Czy dzieciństwo ma wpływ?

Być może miałeś jakieś nieciekawe przeżycia, traumę i chcesz to z siebie "wyrzucić"?
Albo nie znalazłeś dla siebie odpowiedniego działu i masz ochotę po prostu napisać o sobie?
Możesz to zrobić właśnie tutaj!

Rozmawiamy tu również o naszych możliwych predyspozycjach do zaburzeń, dorastaniu, dzieciństwie itp.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
ana1991
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 22
Rejestracja: 10 listopada 2013, o 23:00

Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: ana1991 » 11 listopada 2013, o 16:22

Zastanawiałam się wiele razy, czy dzieciństwo faktycznie ma tak duży wpływ na naszą dorosłość. Czy ludzie którzy mieli wspaniałych, kochających rodziców, zawsze muszą być bezwarunkowo szczęśliwi w dorosłym życiu? A czy ci z rodzin trudnych, nieraz patologicznych koniecznie muszą wyrosnąć na kopię swoich dręczycieli?

Po kilku latach, od mojej wizyty u psychologa- niestety tylko jednej i jedynej dochodzę do pewnych, można powiedzieć banalnych wniosków. Otóż dzieciństwo musi mieć jakiś wpływ na naszą dorosłość. Ale jaki? Czy tak ogromny, że będziemy go ze sobą nieść całe życie, czy rzuca tylko lekki cień? Czy też są osoby, które potrafią się niezaprzeczalnie od niego odciąć, gdy zachodzi taka potrzeba?

Przecież dziecko dręczone w dzieciństwie może wyrosnąć na wspaniałego człowieka. Bądź też- niechcący lub chcący powielać zachowania rodziców. Może też być pozornie szczęśliwy, a całe życie tłumić w sobie żal, smutek, czy tez wściekłość. I w pewnej chwili to wypłynie- w zachowaniu bądź pod postacią problemów psychicznych.

Nie będę się skupiać tu na rodzinach szczęśliwych, bo wszystko może się potoczyć bardzo różnie- dziecko zbyt rozpieszczane może popaść w narcyzm, może być niezdolne do przyjęcia trudnego życia „na klatę”, ale też może mieć przyszłość usłaną różami. Oczywiście może mu jak każdemu człowiekowi –szczęśliwemu czy nie, z dobrego domu czy nie- przydarzyć się coś złego. I czy wtedy będzie w stanie poradzić sobie z emocjami?
Chcąc nie chcąc, dochodzę do wniosku, że dzieci nieszczęśliwe przyjmują problemy życia dorosłego bardziej spokojnie- wszak są już z nimi obyte. Nurtuje mnie tylko pytanie, czy naprawdę mogę „obwiniać „ swoją przeszłość o to co teraz się ze mną dzieje? Czy też szukać problemu gdzie indziej?
Oczywiście mogę się bardzo mylić, dlatego z chęcią posłucham waszych sugestii. Zdarza mi się nieraz nawet przeczyć samej sobie, negować, ponieważ jestem w fazie, kiedy próbuję do czegoś dojść, a żadnej ewentualności nie chcę porzucać zbyt pochopnie.

A skąd u mnie takie rozmyślania? Pani psycholog zasugerowała mi, ze moja nerwica jest piętnem okropnych przeżyć z dzieciństwa. Podchodzę do tego trochę sceptycznie, bo nerwica zaczęła się u mnie bo wypaleniu dopalacza i poznaniu uczucia lęku, a o jakim nie śniłam. Pani doktor sugeruje jednak, że to był po prostu przełom, narkotyk był zapalnikiem i według niej w tym momencie pękłam. Po maturach, kiedy miała zacząć dorosłe życie, byłam szczęśliwa, że w końcu uwolnię się od rodzinnego domu… i nie podołałam wyzwaniu. Przerosła mnie dorosłość i perspektywy.

Udało mi się wyleczyć, pójść na studia, i teraz nagle, po prawie dwóch latach w zdrowiu, kiedy w końcu wyprowadziłam się z domu rodziców, nagle znów mnie dopadło. Może to faktycznie strach przed samodzielnością i dorosłością, a może nie ma co tyle tego roztrząsać i to naprawdę tylko irracjonalny lęk, który nie bierze się z jakichś pokładów naszej podświadomości, tylko mieliśmy pecha i po prostu się pojawił?

