Strona 1 z 1

Miłośc jako przyczyna zaburzeń.

: 15 maja 2018, o 19:23
autor: nocenadnie
Miłość niewidzialne uczucie, które łączy dwie osoby, lub kilka ale mówmy tu już o miłości rodzielskiej, ewentualnie miłość do samego siebie jako postawa przyjacielska, jako niewidzialne uczucie ma swoje nawyki przez którę postrzegamy cały swój świat. Wypadało by tu wspomnieć o gotowej recepcie na miłość no jest taka, tylko trzeba samemu ją sobie napisać i pokazywać żeby ktoś ją zobaczył. Przeglądająć zaburzeni.pl już od ponad pół roku, śledząc chat, forum, rozmawiając z innymi na wpływ tego, że tu jesteśmy mieli głównie nasi rodzice nie zależnie, od tego czy ojciec alkohlik, matka nadopiekuńcza, która sama wpędziła się w nerwice nawet o tym nie wiedząc. Kobieta dorastając gdzie w rodzinie jest ojciec alkoholik, pierze, matke i wszystkich wokół, nie dość że po części definiuje, że tak wygląda ta cała miłość zabija w niej pewność siebie nie mniej jak brak jako takiego wzoru na męża idealnego i wieczny brak akceptacji ze strony ojca, nieświadomie albo i świadomie wybiera partnera, który urządzi jej to samo piekło, słowa te motywuje historia mojego nowego kochanie @Tysiołek.

Podajmy tu jej przykład nie będę sie zbytnio rozpisywał ale przeszła 7 krąg jeszcze przed zaburzeniem dlaczego? Ponieważ chciałą stworzyć coś innego niż stworzyli rodzice na siłe wyszło tak samo, finalna reakacją wyzwolenia zaburzenia zajaranie ziółeczka w stresującym momencie życia, jaki efekt odrealnienie, natręty egzystencjalne 'czy ja zyje' i tak dalej. Boisz się tego strasznie, ale spoglądając w jej życie trochu wstecz, terror ze strony mężą, w domu rodzinnym było tak samo, gdy zostawiła to wszystko, samotność, żal do świata, pytanie dlaczego? Upadają wtedy jej wszystkie wierzenia, żyje sobie zdołowana nagle, cyk co mi się stało!
"czy ja naprawde zyje", oderalnienie zobaczcie jak lęki pieknie pokazują naszą przeszłość gdy żyliśmy w fikcji, że coś się zmieni, zamiana uczuć na tematy zastępcze i będąc w takim lęku stajesz z samym sobą w twarz, a lęk to szósty zmysł, nie chciałes tego zmienić normalnie teraz nie masz wyjścia.

Teraz czas na mnie oprę się tu o matce w nerwicy, skrajny pedantyzm, ciągłe doskonalenie procesu sprzątania, wieczne afery bo to nie tak, a tu nie tak, wieczne zrzucanie winy na kogoś głównie na mnie, jakieś wymyślone zdrady ojca ten instynkt kobiecy moje panie to nie instynkt to zaburzenie :D. Dorastając w takim czymś jakoś myślałem jak tak ma wyglądać moje życie w parze to ja mowię stanowcze nie, dodatkowo całe życię słysząc że to nie tak, że oceny za słąbe, nie rób tego bo nie, jako dorastający facet moja pewność siebie sięgała dna i łapała mułu aż do porzygu. Pamiętam, że mamuśka kiedyś przegrałą flaszkę o to, że nie zdam matury i egzaminu na technika o taki .uj! Ja zasadniczo szkołe miałem w głębokim poważaniu żeby się wkręcać w nią na jakieś piątki w większości to tresura a nie edukacja :D! Nie mając poparcia u tego co uważasz za najważniejszą osobę w życiu, samemu też leżysz w gównie. Ale wracając do tego, że nie będę się wiązał, natura daje znać o sobie zgadnijcie jaki wybierałem portret psychologiczny? "zaburzona mama", którego nie chciałem nigdy doświadczyć :D, to był bez kitu psychiatryk i jakoś tak się działo, że sam zwątpiłęm no i dzielnica, melanże, drobne bójki i tak dalej zasadniczo w samotnośći mnożąc agresję zamieniając miłość na pociąg do pieniądza zachaczyłem nawet o wojsko :D. Az do zaburzenia ale co ja dostałem w zamian sklasyfikujmy lęk przed śmiercią,hipochondria i cięzkie egzystki, ale dlaczego egzystki "dlaczego ja to ja?", "co ja tu robie" wszystkie choroby świata "mamo umieram'. Ale lęk i tu miał racje "dlaczego ja to ja'? No właśnie dlaczego się poddałem i jestem kim jestem, "co ja tu robie" własnie nic tylko sie dołuje, a dlaczego nie chce umrzeć bom był słabiak i nie chciałbym odejść w takiej chwili jak ta bez miłości i pokłócony ze światem. Nie fajnie stanąć twarzą w twarz z tym co ukrywałeś :D. Postawa przyjacielska minus tysiąc miłośc do samego siebie? Brak!

