przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Dział poświęcony depresji, dystymii, stanom depresyjnym.
Zamieszczamy własne przeżycia, objawy depresji i podobnych jej zaburzeń.
Próbujemy razem stawić temu czoła.
nerwus-86
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 154
Rejestracja: 23 marca 2016, o 12:12

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: nerwus-86 » 3 stycznia 2017, o 12:11

Witajcie.
wiem, że pewnie zaraz dostanę po łbie za lamentowanie. Ale gdzie mam się wygadać, jak nie tutaj. Miałem dzisiaj atak nerwicy rano, chociaż obiecałem sobie, że nie dam się mu. Zaczęło się od myśli, smutku i zaraz kłócie serca, ból klaty itp. potem panika, że jestem do dupy, że jestem ciota, że z niczym sobie nie radzę, dzisiaj w pracy mam ważne spotkanie biznesowe i myśli, że się zająkam, zestresuje i nie wyduszę słowa z siebie. ... na szczęście odpaliłem zaraz nagranie Segment 3 Akceptacja i podziałał jak prozak i jakoś się uspokoiłem. Ale szczęśliwy nie jestem.

ale do rzeczy... byłem na sylwka w u znajomych z żoną , dzieckiem u znajomych i kurde patrzyłem jak oni się dogadują , jak ze sobą przebywają, misiają się itp. staż taki sam jak u mnie . a u mnie wiecznie wojna w związku, już nie wiem nawet czy ja kocham swoją żonę, czy już nie. Tyle kłótni, złych słów. Szczerze to nawet mogę powiedzieć, że pierwsze nerwice też przez żonkę, bo kiedyś myliśmy za granicą w pracy w okresie studenckim i zacząłem wkręcać sobie że jej nie kocham (pierwsze kłótnie) i jak teraz na to patrzę, to dostawałem pierwszych ataków paniki – kiedyś nie miałem pojęcia, że to może być początek nerwicy. I od czasu pierwszych spięć już nic nie było takie samo. Były chwile dobre i chwile złe. Kłótnie coraz większe. Coraz mniej rozmowy i wyjaśniania. Moja wewnętrzna walka, że chcę z nią być, że nie ma opcji bym jej nie kochał. A może wtedy trzeba było właśnie sobie powiedzieć, że sorry, jednak nie pasujemy do siebie. Ale myśli, że będę sam przerażały mnie, bałem się samotności, nie wyobrażałem sobie że będziemy oddzielnie. Ale nadal się nie dogadywaliśmy. Próbowaliśmy razem zamieszkać i wyszło średnio, bo ciągle się darliśmy. Tzn nie dzień w dzień, ale bardzo często. Mam wrażenie, że męczymy się ze sobą. Napędzamy własne depresje. Jedyna rzecz, która nam się chyba udała, to wspaniałe, naprawdę udane dziecko! Generalnie dochodzę do wniosku, że jest to związek na siłę (może przesadzam, ale teraz mam taką deprechę, że mam chęć wyciąć sobie aortę) i że kiepsko się dobraliśmy. Przecież nawet miałem dwa razy w życiu, wcześniej na studiach i teraz (rok temu – też po wizycie u tych znajomych) atak nerwicy natręctw i myśli , że skoro ci się nie układa i nie kochasz własnej żony to jesteś gejem. Ale kiedyś to szybko sobie wyjaśniłem, a teraz to katorga trwa prawie rok czasu. Zresztą miałem myśli, ze jak możesz być gejem to może cie własne dziecko podnieca… masakra, ale o tym w mojej historii, nie tutaj.