W każdym razie popełniłam duży błąd- wróciłam do rodziców i mimo wszystko, szukałam u nich wsparcia. Zostałam oczywiście wyśmiana, że jakie lęki? co to za głupoty? leniem jesteś i tyle! uczyć i pracować ci się nie chce!

Na tym chyba skończę- jeśli temat pojawił się wcześniej, to przepraszam za zaśmiecanie forum.
Chętnie posłucham waszych sugestii, przemyśleń, historii.
To nie potrzeby kierują mną, to ja kreuję potrzebę.

Awatar użytkownika
Sagem
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 535
Rejestracja: 11 maja 2013, o 12:47

Re: Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: Sagem » 11 listopada 2013, o 16:38

Hmm no ja myślę że dzieciństwo ma wpływ na nas ale nie w każdym przypadku :) Widzisz ja dużo chorowałem w dzieciństwie, odkąd pamiętam już jak się urodziłem to były problemy przez zaniedbanie pielęgniarek i ogólnie. Wszystko musiałem szybciej zrozumieć i pojąć , już w 1 klasie podstawówki wyróżniałem się od innych dzieci dojrzałością i spokojem. Moi rodzice wychowywali się bez ojców i w biednych rodzinach ale wiesz nie mógłbym mieć lepszych i bardziej dojrzałych rodziców cała nasza 3 jest cholernie wrażliwa :) Wiesz pomimo 17 lat dużo już widziałem doświadczyłem i przecierpiałem i to ma duży wpływ na nas to na pewno ale trzeba tez jednak odziedziczyć i urodzić się trochę takim jak np my na forum. Czasami mi mówią że jestem bardziej dojrzały niż nie jeden dorosły i nawet się z tym zgodzę bo mało jest teraz takich ludzi jak my :) Ale widzisz te doświadczenia cierpienia itd wyszły mi tylko na dobre nie to że ktoś jest gorszy od nas ale na pewno jesteśmy bardziej wartościowymi ludźmi niż nie jeden człowiek :)
Jeżeli ktoś nie kocha Cię tak jakbyś tego chciał, nie oznacza to, że nie kocha Cię on z całego serca i ponad siły.
Strach boi się odważnych.
Per Aspera Ad Astra - Przez ciernie do gwiazd.
Nigdy nie wiesz jak silny jesteś, dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem jakie masz.

Awatar użytkownika
ana1991
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 22
Rejestracja: 10 listopada 2013, o 23:00

Re: Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: ana1991 » 11 listopada 2013, o 17:03

Zdołałam zauważyć, że osoby, które musiały dużo przejść i jakby szybciej dorosnąć, nie są tak beztroskie. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, nie przyjmują wszystkiego, tak jakby im się wszystko od życia należało, tylko z większym szacunkiem, radością, bardziej cenią sobie te ‘małe szczęścia’. Ja również miałam dużo problemów, ale zawsze dotąd tylko natury fizycznej, całe dzieciństwo i okres nastoletni spędziłam w szpitalach, na badaniach , w końcu miałam bardzo ciężką operację. Dlatego nie chcę się dać zawładnąć chorobie psychicznej, nie po to tyle przecierpiałam, by nie móc zapanować nad własnym umysłem.
Co do dojrzałości- tu się zgodzę, cierpienie wychodzi na dobre. Więcej myślimy, nie tylko o aspektach codzienności, ale w jakiś sposób staramy się poznać siebie, lepiej słuchać innych.
Po sobie widzę, że daje mi to też bardzo dużo empatii, współczucia. Słucham innych ludzi i staram się zrozumieć ich sytuację.
Tylko, żeby w tym przypadku nie być ZBYT przekonanym o własnej wyjątkowości, to nie choroba uczyniła nas wyjątkowymi, tylko to czego zdołaliśmy się nauczyć. A nie każdy chory od razu staje się mądrzejszy, niektórzy tylko siedzą, użalają się nad sobą i sądzą, że należy im się współczucie i pobłażliwość z każdej strony. A nie tak to działa - trzeba walczyć, dopiero jak człowiek walczy to może powiedzieć, że jest wyjątkowy :)
Trochę temat dzieciństwa i choroby się zlały w wątek po prostu cięzkich przeżyć. Czy dzieciństwo ma wpływ na chorobę, nadal nie wiem, ale doszliśmy przynajmiej do wniosku, jaki wpływ może mieć choroba na nas:)
Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :D
To nie potrzeby kierują mną, to ja kreuję potrzebę.

