pomieszanie z poplątaniem...

Forum poświęcone: nerwicy lękowej, atakom paniki, agorafobii, hipochondrii (wkręcaniu sobie chorób), strach przed "czymśtam" i ogólnie stanom lękowym np. lęk wolnopłynący.
Możesz dopisać się do istniejącego już tematu lub po prostu stworzyć nowy.
Tutaj umieszczamy swoje objawy, historie, przeżycia. Dzielimy się doświadczeniami i jednocześnie znajdując ulgę dajemy innym pocieszenie oraz swego rodzaju ulgę, że nie są sami.
Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 19 marca 2017, o 22:43

Hej Kochani ;)

Właściwie nie wiem, czy potrafię ubrać w słowa, to co się ze mną obecnie dzieje - niemniej jednak, nie mam siły do siebie, więc spróbuję.

Doszłam chyba do etapu, w którym neguję nerwicę. Neguję natrętne myśli. Odwracam rzeczywistość. Ogólnie rzecz biorąc myślę, że żadnego zaburzenia nie mam, poza depresją z którą zmagam się od dłuższego czasu i z którą się pogodziłam, że przyjdzie mi żyć pewnie do końca życia, o tyle nie zgadzam się, że cierpię na zaburzenia lękowe. Żyję sobie z myślą, że nerwicę i natręctwa wmawiam sobie jedynie po to by się usprawiedliwić, a z racji, iż moim głównym problemem jest rocd i myśli, że nie kocham swojego chłopaka, to twierdzę, iż cała ta nerwica to tylko usprawiedliwianie siebie i traktowanie myśli o niekochaniu jako natrętów, tylko po to by się usprawiedliwić. Przyjęłam to po prostu za prawdę, że tak jest. Nie przekonuje mnie diagnoza psychiatry o zaburzeniach lękowych, ani tłumaczenia terapeuty o natręctwach. Uważam, że nie mam po co walczyć z zaburzeniem, bo ja go zwyczajnie nie mam. Na terapii opowiadam, że nie widzę sensu by przychodzić na spotkania, bo ja nie mam żadnego problemu. Dotychczas odczuwałam przez półtorej roku silną somatykę: biegunka, duszności, pocenie, drętwienie, kłucie w sercu, kołatanie, zawroty głowy, drętwienie przed spotkaniami z chłopakiem i przynajmniej miałam nadzieję, że to faktycznie może być nerwica. Od dwóch miesięcy włączyło mi się całkowite odcięcie, derealizacja. Od półtorej miesiąca dostałam oprócz leków przeciwdepresyjnych także leki przeciwlękowe i na obecną chwilę zlikwidowały mi niemal całą somatykę, a więc doszłam do powyższych wniosków, a te myśli nie wywołują już stanów lękowych przynajmniej w somatycznej postaci.

Czuję się bardzo zagubiona. Jakbym nie była sobą. Na niczym mi już nie zależy, nie walczę, bo jest mi zwyczajnie obojętne.

Musiałam tutaj napisać, bo ciężko mi z tym i nie potrafię sobie poradzić :(
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

Awatar użytkownika
Halina
Posty: 1609
Rejestracja: 14 lipca 2016, o 20:09

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: Halina » 19 marca 2017, o 22:54

katarzynka pisze:Hej Kochani ;)

Właściwie nie wiem, czy potrafię ubrać w słowa, to co się ze mną obecnie dzieje - niemniej jednak, nie mam siły do siebie, więc spróbuję.