Historie są okrojone, nie widze sensu wstawiania i opisywania tu wszystkich wydarzeń z życia mojego czy Tysiołka z chronologicznym, porządkiem próbowałem to zrobić ale im bardziej drążyłem temat, tym bardziej błądziłem. Bo w tych opowieściach gdy wstawicie siebie, analizując czy to aby napewno? Przypomnicie sobie uczucia irytacji, zalu, agresji, upadku, przywołując pewne wspomnienia które zaprowadzily was do pewnych schematów.
Dla mnie i dla Tysiołka jest to post odburzeniowy, więc warto by coś powiedzieć na koniec przygody z zaburzeniem ale nie z forum.
Leki? Rzućcie to w pizdziec, to tylko bomba zamiast jeść klonozepan hurtem, wrzućcie sobie kwasa tak za smokami chociaż pobiegacie czy cos :DD :DD :DD . Ewentualnie doraźnie, wiadomo czasem trzeba wyluzować.
Psychoterapia? Jak najabardziej, tylko że sam stwierdzam, to co zawarte jest w divovicach to tak obszerna wiedza, łacząca chyba wszystkie nurty psychodynamiczne, poznawczo behawioralne, egzystencjalne, systemowe i tak dalej, robiąc to o czym oni tam mówią, przyczyni się do waszej autopsychoterapi, tak bynajmniej odczułem to ja i Tysiołek. Finalnie dodam wylecz... tfu ja nie zachorowałem, ja się poprostu wkręciłem, wyje***ne mam :D.
Lęk społeczny? Wyjdź do ludzi i tak ze wszystkim czego się boisz.
Wiadomo internet, świat jest mały jak trafi tu jakiś mój znajomy, rodzina nie mam żalu do rodziców robili to z miłości.
Pozdrówki i powodzonka wszystkim. Love is the answer :D Jedna z przyczyn szukajmy dalej!

Re: Miłośc jako przyczyna zaburzeń.

: 15 maja 2018, o 19:52
autor: Nipo
nocenadnie pisze:
15 maja 2018, o 19:23
Miłość niewidzialne uczucie, które łączy dwie osoby, lub kilka ale mówmy tu już o miłości rodzielskiej, ewentualnie miłość do samego siebie jako postawa przyjacielska, jako niewidzialne uczucie ma swoje nawyki przez którę postrzegamy cały swój świat. Wypadało by tu wspomnieć o gotowej recepcie na miłość no jest taka, tylko trzeba samemu ją sobie napisać i pokazywać żeby ktoś ją zobaczył. Przeglądająć zaburzeni.pl już od ponad pół roku, śledząc chat, forum, rozmawiając z innymi na wpływ tego, że tu jesteśmy mieli głównie nasi rodzice nie zależnie, od tego czy ojciec alkohlik, matka nadopiekuńcza, która sama wpędziła się w nerwice nawet o tym nie wiedząc. Kobieta dorastając gdzie w rodzinie jest ojciec alkoholik, pierze, matke i wszystkich wokół, nie dość że po części definiuje, że tak wygląda ta cała miłość zabija w niej pewność siebie nie mniej jak brak jako takiego wzoru na męża idealnego i wieczny brak akceptacji ze strony ojca, nieświadomie albo i świadomie wybiera partnera, który urządzi jej to samo piekło, słowa te motywuje historia mojego nowego kochanie @Tysiołek.

