Strona 1 z 1

Zabójcza cisza

: 19 lutego 2026, o 09:41
autor: AGDR
Witam, od około 10 lat zmagam się nerwicą lękową, po krótce postaram się opowiedzieć swoją drogę.
Do 16 roku życia żyłem normalnie, bez jakichkolwiek objawów, przełom nastąpił w 3 klasie gimnazjum podczas egzaminów. Ciśnienie nauczycieli na ten mało ważny z perspektywy całego życia egzamin był ogromny, bo komisja, bo to, bo od tego zależy jaka szkoła średnia a od niej zależy nasze życie itd.. oczywiście są to głupoty. Niestety poczułem pierwszy raz wtedy tak silny stres, w połowie egzaminu mój brzuch zaczął o sobie dawać znać, dźwięki, parcie, przelewanie, pełność. Mega to na mnie zadziałało bo wiedziałem że jak już opuszczę salę to nie wrócę. Cóż, na następny stwierdziłem że po prostu muszę zjeść więcej skoro brzuch się odzywa. Drugi egzamin niestety pomimo pełnego brzucha to samo, wtedy zrozumiałem że straciłem kontrolę nad swoim organizmem i wtedy to wszystko się zaczęło. Od tego czasu każdy sprawdzian, kartkówka, momenty ciszy wywoływały objawy brzuszne. Poszedłem do liceum, nauczycielka od polskiego miała niestety "fetysz" ciszy, chciała żeby na jej lekcjach było słyszeć wskazówkę zegara, wiedziałem że nie przetrwam i tak też się stało. Już w rano gdy wiedziałem że czekają mnie 2h polskiego miałem biegunki, poty mnie oblewały, wiedziałem że znów stracę kontrolę, że będzie slychać, bałem się przypływu stresu. Poszedłem do gastrologa, stwierdził ibs, że brać probiotyki i pić dużo wody... okej... Powiedziałem o swoim problemie niechętnie wychowawczyni, ona mi na to odpowiedziała żebym nie żuł gumy przed lekcjami to nie będę tak miał.. serio.. pedagog i opiekun. Oczywiście zacząłem unikać tych lekcji co przełożyło się na 30% frekwencji. Liceum ukończyłem już w innej szkole.
Od tego czasu wszystko aby uniknąć ciszy i żeby nie wrócić do tego okropnego uczucia.

Pracę oczywiście znalazłem taką w której nie ma mowy o takiej ciszy, remonty i budowlanka. I było okej, ale przyzwyczajenie organizmu do porannego buntu pozostało, czyli pomimo wszystko miewam poranne biegunki. Wizyta u dentysty i świadomość siedzenia 15min w ciszy na poczekalni wszystko uaktywnia, nie raz zdarzyło mi się uciec. Dosłownie każde zagrozenie ciszą mój organizm traktuje teraz jak stan w którym muszę walczyć, dochodzą zawroty głowy, drętwienie kończyn, nogi jak z waty, przestałem kontrolować swój organizm podczas ciszy. Kino niemożliwe, bo wiem, że są epizody ciche, są ludzie obok którzy mogą usłyszeć.

Terapia była, nie raz, niestety dalej jest to samo. Jedyne co tak naprawdę mi pomaga to wypicie alkoholu, wtedy mój układ nerwowy jest ogłupiony, mogę wysiedzieć w ciszy bez problemu godzinę czy dwie.

Problem jest aktualnie taki, że muszę zmienić pracę, głównie przez to do jakiego stanu doprowadziłem mój kręgosłup przez 7 lat w budowlance. W poniedziałek mam pierwszy dzień, praca przy stanowisku, obok będą inni ludzie, będzie ciszej niż w mojej dotychczasowej pracy. Boje się że nie wytrzymam nawet godziny, że ucieknę, że nie dam rady. Obejrzałem setki materiałów i dalej nic, nie potrafię zapanować nad tym..

Jeśli ktoś był kiedys w podobnej sytuacji, albo jest, to każda rada będzie dla mnie na wagę złota...