Czy ja oszalałam? Objawy słuchowe i nie tylko
: 26 lutego 2026, o 04:13
Ehh...A więc tak. Mam lat 17, a nigdy nie miałam aż takich objawów, więc to wszystko jest dla mnie o wiele bardziej przerażające. Zmagam się z nerwicą od około 6 lat. Bywały już większe ataki i lęki, wiele razy zmuszałam rodziców do robienia badań, wielokrotnie, bądz trafiałam do szpitala.Moim najgorszym wrogiem jest wujek google, jak pewnie znacznej większości tutaj. Mam bzika na punkcie swojego zdrowia. Nudności, zawroty głowy, brak okresu - najdłużej trwało 4 miesiące w wieku 14 lat. Jednak po jakimś czasie przeszło, i nie miałam aż tak długiego napadu od długiego czasu, oczywiście wmawiałam sobie różne choroby, jednak często przechodził 1 problem i zaczynał się drugi po max tygodniu. Jednak znowu wszystko nasiliło się i zaczęło od śmierci babci. Było to rok temu, ale odziwo dopiero to przyszło po tym czasie czyli roku, w okolice świąt, kiedy zdałam sobie sprawę, że z rok na rok jest coraz mniej osób przy stole. Paniczny strach przed śmiercią, płacz codziennie pare razy dziennie, zastanawianie się nad egzystencją, przyszłością, starością i tak przed wiele dni w kółko...
Aż nagle pewnego dnia czuję zatkane uszy. Spanikowana, zaczęłam je "czyścić", jednak nic nie pomogło i czułam lekki ból. Spanikowałam, i to bardzo. Stresowałam się jak nigdy. Oczywiście odpaliłam wujka google i wpisałam możliwe przyczyny. Dostałam ataku paniki, zaczęłam analizować wszystko, wszystkie sytuacje możliwe z przeszłości, zaczęłam żałować słuchania muzyki, bałam się, że tracę słuch itp. Poszłam do lekarza, i okazało się, że mam zapalenie uszu. Dostałam antybiotyk i zaczęłam go brać. Jednak bałam się, że może lekarz się mylił, i weszłam w google i szukałam dalej. I nagle...boom. "Współtowarzyszące objawy - szumy." Zaczęłam wtedy jak idiotka w nocy nasłuchiwać wszystkiego. Słyszałam swoją elektroniczność, i stwierdziłam, że to to. Dostałam kolejnego ataku paniki. I na drugi dzień...faktycznie słyszałam to. Był to inny dźwięk, nie elektryczność. I cyk, od razu płacz, panika, codzienne szukanie forum itp. przez miesiąc. Po jakimś czasie stosowania antybiotyków oraz sterydów przepisanych przez lekarza, lekarz obejrzała wszystko i stwierdziła, że wszystko się pięknie zagoiło i uszy jak i zatoki są już w porządku. Miałam też badanie słuchu, i wszystko wyszło prawidłowo i bardzo dobrze, zero ubytku. Ale ja ciągle czuje zatkane uszy oraz te piski, buczenie i wszystko inne. Powiedziałam to lekarce, ale ona stwierdziła, że to tylko subiektywne, bo wszystko jest okej i że 'powinno minąć'. Ale ja od ponad miesiąca mam paniczny lęk przed wychodzeniem z domu, bo boje się, że najmniejszy dźwięk uszkodzi mi słuch i pogorszy to wszystko. Unikam jakichkolwiek głośnych dźwięków, co chwile pytam się mamy czy 'coś magicznie mi uszkodziło słuch' (nawet dźwięk wody od prysznica, bądź jeden głośniejszy śmiech), co sekundę sprawdzam czy nadal to słyszę, obsesyjnie skanuje ciało i każdy dźwięk i mam nadwrażliwość słuchową. Jednak zauważyłam, że rano jak wstane wszystko jest okej i mam zero objawów związanych ze słuchem albo jak idę na spacer bądź o tym nie myślę, objawy sie nasilają w ciągu dnia i najgorzej jest wieczorsm i w nocy. Sęk w tym, że ja cały czas prawie o tym myślę. Boję się tego i tych objawów. Tylko że 2 dni temu do tych wszystkich pisków i innych doszedł dźwięk alarmu samochodu, bo te 2 dni temu słyszałam taki głosny na dworze i mocno się wystraszyłam, że to jednak tylko ja słyszę. Przez to teraz boję się, że dostane jakiejś schizofrenii i mam teraz jakieś halucynacje słuchowe. Doszłam do wniosku, że to może byc wina nerwicy. Strasznie się tego boję i nie wiem jak sobie pomóc...to jest tortura, a przez ten stres doszły inne objawy jak: drgania twarzy, kołotania serca, drętwienie nóg, bóle głowy, śnieg optyczny, jakieś tiki i drżenie ciała i dziwny ból mięśni szczęki, który chyba też sobie raz wmówiłam. Inne objawy mi tak nie przeszkadzają jak ten opisany wyżej, bo cenię ciszę....