Podajmy tu jej przykład nie będę sie zbytnio rozpisywał ale przeszła 7 krąg jeszcze przed zaburzeniem dlaczego? Ponieważ chciałą stworzyć coś innego niż stworzyli rodzice na siłe wyszło tak samo, finalna reakacją wyzwolenia zaburzenia zajaranie ziółeczka w stresującym momencie życia, jaki efekt odrealnienie, natręty egzystencjalne 'czy ja zyje' i tak dalej. Boisz się tego strasznie, ale spoglądając w jej życie trochu wstecz, terror ze strony mężą, w domu rodzinnym było tak samo, gdy zostawiła to wszystko, samotność, żal do świata, pytanie dlaczego? Upadają wtedy jej wszystkie wierzenia, żyje sobie zdołowana nagle, cyk co mi się stało!
"czy ja naprawde zyje", oderalnienie zobaczcie jak lęki pieknie pokazują naszą przeszłość gdy żyliśmy w fikcji, że coś się zmieni, zamiana uczuć na tematy zastępcze i będąc w takim lęku stajesz z samym sobą w twarz, a lęk to szósty zmysł, nie chciałes tego zmienić normalnie teraz nie masz wyjścia.

Teraz czas na mnie oprę się tu o matce w nerwicy, skrajny pedantyzm, ciągłe doskonalenie procesu sprzątania, wieczne afery bo to nie tak, a tu nie tak, wieczne zrzucanie winy na kogoś głównie na mnie, jakieś wymyślone zdrady ojca ten instynkt kobiecy moje panie to nie instynkt to zaburzenie :D. Dorastając w takim czymś jakoś myślałem jak tak ma wyglądać moje życie w parze to ja mowię stanowcze nie, dodatkowo całe życię słysząc że to nie tak, że oceny za słąbe, nie rób tego bo nie, jako dorastający facet moja pewność siebie sięgała dna i łapała mułu aż do porzygu. Pamiętam, że mamuśka kiedyś przegrałą flaszkę o to, że nie zdam matury i egzaminu na technika o taki .uj! Ja zasadniczo szkołe miałem w głębokim poważaniu żeby się wkręcać w nią na jakieś piątki w większości to tresura a nie edukacja :D! Nie mając poparcia u tego co uważasz za najważniejszą osobę w życiu, samemu też leżysz w gównie. Ale wracając do tego, że nie będę się wiązał, natura daje znać o sobie zgadnijcie jaki wybierałem portret psychologiczny? "zaburzona mama", którego nie chciałem nigdy doświadczyć :D, to był bez kitu psychiatryk i jakoś tak się działo, że sam zwątpiłęm no i dzielnica, melanże, drobne bójki i tak dalej zasadniczo w samotnośći mnożąc agresję zamieniając miłość na pociąg do pieniądza zachaczyłem nawet o wojsko :D. Az do zaburzenia ale co ja dostałem w zamian sklasyfikujmy lęk przed śmiercią,hipochondria i cięzkie egzystki, ale dlaczego egzystki "dlaczego ja to ja?", "co ja tu robie" wszystkie choroby świata "mamo umieram'. Ale lęk i tu miał racje "dlaczego ja to ja'? No właśnie dlaczego się poddałem i jestem kim jestem, "co ja tu robie" własnie nic tylko sie dołuje, a dlaczego nie chce umrzeć bom był słabiak i nie chciałbym odejść w takiej chwili jak ta bez miłości i pokłócony ze światem. Nie fajnie stanąć twarzą w twarz z tym co ukrywałeś :D. Postawa przyjacielska minus tysiąc miłośc do samego siebie? Brak!