Doszłam chyba do etapu, w którym neguję nerwicę. Neguję natrętne myśli. Odwracam rzeczywistość. Ogólnie rzecz biorąc myślę, że żadnego zaburzenia nie mam, poza depresją z którą zmagam się od dłuższego czasu i z którą się pogodziłam, że przyjdzie mi żyć pewnie do końca życia, o tyle nie zgadzam się, że cierpię na zaburzenia lękowe. Żyję sobie z myślą, że nerwicę i natręctwa wmawiam sobie jedynie po to by się usprawiedliwić, a z racji, iż moim głównym problemem jest rocd i myśli, że nie kocham swojego chłopaka, to twierdzę, iż cała ta nerwica to tylko usprawiedliwianie siebie i traktowanie myśli o niekochaniu jako natrętów, tylko po to by się usprawiedliwić. Przyjęłam to po prostu za prawdę, że tak jest. Nie przekonuje mnie diagnoza psychiatry o zaburzeniach lękowych, ani tłumaczenia terapeuty o natręctwach. Uważam, że nie mam po co walczyć z zaburzeniem, bo ja go zwyczajnie nie mam. Na terapii opowiadam, że nie widzę sensu by przychodzić na spotkania, bo ja nie mam żadnego problemu. Dotychczas odczuwałam przez półtorej roku silną somatykę: biegunka, duszności, pocenie, drętwienie, kłucie w sercu, kołatanie, zawroty głowy, drętwienie przed spotkaniami z chłopakiem i przynajmniej miałam nadzieję, że to faktycznie może być nerwica. Od dwóch miesięcy włączyło mi się całkowite odcięcie, derealizacja. Od półtorej miesiąca dostałam oprócz leków przeciwdepresyjnych także leki przeciwlękowe i na obecną chwilę zlikwidowały mi niemal całą somatykę, a więc doszłam do powyższych wniosków, a te myśli nie wywołują już stanów lękowych przynajmniej w somatycznej postaci.

Czuję się bardzo zagubiona. Jakbym nie była sobą. Na niczym mi już nie zależy, nie walczę, bo jest mi zwyczajnie obojętne.

Musiałam tutaj napisać, bo ciężko mi z tym i nie potrafię sobie poradzić :(

Co ci napisze, moz ci pomoze, moze nie, nie wiem:

NIE JESTE Ś SWOIM UMYS Ł EM

W zyciu nie powinno byc miejsca na cierpienie.

Jesli utozsamiasz sie z wlasnym umyslem, Kasiu, sprawiasz, ze myslenie staje sie przymusem. Myslenie uchodzi za stan normalny, a nie moc myslec, lub przestac myslec, chociaz na chwile graniczy z cudem. Ten niesutanny zgielk umyslu uniemozliwia nam dotarcie do strefy spokoju wewnentrznego. Ten zgielk stwarza nam falszywe Ja. Ktos, kto ulega pokusie myslenia zyje w konfliktach wewnetrznych i zewnetrznych. *
Gdy człowiek utoŜsamia się z własnym umysłem, powstaje ekran, utkany z pojec, etykietek, przekonan, definicji i osadow. To przeszkadza w tworzeniu autentycznych wiezi ze samym soba i innymi.

Umysl jest wpasnialym narzedziem, jesli odpowiednio sie nim poslugujesz, a gdy stosujesz go niewlasciwie, on zaczyna dzialac niszczycielsko.
Przestajesz uzywac umysl, to on uzywa ciebie. I na tym właśnie polega choroba mysli. Umysł cię używa, bezwiednie się z nim utożsamiasz. Wolność to uświadomienie sobie, ze nie jesteś twoimi myślami. Na obserwacje mysli pozwala ci świadomość.
Uzyj jej, uzyj swiadomosci by przekonac podswiadomosc, z ekazda twoja mysl i zawierzenie w nie to iluzja. lecisz za myslami, za wytworami u myslu jak koza. I po co ci to? Chcesz ciezpiec? Lubisz cierpiec ??? Zrob sobie dobrze: przeprogramuj swoje chore myslenie!
W naszej głowie ciągle odbywają się mimowolne procesy myślowe: dialogi i monologi : wewnętrzny mowca (krytyk).
Wewnętrzny glos jest naszym największym wrogiem i powoduje wiele chorob. Atakuje nas i wysysa energie życiową.
Jednak możesz się uwolnić od swojego umysłu!
MYŚL NIE OZNACZA CZYNU.