Pamiętam też sytuacje, że kiedyś jak jeszcze jako dziewczyna moja żona wyjechała za granicę wcześniej, a ja miałem dojechać, to przeżywałem straszny ból przez rozłąkę. Jeszcze nakręcony sugestiami kolegów zacząłem sobie wkręcać, że ona mnie tam zdradzi itp. Dostawałem szału i poczedłem do psycholożki prosząc o pomoc, mówiłem jej, że boję się że się odkocham, bo nie ma jej tutaj. Psycholog raczej wyśmiała mnie wtedy i powiedziała, że pół świata tego kwiata i mówiła, żebym wyluzował. Może i miała racje, jakbym się odkochał, to bym miał teraz może inną i był szczęśliwy i nie miał tej je***ej nerwicy. Pamiętam, że odliczałem dni do wyjazdu do niej, a im bliżej tym bardziej się kłóciliśmy. Po przyjeździe do niej myślałem że rzucimy się sobie w ramiona, a było tylko oschłe przywitanie. Oczywiście zacząłem to wewnętrznie wyolbrzymiać , zdaniem dziewczyny za bardzo. Ale mnie to bolało. To był kolejny przykład, że nie pasujemy do siebie.
Zresztą mogę pisać o tym i pisać, może założę oddzielny wątek pt. Geneza mojej nerwicy, to bardziej oblatani w temacie użytkownicy mi podpowiedzą, czy to nerwica, czy nie.

Wracając to wizyty u znajomych to…. (teraz najlepsze)… koleżanka to moja była dziewczyna. Teraz sobie wyobraźcie co czułem, widząc jak się dogaduje w mężem, jak się „koteczkują”, jak dba o męża, jak się stara w domu, wszystko jest zadbane, dodatkowo się kształci jeszcze i tak dalej. Wiem, że to podłe jest tak porównywać, ale to jest jak jakieś jeba**natręctwa, samo do łba wchodzi i mnie męczy. Wiecznie porównuje wszystko do innych. TO mnie niszczy wewnętrznie, niszczy moją pewność siebie, niszczy moje życie. Kiedyś piątkowy uczeń, sportowiec w dużymi osiągnięciami, a teraz czuje się jak wrak człowieka. Dobrze , że jeszcze mnie nie zwolnili z pracy. Ale jakoś radzę sobie.
Idąc tym tokiem myślenia nie pozostaje nic innego niż rozwód. Ale ja sobie nie wyobrażam utraty dziecka, które kocham ponad życie !! Tym bardziej nie wyobrażam sobie zmarnowania życia dziecku, które nie będzie miało kompletnej rodziny. Przecież to wstęp do nerwicy, braku pewności siebie itp. I tak tkwię w tym związku. Kiedyś strach przed samotnością, potem wspólny kredyt , teraz dziecko… zawsze jest jakieś ale. Mi brak jaj po prostu.
Ponieważ nie chcę stracić tego co do dzisiaj wypracowałem rozpocząłem rok temu terapię, ale jeszcze nie widzę efektów. Na pewno jakieś są, ale jeszcze długa droga przede mną.
Skąd tytuł posta, ano stąd, że jeżeli dojdzie do rozwodu, to przegram życie. Rozwali mi się totalnie wszystko. Nie wyszło mi w karierze mimo ukończonych z wyróżnieniem kilku kierunków studiów, nie wyszło mi w życiu rodzinnym, nie wyszło mi nic. Jestem na rozdrożu, nie wiem co robić, związek na siłę wydaje się bez sensu, życie bez rodziny też jest bez sensu. Obawiam się, że skończę w psychiatryku albo na stryczku, jeżeli pęknie ostatni włosek, na którym wszystko wisi.

Dziękuję Wam za wszelkie rady, ewentualnie opierdol. Ale musiałam się wypisać tutaj i przynajmniej to już mi dało dużo, jakoś się uspokoiłem chociaż na chwilę.
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html

Awatar użytkownika
kogelmogel
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 100
Rejestracja: 29 grudnia 2016, o 19:13

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: kogelmogel » 3 stycznia 2017, o 12:53

chodzisz/chodziłeś na terapię?

