Długi i stany lękowe
: 17 stycznia 2026, o 00:17
Cześć, chciałabym opowiedzieć wam swoją historię i zapytać, czy ktoś może miał podobnie - długi i moralne OCD/ROCD. Zacznę może od początku kończąc na tym jak narobiłam sobie długów na 28 tysięcy w wieku 22 lat.
A więc, wychowałam się z lekowym stylem przywiązania, nerwica lękowa ,,uaktywniła” się u mnie w momencie wejścia w pierwszy poważny i zdrowy związek, w którym jestem do teraz (3 lata). WcEsniej żyłam w swojej ,,bezpiecznej” bańce. Po pierwszej poważnej kłótni zaczęłam mieć ROCD i podważać swoje uczucia, jego uczucia, szukałam dowodów zdrady, ROCD spędzało mi sen z powiek przez 1,5 roku. Nieudana terapia sertraliną - pogorszała mój stan bo pobudzała myśli jeszcze bardziej. Dopiero 3 miesiące temu weszłam na fluwoksamine, która całkowicie przez te 3 miesiące wyłączyła moje myśli i wątpliwości co do związku, teraz zapomniałam o moich największych obsesjach i ,,triggerach” - czuje się całkowicie stabilna i bezpieczna w związku (osoby z ROCD czytające to - da się
. Natomiast lekko ponad miesiąc temu zaczęło być coraz gorzej i tak na prawdę dzisiaj odkryłam że ten lek jednak mi szkodzi lub dawka jest do korekty.
Mój mózg miał za dużo spokoju i znalazł sobie super bodziec i regulacje emocji - zakupy. A do zakupów potrzebne są pieniądze więc nieracjonalnie brałam chwilówki. Oprócz tego, że rozregulował mi się okres to zaczęłam mieć coraz więcej impulsów zakupowych i zaczęłam nieumyślnie brać coraz więcej chwilówek. Zakończyło się na tym, że dwie zostały przekazane do kancelarii prawnych w ratach, reszty nie miałam jak spłacić nawet bo nie miałam stałej pracy, zaczęłam wynosić rzeczy z domu, a za tym przyszły katastrofalne wyrzuty sumienia, ataki paniki (nigdy tylu i takich nie miałam), było coraz gorzej i przestało dawać mi ,,ulgę” cokolwiek, nawet mój partner.
W panice powiedziałam (prawie) rodzicom bo nie wytrzymałam z myślami samobójczymi i lękiem przed atakami paniki. Rodzice nie wiedzieli o niczym. Oczywiście jedna rzecz, którą wyniosłam była moja, ale sentymentalna, a do pożyczek ze strachu wszystkich sie nie przyznałam. Rodzice mi pomogli, spłacili pod warunkiem szczerości i samorozwoju, dalszej nauki. Jakkolwiek się ogarnęłam do świąt, do sylwestra, oczywiście moje samopoczucie było tragiczne, przedawkowywałam chlorprothixen na uspokojenie bo nie umiałam wytrzymać ze sobą, z tym co zrobiłam, nie czułam żadnej ulgi, nie widziałam przyszłości. Potem niestety dalej dobrałam pożyczek do sylwestra na wysokość blisko 6 tysięcy złotych (głupota, ale odrobinę tłumaczy mnie choroba), z czym po zejściu ekscytacji dobiły mnie wyrzuty sumienia, spędzało mi to sen z powiek, miałam ataki paniki, powtórka z rozrywki.
W panice przyznałam się do całej reszty, nie umiałam żyć w tajemnicy. Też mi pomogli, tata był bardziej smutny niż zły przez kilka dni, mama zachowywała się normalnie. Powiedzieli, że mają nadzieję, że to już wszystko i że teraz przede wszystkim wszyscy potrzebujemy spokoju i szczerości, że widzą moją przemianę, że czują ulgę że chce się uczyć i we mnie wierzą. Reszta pożyczek jest w trakcie spłacania przez rodziców. Powiedzieli że najważniejsza dla nich jest moja nauka, że jak zdecyduje się w 100% skupic na nauce to potraktują te spłaty jako inwestycja we mnie i w mój spokój, że będą w stanie mi płacić kieszonkowe byle bym nie martwiła się o pieniądze. Ja oczywiście od razu poszłam do pracy jak dostałam, zadeklarowałam się spłacić jedną mniejszą pożyczkę jak dostanę wypłatę, deklaruje się do rat by im płacić, jednak jeśli chodzi o raty to nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi, czy będą sobie życzyli czy nie, czy mam te pieniądze odkładać.
Rodzice zachowują się normalnie, a ja mam myśli samobójcze i objawy depresji, dzisiaj do mnie doszło że czuję się ,,lekko” nieproporcjonalnie do sytuacji i że to prawdopodobnie przez leki, które biorę, bo nigdy w życiu się tak nie czułam a bywało ciężko. Nic mi nie przynosi ulgi, mam myśli (jako zawsze największy wróg narkotyków) o tym, że brałabym benzo gdybym miała do nich dostęp, przedawkowywane leki by ,,nie czuć” tego co zrobiłam, że nie mam przyszłości, że już nigdy nie będzie normalnie, nie czuję ani trochę ulgi, mimo że nie mam już długów (oprócz tego u rodziców), czuję się przegrana. Wizytę u psychiatry mam dopiero za tydzień.
