Ciężki kryzys, pomocy...
: 3 lutego 2026, o 05:07
Cześć, wszedłem na to forum po 1.5 rocznej przerwie od nerwicy (w sensie nie było idealnie ale było okej) bo jestem zrezygnowany. W listopadzie ubiegłego roku zacząłem się gorzej czuć. Nie było tragedii ale no było średnio, w grudniu coraz gorzej aż dzień przed świętami atak paniki a że dawno go nie miałem to się przestraszyłem mocno i od tamtej pory jest jazda. Zwiększyłem sobie asertin którego brałem 125mg, na 150, poza tym tak mi doradzał psychiatra i biorę już 5 tygodni i oprócz poprawy na początku zwiększenia i potem ostrego ataku lęku i pogorszenia to żadnych efektów. Boję się że dawka jest za wysoka albo że przestało działać. Miałem już takie nawroty podczas brania leków i to zazwyczaj jesień lub zima i po 2-4 miesiącach wychodziłem z tego obronną ręką ale to co jest teraz... derealizacja, i oczywiście tak jak za każdym nawrotem, poczucie utknięcia w głowie, otumanienie, obrazy myślowe, potężna analiza i potężny egocentryzm objawowy, na dodatek silny lęk, poczucie absolutnego końca że już z tego nie wyjdę tym razem akurat (zawierzyłem się strasznie tym myślom) jestem taki zesrany że codziennie pisze z chatem gpt o swoim zaburzeniu, nie wiem czy to ma coś do rzeczy ale ostatnimi czasy dużo się martwiłem i było dużo frustracji poza tym teraz siedzę w domu 90% czasu bo nie mam co robić jak już to wychodzę z kimś i tyle, pracy aktualnie nie mam i odkąd po sylwestrze poszedłem spać rano, tak to się utrzymało i chodziłem tak spać bo w nocy było mi lepiej i dalej śpię w takim rytmie, wiem jak to brzmi ale kładę się o 6-7 i wstaję o 16-17... jakbym nie mieszkał z rodzicami to bym chyba już całkiem nie dał rady... Cały czas mam obrazy myślowe jak się będę czuł jutro jak wstane albo próbuje sobie wyobrazić "normalność" a nie mogę, uczucie wychodzenia z ciała, chęć ucieczki, dziwne napięcie, albo poczucie że jest lepiej ale z drugiej strony tak jakby miało się coś stać, poczucie pustki i wyprania, katastroficzne myśli, lęk wolnopłynący, natręty o samobójstwie i tak to leci na zmianę. Jestem przerażony tym wszystkim i pomimo wiedzy, przejrzenia setki tematów na forum i oglądania divovica (jeszcze nie wszystko obejrzałem) to nie umiem zastosować tej wiedzy w praktyce, boje się wychodzić z domu bo moje objawy są dla mnie wymówką i oczywiście strach przed utratą kontroli i straceniem świadomości, ta franca mnie atakuje ze wszystkich stron i czasem mam wrazenie że pękne z tego lęku albo odlecę, dysocjacja potrafi być wtedy ogromna, i to wrażenie że tym razem lęk nie minie...nie mogę pogodzić się z tym jak się teraz czuję tylko pod koniec dnia że tak powiem umiem się uspokoić, raz mniej raz bardziej... doradzcie mi coś proszę bo mam wrażenie że to jest już opus magnum mojego zaburzenia i że dobre dni już nigdy nie wrócą a ja stanę się całkowitym wrakiem...