Awatar użytkownika
Sagem
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 535
Rejestracja: 11 maja 2013, o 12:47

Re: Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: Sagem » 11 listopada 2013, o 17:18

Tylko, żeby w tym przypadku nie być ZBYT przekonanym o własnej wyjątkowości, to nie choroba uczyniła nas wyjątkowymi, tylko to czego zdołaliśmy się nauczyć.
Dokładnie masz rację :) No ja nauczyłem się przez te 17 lat strasznie dużo wiesz przez internet aż tak się tego nie widzi jedynie po postach po rozmowie :) Gdybyśmy się wszyscy widywali to dopiero by się poczuło tą dojrzałość którą mamy :) Ale i tak wiemy jacy wszyscy tu jesteśmy już na tyle się znamy i są tu tacy ludzie że można o wszystkim rozmawiać :)
Czy dzieciństwo ma wpływ na chorobę
myślę ze jakiś na pewno ma bo jednak ten stres z dzieciństwa itd wychodzi w dorosłym życiu jak ja dd miałem w 3 klasie podstawówki już xd tylko wtedy wyryczałem sie i przeszło bo nie wiedziałem co to było wtedy xd
Jeżeli ktoś nie kocha Cię tak jakbyś tego chciał, nie oznacza to, że nie kocha Cię on z całego serca i ponad siły.
Strach boi się odważnych.
Per Aspera Ad Astra - Przez ciernie do gwiazd.
Nigdy nie wiesz jak silny jesteś, dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem jakie masz.

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5518
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:54

Re: Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: Victor » 11 listopada 2013, o 19:45

Temat przeniose tutaj o-nas-samych.html

Ania oczywiście, że ma wpływ i noże miec ogromny wpływ na to kim jestesmy oraz jacy jesteśmy. temat wychowania, dorastania, nabierania cech w tym okresie to temat jak rzeka, można by pisać i wymieniać.

Ale pokrótce mówiąc, według mnie na nas samych maja wpływ przede wszystkim geny i nie mówię tu koniecznie o dziedziczeniu zaburzeń psychicznych jak nerwica bo raczej samej nerwicy się nie dziedziczy ale pewne skłonności do strachu, oraz odpornośc na stres.
Genami przekazuje sie wszystko i podejrzewam, że tak samo przekazuje się układ nerwowy oraz osobowość człowieka. Ja sam w sobi widze podobieństwa do matki ale ojca przede wszystkim, niektórzy mówią, że to wynik wychowania ale ja przez ojca wychowywany nie byłem zupełnie, miałem bardzo rzadki z nim w sumie kontakt a jednak ta jego osobowość kłopotliwa przeszła na mnie. uważam więc, ze po pierwsze geny.
Ale geny nie muszą być juz pewnikiem, bowiem geny nie zawsze są przekazywane od rodziców bezpośrednio, czasem sa to geny babki, dziadka, jeszcze dalej, nieraz tak jest, że dziecko nie pasuje charakterem do rodziców a gdzieś do dalszej rodziny.

Dodatkowo to nie jest też główny wyznacznik, to przekazuje pewne cechy, osobowość, skłonności, drugim waznym etapem jest wychowywanie i dorastanie i tu już w sumie temat rzeka, bo może być dobra rodzina a dziecko schorowane nerwowo, np dlatego, że przeżywało katusze w szkole, albo rodzina patologiczna a dziecko zostało księdzem, bo jednak wydarzenia odbiły się na nim ale pewne cechy osoby nie spowodowały od razu zaburzen.
To w zasadzie wpływ na to ma zbyt wiele czynników żeby można było to opisywać, są to lata dorastania, dosłownie lata, gdzie nabieramy doświadczeń, traumy, lęków, według mnie dużo leży w wychowaniu przez rodziców, zbyt wielka obojętność też jest zła, zbyt duza troska także, straszenie dziecka zbytnie, że tego nie wolno, tamtego nie wolno bo coś się stanie, gruntuje czaeem u takiej małej osoby strach jako emocje przeważająca w życiu.
Wychowywanie wśród rodziców z lękami, depresjami też ma wpływ bo dziecko lęku się po prostu uczy.
Więc tutaj naprawde nie ma odpowiedzi dokładnej jak to się kształtuje, teorii może być wiele ale to po prostu zbiór różnych czynników, osobowości, skłonności, doświadczeń, nawyków wyuczonych itp.