Szukam przykładu jak powinnam się czuć, jak się czuje zdrowa osoba w takiej sytuacji, czegokolwiek co da mi ulgę. Walczę z uzależnieniem ale nie mam już siły czuć. Miał ktoś może długi i dostał pomoc? Jak powinnam się czuć?
A więc, wychowałam się z lekowym stylem przywiązania, nerwica lękowa ,,uaktywniła” się u mnie w momencie wejścia w pierwszy poważny i zdrowy związek, w którym jestem do teraz (3 lata). WcEsniej żyłam w swojej ,,bezpiecznej” bańce. Po pierwszej poważnej kłótni zaczęłam mieć ROCD i podważać swoje uczucia, jego uczucia, szukałam dowodów zdrady, ROCD spędzało mi sen z powiek przez 1,5 roku. Nieudana terapia sertraliną - pogorszała mój stan bo pobudzała myśli jeszcze bardziej. Dopiero 3 miesiące temu weszłam na fluwoksamine, która całkowicie przez te 3 miesiące wyłączyła moje myśli i wątpliwości co do związku, teraz zapomniałam o moich największych obsesjach i ,,triggerach” - czuje się całkowicie stabilna i bezpieczna w związku (osoby z ROCD czytające to - da się
Mój mózg miał za dużo spokoju i znalazł sobie super bodziec i regulacje emocji - zakupy. A do zakupów potrzebne są pieniądze więc nieracjonalnie brałam chwilówki. Oprócz tego, że rozregulował mi się okres to zaczęłam mieć coraz więcej impulsów zakupowych i zaczęłam nieumyślnie brać coraz więcej chwilówek. Zakończyło się na tym, że dwie zostały przekazane do kancelarii prawnych w ratach, reszty nie miałam jak spłacić nawet bo nie miałam stałej pracy, zaczęłam wynosić rzeczy z domu, a za tym przyszły katastrofalne wyrzuty sumienia, ataki paniki (nigdy tylu i takich nie miałam), było coraz gorzej i przestało dawać mi ,,ulgę” cokolwiek, nawet mój partner.
W panice powiedziałam (prawie) rodzicom bo nie wytrzymałam z myślami samobójczymi i lękiem przed atakami paniki. Rodzice nie wiedzieli o niczym. Oczywiście jedna rzecz, którą wyniosłam była moja, ale sentymentalna, a do pożyczek ze strachu wszystkich sie nie przyznałam. Rodzice mi pomogli, spłacili pod warunkiem szczerości i samorozwoju, dalszej nauki. Jakkolwiek się ogarnęłam do świąt, do sylwestra, oczywiście moje samopoczucie było tragiczne, przedawkowywałam chlorprothixen na uspokojenie bo nie umiałam wytrzymać ze sobą, z tym co zrobiłam, nie czułam żadnej ulgi, nie widziałam przyszłości. Potem niestety dalej dobrałam pożyczek do sylwestra na wysokość blisko 6 tysięcy złotych (głupota, ale odrobinę tłumaczy mnie choroba), z czym po zejściu ekscytacji dobiły mnie wyrzuty sumienia, spędzało mi to sen z powiek, miałam ataki paniki, powtórka z rozrywki.
W panice przyznałam się do całej reszty, nie umiałam żyć w tajemnicy. Też mi pomogli, tata był bardziej smutny niż zły przez kilka dni, mama zachowywała się normalnie. Powiedzieli, że mają nadzieję, że to już wszystko i że teraz przede wszystkim wszyscy potrzebujemy spokoju i szczerości, że widzą moją przemianę, że czują ulgę że chce się uczyć i we mnie wierzą. Reszta pożyczek jest w trakcie spłacania przez rodziców. Powiedzieli że najważniejsza dla nich jest moja nauka, że jak zdecyduje się w 100% skupic na nauce to potraktują te spłaty jako inwestycja we mnie i w mój spokój, że będą w stanie mi płacić kieszonkowe byle bym nie martwiła się o pieniądze. Ja oczywiście od razu poszłam do pracy jak dostałam, zadeklarowałam się spłacić jedną mniejszą pożyczkę jak dostanę wypłatę, deklaruje się do rat by im płacić, jednak jeśli chodzi o raty to nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi, czy będą sobie życzyli czy nie, czy mam te pieniądze odkładać.
Rodzice zachowują się normalnie, a ja mam myśli samobójcze i objawy depresji, dzisiaj do mnie doszło że czuję się ,,lekko” nieproporcjonalnie do sytuacji i że to prawdopodobnie przez leki, które biorę, bo nigdy w życiu się tak nie czułam a bywało ciężko. Nic mi nie przynosi ulgi, mam myśli (jako zawsze największy wróg narkotyków) o tym, że brałabym benzo gdybym miała do nich dostęp, przedawkowywane leki by ,,nie czuć” tego co zrobiłam, że nie mam przyszłości, że już nigdy nie będzie normalnie, nie czuję ani trochę ulgi, mimo że nie mam już długów (oprócz tego u rodziców), czuję się przegrana. Wizytę u psychiatry mam dopiero za tydzień.
Szukam przykładu jak powinnam się czuć, jak się czuje zdrowa osoba w takiej sytuacji, czegokolwiek co da mi ulgę. Walczę z uzależnieniem ale nie mam już siły czuć. Miał ktoś może długi i dostał pomoc? Jak powinnam się czuć?