Ja mam problemy w związku też. Najgorsze, że to związek nerwicowców. Napędzamy się. Ja się leczę, ale druga połowa zwątpiła i sobie żyje z nerwicą. Ja ją od dwóch miesięcy mam i teraz nasze życie to piekło, zarzucanie mi egoizmu, skupienia na sobie, na chorobie, ciągłym męczeniu.

Spróbuj pójść do psychologa – ja też się bałem samotności i to może oznaczać (ale nie musi), że to pcha Twój związek, a nie miłość. A może się kochacie? Trudno powiedzieć, terapia naprawdę powinna pomóc, jeśli uda Ci się otworzyć i szczerze zmierzyć się z tym, czego pragniesz.

a i nie przegrałeś życia :) Walcz o nie! dla siebie!
Walczę i się nie poddaję, bo za długo uciekałem!

Awatar użytkownika
misiaczek23
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: 25 września 2016, o 15:58

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: misiaczek23 » 3 stycznia 2017, o 13:14

A terapia dla par? Jak Twoja zona to widzi?

nerwus-86
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 154
Rejestracja: 23 marca 2016, o 12:12

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: nerwus-86 » 3 stycznia 2017, o 15:18

Patimka pisze:Chcesz powiedzieć, że nerwicę masz przez żonę?

Każda para ma swoje problemy, większe lub mniejsze. Twoi znajomi na pewno też.
Zarzucasz wiele swojej żonie, a co Ty robisz by coś zmienić w waszym związku? ;)

raczej nie przez żonę a przez swoje podejście do tematu. sam się wpędziłem w to cholerstwo. powiem Wam, że ja już jestem tak zapętlony w myślach od roku, że nie wiem czy ja się z tego wykręcę.
na pytanie co ja robię chyba nie jestem w stanie odpowiedzieć, obawiam się że wpadliśmy w ostra rutynę życiową i zapomnieliśmy o sobie.
tylko teraz to brakuje mi motywacji do wszystkiego, najchętniej zamknął bym się w domu w ciemnym pokoju i tak siedział.
czy jeżeli mimo braku chęci i uczucia jak się będę starał to wszystko się ułoży między nami i znowu zakwitnie miłość ? czy komuś się udało ?

-- 3 stycznia 2017, o 14:18 --
misiaczek23 pisze:A terapia dla par? Jak Twoja zona to widzi?
może, nie rozmawiałem o tym. kiedyś sama proponowała i odmówiłem. Teraz sam bym chciał.
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html

Awatar użytkownika
Kondor
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 215
Rejestracja: 21 listopada 2016, o 21:54

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: Kondor » 3 stycznia 2017, o 16:12

"czy jeżeli mimo braku chęci i uczucia jak się będę starał to wszystko się ułoży między nami i znowu zakwitnie miłość ? "

Nie znamy Ciebie, ani Twojej żony, ani Waszych problemów, nie jesteśmy w stanie na to odpowiedzieć. Pytanie trochę przypomina "Powiedzcie mi, czy jak na Jowiszu, gazy obniżą ciśnienie, czy to wpłynie jakoś na Saturna" ?

Niestety tego nie wiemy :)

Najważniejsze, abyś w pierwszej kolejności zajął się sobą, nauczył się czym jest ta cholerna nerwica, jak z nią walczyć (klucz do wyzdrowienia jest na forum w artykułach i nagraniach). Jeżeli Ty poczujesz się lepiej, będziesz szczęśliwszy znów sam ze sobą, będzie miał wtedy więcej miłości także do swojej żony, ty samym powinno się wszystko ułożyć.
Ja próbuję odkręcić nawyki i automatyczne myśli zakręcone w ciągu ostatnich w sumie 15 lat i wierzę że dzięki temu forum powolutku, bo powolutku, ale idę do przodu. Rok czasu naprawdę idzie szybko naprawić, musisz tylko wdrożyć tutejszą wiedzę w życie.
Pomyliliśmy światy ! Świat naszego myślenia uznaliśmy za ten realny, a ten prawdziwy mamy tylko za tło. Za wszelką cenę trzeba to odwrócić !