Historie są okrojone, nie widze sensu wstawiania i opisywania tu wszystkich wydarzeń z życia mojego czy Tysiołka z chronologicznym, porządkiem próbowałem to zrobić ale im bardziej drążyłem temat, tym bardziej błądziłem. Bo w tych opowieściach gdy wstawicie siebie, analizując czy to aby napewno? Przypomnicie sobie uczucia irytacji, zalu, agresji, upadku, przywołując pewne wspomnienia które zaprowadzily was do pewnych schematów.
Dla mnie i dla Tysiołka jest to post odburzeniowy, więc warto by coś powiedzieć na koniec przygody z zaburzeniem ale nie z forum.
Leki? Rzućcie to w pizdziec, to tylko bomba zamiast jeść klonozepan hurtem, wrzućcie sobie kwasa tak za smokami chociaż pobiegacie czy cos :DD :DD :DD . Ewentualnie doraźnie, wiadomo czasem trzeba wyluzować.
Psychoterapia? Jak najabardziej, tylko że sam stwierdzam, to co zawarte jest w divovicach to tak obszerna wiedza, łacząca chyba wszystkie nurty psychodynamiczne, poznawczo behawioralne, egzystencjalne, systemowe i tak dalej, robiąc to o czym oni tam mówią, przyczyni się do waszej autopsychoterapi, tak bynajmniej odczułem to ja i Tysiołek. Finalnie dodam wylecz... tfu ja nie zachorowałem, ja się poprostu wkręciłem, wyje***ne mam :D.
Lęk społeczny? Wyjdź do ludzi i tak ze wszystkim czego się boisz.
Wiadomo internet, świat jest mały jak trafi tu jakiś mój znajomy, rodzina nie mam żalu do rodziców robili to z miłości.
Pozdrówki i powodzonka wszystkim. Love is the answer :D Jedna z przyczyn szukajmy dalej!
Brawo Paweł ;) to Tysiolek już odburzony ?brawo dla Was ;)

Re: Miłośc jako przyczyna zaburzeń.

: 11 czerwca 2018, o 16:43
autor: jestemjakajestem
nocenadnie pisze:
15 maja 2018, o 19:23
Miłość niewidzialne uczucie, które łączy dwie osoby, lub kilka ale mówmy tu już o miłości rodzielskiej, ewentualnie miłość do samego siebie jako postawa przyjacielska, jako niewidzialne uczucie ma swoje nawyki przez którę postrzegamy cały swój świat. Wypadało by tu wspomnieć o gotowej recepcie na miłość no jest taka, tylko trzeba samemu ją sobie napisać i pokazywać żeby ktoś ją zobaczył. Przeglądająć zaburzeni.pl już od ponad pół roku, śledząc chat, forum, rozmawiając z innymi na wpływ tego, że tu jesteśmy mieli głównie nasi rodzice nie zależnie, od tego czy ojciec alkohlik, matka nadopiekuńcza, która sama wpędziła się w nerwice nawet o tym nie wiedząc. Kobieta dorastając gdzie w rodzinie jest ojciec alkoholik, pierze, matke i wszystkich wokół, nie dość że po części definiuje, że tak wygląda ta cała miłość zabija w niej pewność siebie nie mniej jak brak jako takiego wzoru na męża idealnego i wieczny brak akceptacji ze strony ojca, nieświadomie albo i świadomie wybiera partnera, który urządzi jej to samo piekło, słowa te motywuje historia mojego nowego kochanie @Tysiołek.

Podajmy tu jej przykład nie będę sie zbytnio rozpisywał ale przeszła 7 krąg jeszcze przed zaburzeniem dlaczego? Ponieważ chciałą stworzyć coś innego niż stworzyli rodzice na siłe wyszło tak samo, finalna reakacją wyzwolenia zaburzenia zajaranie ziółeczka w stresującym momencie życia, jaki efekt odrealnienie, natręty egzystencjalne 'czy ja zyje' i tak dalej. Boisz się tego strasznie, ale spoglądając w jej życie trochu wstecz, terror ze strony mężą, w domu rodzinnym było tak samo, gdy zostawiła to wszystko, samotność, żal do świata, pytanie dlaczego? Upadają wtedy jej wszystkie wierzenia, żyje sobie zdołowana nagle, cyk co mi się stało!
"czy ja naprawde zyje", oderalnienie zobaczcie jak lęki pieknie pokazują naszą przeszłość gdy żyliśmy w fikcji, że coś się zmieni, zamiana uczuć na tematy zastępcze i będąc w takim lęku stajesz z samym sobą w twarz, a lęk to szósty zmysł, nie chciałes tego zmienić normalnie teraz nie masz wyjścia.