Natomiast samo pytanie czy dorastanie dzieciństwo może mieć wpływ, to owszem może miec ogromny, nie jesteś Aniu pierwszym przypadkiem osoby, która w momencie wchodzenia w dorosłe życie nabyła większych lęków, takich osób jest mnóstwo,
w tym i ja choć zaburzenia miałem już od dziecka to jednak odbiło mi najbardziej własnie w takim momencie życia.

U ciebie może to być tak, że faktycznie marichuana była zapalnikiem ale tylko i dlatego, że ten okres nauki bycia dorosłym, powoduje zawsze stres, a może tak być, że stres, ten, który wytwarza się po prostu z życia w połaczeniu z maryśką, dał atak paniki i po prostu miara sie przebrała.
Tak naprawdę radze ci od siebie zbytnio nie martwić się tym, czy to wynik dzieciństwa i braku samodzielności czy efekt trawy bo tu może miec miejsce własnie kilka tych czynników.
Wchodzenie w takie dorosłe życie, jest stresem zawsze i jeśli w ciągu dorastania własnie nie wykształciliśmy w sobie samodzielności, poczucia odpowiedzialności jaką nalezy mieć, możemy po prostu przekroczyć nasza odporność i dostać lęku, trawa może w tym pomóc bo może dolac oliwy do ognia.

Natomiast nie widze powodów aby nie przełamywać lęków w taki sposób w jaki postanowiłaś, niczemu nie zagraza to czy lęk jest od trawy czy strachu przed samodzielnością, to nadal jest ten sam lęk, nie nalezy traktowac tego inaczej, to nie jest inny rodzaj lęku. tylko ten sam irracjonalny lęk, bowiem czy to trawa powoduje atak paniki przez traume z powodu objawów, czy strach przed samodzielnością przekracza nasza graniće odporności, wpadamy w to samo lękowe błędne koło.
TO SAMO.
Dlatego lęk należy na początku przerwać, wyjść z życia objawami i wrócic do życia realnego.
I teraz możesz mieć zmartwienie, co z tą samodzielnością? I strachem przed nią itd
Otóż nie aż tak wiele, nie jestem zwolennikiem zbytniego grzebania w przeszłości, choć ma to w wielu wypadkach duże znaczenie i dobrze jest być swiadomym w czym problem, bo może to być u ciebie problem ze strachem przed dojrzałością, bowiem w okresie dorastania mogłaś nie wykształcić w sobie tego, no okey ale jak to zmienić? Grzebiąc w przeszłości? Rozmawiając z rodzicami? otóż nie, tak samo jak przełamuje się lek nerwicowy, tak samo trzeba konfrontować się ze stresem, nie udała się raz samodzielnośc spróbowac ponownie, aż do skutku aż do wykształcenia w sobie pewnych cech, bo wierz mi, osobowośc człowieka jest jak plastelina, ile doswiadczeń tak się lepi. Jak rpóbujesz ja kształcić na własny użytek i próbujesz w życiu podołać czemuś, czemukolwiek, twoja naturalna odpornośc wzrasta, tak jak jako dziecko wykształciłaś to i owo, będziesz kształtowała dalej.
Wiem to po sobie i zaświadczam temu, że tak jest. Wiele nie potrafiłem, nie umiałem, bałem się, teraz wykształciły się we mnie nawyki inne, bardziej wytrwalsze, a wykształciły się przez próby i zmagania z stresami życia.
Nie jestem robocopem, bo tego się nie da osiągnąc jak nie masz takiej osobowości ale odpornośc i umiejętność radzenia sobie kształtujesz całe życie.

