PGAD (zespół uporczywego pobudzenia genitalnego)
: 17 lutego 2026, o 08:00
Cześć,
Trafiłam tu przez chat GPT, po tym jak go poprosiłam, żeby znalazł wątki na polskich forach o PGAD. Widzę na tym forum pojedyncze odpowiedzi w tym temacie, ale nie ma wątku tylko o tym - mam nadzieję, że znajdą się tu inne osoby z problemem podobnym do mojego i zrelacjonują proces swojego leczenia, diagnostyki etc.
Wczoraj byłam w klinice leczenia bólu i co prawda lekarz nie wpadła na diagnozę PGAD, ale dzięki temu, że powiedziała, że to nie jest normalne dla neuralgii nerwu sromowego, że w nocy 'ból' wybudza, to przy pomocy czatu GPT, wreszcie wpadłam na właściwy trop tego co mi dolega. Włóczę się z tym od lekarza do lekarza od lat (prywatnie bo na NFZ nic nigdy nie udało mi się wyleczyć) i nikt tak naprawdę nie wie co mi jest, mam stertę badań jak książka telefoniczna i wydałam wszystkie oszczędności i zarobki na lekarzy i badania.
Zaczęło się w 2019 od zachorowania na jersyniozę, objawy poza tymi z przewodu pokarmowego, miałam ze strony jakby pęcherza, tak to wtedy interpretowałam - ciągłe parcie na mocz i dziwne wrażenia 'łaskotania' w rejonie genitaliów, pulsujący ból jakby ktoś mi się wwiercał wiertarką w łęchtaczkę aż do płuc oraz dreszcze z tyłu nóg w pośladkach i krzyżu i tak 24h/dobę przez ponad 4 lata dopóki nie wzięłam Levofloksacyny (wyproszonej od lekarza), która ubiła jersynię. A dopiero półtora roku później pewna gastrolog wreszcie skojarzyłą fakty, skierowała na badanie i w ten sposób wreszcie się dowiedziałam, że to na nią chorowałam.
Po antybiotyku minęły dreszcze i najgorsza część objawów (ich nasilenie), ale zostało parcie na mocz i mrowienie w rejonie łechtaczki i większych warg sromowych - co udało mi się wygasić prawie do zera suplementacją wrośniaka różnobarwnego.
Teraz po dwóch latach od wyciszenia objawów do stopnia w którym mogłam względnie normalnie żyć. 3 miesiące temu przypałętało mi się jakieś przeziębienie, które znów odpaliło mi objawy ze strony pęcherza i łechtaczki. Masakra. Antybiotyk za antybiotykiem, lekarz za lekarzem i NIC, nikt nie wie co mi jest. Aż wczoraj dzięki czatowi trafiłam na PGAD - jestem pewna, że właśnie to mam, ale jeszcze nie znam dokłądnie przyczyny i dopiero mam zamiar umawiać się do specjalisty. Wiem, że w Warszawie jest jakiś seksuolog-psychiatra, który zna ten temat i potrafi go leczyć oraz, że we Wrocławiu są jacys psychiatrzy również zajmujący się tym problemem.
Dodam, że medytuję (mimo wszystko), jestem fanką świadomego śnienia i te objawy totalnie rozwaliły mi architekturę snu. Kiedyś lubiłam seks i stanowił on istotną część mojego życia i związku - obecnie po tylu latach już przywykłąm, że jest on nieobecny w moim życiu i okej, niech kurde tak będzie jeśli musi (orgazmy powodują tylko pogorszenie objawów i zero satysfakcji), ale niech mi to nie rozwala pozostałych aspektów życia. Ten okropny wpływ na sen naprawdę mnie dołuje, to tak jakby mi odebrano połowę życia, poza tym w ciągu dnia przy pogorszeniu mam ochotę tylko palnąć sobie w łeb, bo na niczym nie mogę się skupić normalnie - tylko ruch jakoś trochę odciąga mój mózg od tego, że jest ciągle bombardowany uczuciem napięcia/łaskotania w rejonie łechtaczki/warg sromowych, dreszczami z tyłu nóg i w pośladkach, oraz bieganiem do toalety, żeby co chwilę się wysikać.
W następnych krokach planuję wyprosić od neurologa skieroowanie na porządny MRI odcinka S2-S4 (stamtąd wychodzi nerw sromowy), czy tam nie ma jakichś zmian. Jeśli nic w tym nie wyjdzie, to sprawdzę trop żylaków miednicy - raczej nie mam, ale kto wie. Przyznam, że wizja ciagnięcia życia na hardcorowych lekach tłumiących ten 'ból', lub robienia blokady nerwu sromowego co parę tygodni (za co?), brzmią zniechęcająco.
Po pierwsze chciałam się wygadać (tak naprawdę mam ochotę to wywrzeszczeć) i chciałabym po prostu porozmawiać tutaj z innymi osobami, które przez to cholerstwo przechodzą - czuję się w tym całym moim chorowaniu strasznie samotna/niezrozumiana i olewana przez lekarzy.