nerwus-86
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 154
Rejestracja: 23 marca 2016, o 12:12

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: nerwus-86 » 4 stycznia 2017, o 15:34

staram się walczyć z tym wszystkim.

w głowie mam miliony myśli na godzinę. Mam wrażenie , że kiedyś mi baniak wybychnie.
raz myślę, nie kocham żony, po co z nią jestem, i przypominają mi się wszystkie złe chwile.
następnie patrzę na znajomych, na koleżankę (moją byłą) i obserwuję, potem myśli że po co ja z nią zrywałem kiedyś, miałbym tak dobrze jak teraz ma, że jest ładniejsza , zgrabniejsza. ma ułożone życie, dobrze zarabiają razem z kumplem. są szczęśliwi, wiecznie zadowoleni, tylko wyznają sobie miłość. w związku tyle samo ile my!
potem myślę, jaki ze mnie ch*j. jak ja tak mogę krzywdzić swoją żonę. potem myślę, że związek z litości to bez sensu.
potem przypominają mi się dobre chwilę z żoną (dawno mi się nie przypominały) i zaraz myślę kurde, ale ona jest dobra dziewczyna. piękna itp.
potem że mam dobre życie, pracuje, mam przecudowne zdrowe dziecko, dobrą żonę - może mniej uczuciową niż inne, może mniej - ale ogólnie bardzo dobra osoba.
zaraz wracają myśli, że jestem do dupy, nie osiągnąłem to czego chciałem, jak by mi się udało, to teraz miałbym też tak dobrze jak znajomi
po co było studiować tyle, ryc wkuwać itp. trzeba było szwędać się po imprezach i się uczyć życia, kontaktu z ludźmi, a nie wiecznie w książkach. to teraz byłbym pewniejszy siebie, wgadany, przepracowałbym lęki związane z kontaktem z ludźmi.

i tak w koło

można oszaleć. chciałbym mieć święty spokój
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html

Awatar użytkownika
aleks1723
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 150
Rejestracja: 17 stycznia 2016, o 20:38

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: aleks1723 » 4 stycznia 2017, o 17:02

A ja Ci napiszę tylko tyle... Nie patrz na innych... "Wydają się szczęśliwi" - Zdajesz sobie sprawę jak ludzki umysł jest łatwo oszukać? :)
Sam staram się robić dobrą minę do złej gry... Poza tym, nawet jak ktoś jest szczęśliwy, a Ty obecnie nie... Co z tego? Szczęście to nie rzecz materialna, że ją się ma lub nie ma.
Może w Życiu przyjdzie i na Ciebie pora, że poczujesz się naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Wiem, że jest mi łatwo pisać, ale nie stawiaj wszystkiego na jedne karty.
Że studiowałeś i nie wyszło... Chłopie wiesz ilu ludzi tak ma? Moja siostra pracuję za 1300 zł, a też studiowała, jej chłopak też... Też myślała tak jak ty, że będzie w zajebistej sytuacji życiowej... Nie zawsze wychodzi tak jak chcemy... Tak jak w matematyce są stałe i zmienne, tak w życiu, są tylko zmienne...
Moim zdaniem jesteś za bardzo nastawiony, że Ty "Musisz" - Musisz być Naj... We wszystkim.
A tak btw, pomyśl o psychologu i ostatecznie, jeżeli czujesz, że sobie kompletnie nie radzisz i masz często myśli samo*** ( nie piszę do końca, bo niektórzy na tym forum tego się boją... to może jakieś leki czy coś...
Największe zło jest ukryte w świętobliwych nadmiernie i w tych powściągliwych nadmiernie.
No bo ja kochałem Życie, ale się za bardzo rozpędziłem i je zgubiłem...