To do czego moim zdaniem warto wrócić w przeszłości to emocje, które poblokowalismy przez żal np do rodziców, ja miałem wielkie pokłady żalu do ojca, za jego lekcewazenie życia i obowiązku rodzica, za jego beztroskość kiedy miałem problemy w domu, w szkole, problemy z biedą, czułm do niego ogromną nienawiśc i jak go widziałem miałem ochote zabić. Któregoś razu zrobiłem mu tak wilką awanturę jak przyszedł do mnie, poszarpałem się znim, powiedziałem wszystko co czułem ten cały czas, a on palnał na koniec...'no ale czym się tak denerwujesz"... powinienem wtedy eksplodowac ale zrozumiałem, ze ten człowiek jest tak samo obarczony bagażem doświadczeń jak ja, takim samym jest zagubionym facetem jakim ja byłem w tamtym momencie, tyle, ze on przez swoje życie nie próbował tego naprawić.
Nie stał się od razu moim przyjacielem ale nienawiśc mineła, rozumiałem ze warto po prostu wyrzucić emocje bo blokowane robią krzywde nam, jednakże sami potrzebujemy pracowac na własny użytek, można się na kimś oprzeć ale kształtujemy się sami i czy to jest trudne do zrozumienia czy nie taka jest prawda.

tak więc strach przed samodzielnością nie wymaga grzebania w przeszłości, może trochę na potrzeby swiadomości co za to wpływa ale ogólnie strach taki kształtujemy próbując samodzielności. Tak najlepiej wpływac na nasze zycia bo ewolucja tak programuje organizmu że one mają się kształtować.
Wiec nie trac czasu na zamartwianie się od czego to, bo chodź to istotne nie aż tak w leczeniu objawów lęku i samej siebie.
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

Wiedźma
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 59
Rejestracja: 8 listopada 2013, o 10:18

Re: Czy dzieciństwo ma wpływ?

Post autor: Wiedźma » 15 listopada 2013, o 12:13

Ciekawy temat :)
Może rzucę coś od siebie. Jeśli chodzi o mój dość zaawansowany lęk społeczny i nerwicę, genezy dopatruję się już w dzieciństwie. Wtedy często słyszałam, że jestem dzieckiem poważnym, raczej izolującym się od rówieśników, małomównym. Pamiętam jak na weselu mojej kuzynki, miałam może ze dwanaście lat, wujek siedzący naprzeciwko mnie ciągle pytał czemu jestem taka smutna. Wtedy nie miałam pojęcia o co mu biega, bo przecież "ja taka jestem i już". Nie byłam smutna, raczej... myślałam za dużo. Nie bawiłam się, nie tańczyłam, bo bałam się ośmieszenia, mało jadłam żeby nie dopadły mnie sensacje żołądkowe, nudziłam się bo nie miałam co ze sobą zrobić, uśmiechałam się na siłę przez tego nieszczęsnego wujka (żeby znów się nie dowalił). Które dziecko ma takie obawy? I... nie wyrosłam z tego. Do tej pory mam awersję do wesel, olałam już trzy :D
Jako dziecko często denerwowałam się, wybuchałam złością, byłam lękliwa do przesady. To "rosło"razem ze mną, ewoluowało. W liceum miałam opinię raczej pewnej siebie, a mój chłopak który poznał mnie w tamtym okresie do dziś wspomina że wyglądałam i zachowywałam się jak niedostępny gbur. To co wziął za zadzieranie nosa i niechęć wobec ludzi, było po prostu zwykłą nieśmiałością, która swojej korzenie zapuściła już w dzieciństwie. W ogóle czytałam że mnóstwo ludzi lękliwych społecznie ma ten problem- są postrzegani jako wywyższający się i gardzący towarzystwem, podczas gdy my najczęściej boimy się odezwać.
Mam podobne zdanie co Victor. Mojego dzieciństwa nie zaliczyłabym raczej do udanych, ale też nie przeceniałabym jego wpływu na moje obecne problemy. Jestem na tyle dojrzała by mieć świadomość, że to co działo się piętnaście, dwadzieścia lat temu nie ma większego znaczenia. To zamknięty rozdział, a skoro nie przeżyłam potężnej traumy nie ma czego roztrząsać. Gdyby całe życie miało zależeć od tego jak wyglądało nasze dzieciństwo mam wrażenie, że większość z nas nigdy nie byłaby szczęśliwa. Mój chłopak wychował się w podobnym środowisku i warunkach co ja, mamy za sobą podobne doświadczenia, a jednak on nie ma żadnych problemów z psychiką, to najbardziej "normalny" człowiek jakiego znam. Ja z kolei jestem zaburzeniowcem. Również moje rodzeństwo jest podzielone. Ja i starszy brat jesteśmy nerwusami i mamy skłonności do depresji (ale tylko ja mam fobię społeczną), a siostra i młodszy brat są wyluzowani i rzadko słyszę by im coś dolegało. Ta sama rodzina, to samo wychowanie, a jednak diametralnie różne zachowanie w wieku dorosłym.
Może to sprawka genów, wtedy wychodziłoby na to, że ja przejęłam najbardziej felerne z nich :D a może po prostu tak mam i już?
Just below my skin I'm screaming

katka77
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 100
Rejestracja: 6 października 2013, o 11:04

Dzieciństwo?

