapeuta Ci tego nie powie.Nie trafia to do Ciebie jak mówią o tych typowo Twoich sercowo-ciśnieniowych objawach?Tłumacza mechanizm który Ty zaczynasz kumac i stosujesz się po mału krok po kroku.DamianZ1984 pisze: ↑14 sierpnia 2021, o 18:03Jak ja tego słucham to się nakręcam bardziej. Odrazu mi się gorzej robi![]()
-
Aniaaa87
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 300
- Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38
Teraz ona nie może się nigdzie ruszyć bo Ty dorosły facet nie zostaniesz sam w domu ? No zlituj się.To dobrze ze zostałeś sam umrzeć nie umrzesz a jak będziesz miał ataki paniki to będziesz musiał sam sobie poradzić i zobaczysz ze to przeżyłeś i ze to samo minie jak nie będziesz się dodatkowo nakręcał.Jakbyś posłuchał chłopaków co mówią o atakach paniki i jak się wtedy zachowywać to byś już dawno to zaakceptowałDamianZ1984 pisze: ↑14 sierpnia 2021, o 18:13No ta dziewczyna wyjechała i zastanawia się i to też mnie denerwuje i emocje warjują
-
DamianZ1984
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 1036
- Rejestracja: 6 stycznia 2020, o 16:58
Ja to akceptuje ja jestem na etapie że jak mam jakiekolwiek emocje to czuje ten ból w środku, bardziej chodzi o moje cierpienie nie potrafię wyrzucić tego, plus od paru miesięcy jestem w głowie swojej i świat zewnętrzny dociera do mnie ale i tak cały czas monitoruje Ci tam w środku we mnie się dzieje, to jest najgorsze od kilku miesięcy te myśli wykańczające bez przerwy.
-
Polaa
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 36
- Rejestracja: 9 listopada 2020, o 11:12
Hej, jestem tu często, ale moja aktywność należy do tych biernych - słucham, czytam. W listopadzie przywaliła mi nerwica. Tak dotkliwie przyszła pierwszy raz, a poznałyśmy się 14 lat temu. Ostatnimi laty miałam raczej spokój. Wszystko runęło, gdy zachorowałam na covid. Prawdziwa choroba wyzwoliła tak potężne lęki, że wystarczyłoby dla średniej wielkości państwa. Rozłożyło mnie na łopatki. Moim konikiem stały się duszności, bo to w końcu covid. Dusiłam się całymi dniami. Bałam się zasnąć, więc w rexultacie nie spałam i byłam wycieńczona. Zanim mnie "odratowano" leżałam całymi dobami bezsilna, na zmianę płacząc lub się trzęsąc. To tak w wielkim skrócie. Leki zaczęły po miesiącu działać. Zrobiło się ciut lepiej. Byłam w stanie iść do toalety. Osłabienie po covidzie i tak silnym epizodzie nerwicowym towarzyszyło mi kolejne miesiące. Ale jakoś małymi krokami wróciłam do życia. Żyję dzięki lekom i terapii oraz moim bliskim. Ale wiecie co? Ciało nadal nie odpuściło. Ciągle boli, napina się, ściska. Wciąż nie mogę swobodnie oddychać, zaciskam szczęki, kurczę barki. Śnię sny straszne, odjechane, pełne moich niepokojów. W dzień walczę w głowie żeby nie dać się tym objawom, żeby nie myśleć, nie rozwijać, zaakceptować. Każdego wieczoru kładę się spać myśląc czy nie przestanę oddychać. Czy jest lepiej niż w listopadzie? Jasne, że tak. Czy jest dobrze? Nie... i tak się zaczęłam zastanawiać czy tak już będzie, czy to już to, cel osiągnięty i tak pozostanie do końca? Czy mam jeszcze o coś walczyć? Może to moje maksimum. Jedni mają cukrzycę, nadciśnienie, a ja zaburzenie. Może jest krok dalej? Jak myślicie?