Awatar użytkownika
munka
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 582
Rejestracja: 22 sierpnia 2014, o 18:06

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: munka » 4 stycznia 2017, o 17:29

hej,
Wydaję mi się, że żyjesz trochę mitem romantycznej miłości, którym nas karmią media. Chciałbyś idealnego dopasowania...a czegoś takiego nie ma!!! Nie ma czegoś takiego 'ja druga połówka pomarańczy', to jest mit, iluzja. Aby związek był dobry trzeba w to włożyć wiele wysiłku i pracy...tak tak! Tak naprawdę z każdym można stworzyć dobry zwiąek..wsystarczy pracować nad tym...pisząc pracować mam na myśli przede wszystkim ROZMAWIAĆ ZE SOBĄ...o swoich emocjach, potrzebach, oczekiwaniach, smutkach. Wtedy poznajesz drugą osobę...widzisz ją jaka jest realnie ( bez idealizowania), wtedy można pomysleć o kompromisach w związku. Poza tym każdy związek przechodzi kryzysy...nie ma rozwoju miłości bez kryzysu....kwestia tylko tego, jak przejdziecie ten kryzys. Może wato by było pomyśleć o terapii dla par???

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5316
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:54

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: Victor » 5 stycznia 2017, o 00:05

Problemem jest to, że prawdopodobnie się nie doceniasz ;) I ciągle przez to porównujesz co skłania do frustracji i dołów.
Nie wszystko musi w życiu być idealnie :) I rzadko jest :)

Czego potrzebujesz żeby być szczęsliwym?
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

nerwus-86
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 154
Rejestracja: 23 marca 2016, o 12:12

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: nerwus-86 » 5 stycznia 2017, o 11:34

Victor pisze: Czego potrzebujesz żeby być szczęsliwym?
ha , żebym wiedział to bym do tego dążył. na pewno nie chciałbym mieć już tych natrętów w głowie (szczególnie h...) , chciałbym po prostu zacząć cieszyć się życiem codziennym. na dzień dzisiejszy życie dla mnie jest mordęgą. wstaje rano z myślą , jezu znowu kolejny dzień.

-- 5 stycznia 2017, o 10:18 --
Victor pisze:Problemem jest to, że prawdopodobnie się nie doceniasz ;) I ciągle przez to porównujesz co skłania do frustracji i dołów.
tak sobie właśnie uświadomiłem, że mam tą cechę już od podstawówki. pamiętam jak mi dokuczali i nie widziałem wyjścia z sytuacji (przezwiska , które mnie jakoś mocno bolały) to już wtedy patrzyłem na innych kumpli, "silniejszych", rozrabiaków, oooo jacy oni są twardzi, silni itp. jak ktoś bardziej potrafił pożartować, przywalić komuś słownie to też był dla mnie "bohaterem"

tylko jeżeli ja tak mam od dawna , chociaż był okres, że czułem się lepiej, walczyłem z kompleksami ze złymi myślami, to ile teraz trzeba czasu żeby to odkręcić. Jeżeli jest to w ogóle możliwe. Ja po prostu nie "lubię" siebie samego i jestem dla siebie największym katem. A gdy tak piszę o tym, to już dostałem myśli, "Boże jaka ty ciota jesteś, tylko się użalasz nad sobą...". W sumie trochę w tym racji. Użalam się, ale ja nie potrafię się uśmiechać i być szczęśliwym. Chodzę na terapię już prawie rok, na razie średnie efekty.