Post autor: katka77 » 16 lutego 2014, o 21:01

Cały czas myślę, skąd ta moja nerwica się wzięła. Ona przecież od tak sobie nie powstaje. Wiele teorii mówi, że z dzieciństwai tak sobie dziś analizowałam, jak to było w moim przypadku. Rodzina niby ok, wszystko na miejscu- mama, tata, brat. Ale... Ja wiecznie bałam się o ojca, o jego zdrowie, o to czy mu się nic nie stało, nawet do tego stopnia, że jak gdzieś jechał, to byłam w stanie stać w oknie i godzinami czekać na niego i wyobrażając sobie najgorsze. Mam wiele takich sytuacji. Druga sprawa to rodzeństwo. Mój brat jest 6 lat młodszy, dużo chorował w dzieciństwie, a rodzice tylko nim się zajmowali. On miał wszystko lepsze, wszystko było mu można dać... Tak przynajmiej to odczuwałam wtedy. Ja czułam, że mnie nie kochają, nie poświęcali mi dużo uwagi. Już jako 5 letnie dziecko chodziłam sama 4 km do przedszkola, byłam bardzo samodzielna, musiałam radzić sobie sama. Ok, ale skąd nerwica? Jak to powstaje? Może Pan Hubert wypowie się fachowo? Ja chcę znaleźć przyczynę mojej nerwicy, choć przyznam, że powoli mi się wszystko rozjaśnia. Przecież wielu ludzi ma nie takie dziećiństwo, ale nie dostaje od tego nerwicy.

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5518
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:54

Re: Dzieciństwo?

Post autor: Victor » 16 lutego 2014, o 21:44

Nie da się na to jednoznacznie odpowiedzieć i tak naprawdę według mnie najważniejsze to patrzeć w przód a nie w tył i starać się oswjaać i przełamywać te granice strachu i nawyków lękowych jakie dała nam nerwica.
O przyczynach mniej więcej napisałem tutaj mozliwe-przyczyny-nerwic-zaburzen-lekowych-t3434.html
Ogólnie rzecz biorąc trzeba pamietać o jednym nerwice to każdy ma w sobie z nas, każdy człowiek może dostać nerwicy, dlatego, ze początek nerwicy to nic innego jak po prostu reakcja walcz bądź uciekaj, natomiast potem złe podejście do tego, nakręcanie, analizowanie doprowadza do pewnych utrwalonych nawyków lękowych i ogólnie rozmaitych objawów i nasza postać zmienia się w jeden wielki kłebek lęku.
Dlatego też uważam, i w zasadzie nieraz to zaobserwowałem, że nie kazdy musi mieć jakieś wydarzenia w wychowaniu, młodości, które mogły doprowadzić do nerwicy w przyszłości. Każdy człowiek ma własną pewna granicę odporności na stres, i czasem każdy, po prostu każdy, może w wyniku jakiś obciżeń, dostać nagle lęku czy napadu paniki, czy nawet jednego objawu, czy natręctwa a potem w zasadzie ona sam to nakręca, sam traktuje to jako chorobę, jako coś strasznego i zaczyna to w sobie utrwalac jako po prostu nawyk lękowy.

