Dlaczego uciekam i uciekam?

Być może miałeś jakieś nieciekawe przeżycia, traumę i chcesz to z siebie "wyrzucić"?
Albo nie znalazłeś dla siebie odpowiedniego działu i masz ochotę po prostu napisać o sobie?
Możesz to zrobić właśnie tutaj!

Rozmawiamy tu również o naszych możliwych predyspozycjach do zaburzeń, dorastaniu, dzieciństwie itp.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Nikolas
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: 28 czerwca 2015, o 19:48

Dlaczego uciekam i uciekam?

Post autor: Nikolas » 10 lipca 2017, o 19:16

Gdy tylko skończę pracę, zajmuję się jeszcze tym, co lubię w czasie wolnym i wraz z nadejściem wieczoru korci mnie bardzo, by wyjść z domu - co prawda do knajpy, ale alkohol jest tylko częścią układanki większej ilości czynników, składających się na coś, co by można najbliżej przypasować do ucieczki. Takim kolejnym czynnikiem jest olbrzymia trudność, by z domu wyjść za dnia, ale gdy tylko zrobi się ciemno, wybiegam wręcz na dwór, jakby z zamknięcia lub jak więzień, który dostał pół godziny na spacerniak - za dnia po prostu lękam się bycia bardzo widocznym, a więc "celę" mam nie tyle w domu, co w umyśle. I choć o tym wiem, to pod wieczór już dom rodzinny, za jaki jestem oczywiście wdzięczny losowi i rodzicom, wydaje mi się jednak tak ciasny i przytłaczający, jakbym był ogórkiem kiszącym się w słoiku albo rybką pływającą w małej kuli. Nie ma jednak zupełnego dramatu, gdyż ta rybka wyskakuje sobie wieczorem do stawu i baluje w knajpie. Perspektywa udania się późnym wieczorem do pokoju i położenia spać, budzi już przerażenie - i przerażała mnie jeszcze w dzieciństwie, kiedy naturalnie nie piłem, tylko radziłem sobie na inne sposoby (nie chcąc zasypiać, załączając lampkę itp.). Na zadanie udania się spać mam wrażenie, jakby ktoś chciał mnie-przysłowiową rybkę w tej kuli przenieść z miejsca nad stawem i odnieść do zabarykadowanego pokoju, i mnie tam zamknąć na klucz. To już i tak nieco lepiej niż miałem, bo wcześniej zaśnięcie kojarzyłem ze zniknięciem, choć na niedługi czas, ale jednak zniknięcie, jakbym był robotem i miał świadomie podjąć decyzję o odłączeniu kabla zasilającego mój komputer-mózg.

Ucieczka z ciasnego pomieszczenia, ucieczka w alkohol, ale przede wszystkim przez długi czas nie mogłem się pogodzić z tym, że się nie usamodzielniłem i jestem zależny od rodziców, jak 10-cio latek (mam już 32), jacy są w dodatku nadopiekuńczy. Obecnie nie patrzę na sprawę już w ten sposób, co bardziej na to, ile ja, nie moi rodzice, mogę zrobić, by sytuację zmienić. I co teraz - wreszcie poszukałem sobie zawód, pod kątem którego się obecnie rozwijam, mogący otworzyć mi furtkę do samodzielnego, dorosłego życia, być może do zamieszkania na swoim i założenia rodziny. To bardzo mnie motywuje do ćwiczenia się w owym zawodzie. Ale nie umiem zmienić tego wychodzenia wieczorami do knajpy. Staram się stawiać swemu umysłowi temat tak:

Wychodząc co noc łudzę się, jakoby udało mi się uciec; tylko pozornie, bo wyłażę tylko na "spacerniak". Jeżeli jednak nauczę się powstrzymywać, skupię jeszcze na tym szkoleniu się pod wymarzony sobie zawód, to pewnego dnia wyjdę z rodzinnego domu naprawdę, wylecę z gniazda.

Pytanie, skoro pragnę pewnego dnia uciec na serio, to czy mając na celu ucieczkę, nie prowokuję umysłu, by ten sen, to pragnienie, choć częściowo zaspokoić ucieczkami drobnymi?

Zastanawiam się nad odwykiem w kwestii alkoholu. Ale alkohol też daje mi ucieczkę, jak mam sprawić, by tą motywację "uciec" zastąpić jakąś inną, aby mnie nie gubiła, na przykład dążeniem do czegoś, a nie ucieczką od czegoś?

Liker16
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: 6 sierpnia 2016, o 00:10

Re: Dlaczego uciekam i uciekam?