-- 5 stycznia 2017, o 10:22 --
munka pisze:hej,
Wydaję mi się, że żyjesz trochę mitem romantycznej miłości, którym nas karmią media. Chciałbyś idealnego dopasowania...a czegoś takiego nie ma!!! Nie ma czegoś takiego 'ja druga połówka pomarańczy', to jest mit, iluzja. Aby związek był dobry trzeba w to włożyć wiele wysiłku i pracy...tak tak! Tak naprawdę z każdym można stworzyć dobry zwiąek..wsystarczy pracować nad tym...pisząc pracować mam na myśli przede wszystkim ROZMAWIAĆ ZE SOBĄ...o swoich emocjach, potrzebach, oczekiwaniach, smutkach. Wtedy poznajesz drugą osobę...widzisz ją jaka jest realnie ( bez idealizowania), wtedy można pomysleć o kompromisach w związku. Poza tym każdy związek przechodzi kryzysy...nie ma rozwoju miłości bez kryzysu....kwestia tylko tego, jak przejdziecie ten kryzys. Może wato by było pomyśleć o terapii dla par???
dzięki munka za rady. staram się coś poprawić. tylko już tyle było między nami spięć, że motywacja jest bliska zeru. Ale będę próbował. Zastanawiam się tylko, czy jeżeli już wszystko poszło tak daleko, jeżeli już nie możemy ze sobą spokojnie porozmawiać bez kłótni, jeżeli nie mamy chęci na przytulanie, okazywanie uczuć, to ile to potrwa aby znowu zakwitła miłość. terapia dla par, myślę że to będzie as w rękawie, jak się nam jednak nie ułoży.

-- 5 stycznia 2017, o 10:34 --
aleks1723 pisze:A ja Ci napiszę tylko tyle... Nie patrz na innych... "Wydają się szczęśliwi" - Zdajesz sobie sprawę jak ludzki umysł jest łatwo oszukać? :)
Sam staram się robić dobrą minę do złej gry... Poza tym, nawet jak ktoś jest szczęśliwy, a Ty obecnie nie... Co z tego? Szczęście to nie rzecz materialna, że ją się ma lub nie ma.
Może w Życiu przyjdzie i na Ciebie pora, że poczujesz się naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Wiem, że jest mi łatwo pisać, ale nie stawiaj wszystkiego na jedne karty.
Że studiowałeś i nie wyszło... Chłopie wiesz ilu ludzi tak ma? Moja siostra pracuję za 1300 zł, a też studiowała, jej chłopak też... Też myślała tak jak ty, że będzie w zajebistej sytuacji życiowej... Nie zawsze wychodzi tak jak chcemy... Tak jak w matematyce są stałe i zmienne, tak w życiu, są tylko zmienne...
Moim zdaniem jesteś za bardzo nastawiony, że Ty "Musisz" - Musisz być Naj... We wszystkim.
A tak btw, pomyśl o psychologu i ostatecznie, jeżeli czujesz, że sobie kompletnie nie radzisz i masz często myśli samo*** ( nie piszę do końca, bo niektórzy na tym forum tego się boją... to może jakieś leki czy coś...
powiem ci , że dajesz mi do myślenia. może za wiele od siebie i od życia wymagam . natomiast ja mam wielu znajomych którym jednak się udało i to mnie jakoś dołuje samo przez siebie.
uczę się tego, aby nie patrzeć na innych i cieszyć się małymi rzeczami, ale to nie proste.
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html

Awatar użytkownika
Myszka21
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 39
Rejestracja: 8 grudnia 2016, o 14:48

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: Myszka21 » 5 stycznia 2017, o 22:39

A mnie to się wydaje, że jak doszło do momentu, że z zoną się kłocicie i są lepsze okresy ale Wam się przypomina coś wstecz to dobrze by było wybrać się na wspólną terapię. Bo czasem tak jest, ze jak się powie o pare słów za dużo to potem sie to przypomina i koło się zamyka :) I jest coraz gorzej

nerwus-86
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 154
Rejestracja: 23 marca 2016, o 12:12