Trafiłam tu przez chat GPT, po tym jak go poprosiłam, żeby znalazł wątki na polskich forach o PGAD. Widzę na tym forum pojedyncze odpowiedzi w tym temacie, ale nie ma wątku tylko o tym - mam nadzieję, że znajdą się tu inne osoby z problemem podobnym do mojego i zrelacjonują proces swojego leczenia, diagnostyki etc.
Wczoraj byłam w klinice leczenia bólu i co prawda lekarz nie wpadła na diagnozę PGAD, ale dzięki temu, że powiedziała, że to nie jest normalne dla neuralgii nerwu sromowego, że w nocy 'ból' wybudza, to przy pomocy czatu GPT, wreszcie wpadłam na właściwy trop tego co mi dolega. Włóczę się z tym od lekarza do lekarza od lat (prywatnie bo na NFZ nic nigdy nie udało mi się wyleczyć) i nikt tak naprawdę nie wie co mi jest, mam stertę badań jak książka telefoniczna i wydałam wszystkie oszczędności i zarobki na lekarzy i badania.
Zaczęło się w 2019 od zachorowania na jersyniozę, objawy poza tymi z przewodu pokarmowego, miałam ze strony jakby pęcherza, tak to wtedy interpretowałam - ciągłe parcie na mocz i dziwne wrażenia 'łaskotania' w rejonie genitaliów, pulsujący ból jakby ktoś mi się wwiercał wiertarką w łęchtaczkę aż do płuc oraz dreszcze z tyłu nóg w pośladkach i krzyżu i tak 24h/dobę przez ponad 4 lata dopóki nie wzięłam Levofloksacyny (wyproszonej od lekarza), która ubiła jersynię. A dopiero półtora roku później pewna gastrolog wreszcie skojarzyłą fakty, skierowała na badanie i w ten sposób wreszcie się dowiedziałam, że to na nią chorowałam.
Po antybiotyku minęły dreszcze i najgorsza część objawów (ich nasilenie), ale zostało parcie na mocz i mrowienie w rejonie łechtaczki i większych warg sromowych - co udało mi się wygasić prawie do zera suplementacją wrośniaka różnobarwnego.
Teraz po dwóch latach od wyciszenia objawów do stopnia w którym mogłam względnie normalnie żyć. 3 miesiące temu przypałętało mi się jakieś przeziębienie, które znów odpaliło mi objawy ze strony pęcherza i łechtaczki. Masakra. Antybiotyk za antybiotykiem, lekarz za lekarzem i NIC, nikt nie wie co mi jest. Aż wczoraj dzięki czatowi trafiłam na PGAD - jestem pewna, że właśnie to mam, ale jeszcze nie znam dokłądnie przyczyny i dopiero mam zamiar umawiać się do specjalisty. Wiem, że w Warszawie jest jakiś seksuolog-psychiatra, który zna ten temat i potrafi go leczyć oraz, że we Wrocławiu są jacys psychiatrzy również zajmujący się tym problemem.
Dodam, że medytuję (mimo wszystko), jestem fanką świadomego śnienia i te objawy totalnie rozwaliły mi architekturę snu. Kiedyś lubiłam seks i stanowił on istotną część mojego życia i związku - obecnie po tylu latach już przywykłąm, że jest on nieobecny w moim życiu i okej, niech kurde tak będzie jeśli musi (orgazmy powodują tylko pogorszenie objawów i zero satysfakcji), ale niech mi to nie rozwala pozostałych aspektów życia. Ten okropny wpływ na sen naprawdę mnie dołuje, to tak jakby mi odebrano połowę życia, poza tym w ciągu dnia przy pogorszeniu mam ochotę tylko palnąć sobie w łeb, bo na niczym nie mogę się skupić normalnie - tylko ruch jakoś trochę odciąga mój mózg od tego, że jest ciągle bombardowany uczuciem napięcia/łaskotania w rejonie łechtaczki/warg sromowych, dreszczami z tyłu nóg i w pośladkach, oraz bieganiem do toalety, żeby co chwilę się wysikać.
W następnych krokach planuję wyprosić od neurologa skieroowanie na porządny MRI odcinka S2-S4 (stamtąd wychodzi nerw sromowy), czy tam nie ma jakichś zmian. Jeśli nic w tym nie wyjdzie, to sprawdzę trop żylaków miednicy - raczej nie mam, ale kto wie. Przyznam, że wizja ciagnięcia życia na hardcorowych lekach tłumiących ten 'ból', lub robienia blokady nerwu sromowego co parę tygodni (za co?), brzmią zniechęcająco.
Po pierwsze chciałam się wygadać (tak naprawdę mam ochotę to wywrzeszczeć) i chciałabym po prostu porozmawiać tutaj z innymi osobami, które przez to cholerstwo przechodzą - czuję się w tym całym moim chorowaniu strasznie samotna/niezrozumiana i olewana przez lekarzy.