Czekasz aż poczujesz się lepiej by zacząć żyć, a ja mówię Ci zacznij żyć, by poczuć się lepiej (Ciasteczko)

Wszystkiego, czego Jaś się nauczył, Jan może się oduczyć :pp

Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 20 marca 2017, o 10:50

Dziękuję Ci Aga za odpowiedź. Racjonalnie oczywiście wiem to wszystko, co napisałaś. Tłumaczę to sobie, ale nie działa. Mam wrażenie jakbym się cofnęła o kilka dobrych lat do tyłu, zamiast być lepiej to jest gorzej. Tęsknie za dawną sobą, za swoim dawnym życiem :( Czuję się jakbym była martwa :(
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

justi2212
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 481
Rejestracja: 3 grudnia 2015, o 19:44

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: justi2212 » 20 marca 2017, o 12:00

Sama mówisz że źle się czujesz, że chciałabyś być sobą, ale problemow nie masz? I nerwicy? Patrz jak to się kupy nie trzyma? To co masz? Depresje? Ok to możesz pracować nad nią tak samo. Zobacz jak się sama w tym zaplatalas, ale rozumiem Cie bo mam tak samo. Z tym że ja chcę wierzyć że to nerwica, a dowodów na to mam pełno na około, czy tu na forum czy obok siebie. Sama sobie robisz piekiełko, zamiast robić na odwrót ;)
,,W psychologii jest takie pojęcie „błysk” to jest moment kiedy człowiekowi w głowie się wszystko zmienia, kiedy nagle dociera do niego coś co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru."
— Jacek Walkiewicz / psycholog

Być może wszystko jest w porządku, ale trudno w to uwierzyć :)
Potykając się można zajść daleko, nie można tylko upaść i nie podnieść się

WWA
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 189
Rejestracja: 6 lutego 2016, o 14:59

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: WWA » 20 marca 2017, o 12:44

"W zyciu nie powinno byc miejsca na cierpienie. "
To jest jakiś postulat czy o co chodzi? Szczęście i cierpienie to nieodłączne elementy życia. Cierpienie ma do odegrania swoją rolę, więc takie stwierdzenia jak powyżej, są szkodliwe i nieprawdziwe. e(L)o Legia Mistrz. ;)
Bylem juz samobojca, mordercą, schizofrenikiem, chadowcem, gejem, ksiedzem, utracilem sens swojego zycia, mialem raka w tylku I w mozgu, nie kochalem swojej dziewczyny I ona nie kochala mnie, potrzebowalem akceptacji, a teraz mam to wszystko w dupie. :)

Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 20 marca 2017, o 13:00

justi2212 pisze:Sama mówisz że źle się czujesz, że chciałabyś być sobą, ale problemow nie masz? I nerwicy? Patrz jak to się kupy nie trzyma? To co masz? Depresje? Ok to możesz pracować nad nią tak samo. Zobacz jak się sama w tym zaplatalas, ale rozumiem Cie bo mam tak samo. Z tym że ja chcę wierzyć że to nerwica, a dowodów na to mam pełno na około, czy tu na forum czy obok siebie. Sama sobie robisz piekiełko, zamiast robić na odwrót ;)
Wiem Kochana, czuję się jakbym nie była sobą, a tylko marionetką, a ktoś pociągał za sznurki. Depresji jakoś o dziwo nie neguję, może dlatego, że dłużej się z nią zmagam i zaakceptowałam ją, nie walczę z nią, po prostu wiem, że jest i będzie i to przyjęłam. Na nerwicę jakoś nie umiem znaleźć takiego remedium/

Zakręciłam się strasznie :(

-- 20 marca 2017, o 14:00 --
WWA pisze:"W zyciu nie powinno byc miejsca na cierpienie. "
To jest jakiś postulat czy o co chodzi? Szczęście i cierpienie to nieodłączne elementy życia. Cierpienie ma do odegrania swoją rolę, więc takie stwierdzenia jak powyżej, są szkodliwe i nieprawdziwe. e(L)o Legia Mistrz. ;)
Ja w żadnym wypadku nie neguję wartości cierpienia ;) Zgodnie z moimi przekonaniami, każde cierpienie jest w jakimś celu i jest potrzebne. Nie neguję nerwicy dlatego, by odrzucać cierpienie.
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