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: nerwus-86 » 6 stycznia 2017, o 12:33

na razie ja chodzę na terapię i postaram się sam załatwić tą sprawę. z żoną będę starał się nie kłócić i będę stopniowo starał się poruszać coraz gorsze tematy. Ale wszystko w normalnej rozmowie. wczoraj chciałem porozmawiać ale zabrakło odwagi. będę próbował.
tylko czasem tak mam że jak się nakrece to zapominam o kontroli. jakaś taka wewnętrzna złość która mną steruje. i wtedy mówię coś, bo myślę że mam rację, a potem żałuję. to muszę nauczyć się zwalczyć. może coś poradzicie? bo licznie do 10 nie pomaga.

przy okazji, Facebook to pier___ny środek wprowadzający w depresję. dzisiaj znajomy ma urodziny, gość że studiów którego bardzo lubiłem. kontakt się jakoś urwał, ale wiem, że zawsze ze mną pogadać, nawet za 10 lat. Ale nie o to chodzi. chodzi o to że ten gość na studiach leciał na samych 3jach i ledwo dopinal semestry. ja miałem same 4ki 5ki i wiecznie ryłem. on balowa, poznawać ludzi, podrywa dziewczyny, a ja ryłem. on ćwiczył panowanie nad emocjami poznając dziewczyny bez względu na efekt, bez żadnych granic. a ja się wstydziłem i mówiłem sobie że nauką zdobędę Himalaje. niestety efekt taki że ja kiepsko się rozwinalem. kariera średnio rozwinięta a kumpel robi straszny hajs. życzę mu jak najlepiej bo to dobry człowiek! ale cholernie coś mnie męczy w środku. może trzeba było postępować tak jak on. Ale się rozpisałem... niechcący :P
wracając do tematu Facebook do pro depresant , bo zobaczysz przy okazji składania życzeń jak się powodzi znajomemu, jak zwiedzić już pół świata i potem leci ci nastrój. a to co na Facebooku to tylko wycinek życia.
na pewno to kwestia podejścia do życia. Ale pewnie sporo z was ma takie myśli że źle pokierowalo swoim życiem ????
świąteczne pozdrowienia
http://www.zaburzeni.pl/spis-tresci-autorami-t4728.html

Awatar użytkownika
Kondor
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 215
Rejestracja: 21 listopada 2016, o 21:54

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: Kondor » 6 stycznia 2017, o 13:55

nerwus-86 pisze: wracając do tematu Facebook do pro depresant , bo zobaczysz przy okazji składania życzeń jak się powodzi znajomemu, jak zwiedzić już pół świata i potem leci ci nastrój. a to co na Facebooku to tylko wycinek życia.
na pewno to kwestia podejścia do życia. Ale pewnie sporo z was ma takie myśli że źle pokierowalo swoim życiem ????
świąteczne pozdrowienia
Szczerze dokładnie mnie to samo męczy jak widzę jak niektórym się udało. Ja powiem tak, że jeszcze jak czułem się kiedyś z nimi niemal na równi (i faktycznie byłem) tak długa nerwica oddaliła mnie od normalnego życia tak bardzo, że inni w tym czasie zdążyli osiągnąć na prawdę wiele, a ja mam takie poczucie, że zbędne minimum.
Tylko w sumie teraz wychodzenie z nerwicy uczy mnie jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie :
Żeby wyjść z nerwicy, nie możemy szukać lekarstwa na zewnątrz, bo tam go nie ma. Gdy to zrozumiemy i odpuścimy wyleczenie z zewnątrz samo do nas przyjdzie.
I wydaje mi się, że to tak samo trzeba zastosować do całego życia. My dalej mamy schemat zakodowany w głowię, że szczęścia trzeba szukać na zewnątrz. Że lepsze auto, lepsze bogatsze życie, czy może lepsza żona zmieni nas w szczęśliwych.
A teraz widzę to nie prawda. Ucieszyłbyś się tylko przez chwilę, a później skoro nie potrafisz żyć szczęśliwie sam ze samym sobą, to po chwili przestałoby Cię cieszyć nawet to ferrari, piękna żona, bo po prostu nie umiałbyś się cieszyć.
Dokładnie tak jak gdybym wygrał w totolotka w nerwicy. Oczywiście poczułbym na początku lekką radość, że rozwiąże ona może na zawsze potrzebę zarabiania, ale co z tego skoro tych pieniędzy w żaden sposób nie mógłbym normalnie wykorzystać. Płynąć smutny na jachcie, czy nawet przytulając się do najpiękniejszej kobiety, gdy w środku przeszywa wewnętrzny lęk, to nie jest niestety szczęście.
Jim Carry fajnie powiedział. Życzę wszystkim ludziom, aby zrobili tak wielką karierę jak on, zarobili tyle pieniędzy jak on, żeby mogli sobie kupić wszystko czego chcą, wtedy zrozumieją, że to nie jest to do czego dążyli. Te słowa mają wielką moc.
Wygranie w totka będąc odburzonym, szczęśliwym daje wtedy mega efekt radości możliwościami dzielenia się tym szczęściem ze sobą i z innymi.
Pomyliliśmy światy ! Świat naszego myślenia uznaliśmy za ten realny, a ten prawdziwy mamy tylko za tło. Za wszelką cenę trzeba to odwrócić !