Nie da się na to odpowiedzieć, zę to jest tak i tak, bo może być tak jak napisałem wyżej a może być też tak, że ktoś odziedziczył pewne predyspozycje do bycia strachliwym, bo uważam, ze czasem geny jednak dużo moga w tym względzie zrobić, i pewne wydarzenia potem spowodowały wybuch nerwicy, może być też tak, ze dosrastanie, środowisko ukształtowało w nas lęk, czyli jakiś młody chłopak mógł mieć kompleksy w szkole, mógł być niski wzrostem, być szykanowany i mógł nabawić się jakiegoś lęku społecznego od tego, natręctw ogólnie nerwicy.
Może też tak być, że matka, która nas wychowywała była osobą, która straszyła nas jako dzieci, ze tego nie wolno, tamtego nie wolno, za bardzo straszyła, wszepiając w nas pewne zachowania bojaxliwe, przez co w chwili kryzysu szybciej dostaje się lęku, ataku paniki czyli szybciej działa reakcja walcz bądź uciekaj.
To naprawdę różnie może być, grunt to patrzeć teraz na to co możemy zmienić a możemy dużo, możemy sowić lęki, możemy przełamac błędne koło, wyjśc z hipochondrii, natręctw, leku społecznego itp
Natomiast jak ktoś ma nastawienie ogólnie "strachliwe" trzeba obrać pewną filozofię życia i tutaj puścić ta kontrolę tych "strasznych rzeczy" bo życia całego kontrolowac się nie da, i nastawienie do tego bardzo pomaga, uodparnia na to aby nie bać się tak bardzo wszystkiego.
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

Awatar użytkownika
Mr.DD
Odważny i aktywny forumowicz
Posty: 385
Rejestracja: 4 października 2013, o 14:17

Re: Dzieciństwo?

Post autor: Mr.DD » 16 lutego 2014, o 21:45

Katka mi się wydaje że własnie takie przekonania z dzieciństwa mogą być zalążkiem nerwicy. Np. u mnie też była pielęgnowana raczej od małego chociaż i tak mam dopiero 17 lat. Ja się poparzyłem jak byłem mały, niby w domu ok, ale w miarę jak dorastałem to kłótnie w domu i obserwacja jak rodzice traktują starszego brata który robi coś wbrew ich woli a nie ma nic w tym złego wykształciło u mnie też pewne zahamowania np. w kontaktach z kobietami, nie mówię że jestem ciotą, ale jakieś głupie przekonania, poczucie winy zaczęło się pojawiać :P Miewałem również częste takie niewiadomo skąd wzięte myśli katastroficzne, np. wracałem do domu i przychodziła mi myśl : a co jeśli wrócę a tam rodzice nie żyją. Właśnie często przychodziły mi takie dziwne myśli, albo miałem różnego typu wizualizację jak to dzieje się coś strasznego i dopiero wtedy się ktoś mną zajmuje i się o mnie troszczy. I z czasem właśnie jak się tak nasłuchałem to wmówiłem sobie że rodzice raczej mnie nie kochają, często czułem się samotny z tego powodu, a zaraz na jakieś 3 tyg. przed stanem DD miałem krótki epizod nerwicowy związany z moim sercem, dostałem dużego nadciśnienia, miałem około 160/100 utrzymujące się prawie ciągle, pamiętam jeszcze lęk stamtąd, strach że pewnie umrę, będe miał zawał itd. Nawet wtedy mi się dr włączyło ale nawet o tym nie wiedziałem. Wtedy też nie wiedziałem że prawdziwe wyzwanie stoi dopiero przede mną...
Pzdr ^^
Cier­pienie wy­maga więcej od­wa­gi niż śmierć.
Niektórzy po za­pad­nięciu zmro­ku już nie pot­ra­fią uwie­rzyć w słońce. Bra­kuje im tej od­ro­biny cier­pli­wości, aby docze­kać nad­chodzące­go po­ran­ka. Kiedy prze­bywasz w ciem­nościach, spójrz w górę. Tam cze­ka na ciebie słońce.

katka77
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 100
Rejestracja: 6 października 2013, o 11:04

Re: Dzieciństwo?

Post autor: katka77 » 16 lutego 2014, o 22:07

Dzięki wielkie za odpowiedzi. Moja pierwsza psycholog mówiła mi, że jak nie znajdziemy źródła to nic na moje zaburzenie nie poradzimy. Ja wiem skąd to może być, ale nie rozumiem mechanizmów. Bo jeśli to było dawno temu, teraz nie ma dla mnie znaczenia, a jednak się odzywa. Viktor Ty i tak wskazałeś mi drogę, jak iść dalej. Jest cholernie trudno, ale się nie poddaję. Mr dd faktycznie ja miałam tak samo, z tymi kłótniami i wizjami złego i pewnie w tym też coś jest. Miłego wieczoru :)

Awatar użytkownika
Victor
Administrator
Posty: 5518
Rejestracja: 27 marca 2010, o 01:54

Re: Dzieciństwo?