Post autor: Liker16 » 11 lipca 2017, o 09:44

Cześć :D
Też lubię w wieczorem wyjść sobie na piwko z przyjaciółmi, bo wiem, że nikt mnie nie będzie wkurwiał i nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć.
Więc ja też w jakimś stopniu uciekam tylko, że przed swoim ojcem który by chciał, żebym żył tak ja on chce XDD

Awatar użytkownika
eyeswithoutaface
Moderator
Posty: 1197
Rejestracja: 25 lutego 2017, o 21:44

Re: Dlaczego uciekam i uciekam?

Post autor: eyeswithoutaface » 11 lipca 2017, o 10:34

Zastanawia mnie, dlaczego wyjście z domu rodzinnego, tak przecież naturalne i wręcz nieuniknione w pewnym wieku, nazywasz "ucieczką"? Od czego tak naprawdę chcesz uciec? Od toksycznych relacji w domu?
Don't believe everything you THINK

Awatar użytkownika
Jerry
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 819
Rejestracja: 14 stycznia 2015, o 17:12

Re: Dlaczego uciekam i uciekam?

Post autor: Jerry » 11 lipca 2017, o 10:54

Ja bym zapytał inaczej - co Ty ciągle robisz w domu z rodzicami? Czy wymagają Twojej opieki? Sam się dusiłem w domu mając lat kilkanaście, w końcu uciekłem, bujając się po Polsce pociągami (wtedy dało się w starych składach ukryć pod fotelami - syf był straszny, ale jak człowiek nie ma kasy to i z Łodzi do Szczecina w ten sposób dojedzie;)). Są sytuacje, kiedy trzeba być w domu i pomóc niedołężnym rodzicom/dziadkom, ale jeżeli nie masz takiej sytuacji to dobrze byłoby wyjść z tej strefy bezpieczeństwa i zacząć żyć na swój rachunek. Boję się, że to Twoje przygotowywanie się do odpowiedniego zawodu jest tylko pretekstem do siedzenia w domu ze "starymi". Podchodząc w ten sposób można się szykować i do czterdziestki :) Nie zrozum mnie źle, nie chcę Cię krytykować, tylko zmobilizować do zmiany. Lepiej się wkurzyć i coś zmienić niż głaskać po główce przez następną dekadę.
Nowa dostawa kozich racic z hodowli ekologicznej na Podkarpaciu. Kilogram świeżych, całych - 19 zł/kg. Kilogram świeżych, drobno mielonych - 23 zł/kg.
Pamiętajcie, że najlepsze na nerwice są z koziołka racice!
Moczymy je 2 dni w wodzie lub mleku, mieszamy z miodem i cytryną, a następnie pałaszujemy (1-2 kilogramy dziennie). Nerwica przechodzi po tygodniu, depresja po dwóch.
Zapraszam do składania zamówień.

Awatar użytkownika
Nikolas
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: 28 czerwca 2015, o 19:48

Re: Dlaczego uciekam i uciekam?