Awatar użytkownika
aleks1723
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 150
Rejestracja: 17 stycznia 2016, o 20:38

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: aleks1723 » 6 stycznia 2017, o 19:17

No i Kondor ma 100 % rację :) Co po kasie, jak w środku rozpacz... Jasne, że lepiej mieć, niż nie mieć. Ale musisz chyba przestać traktować kasę, jak coś co musisz już i teraz mieć... Słuchaj, są przypadki ludzi bezdomnych, którzy stali się milionerami... Jeżeli naprawdę chcesz zacząć zarabiać, to zacznij czytać książki finansowe, blogi finansowe, wszystko co związane z $. Wyobraź sobie, że masz kasy tyle ile chcesz... Co robisz? No właśnie, cokolwiek zrobisz, a będziesz dalej tkwił w stanie bezsensu, to wszystko będzie bezsensem.
A i facebook może być motywatorem... Może musisz zmienić podejście, bo ja np jak widzę bogatych ludzi, to mnie to motywuje, a nie demotywuje... Więc coś jednak mi się wydaje, że to nie od tego zależy :D

PS: Większość naprawdę bogatych ludzi chodzi w normalnych ciuchach, a niektórzy potrafią jeździć nawet autami, które są starsze od nich... "Klasa średnia" zazwyczaj większość ma na kredyt i dla "szpanu"

Pieniądz ma ułatwiać Życie, ale nie ma tobą rządzić. Bo z tego co mi się wydaje, to tobą rządzą jakieś schematy 21 wieku: Ładna kobieta/ bogactwo niczym Dan Bilzerian : https://www.youtube.com/watch?v=oAOG_6O1UcA - Tak wgl on przeszedł już 2 zawały...

PS: Dobrze to napisałeś: "Facebooku to tylko wycinek życia." No właśnie... To tylko wycinek Życia...
Pozdrawiam.
Największe zło jest ukryte w świętobliwych nadmiernie i w tych powściągliwych nadmiernie.
No bo ja kochałem Życie, ale się za bardzo rozpędziłem i je zgubiłem...

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5316
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:54

przegrałem życie mimo, że dopiero 3 dekada (30tka)

Post autor: Victor » 7 stycznia 2017, o 00:15

To co opisujecie jest powodem, dla którego wiele starszych osób mówi - za komuny to było lepiej. A czemu tak mówią? Z wielu względów ale głownie dlatego, że nie było aż tak widocznych podziałów majątkowych ;p
Miałem coś napisać o tym wszystkim ale zaaa dużo tego mam we łbie i coś energii mi brak, więc na ten moment tylko Wam błogosławię :DD a Tobie nerwus życzę wpajania sobie postawy przyjacielskiej :P
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

ODPOWIEDZ