Teraz czas na mnie oprę się tu o matce w nerwicy, skrajny pedantyzm, ciągłe doskonalenie procesu sprzątania, wieczne afery bo to nie tak, a tu nie tak, wieczne zrzucanie winy na kogoś głównie na mnie, jakieś wymyślone zdrady ojca ten instynkt kobiecy moje panie to nie instynkt to zaburzenie :D. Dorastając w takim czymś jakoś myślałem jak tak ma wyglądać moje życie w parze to ja mowię stanowcze nie, dodatkowo całe życię słysząc że to nie tak, że oceny za słąbe, nie rób tego bo nie, jako dorastający facet moja pewność siebie sięgała dna i łapała mułu aż do porzygu. Pamiętam, że mamuśka kiedyś przegrałą flaszkę o to, że nie zdam matury i egzaminu na technika o taki .uj! Ja zasadniczo szkołe miałem w głębokim poważaniu żeby się wkręcać w nią na jakieś piątki w większości to tresura a nie edukacja :D! Nie mając poparcia u tego co uważasz za najważniejszą osobę w życiu, samemu też leżysz w gównie. Ale wracając do tego, że nie będę się wiązał, natura daje znać o sobie zgadnijcie jaki wybierałem portret psychologiczny? "zaburzona mama", którego nie chciałem nigdy doświadczyć :D, to był bez kitu psychiatryk i jakoś tak się działo, że sam zwątpiłęm no i dzielnica, melanże, drobne bójki i tak dalej zasadniczo w samotnośći mnożąc agresję zamieniając miłość na pociąg do pieniądza zachaczyłem nawet o wojsko :D. Az do zaburzenia ale co ja dostałem w zamian sklasyfikujmy lęk przed śmiercią,hipochondria i cięzkie egzystki, ale dlaczego egzystki "dlaczego ja to ja?", "co ja tu robie" wszystkie choroby świata "mamo umieram'. Ale lęk i tu miał racje "dlaczego ja to ja'? No właśnie dlaczego się poddałem i jestem kim jestem, "co ja tu robie" własnie nic tylko sie dołuje, a dlaczego nie chce umrzeć bom był słabiak i nie chciałbym odejść w takiej chwili jak ta bez miłości i pokłócony ze światem. Nie fajnie stanąć twarzą w twarz z tym co ukrywałeś :D. Postawa przyjacielska minus tysiąc miłośc do samego siebie? Brak!

Historie są okrojone, nie widze sensu wstawiania i opisywania tu wszystkich wydarzeń z życia mojego czy Tysiołka z chronologicznym, porządkiem próbowałem to zrobić ale im bardziej drążyłem temat, tym bardziej błądziłem. Bo w tych opowieściach gdy wstawicie siebie, analizując czy to aby napewno? Przypomnicie sobie uczucia irytacji, zalu, agresji, upadku, przywołując pewne wspomnienia które zaprowadzily was do pewnych schematów.
Dla mnie i dla Tysiołka jest to post odburzeniowy, więc warto by coś powiedzieć na koniec przygody z zaburzeniem ale nie z forum.
Leki? Rzućcie to w pizdziec, to tylko bomba zamiast jeść klonozepan hurtem, wrzućcie sobie kwasa tak za smokami chociaż pobiegacie czy cos :DD :DD :DD . Ewentualnie doraźnie, wiadomo czasem trzeba wyluzować.
Psychoterapia? Jak najabardziej, tylko że sam stwierdzam, to co zawarte jest w divovicach to tak obszerna wiedza, łacząca chyba wszystkie nurty psychodynamiczne, poznawczo behawioralne, egzystencjalne, systemowe i tak dalej, robiąc to o czym oni tam mówią, przyczyni się do waszej autopsychoterapi, tak bynajmniej odczułem to ja i Tysiołek. Finalnie dodam wylecz... tfu ja nie zachorowałem, ja się poprostu wkręciłem, wyje***ne mam :D.
Lęk społeczny? Wyjdź do ludzi i tak ze wszystkim czego się boisz.
Wiadomo internet, świat jest mały jak trafi tu jakiś mój znajomy, rodzina nie mam żalu do rodziców robili to z miłości.
Pozdrówki i powodzonka wszystkim. Love is the answer :D Jedna z przyczyn szukajmy dalej!
Bardzo fajnie mniesie to czyta , mysle z zvta zastepcza opcję miłości jest tak jakm piszesz z tym za ha jyz przelalam to na moje dzieci....gdyz na mojego meza w kwestii uczuc nie mam co liczyc 'smuteq