- Maja
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 7
- Rejestracja: 26 sierpnia 2013, o 14:11
Walczę o córkę w Sądzie do końca....ale widzę marne szanse. Po badaniach OZSS jestem w gorszej sytuacji niż ojciec mojej córki. Kocham nad życie moje dziecko, jak ją stracę to już po mnie. Nerwica mi tak dowaliła, że jestem u kresu sił. Rodzina mojego byłego partnera wręcz się cieszy z tego wszystkiego. Nie wiem co jeszcze mam napisać, żałuję wszystkiego, mogłam siedzieć i milczeć dla dobra dziecka, a teraz mogę nie mieć jej w ogóle.
" Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat". J.Korczak
-
19logitech92
- Zarejestrowany Użytkownik
- Posty: 111
- Rejestracja: 5 lutego 2019, o 09:55
Myślę, że możesz osiągnąć jeszcze większy spokój. Jak to zrobić? Wychodzić lękowi na przeciw. Z autopsji wiem. Przykładowo dopadło mnie na początku tego roku. Też covid. Strach itd potem faktycznie zachorowalem. Jak straciłem zupełnie węch i smak to chyba byłem bliski zawału. Oczywiście duszności itd. wiadomo.. wtedy dopadlo też mojego ojca i mieliśmy zakład psychiatryczny w domu. Ale co pomagało? Ja bardzo często czuję determinację do wychodzenia lękowi na przeciw. Były duszności takie, że wchodziłem po schodach to już prawie atak paniki był. Ale co? Nadal schodziłem. Zacząłem nawet na siłownię chodzić bo to lubie..oczywiście tam na początku dramat. Każde.cwiczenie, lekka zadyszka i masakra. Czasami robię taki wąski lejek z ust i wydycham powietrze. Pomaga. Pod etui w telefonie mam zawsze tabletkę przeciwlękową. Wychodząc jednak temu na przeciw coraz mniej mnie to atakowało. Teraz już bardzo często mam spokój. Także można opanować każdy objaw. Niestety potrzeba dużo determinacji i zrozumienia.Polaa pisze: ↑15 sierpnia 2021, o 00:16Hej, jestem tu często, ale moja aktywność należy do tych biernych - słucham, czytam. W listopadzie przywaliła mi nerwica. Tak dotkliwie przyszła pierwszy raz, a poznałyśmy się 14 lat temu. Ostatnimi laty miałam raczej spokój. Wszystko runęło, gdy zachorowałam na covid. Prawdziwa choroba wyzwoliła tak potężne lęki, że wystarczyłoby dla średniej wielkości państwa. Rozłożyło mnie na łopatki. Moim konikiem stały się duszności, bo to w końcu covid. Dusiłam się całymi dniami. Bałam się zasnąć, więc w rexultacie nie spałam i byłam wycieńczona. Zanim mnie "odratowano" leżałam całymi dobami bezsilna, na zmianę płacząc lub się trzęsąc. To tak w wielkim skrócie. Leki zaczęły po miesiącu działać. Zrobiło się ciut lepiej. Byłam w stanie iść do toalety. Osłabienie po covidzie i tak silnym epizodzie nerwicowym towarzyszyło mi kolejne miesiące. Ale jakoś małymi krokami wróciłam do życia. Żyję dzięki lekom i terapii oraz moim bliskim. Ale wiecie co? Ciało nadal nie odpuściło. Ciągle boli, napina się, ściska. Wciąż nie mogę swobodnie oddychać, zaciskam szczęki, kurczę barki. Śnię sny straszne, odjechane, pełne moich niepokojów. W dzień walczę w głowie żeby nie dać się tym objawom, żeby nie myśleć, nie rozwijać, zaakceptować. Każdego wieczoru kładę się spać myśląc czy nie przestanę oddychać. Czy jest lepiej niż w listopadzie? Jasne, że tak. Czy jest dobrze? Nie... i tak się zaczęłam zastanawiać czy tak już będzie, czy to już to, cel osiągnięty i tak pozostanie do końca? Czy mam jeszcze o coś walczyć? Może to moje maksimum. Jedni mają cukrzycę, nadciśnienie, a ja zaburzenie. Może jest krok dalej? Jak myślicie?
