Nerwica, - labirynt życiowych rozterek.
: 24 października 2026, o 23:24
Witam Was. Trafiłem tu przez przypadek, i po krótce opiszę co mnie spotkało. Mam 42 lata, a moje doświadczenia związane z nerwica lękowa i nerwica natręctw trwają od prawie 30 lat. Byłem nadwrażliwym dzieckiem, i punktem zapalnym w moim przypadku był zastrzyk z penicyliny, po którym prawie zakończyłem życie, za sprawą wstrząsu anafilaktycznego. W sumie od tego się zaczęło. Później było topienie się nad jeziorem, nie trafiona diagnoza nowotworowa, oblana, poprawiana matura, rozmaite odrzucenia, dokuczanie i wiele innych... Człowiek musiał uciekać, by się odciąć na chwilę np. w aspekty hazardowe. Miałem w trakcie, psychologa, jednego, drugiego, terapię i leki wspomagające funkcjonowanie, od 17-18 roku życia do ok. 26 roku. Ale zostawiłem to wszystko w gromy, całe te ogłupianie głowy i oszukiwanie siebie. Bo wszelkie tego typu leki działają dwuznacznie. I mimo że nie wyszedłem z tego do końca, to nie wróciłem już do farmakologii. Mam do dziś lęki, natręctwa, poczucie bycia gorszym, ale postanowiłem dalej iść... Po drodze byłem 2 x razy w 3 letnich związkach, nie udanych bo się rozpadły. Nie mam żony, dzieci, przyjaciół na codzień. Uświadomiłem sobie że ten labyrint, to po prostu moja egzystencja. Taka trochę introwertyczna. Od zawsze miałem zainteresowania, hobby, marzenia. Skończyłem szkołę, studia, pracuję, ogarniam codzienność, prowadzę małe mieszkanie (w którym sprawdzam po 10 razy czy wyłączone są kurki od gazu etc.). Ale rozumiany się rzadko czułem/czuję. Nawet przez bliższa rodzinę. Może to tak miało być. Lęki do dziś mi pozostały, ale staram się stawiać granicę od kilku lat. Przestałem oczekiwać czegokolwiek, być może w pewnym momencie, my ludzie mający podobne doświadczenia, patrzymy na całokształt wydarzeń z innej perspektywy, tej nieco bardziej zakrzywionej ale i przy okazji przejrzystej. Jedno jest pewne, życie wielu ludzi, w tym moje, potoczyłoby się inaczej, gdyby nie nerwica lękowa i natręctwa. Nie wiem czy lepiej czy gorzej, ale to wszystko zmienia bieg zdarzeń. A nam nie pozostaje nic innego, jak iść dalej, nie zatracać się, mimo tych drastycznych sytuacji, trudnych do zrozumienia i zaakceptowania. Najgorsze jest całkowite poddawanie się tego typu przypadłościom, które człowieka zżerają od środka, boleśnie dominując. To niszczy codzienność, i stawia pod ścianą każdego dnia. Zdrowia dla Was wszystkich.