Post autor: Nikolas » 11 lipca 2017, o 22:50

Dzięki Wam, że mi odpisaliście. :)
Liker16 pisze:
11 lipca 2017, o 09:44
Cześć :D
Cześć.
Liker16 pisze:
11 lipca 2017, o 09:44
Też lubię w wieczorem wyjść sobie na piwko z przyjaciółmi, bo wiem, że nikt mnie nie będzie wkurwiał i nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć.
Więc ja też w jakimś stopniu uciekam tylko, że przed swoim ojcem który by chciał, żebym żył tak ja on chce XDD
Wszystko zależy, czy nam taka ucieczka odpowiada. Jeśli Tobie to pasuje, w porządku. ;ok W przypadku moim, czuję, że skok na piwo do knajpy to namiastka faktycznego wyprowadzenia się z domu, jaką tylko oszukuję umysł (tego pragnący) i karmię go nią, namiastką wyprowadzenia, przy okazji odurzając się alkoholem i wiążąc tym samym ze złym nawykiem, aby nie powiedzieć nałogiem.
eyeswithoutaface pisze:
11 lipca 2017, o 10:34
Zastanawia mnie, dlaczego wyjście z domu rodzinnego, tak przecież naturalne i wręcz nieuniknione w pewnym wieku, nazywasz "ucieczką"?
Może dlatego, że nie mam na myśli jedynie wyprowadzenia się na swoje, ale chciałbym również zacząć układać sobie życie po swojemu. A rodzice moi z kolei nie chcą, żebym szedł mieszkać gdzieś indziej i jednocześnie są nadopiekuńczy. Uzasadniają mieszkanie ze mną razem tym, że w ramach spadku, podziału na mnie i brata, mojemu bratu zdecydowali się powierzyć częściowo mieszkanie w innej miejscowości, częściowo kredyt na nie, a mnie przypadnie dom po nich. Dodam, że brat się ożenił i wyjechał robić karierę w innym mieście (stąd "mieszanie w innej miejscowości"). Ale gdy z bratową przyjadą w odwiedziny, zachowują się jak we własnym "domku letniskowym", w którym moje miejsce jest praktycznie zepchnięte do kąta; przykładowo na piętrze, na którym niegdyś mieszkaliśmy ja i brat, z łazienką i kuchnią, obecnie w kuchni z bratową zamykają się jak w łazience (choć to powinna być kuchnia wspólna), a w łazience biorą niemal całą ciepłą wodę i bywa, że muszę się myć w zimnej. Zaniepokojony tym, czy mam się już cofać do pozycji zwierzęcia, rywalizującego o terytorium, zapytałem raz taty - czy na to, że ten dom przejść ma kiedyś na mnie, będę miał jakieś poświadczenie? Odparł mi, że jesteśmy na tyle kochającą się rodzinką, że nie potrzebujemy żadnych pism, a wystarczy, że bratu o tym, że dom przechodzi na mnie, już mówił. Tylko, że ta choćby kuchnia, na co dzień moja, a na czas odwiedzin brata i bratowej udostępniana przez rodziców im także, w praktyce już przestała być wspólna, nie mówiąc w ogóle żeby była moja... Czarno to widzę.

Byłby to pierwszy powód, dlaczego chcę czmychnąć - bo wolę wynajmować nieduże mieszkanko, ale na solidnych, prawnych fundamentach, niż piękny, duży dom, wspierający się na podporze ze słów, których po latach brat może nie pamiętać, a z całą pewnością bratowa nie odpuści sprawy (bo jeszcze tak zaborczego człowieka to nie spotkałem).
eyeswithoutaface pisze:
11 lipca 2017, o 10:34
Od czego tak naprawdę chcesz uciec? Od toksycznych relacji w domu?
A to jest drugi powód chęci ucieczki. Owszem, chcę uciec od toksycznych relacji; o tyle fatalnych, że w swej nadopiekuńczości rodzice są od lat nieugięci, więc raczej też niereformowalni. Oprócz nadopiekuńczości panuje u nas w domu atmosfera pozornego uśmiechu, pod którym jest między nami sporo złości. Ja bym wolał złość wprost, ale nie ma na złość ani kłótnię miejsca w rodzinie, która postawiła sobie za priorytet być "rodziną idealną". Może stąd mam to uczucie, że się w środku aż duszę i czuję przytłoczony murami tego domu(?).
Jerry pisze:
11 lipca 2017, o 10:54
Ja bym zapytał inaczej - co Ty ciągle robisz w domu z rodzicami?
Mieszkam i pracuję. Jestem u nich zatrudniony w rodzinnej firmie. Zastanawiałem się nad zmianą pracy, mam jednak słabe klasyfikacje. Stwierdziłem, że albo je podniosę (choćby o naukę obcego języka), a jeżeli byłoby to za mało i podnoszenie kwalifikacji miałoby trwać zbyt długo, ostatecznie nawet bym mógł zatrudnić się jako kurczę sprzątacz ...albo, robić to, w czym zawsze byłem chwalony, w rysowaniu. Wbrew powszechnej opinii, jak to malarze zawsze byli biedni, w dobie internetu i tabletów ta rzeczywistość się zmienia. Mam kolegę, którego jest to zawodem, gość wymiata i już się buduje. I zabrałem się do tego w ramach ćwiczeń i daje mi to frajdę, mam więc niemałe nadzieje, że wyjdzie. :)
Jerry pisze:
11 lipca 2017, o 10:54
Boję się, że to Twoje przygotowywanie się do odpowiedniego zawodu jest tylko pretekstem do siedzenia w domu ze "starymi". Podchodząc w ten sposób można się szykować i do czterdziestki :)
Acha, a chyba nie... Ale nie przeczytałem też obawy wyrażonej przez Ciebie bezrefleksyjnie, przez chwilę zaniepokoiwszy się nawet taką możliwością. Ale chyba mnie nie udziela się w tym kierunku podejście moich rodziców. I nie oceniam ich źle, że tacy są, bo wiem, że przynajmniej tacie, dorastającemu w rodzinie dysfunkcyjnej pewnie brakuje dobrych wzorców.

ODPOWIEDZ