Post autor: Victor » 16 lutego 2014, o 22:11

Według mnie NIC bardziej mylnego być nie może niż mówienie, że trzeba dotrzeć do źródła, to jest moim zdaniem totalna bzdura, najczęściej do niczego nie trzeba docierać bo nawet nie ma konkretnie do czego, bo sa to często powiązane czynniki, wychowania, środowiska a my w którymś momencie po prostu wpadliśmy w lęki i utrwaliliśmy sobie nawyki lękowe, i teraz jak to wiemy pora zmieniać to, a przy okazji układać sobie życie pomimo trudności i objawów. Dzięki temu i wychodzimy z błednego koła i rozwijamy się.
To właśnie i przede wszystkim trzeba zmieniać.
Patrz, Żyj i Rozmyślaj w taki sposób... aby móc tworzyć własne "cytaty".
Historia moich zaburzeń lękowych i odburzania
Moje stany derealizacji i depersonalizacji i odburzanie


Przykro mi jeżeli na odpowiedź na PW czekasz bardzo długo, niestety ze mną tak może z różnych powodów być :)

blackhat
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 32
Rejestracja: 17 lutego 2014, o 22:18

Re: Dzieciństwo?

Post autor: blackhat » 6 marca 2014, o 15:25

Odgrzebie temat.
Z moim terapeutą też na spotkaniach szukamy źródła w dzieciństwie i zablokowanych emocjach, ale tak na prawdę nie widze tego tak bezpośrednio.
Teraz po prostu czuję się zawieszony i chcę robić coś z tym stanem, a grzebanie w przeszłości tylko pogarsza moje samopoczucie i samoocenę.
Co sądzicie o tym?

Awatar użytkownika
ddd
Odburzony Wolontariusz Forum
Posty: 1629
Rejestracja: 9 lutego 2012, o 21:54

Re: Dzieciństwo?

Post autor: ddd » 6 marca 2014, o 16:01

Wiesz no moze i przegrzebac trzeba czasem, zeby dojsc do pewnych emocji choc u mnie grzebano a i tak w koncu nie dalo mi to nic. Oczywiscie nie pisze zeby cie zrazac tak bylo w moim wypadku bo u mnie dziecinstwo bylo rozne, troche przejmowalem sie roznymi sprawami ale to tylko efekt tego ze zbytnuio przezywalem pewne sprawy, co tu szukac na sile? Emocja byl strach zbytni na wiele rzeczy i ot co. Do takich wnioskow doszlem i darowalem sobie w koncu to szukanie igly w stogu siana.
I zaczelem ofensywe wobec nerwicy i dalo to w koncu efekty. Teraz tez czasem sie przejmuje roznymi sprawami ale staram sie od razu lapac na tym i mowic oooo stop, co warte jest teraz ze bedziesz sie tym przejmowal jak za miesiac dwa i tak to sie rozwiaze pewno.
I nie mam juz nerwicy ani dd.
Pozdro bro
(muzyka - my słowianie)

Zaburzeni wiemy jak nerwica na nas działa, wiemy jak DD nam w bani rozpi***ala. To jest taa nerwica i lęk, to jest teen depersony wkręt!

Autor Zordon ;p

blackhat
Zarejestrowany Użytkownik
Posty: 32
Rejestracja: 17 lutego 2014, o 22:18

Re: Dzieciństwo?

Post autor: blackhat » 6 marca 2014, o 16:50

Bardziej myslałem o relacjach z rodzicami, rodzina dysfunkcyjna, ojciec depresja, wujek lęki.

Awatar użytkownika
ddd
Odburzony Wolontariusz Forum
Posty: 1629
Rejestracja: 9 lutego 2012, o 21:54

Re: Dzieciństwo?

Post autor: ddd » 6 marca 2014, o 17:33

No dobra no na pewno mialo to wplyw na uksztaltowanie Ciebie ale co dalej? Moim zdaniem trzeba sie ksztaltowac od teraz na nowo a nawalanie w nerwice od razu da samo z siebie poprawe swojego podejscia do siwata wokola i problemow ludzkich. Wiesz mozesz drazyc te tematy nie zapominajac o tym aby nie poddawac sie objawom i lękom.
(muzyka - my słowianie)

Zaburzeni wiemy jak nerwica na nas działa, wiemy jak DD nam w bani rozpi***ala. To jest taa nerwica i lęk, to jest teen depersony wkręt!

Autor Zordon ;p

ODPOWIEDZ