Aż nagle pewnego dnia czuję zatkane uszy. Spanikowana, zaczęłam je "czyścić", jednak nic nie pomogło i czułam lekki ból. Spanikowałam, i to bardzo. Stresowałam się jak nigdy. Oczywiście odpaliłam wujka google i wpisałam możliwe przyczyny. Dostałam ataku paniki, zaczęłam analizować wszystko, wszystkie sytuacje możliwe z przeszłości, zaczęłam żałować słuchania muzyki, bałam się, że tracę słuch itp. Poszłam do lekarza, i okazało się, że mam zapalenie uszu. Dostałam antybiotyk i zaczęłam go brać. Jednak bałam się, że może lekarz się mylił, i weszłam w google i szukałam dalej. I nagle...boom. "Współtowarzyszące objawy - szumy." Zaczęłam wtedy jak idiotka w nocy nasłuchiwać wszystkiego. Słyszałam swoją elektroniczność, i stwierdziłam, że to to. Dostałam kolejnego ataku paniki. I na drugi dzień...faktycznie słyszałam to. Był to inny dźwięk, nie elektryczność. I cyk, od razu płacz, panika, codzienne szukanie forum itp. przez miesiąc. Po jakimś czasie stosowania antybiotyków oraz sterydów przepisanych przez lekarza, lekarz obejrzała wszystko i stwierdziła, że wszystko się pięknie zagoiło i uszy jak i zatoki są już w porządku. Miałam też badanie słuchu, i wszystko wyszło prawidłowo i bardzo dobrze, zero ubytku. Ale ja ciągle czuje zatkane uszy oraz te piski, buczenie i wszystko inne. Powiedziałam to lekarce, ale ona stwierdziła, że to tylko subiektywne, bo wszystko jest okej i że 'powinno minąć'. Ale ja od ponad miesiąca mam paniczny lęk przed wychodzeniem z domu, bo boje się, że najmniejszy dźwięk uszkodzi mi słuch i pogorszy to wszystko. Unikam jakichkolwiek głośnych dźwięków, co chwile pytam się mamy czy 'coś magicznie mi uszkodziło słuch' (nawet dźwięk wody od prysznica, bądź jeden głośniejszy śmiech), co sekundę sprawdzam czy nadal to słyszę, obsesyjnie skanuje ciało i każdy dźwięk i mam nadwrażliwość słuchową. Jednak zauważyłam, że rano jak wstane wszystko jest okej i mam zero objawów związanych ze słuchem albo jak idę na spacer bądź o tym nie myślę, objawy sie nasilają w ciągu dnia i najgorzej jest wieczorsm i w nocy. Sęk w tym, że ja cały czas prawie o tym myślę. Boję się tego i tych objawów. Tylko że 2 dni temu do tych wszystkich pisków i innych doszedł dźwięk alarmu samochodu, bo te 2 dni temu słyszałam taki głosny na dworze i mocno się wystraszyłam, że to jednak tylko ja słyszę. Przez to teraz boję się, że dostane jakiejś schizofrenii i mam teraz jakieś halucynacje słuchowe. Doszłam do wniosku, że to może byc wina nerwicy. Strasznie się tego boję i nie wiem jak sobie pomóc...to jest tortura, a przez ten stres doszły inne objawy jak: drgania twarzy, kołotania serca, drętwienie nóg, bóle głowy, śnieg optyczny, jakieś tiki i drżenie ciała i dziwny ból mięśni szczęki, który chyba też sobie raz wmówiłam. Inne objawy mi tak nie przeszkadzają jak ten opisany wyżej, bo cenię ciszę....