WWA
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 189
Rejestracja: 6 lutego 2016, o 14:59

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: WWA » 20 marca 2017, o 17:47

Spoko :P Tylko mi chodziło o zdanie Haliny, bo to ona napisała tę mądrość :P
Bylem juz samobojca, mordercą, schizofrenikiem, chadowcem, gejem, ksiedzem, utracilem sens swojego zycia, mialem raka w tylku I w mozgu, nie kochalem swojej dziewczyny I ona nie kochala mnie, potrzebowalem akceptacji, a teraz mam to wszystko w dupie. :)

Awatar użytkownika
Halina
Posty: 1609
Rejestracja: 14 lipca 2016, o 20:09

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: Halina » 20 marca 2017, o 18:01

WWA pisze:Spoko :P Tylko mi chodziło o zdanie Haliny, bo to ona napisała tę mądrość :P
To nie moja mądrość tylko Tolle'a. Miało zmotywować kasie. Tyle.
MYŚL NIE OZNACZA CZYNU.

Czekasz aż poczujesz się lepiej by zacząć żyć, a ja mówię Ci zacznij żyć, by poczuć się lepiej (Ciasteczko)

Wszystkiego, czego Jaś się nauczył, Jan może się oduczyć :pp

maartini
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 74
Rejestracja: 25 października 2016, o 22:43

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: maartini » 20 marca 2017, o 19:39

Ja właściwie też nie do końca wiem gdzie zaczyna się, a gdzie kończy nerwica. Bo rozumiem typowe natręty typu zrobię komuś krzywdę lub zwariuję i je jakoś no łatwo było mi podpiąć pod zaburzenie, ale myśli egzystencjonalne typu po co się żyje? Czy to jest jeszcze zaburzenie?
W sumie ja tłumaczę sobie to tak, że zaburzenie jest w tedy kiedy nadaję wartość tym myślom i wywołują one u mnie niepokój, bo chyba każdy czasem też ma gorszy dzień i się nad tym zastanawia? prawda?
Droga autorko wydaje mi się, że w Twoim przypadku jest podobnie, łatwo Ci uwierzyć w somatykę ( dlatego te objawy szybciej ustąpiły ) ale gorzej w natrętne myśli dotyczące związku. Skoro nadajesz taką wartość temu pytaniu czy kochasz czy nie kochasz i wzbudza to w tobie ciągły niepokój, że może naprawdę nie kochasz to jest to zaburzenie, bo nerwica zawsze atakuje nasze wartości, gdybyś nie kochała byłabyś może smutna, niechętna do bliskości, ale nie wywoływałoby to takiego ciągłego stanu niepokoju i napięcia ( a z Twojego postu bije niepokojem po oczach :) ). Zapewne czasem każdy ma jakieś wątpliwości dotyczące związku ( no chyba, że są jakieś idealne związki :) ) tylko, że osoba bez zaburzenia nie przejmuje się zbyt długo takimi myślami
to co czyni nas wrażliwymi - czyni nas pięknymi

WWA
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 189
Rejestracja: 6 lutego 2016, o 14:59

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: WWA » 20 marca 2017, o 21:31

maartini pisze:Ja właściwie też nie do końca wiem gdzie zaczyna się, a gdzie kończy nerwica. Bo rozumiem typowe natręty typu zrobię komuś krzywdę lub zwariuję i je jakoś no łatwo było mi podpiąć pod zaburzenie, ale myśli egzystencjonalne typu po co się żyje? Czy to jest jeszcze zaburzenie?
W sumie ja tłumaczę sobie to tak, że zaburzenie jest w tedy kiedy nadaję wartość tym myślom i wywołują one u mnie niepokój, bo chyba każdy czasem też ma gorszy dzień i się nad tym zastanawia? prawda?
Po czym rozpoznać, że to zaburzenie a nie real? No właśnie po obsesji. Jeśli całymi dniami wałkujesz w głowie dany temat, w tym np. myśli egzystencjalne i one wywołują lęk, to problemem nie jest to do czego te myśli się odnoszą ale problemem jest samo wałkowanie, obsesyjne zadręczanie się.
Bylem juz samobojca, mordercą, schizofrenikiem, chadowcem, gejem, ksiedzem, utracilem sens swojego zycia, mialem raka w tylku I w mozgu, nie kochalem swojej dziewczyny I ona nie kochala mnie, potrzebowalem akceptacji, a teraz mam to wszystko w dupie. :)

Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 20 marca 2017, o 22:07

Dziękuję bardzo Wam za wszystkie odpowiedzi. To bardzo budujące i choć na chwilę uspakaja. Tak jak mówi Maartini, również nie potrafię uchwycić tej granicy, choć jak coś staje się obsesją i treścią życia to z całą pewnością to zaburzenie. U kogoś łatwiej zdiagnozować, a sami się z tym szarpiemy... :(
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

maartini
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 74
Rejestracja: 25 października 2016, o 22:43

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: maartini » 20 marca 2017, o 22:48

dlatego właśnie dobrze zdać sobie sprawę z tego czym jest to zaburzenie. To nie jest kwestia tego o czym myślimy tylko naszego stosunku do tych myśli. Myślę że opłaca sie uwierzyć w to, że jest to kolejny objaw nerwicowy ponieważ nie ma nic do stracenia a jedynie można zyskać :)
to co czyni nas wrażliwymi - czyni nas pięknymi

Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 20 marca 2017, o 23:13

Masz rację. Siedzimy w tym bagnie po uszy, czytamy artykuły, słuchamy nagrań, a czasem jak grochem o ścianę, dajemy się nabrać jak mały Kazio. Do tej pory wydawała mi się najgorsza somatyka, dopóki nie wkroczyły natręty. Potem twierdziłam, że natręty są ever forever, a teraz jak mam to wszystko w pakiecie full opcja z dd to wysiadka i jakaś plątanina myśli, że zaburzenia nie mam. Eh. Domyślam się, że to co piszę dość zabawnie może brzmieć ;)
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

justi2212
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 481
Rejestracja: 3 grudnia 2015, o 19:44

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: justi2212 » 21 marca 2017, o 12:05

Bardzo zabawnie :D ale to właśnie tak jest, póki sie nie złapie bakcyle i nie zacznie reagować na każdą myśl tak samo to gdy jednej się pozbędziemy, pojawi się kolejna i tak w kółko. Mi wczoraj to uświadomiły swoje posty z tamtego roku gdzie pisałam że mam myśli o bezsensie i że to już chyba ostatni etap mojej nerwicy ale trudny do przejścia :D no i co? One sobie były te myśli, gdy się wyciszyly to pojawiły się nowe. I teraz widzę że tamte wcale nie były takie złe ;)
,,W psychologii jest takie pojęcie „błysk” to jest moment kiedy człowiekowi w głowie się wszystko zmienia, kiedy nagle dociera do niego coś co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru."
— Jacek Walkiewicz / psycholog

Być może wszystko jest w porządku, ale trudno w to uwierzyć :)
Potykając się można zajść daleko, nie można tylko upaść i nie podnieść się

Awatar użytkownika
katarzynka
Dyżurny na forum Odważny VIP
Posty: 1460
Rejestracja: 20 czerwca 2016, o 20:04

pomieszanie z poplątaniem...

Post autor: katarzynka » 21 marca 2017, o 15:56

Czyli błędne koło Kochana. Jedno przejdzie, a uczepi się drugiego. U mnie to dziwne, ale wałkuję tylko jeden temat - kocham/nie kocham. Choć może mi się tylko wydaje, że tylko jeden temat, a myśli, że nie mam nerwicy, a sobie ją wmawiam też są natrętne? Załamka, ręce opadają...
jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij.

ODPOWIEDZ